, niedziela 15 września 2019
W pogoni za brunatnym jeleniem: Zaginione miasteczko nad Olzą (felieton)
Przedtem życiodajna dla całego miasta rzeka domowa w 1920 roku najpierw zmieniła się w niezagojoną ranę, a później w traumatyczną bliznę. fot: ARC SPOT



Dodaj do Facebook

W pogoni za brunatnym jeleniem: Zaginione miasteczko nad Olzą (felieton)

FLORIANUS
Cieszyn nie został odzyskany. Cieszyn pozostaje nadal utracony, a nawet zaginiony. Jak biblijna Sodoma, bretońskie Ys czy nadbałtycka Wineta. Stary Cieszyn, stolica Księstwa Cieszyńskiego, zaginął bezpowrotnie w 1920 roku brutalnie przepołowiony i podzielony pomiędzy Polskę i Czechosłowację. Od tamtego czasu jest to miasto rozdwojone jak język zaskrońca. Podział Cieszyna i Śląska Cieszyńskiego był jak kataklizm, jak fala tsunami. Starodawne miasteczko niby to nadal istniało, ale w istocie zostało zmiecione z mapy Europy, gwałtownie skreślone w świadomości jego mieszkańców. Wielu z nich wyjechało stąd na zawsze. Ich miasto zostało rozdarte, przecięte, przepołowione - czyli w gruncie rzeczy zniszczone. Trafione i zatopione. Jak Atlantyda.

Olza stała się rzeką graniczną rozdzielającą polski Cieszyn na jej wschodnim brzegu i Český Těšín na brzegu zachodnim. Przedtem życiodajna dla całego miasta rzeka domowa w 1920 roku najpierw zmieniła się w niezagojoną ranę, a później w traumatyczną bliznę. Stała się także żywym i płynnym dowodem uświadamiającym absurdalność państwowych granic wyznaczanych contra naturam przez polityków, strategów i funkcjonariuszy narodowych państw. Olza przez wieki była w Cieszynie rzeką domową, płynnym fundamentem miasta. Zawłaszczenie jej przez taką czy inną nację, nazywanie jej inną nazwą po czesku, też było absurdem. Rzeka, na której postawiono granicę państwową ze strażą graniczną z lornetkami i karabinami, została skażona przez zatrutą ludzką ideologię. Olza, choćby nawet jej wody były czyste, nie mogła już być tutejszym Jordanem, świętą rzeką oczyszczenia, jak chciał tego w 1889 roku nauczyciel Jan Kubisz, autor pieśni „Płyniesz, Olzo”. Ale zrzucanie z jej nurtu państwowej granicy poprzez wcielanie jej koryta przemocą do tego lub tamtego państwa też nie przynosiło niczego dobrego.

Dopiero akcesja obu państw, które były beneficjentami rozbioru Cieszyna, do Unii Europejskiej, a zwłaszcza ich wejście do strefy Schengen, otworzyło granicę i przywróciło Cieszynowi nadzieję na odzyskanie utraconej jedności. Teraz, kiedy jedność Unii okazuje się krucha i zaczyna się przywracanie wewnętrznych granic państw unijnych, błogosławieństwo bezgraniczności Olzy, radość z dopiero co otwartego w Cieszynie Ogrodu Dwóch Brzegów jest zmącona. Granica znowu zaczyna generować niepokój i strach. Los Cieszyna związany jest ściśle z losem Europy. Póki co najbardziej cieszą mnie w Cieszynie stale jeszcze otwarte mosty, których nazwy bardzo lubię - Most Przyjaźni i Most Wolności. Nie wydaje mi się, żeby w Cieszynie obie te wartości były dziś jakoś szczególnie cenione. Jednak jeżeli nie będziemy się ich trzymać - zginiemy. Cieszyn, w którym przywrócona zostanie kontrola graniczna, zginie definitywnie, ostatecznie, na wieki.

W 1920 roku dotychczasowa tożsamość Cieszyna została rozcięta no dwoje, rozbita na kawałki, bezpowrotnie utracona, a nowej tożsamości nie udało się zebrać, pozszywać, zintegrować właśnie według takich wartości jak wolność i przyjaźń. Owszem, po jednej i po drugiej stronie granicy na Olzie od razu zaczęło się budowanie własnej, odrębnej administracji i infrastruktury, odrębnej kultury i własnego, fantomowego patriotyzmu pod sztandarami narodowych państw, ale idea jednego miasta nad Olzą została zaprzepaszczona. Przepołowienie i podział Cieszyna, jego rozbiór po pierwszej wojnie światowej, wydaje się jakąś nałożoną na to miasto karą, wynikiem obłożenia klątwą, której przyczyna zaginęła w pomroce dziejów.

Cóż uczynili cieszyniocy w minionych wiekach takiego złego, że Bóg pokarał nie tylko ich samych, ale przede wszystkim ich potomstwo. Jakież to świństwa popełnili tutejsi mieszczanie, a jakie plugastwa miejscowe mieszczki? Czym zgrzeszyli tutejsi katolicy, a czym tutejsi ewangelicy? Czym przewinili miejscowi Polacy, Czesi i Żydzi, a czym Niemcy, Austriacy i Węgrzy? Czym się zhańbili tutejsi książęta, a czym ich poddani? Może to dlatego, że Matkę Boską przywiezioną z honorami przez księcia Przemka z Pragi, po jego śmierci gwałtem zabrano na Stary Targ i zamalowano olejną farbą? W jakiej korupcji ugrzęźli urzędnicy z ratusza? W jakie szambo wpadli żołnierze z koszar? Jakie grzechy miał na sumieniu tutejszy kler i za co nie dostali rozgrzeszenia parafianie? Czy spalono tu jakąś czarownicę, która w istocie była święta jak Joanna d’Arc? Za jakie bluźnierstwo? Za jakie sprawki diabelskie? Czy sprofanowano święte relikwie? Jakie zbrodnie przemilczają tutejsze kroniki? Jakich okropieństw nie odnotowała „Gwiazdka Cieszyńska”, bo były tak straszne, że jej redaktorom aż włos jeżył się ze zgrozy na głowie? Może kogoś strącono z wieży albo utopiono w studni? Jaki to był donos? Czyja zdrada? Jaka rozpusta? Jakie kazirodztwa? Jakie rabunki? Jaka mokra robota? Czyja krew woła o pomstę do nieba? Czyje klątwa nie została odczyniona? Jaka to klątwa? A może to nie wina steloków tylko jakichś przyjezdnych? Może miasto przeklął jakiś gość hotelu Pod Brunatnym Jeleniem, którego podtruto nieświeżym mięsem i skwaśniałym piwem? A może to klątwa Brunatnego Jelenia, któremu złamano poroże? A może to Kutuzow, którego tutejsza ladacznica zaraziła francą? Może Sobieski chciał sobie stąd zabrać trzy pieski, ale zarżnęli je tutejsi hycle? Może miasto przeklęli jeszcze Celtowie? Albo husyci? Albo niemieccy aktorzy, których wygnano z tutejszego teatru?

Gdy rozum śpi, budzą się upiory. Od 1920 roku dawny, niepodzielony, prawdziwy Cieszyn jest już tylko miastem widmowym, legendarnym i tajemniczym, coraz bardziej zagadkowym i niezrozumiałym dla własnych mieszkańców i dla ich gości, dla tutejszych rezydentów i turystów, których jest coraz mniej. Skutki fatalnej klątwy są nie do odwrócenia jak woda w Olzie. I, niestety, wody w Olzie też ubywa. Ale to już inny temat.

Komentarze: (13)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Taki sam kamień graniczny jest nie daleko od mojego domu w Kaczycach,rozdziela on Polskę i Czechy w miejscowościach -Kaczyce i Karvina Raj. Kamienie są takie same z napisem 1920. Szukałem innych z tą datą lecz nie znalazłem w pobliżu.

Cóż uczynili Cieszyniocy współcześni, że są indoktrynowani ponurym nastrojem florianusa, że Bóg pokarał tym ponurym nastrojem autora tekstu, ale że usiłuje On przelać go w dusze czytających? jakich to świństw się dopuścił a jakie to plugastwa na mieszkach praskich i bratysławskich wypisywał, ze znów do zaginionego miasteczka nad Olza powrócił? Czym On zgrzeszył?Czym się zhańbił?Czy i tam zamalowywał świątki? No, za jakie to grzechy?Czyżby za korupcję? W jakie to szambo wpadł?Za jakie diabelstwo?Jakie zbrodnie wprowadziły Go w tak ponury nastrój ,że jeży się nam włos na głowie jak to czytamy?Może to był donos, ze goni brunatnego jelenia w parku narodowym? Może zdrada?Może rozpusta? Jakieś kazirodztwo? jakaś brudna robota-może rabunek?Może to klątwa Brunatnego Jelenia a teraz go goni? Gdy obudził się w Cieszynie florianus wraz z nim obudziły się jego upiory. Dlatego w swoich felietonach oprócz prześladujących nas Jego upiorów przybywa wody ,której brakuje już w Olzie.

no proszę, Mach próbuje się wybić na literacką niepodległość...

Jerzy Oszelda,
który co każdy artykuł próbuje się wybić na cokolwiek - MUSI ODEJŚĆ.
R E D A K C J O! błagam, usuńcie konto Panu Oszeldzie Jerzemu!

I niech zabierze ze sobą Małgorzatę Bryl!

zwracam uwagę na tego trola molestującego od dłuższego czasu J. Oszeldę - to jest już zwykła chamówa, i myślę, że pora by zbanować takie teksty

jak byliśmy młodzi, to popularne było, takie nieeleganckie powiedzenie: "po nazwisku, to po pysku..."

Ten posępny nastrój florianusa spowodowany jest zapewne typowym sezonowym zaburzeniem afektywnym. Ale nic to, bo rokowania są dobre. Wystarczy wyjść na świeże powietrze i choćby tylko godzinkę w tygodniu pokicać razem z kodziarzami na rynku to i stan sezonowego przygnębienia minie jak ręką odjął.

A mnie się podoba, że jest to leżące na terenie dwóch państw, wielokulturowe i wielonarodowe miasto. Widzę w tym wielką szansę dla Cieszyna. Oczywiście, pod warunkiem, że pozostanie strefa Schengen i nigdy nie wróci ta bezsensowna granica.

Nieważne, czy zegarek zosta muł ukradziony, czy też sam go komuś ukradł, interesujące jest tylko to, że jest zamieszany w kradzież? Tyleż efektowne, co głupie.

a tu z kolei - zupełnie nie wiadomo o co Anonimowi, chodzi...

kokieteryjny,groteskowy,historiozoficzny tekst - gdzie fakty mieszają się z widmami wyobrażeń i meta-dociekań, Cieszyn jak groźne, półmityczne cielsko..po odłamaniu jednego poroża, jeleń zamienia się w jednorożca...Cieszyn podzielony, rozpołowiony - bezskutecznie jedna połowa szuka drugiej, miasto, które zamiast przesiewać radośnie teraz, błąka się po cieniach przeszłości...duchy przodków karleją, przywoływane mało refleksyjnie na wydarzenia ku czci...miasto broczące rzeka Olzą, w której utonął, czy bezpowrotnie? duch i etos tej
unikalnej wspólnoty...

Pan jerzy Oszelda MUSI odejść

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama