, niedziela 24 marca 2019
W pogoni za brunatnym jeleniem: Wiewiórka z ulicy Bielskiej (felieton)
Wydra Robak w lot rozumiała Paskowe polecenia, polowała na ryby, które donosiła swojemu panu z pobliskich strumieni i stawów, przez co w podróży zapewniała mu wyborny wikt i sławę wśród szlachty sięgającą dworu Jana III Sobieskiego.  fot: ARC SPOT



Dodaj do Facebook

W pogoni za brunatnym jeleniem: Wiewiórka z ulicy Bielskiej (felieton)

Wczoraj na ulicy Bielskiej niewiele brakowało, a przejechałbym wiewiórkę. Zwierzątko przemknęło błyskawicznie przed kołami mojego auta, czmychając z jezdni między ciemne krzewy i drzewa za szpitalnym ogrodzeniem. W tym miejscu, niedaleko od skrzyżowania Bielskiej z Wyższą Bramą, nie byłem rozpędzony i nawet nie nacisnąłem na hamulec. Zwinna wiewióreczka przeleciała mi przed oczami jak strzała i na szczęście do krwawej kolizji nie doszło.

Kiedyś letnią nocą spotkałem jeża na rogu Chrobrego i Bobreckiej - na chodniku koło szacownego budynku Sądu Rejonowego. Nawet nie próbował przede mną uciekać. Spotkanie dzikiego zwierzęcia - choćby to była tylko wiewiórka lub jeż - w samym centrum starego miasta budzi we mnie dreszcz niemal metafizycznej emocji. To jest spotkanie dwóch różnych światów. Wydawałoby się, że w dobrze oswojonym, wybrukowanym, zaasfaltowanym i zajeżdżonym przez samochody, zadymionym i zatrutym spalinami śródmieściu na poziomie krawężnika można spotkać co najwyżej szczura, a tu, patrzcie: wiewiórki i jeże. Inne, dzikie gatunki ziemskich istnień. Obce stworzenia, nieznane istoty. A zatem nie jesteśmy tu sami, są jeszcze zwierzęta i to zwierzęta nieudomowione, nieoswojone. Niekoniecznie są tu stałymi mieszkańcami. Ale dlaczego wchodzą na nasze ulice? Skaczą pod koła naszych samochodów? Czego szukają w mieście? Czy tylko pożywienia? Może to jakieś mutanty? Może roznoszą jakieś choroby? Może to jakieś kosmiczne potwory jak w filmie „Obcy: ósmy pasażer Nostromo”?

W Těšínskych listach, czyli biuletynie Urzędu Miejskiego w Czeskim Cieszynie wyczytałem niedawno, że w listopadzie zeszłego roku na ulicach Czeskiego Cieszyna zginęły pod kołami samochodów trzy wydry. Najpierw zdziwiło mnie, że w okolicach Cieszyna wydry w ogóle występują. Wydry - jak informują czescy ekolodzy - wymordowane przez ludzi i strute przez zanieczyszczenie wód wytraciły się z doliny Olzy niemal zupełnie jeszcze w latach 60. ubiegłego stulecia. Wpisane na listę zwierząt ściśle chronionych wróciły tu pod koniec zeszłego wieku, kiedy dzięki oczyszczalniom ścieków i innym technologiom czystość wód w naszych rzekach zaczęła się poprawiać. Polacy, którzy zaglądali do „Pamiętników” Jana Chryzostoma Paska, wiedzą, że wydra to bestyjka bystra, a nawet inteligentna, do człowieka poczciwego łacno przywiązać się mogąca, a oswojona wiernym towarzyszem i przyjacielem ludzkim na co dzień zdolna zostać i pożytki w domu zapewnić rozmaite. Jan Chryzostom Pasek, znany skądinąd pieniacz i awanturnik skazywany wielokrotnie na banicję i infamię, opisał szczegółowo swoją wydrę nazwaną Robakiem w 1680 roku. Wydra Robak w lot rozumiała Paskowe polecenia, polowała na ryby, które donosiła swojemu panu z pobliskich strumieni i stawów, przez co w podróży zapewniała mu wyborny wikt i sławę wśród szlachty sięgającą dworu Jana III Sobieskiego. W domowych pieleszach zasypiała ze swoim panem na jednym łożu, ale jak było trzeba, pełniła rolę domowego stróża i budzika, zwłaszcza kiedy Pasek miał na czas wstać i wytrzeźwieć. Na nieproszonych gości potrafiła rzucić się z wrzaskiem i kąsaniem jak pies. Sława wydry pana Paska sięgała królewskiego dworu i Jan III Sobieski zapragnął mieć to niezwykłe, rezolutne zwierzę u siebie w Wilanowie. Pasek chcąc nie chcąc oddał królowi swego pupila, lecz Robak na dworze królewskim nie czuł się dobrze, stale osowiały tęsknił za swoim poprzednim panem. Niedługo wyzwolił się z obroży i uciekł na wilanowskie pola, gdzie nieszczęśnik został ubity przez jakiegoś dragona. - Król przez cały dzień i nie jadł i nie gadał z nikim; wszytek dwór jak powarzony. Takci i mnie zbawili tak kochanego zwierzęcia, i sami się nie nacieszyli - skonstatował rozżalony Pasek w swoich „Pamiętnikach”.

W naszym stuleciu myślenie o tym, co jest ludzkie, a co jest nie-ludzkie bardzo się zmieniło. Posthumanistyczna filozofia porzuciła złudny i zgubny antropocentryzm. To, co ludzkie, definiowane jest obecnie na nowo nie tylko wobec nie-ludzkich form życia, ale także w perspektywie takich hybryd technologicznych jak cyborgi. Myśl, że zwierzęta bywają bardziej ludzkie niż ludzie, nie jest jednak niczym nowym. Zwierzęta nie polują na siebie w obrębie własnego gatunku. Owszem walczą ze sobą, ale nie organizują dla swoich pobratymców obozów zagłady. Nie prowadzą hodowli zwierząt na potrzeby masowego przemysłu spożywczego. No i nie jeżdżą samochodami.

Samochody to maszyny agresywnie antyzwierzęce, zabójcze dla żywej przyrody. W artykule o wydrach, które zginęły pod kołami samochodów na terenie Czeskiego Cieszyna, przytoczono także statystykę Agencji Ochrony Przyrody i Krajobrazu Republiki Czeskiej, która wydała mi się nieprawdopodobna, a nawet szokująca. Dotyczy ona liczby zwierząt, które giną rocznie na czeskich drogach. 500 000 zajęcy, 350 000 jeży, 70 000 bażantów, 52 000 saren. To są dane przybliżone - parę tysięcy wte lub wewte nie zmienia jednak tego przerażającego obrazu. Jeżeli te dane są faktyczne, to na czeskich drogach rozgrywa się po prostu masakra. Masowa zagłada fauny. Apokalipsa zwierząt.

W Czechach giną też zwierzęta z Polski, bo dla zwierząt granice nie istnieją. Kolizje samochodów ze zwierzętami są podobno na porządku dziennym w okolicy przejścia granicznego Boguszowice- Kocobędz. Zwierzęta migrują, poruszają się własnymi trasami, które niestety gdzieniegdzie muszą przeciąć się z drogami ludzi. Wskutek ruchu drogowego populacja niektórych gatunków zwierząt zmniejsza się w Europie dramatycznie. Dotyczy to w szczególności zajęcy, jeży, ropuch, lisów, borsuków. Nie znam odpowiednich statystyk dla Polski, ale że w kraju pomiędzy Odrą a Bugiem ten problem narasta, świadczy także nowopowstały ciekawy portal Zwierzęta na Drodze (www.zwierzetanadrodze.pl), gdzie pojawiają się pierwsze zbiorcze dane i analizy dotyczące śmiertelności dzikich zwierząt na drogach w Polsce. Okazuje się, że gatunkiem o zaskakująco wysokiej śmiertelności na polskich drogach jest także wiewiórka. W tym tygodniu wiewiórka z ulicy Bielskiej była na szczęście szybsza ode mnie.

Komentarze: (3)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

zgadzam się to naprawdę narastające zjawisko. Na drogach ginie mnóstwo jeży, saren. Myślę, że potrzebna jest w tym względzie odpowiednia edukacja dla kierowców. Zwierze na drodze należy traktować ze zrozumieniem i ostrożnoscią.

Stojącą krowę na drodze można traktować partnersko i ze zrozumieniem. Pytanie jak w ten sam sposób potraktować przebiegającego sarnę lub dzika, którą się widzi zaledwie przez dwie sekundy przed zderzeniem?

Jeże i wiewiórki to mutanty, jakieś kosmiczne potwory???
Moja rada: czasami trzeba przestać myśleć, aby zorientować się w sytuacji.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama