, niedziela 23 czerwca 2024
Nowe wiersze Jerzego Kronholda: Skok w poezję
Skok w dal w wierszu Kronholda jest skokiem w czasie, skokiem w przeszłość z gorzkawą, lekko ironiczną, niemal brutalną refleksją o życiu w pobliżu jego mety. Poeta jest właśnie dlatego poetą, że do takiej metaforycznej refleksji starczy mu jakikolwiek pretekst, na przykład przejście przez nieczynne boisko szkolne. fot: mat. pras.



Dodaj do Facebook

Nowe wiersze Jerzego Kronholda: Skok w poezję

STUDZISŁAW WIEŻYCA
Po co komu w Cieszynie wiersze cieszyńskich poetów? Prawdopodobnie tego rodzaju pytanie zadała sobie kiedyś dyrekcja tutejszej Miejskiej Biblioteki Publicznej i - jak zaświadcza katalog tej placówki - już dawno odpowiedziała na tę kwestię negatywnie. Nie ma bowiem książek z wierszami cieszyńskich poetów w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Cieszynie.

W cieszyńskiej bibliotece nie ma książek Kronholda, Macheja czy Gabrysia. To znaczy, przepraszam, są, ale zaledwie parę starych tomików. Jak na lekarstwo? Nawet nie tyle. Na przykład w przypadku Kronholda to tylko dwa czy trzy pierwsze jego tomiki jeszcze z czasów PRL-u, podobnie w przypadku Macheja - jedna książka z 1984 roku. Czyżby potem ci cieszyńscy poeci nic nie napisali? Wręcz przeciwnie, pisali cały czas i publikowali swoje zbiory wierszy w różnych miastach w Polsce, a nawet za granicą. Jednak w Cieszynie nikogo to nie zainteresowało. I z takiego też założenia - po co komu w Cieszynie wiersze cieszyńskich poetów? - wychodzą od wielu lat dyrektorzy cieszyńskich bibliotek. I jest to zgodnie ze słynną konstatacją pewnego cieszyńskiego radnego, który na początku bieżącego stulecia wyraził stanowisko tutejszych władz w sprawie poetów: „nam tu w Cieszynie poetów nie potrzeba”. Ten słynny radny nadal pozostaje radnym (z rządzącej obecnie partii dobrej zmiany), ale tym razem w powiecie.

Cieszyn, wbrew postulatom swoich radnych, ma swoich poetów, ale - co powinno miejscowych radnych cieszyć - nie są oni znani i czytani w Cieszynie. Jerzy Kronhold, również były radny, jest tu na przykład znany ze swojej kontrowersyjnej działalności społecznej, politycznej czy konsularnej, a nie jako autor czułych wierszy lirycznych. No, ale - jak skądinąd wiadomo - nikt nie jest prorokiem we własnym kraju, czyli nikt nie jest poetą w swoim rodzinnym mieście. Tym niemniej może warto by się pokusić o rzeczywiście dobrą zmianę w tej dziedzinie. Najwyższa pora coś już w tej sprawie zrobić, skoro sam poeta, który dawniej, w czasach swojej wielkiej aktywności publicznej, książki publikował rzadko, w ostatnich latach odrabia literackie zaległości i publikuje książkę za książką. Od 2012 roku, kiedy powrócił wydanym przez Zeszyty Literackie zbiorem wierszy „Epitafium dla Lucy”, wydał trzy książki. W samym tylko 2014 roku opublikował dwie: „Szlak jedwabny”, kolejny nowy zbiór wierszy (we wrocławskim wydawnictwie Warstwy) oraz „Wiersze wybrane” w prestiżowej serii krakowskiego Wydawnictwa A5, w której prezentowane są autorskie wybory klasyków polskiej poezji współczesnej - Julii Hartwig, Stanisława Barańczaka, Ryszarda Krynickiego i Adama Zagajewskiego. A przed paroma tygodniami nakładem Wydawnictwa Literackiego w Krakowie ukazał się „Skok w dal”, najnowszy zbiór wierszy Kronholda, wydany niejako na jego siedemdziesiąte urodziny.

Nie wiem, czy tytuł „Skok w dal” przyciągnie do tej książki kibiców sportowych. Jak to zazwyczaj w poezji bywa taki tytuł należy traktować metaforycznie. Właśnie metaforyczność jest ważnym czynnikiem i istotnym wyróżnikiem poetyckości w literaturze, także w wierszach Kronholda. Po przeczytaniu wiersza „Skok w dal” czytelnik może uświadomić sobie wieloznaczność, głębię, a nawet ryzykowne piękno tego terminu, jeśli się go oderwie od potocznego, sportowego znaczenia. Skok w dal w wierszu Kronholda jest skokiem w czasie, skokiem w przeszłość z gorzkawą, lekko ironiczną, niemal brutalną refleksją o życiu w pobliżu jego mety. Poeta jest właśnie dlatego poetą, że do takiej metaforycznej refleksji starczy mu jakikolwiek pretekst, na przykład przejście przez nieczynne boisko szkolne.

Pamięć i wyobraźnia to dwa motory poezji. W świadomości poetyckiej obraz starego boiska uruchamia wspomnienia, przywołuje dawne uczucia, uświadamia upływ czasu, pokonany dystans, wartość wysiłku i wynik osiągnięty w życiowych zawodach. Dla zainteresowanych kolorytem lokalnym znajdzie się tu nawet widok na Wieżę Piastowską. Poeta - w odróżnieniu od niepoetów - myśli i wyraża się metaforami. Oderwany od swojej prozaicznej, masowej sportowości termin skok w dal odsłania swój istotny, przeniesiony w inną sferę sens, który nadaje mu właśnie poeta. Myślenie metaforyczne otwiera inny wymiar wyrażeń i frazesów masowo powielanych w potocznym, codziennym języku. Skok w dal okazuje się metaforą ludzkiego życia, losu, dyscypliną gwałtownego ruchu poza czas i poza przestrzeń. Sztuka poetycka polega na tym, że tego typu bogactwo znaczeń można znaleźć w krótkim, skompresowanym wierszu. W książce „Skok w dal” znalazły się czterdzieści cztery takie wiersze.

Dlaczego zatem tego rodzaju poezja nie budzi zainteresowania bibliotekarek, radnych i czytelników? Czy taka gorzka wiedza o życiu w obliczu śmierci nie jest im potrzebna? Czy metaforyczność, która może być solą i siłą poezji, nie jest zarazem jej słabością? Dzięki wyrafinowanym, zwłaszcza nowoczesnym środkom poetyckim, mniej więcej od stu lat poezja ma opinię dyscypliny udziwnionej i niezrozumiałej. Tak też niestety, może być z czytelniczym odbiorem wierszy Kronholda, który dość konserwatywnie trzyma się w swoich wierszach przyjętej jeszcze w latach 60. ubiegłego stulecia postawangardowej poetyki. Jej patronami są poeci polskiej awangardy i Różewicz. W latach późniejszych pewien wpływ na Kronholda miał Miłosz, a potem także Adam Zagajewski, jego bliski słynny kolega z grupy Teraz. „Skok w dal” jednak pokazuje, że cieszyński poeta nie uległ tym ostatnim wpływom za bardzo i pozostaje wierny swojej wyobraźni i specyficznemu językowi, który absorbował także niektóre cieszyńskie gwarowe osobliwości. Kronhold nadal trwa przy swojej bardzo ekspresyjnej, trochę groteskowej, trochę surrealistycznej poetyce realizowanej wierszem wolnym, bez użycia interpunkcji, co często utrudnia czytelność i przyswajalność jego tekstów. W kontekście obecnej poezji polskiej tego typu wiersze są anachroniczne. Wyczuwa się w nich pewną arogancję autora, który chyba jednak nie za bardzo dba o współczesnego sobie czy przyszłego czytelnika, a swoje wiersze adresuje głównie do samego siebie i do kilku swoich bliskich, zwłaszcza kobiet ważnych w jego życiu. Wiele z tych osób już - tak to określa się eufemistycznie - odeszło, jest już po tamtej stronie doczesnego życia. To cała galeria ciekawych postaci, które zasługiwałyby na większą empatię dialogującego z nimi poety.

Tak bywa, że na starość nie tylko poeci rozmawiają z kimś obcym jak z kimś bliskim, a z kimś bliskim jak z kimś obcym. Umarłym dopiero po ich śmierci umiemy powiedzieć coś, czego nie byliśmy w stanie powiedzieć im za życia. W tej rozmowie dochodzi do głosu nawet fizjologia, dawniej wstydliwie przemilczana, a teraz awansowana do roli czynnika lirycznego. Poezja uczy, jak rozmawiać z naszymi bliskimi zmarłymi bez wstydu i strachu. Poezja ma często charakter zaduszny. Ale wiersze można czytać przez cały rok. I tak też jest z wierszami Kronholda z jego książki „Skok w dal”. Dlatego dobrze by było, żeby ta książka znalazła się w cieszyńskich bibliotekach.

Komentarze: (6)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Macheja mam, kupiłem parę lat temu, w cieszyńskiej księgarni.
Mam też cymelium - "Okropnie świńskie limeryki cieszyńskie", też z cieszyńskiej księgarni.
Wydawnictwo Guty 1642, isbn 83-902810-2-3, pod pseudonimem Wiesław Pasiecki ukrył się nieodżałowany Andrzej Żurek.
Jak pisze na pierwszej stroniczce tego drobiazgu:
"Bo ten autor to jest z Cieszyńskiego,
nawet skończył jakaś szkółkę z polskiego.
Zawsze taki poważny
chciał być raz nierozważny
i napisać coś okropnie świńskiego."
.
No i pisał.
O Cieszynie tak:
"Dzielny Jurek, co to był z Cieszyna,
coś nie bardzo z kobietami zaczynał.
Raz się zawziął od rana
i wydupczył Floriana.
Jeszcze dotąd ma chuja na szynach."
.
No więc można i pisać, i znaleźć w księgarniach - wystarczy chcieć.
p.s.
jeszcze o Iskrzyczynie:
"Jakiś siedlok, co był z Iskrzyczyna,
patrzy - ostatnia już przyszła godzina..."
...
a może ktoś tu też ma ten tomik i dokończy?
p.s. 2.
Kronholda nowego nie znam - ale felieton Studniopława na jego temat jest dla mnie kompletnie niestrawny. Przywołuje wspomnienia męki doznawanej na lekcjach polskiego w szkole średniej, kiedy zmuszano nas do absorbowania glutowatych lektur obowiązkowych, do których młody ambitny polonista Witold B. kazał nam dorabiać analogiczną, surrealistyczna ideologię. Studniopław chyba wziął to na serio.

Mach - 10/10!

Mach dosyć sprawnie rozszyfrował osobę recenzenta poezji p. Kronholda. Z tekstu artykuu wynika, że prawie nikt nie czyje potrzeby czytania cieszyńskich poetów, zatem czytają się i recenzują wzajemnie. Jakie to żałosne!

Nie tykając poety Pana Jerzego Kronholda, usiłuje odpowiedzieć na pytanie postawione na wstępie tekstu przez autora artykułu. Po co komu w Cieszynie wiersze cieszyńskich poetów?
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Już na samym wstępie artykułu , promującego poetę , zastanowiła mnie osoba autora powyższego tekstu -Studzisława Wieżyca. Googluje- i nic. Zazwyczaj, ktoś powszechnie znany promuje osobę znaną, a tu konspira. Ale już po pytaniu wstępnym, wyczuwam florianusa- Po co komu w Cieszynie wiersze cieszyńskich poetów?
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Rozumiem, że poezja poza tą ludową o charakterze lokalnym jest czymś uniwersalnym a jedynym kryterium jest popularność i poczytność poezji zapisanej w strofach przez autora. Miałem możliwość poczytania wierszy z tomika 'Niż" 1990- przyznam, że dla takiego technokraty jak ja odczytanie przekazu autora nie do końca była dla mnie zrozumiała- cóż nie mam duszy artystycznej, folklor to już co innego.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Googluję dalej, i dochodzę do wniosku, że pan Jerzy musi staranniej dobierać recenzentów bo czasami strasznie plotą.
Czytam, innego recenzenta naszego poety niejakiego Piotra Matywieckiego, który również zadaje pytanie, na które usiłuje sam udzielić odpowiedzi czy też powołuje się na samego poetę-cytuję- dlaczego sam Kronhold tak rzadko publikuje?i dalej odpowiada;" bo dla niego prawda uczucia i etyki ma prymat, a nie prawda literatury"- zatem trudno się dziwić ,że poeta jest mało znany skoro publikuje rzadko. Muzyk, który nie gra nie będzie znanym, tak jak publicysta, który nie publikuje.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Dalej Piotr Motywiecki pisze o" poruszających delikatnie akcentach lokalności w wierszach tego poety. Chodzi tu jak sam pisze o Śląsk Cieszyński i jego pejzaże, jego przyrodę, która niejako sama z siebie wysuwa czułość" , przytaczając na tę okoliczność następujące strofy
Pomiędzy Nikiszowcem a Giszowcem
Zdarzają się dorodne lipy i kasztanowce
Zdarza się wielka miłość,
między dziewczyną a chłopcem,
niezwykła czułość
między Giszowcem a Nikiszowcem.- zwracam uwagę panu Piotrowi Motywieckiemu, że Nikiszowiec i Giszowiec to enklawy kultury Górnego Śląska.
Życzę, poetom z cieszyńskiego sukcesów, nie trzeba wzajemnie się adorować. Wystarczy robić swoje i dobierać recenzentów przynajmniej odróżniających co jest a co nie jest Śl.Cieszyńskim oraz,że poezja ma wymiar poza lokalny, jeżeli nie ogranicza się do miejscowej gwary.

.

Fajnie, tylko po co mieszać w jedym tekście dwa porządki? Recenzja osobno i tekst interwencyjny osobno. A brak książek Z.Macheja i J.Kronholda to rzeczywiście sprawa bardzo wstydliwa dla biblioteki.

Po co? No przecież tekst ten powstał nie dla uczczenia Kronholda, któremu autor "recenzji" oddaje niedźwiedzią przysługę, stawiając go na tym samym poziomie, na którym sam się z zapałem lepszej sprawy próbuje ulokować. Chodzi o zwykłą, a właściwie... ordynarną autopromocję. Siebie i swojej arogancji, przez autora przypisywanej tylko Kronholdowi. Ale jestli nawet Mach był w stanie rozszyfrować poetycki pseudonim autora, to rzecz całą uznać można tylko za kolejny strzał kulą w płot, a raczej... we własną stopę autora.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama