, sobota 15 czerwca 2019
W pogoni za brunatnym jeleniem: Reaktywacja dekomunizacji (felieton)
Pod względem możliwości wykorzystania rond do nowej polityki historycznej Cieszyn po sąsiedzku wyprzedziła gmina Hażlach. fot: ARC SPOT



Dodaj do Facebook

W pogoni za brunatnym jeleniem: Reaktywacja dekomunizacji (felieton)

FLORIANUS
Powraca kwestia dekomunizacji ulic. Co więcej, szykowana jest ustawa w tej sprawie. Bo poprzednia dekomunizacja ulic nie została przeprowadzona jak należy do końca. Po 1989 roku nadawanie nazw ulicom stało się w Polsce demokratyczne, ale nie przestało być polityczne. W ramach dekomunizacji na początku lat 90 poprzedniego wieku w polskich miastach zmieniono PRL-owskie nazwy ulic, które za patronów miały osoby, instytucje i organizacje związane z komunizmem - symbole poprzedniego reżimu. Ale nie wszystkie. W Cieszynie dekomunizacja ulic przebiegała opornie tak jakby Cieszyniocy nie mieli pewności, czy zmiany po wyborach z 1989 i z 1990 roku są trwałe. Teraz już nie będą mieli nic do gadania w tej sprawie. Wszystko za nich rozstrzygnie ustawa.

Prawdziwi Cieszyniocy niejedną zmianę nazewniczą już przeżyli i ze zmianami nazw ulic się nie śpieszą, a jak już te zmiany wreszcie nastąpią, to odnoszą się do nich z rezerwą, a nawet je ignorują, bo takie mają obyczaje i przyzwyczajenia, które chętnie nazywają swoją tradycją, tak jest im lepiej, milej lub wygodniej. Dzięki takiej postawie przeczekać można niejedną nazwę, przetrwać niejeden reżim. Jak główna ulica miasta nazywała się Armii Czerwonej, to wspominało się, że kiedyś to była Głęboka i nawet za Niemców nazywała się Tiefe Gasse. A jak już przywrócono nazwę Głęboka, to trudno się było do niej przyzwyczaić. Ale już na zmianę nazwy ulicy Armii Ludowej czekać trzeba było znacznie dłużej. W końcu jednak nazwy cieszyńskich ulic zdekomunizowano i wydaje się, że obecnie trudno byłoby tutaj znaleźć coś do zdekomunizowania, choć nie jest wcale wykluczone, że coś jednak wpadnie w jastrzębie oko i pod patriotyczne szkiełko obecnych dekomunizatorów. Nowa, mocno zideologizowana i upartyjniona administracja chciałaby się jednak wyraźnie zaznaczyć, odcisnąć swoje piętno.

Sęk jednak w tym, że w Cieszynie nie ma czego na nowo nazywać. Obecna administracja musiałaby wybudować nowe ulice albo zmienić nazwy dotychczasowe, które często odnoszą się do dziejów Polski, historii i topografii lokalnej, choć jeszcze częściej są zupełnie ahistoryczne i apolityczne. Właśnie takich apolitycznych i ahistorycznych nazw ulic jest w Cieszynie najwięcej. Akacjowa, Bażancia, Bociania, Borsucza, Bukowa, Cicha, Chabrów, Chłodna, Czereśniowa, Dębowa, Długa, Dobra, Dolna, Dojazdowa (tak jakby inne ulice nie były dojazdowe), Działkowa, Dzika. A to dopiero początek alfabetu. Dla obecnej administracji i obecnych dekomunizatorów mogą to być nazwy mało wartościowe, bo nie oddają ducha dobrej zmiany, nie są dostatecznie patriotyczne.

Te wszystkie przyrodnicze i topograficzne nazwy można by zmienić na prawdziwie patriotyczne nazwy dające jasne i dobitne świadectwo o tym, że obecna administracja w Cieszynie też ma w głębokiej pogardzie nie tylko PRL z TW „Bolkiem” na czele, ale także patologiczną III RP. Bo na przykład jak jest możliwe, że w Cieszynie jest ulica Limanowskiego, a nie ma ulicy Piłsudskiego, jest ulica Morcinka, a nie ma ulicy Dmowskiego? Wszystkie te Ciche, Jaskółcze, Jeżowe, Łabędzie, Łąkowe, Majowe, Ogrodowe, Owocowe, Słowicze ulice można by zamienić na ulice pod patronatem wielkich polskich patriotów, najlepiej w sutannach albo w mundurach. Zgodnie z wytycznymi obecnie obowiązującej polityki historycznej i rządowej propagandy. Wszystkie te sielankowe ulice można by nazewniczo zaciągnąć do patriotycznego, antykomunistycznego wojska. Może wtedy lokalna administracja, ideowo bardziej zwarta, silna i gotowa, lepiej obroniłaby nasze granice i dojazdowe do nich ulice przed niską emisją zza Olzy, przemytnikami narkotyków i uchodźcami z niespokojnych, muzułmańskich krain.

Ale może jednak nie wszystko jest stracone, czyli nazwane. Co prawda ulice w Cieszynie są już ponazywane, ale bezimienne pozostają ronda. Rondo ma kształt doskonały i idealny również dla wyznawców jedynie słusznej polityki historycznej. Także dlatego, że nikt przy nim nie mieszka. W związku z tym koszty mianowania ronda są minimalne. Nazwanie ronda nie generuje jakichś szczególnych nakładów społecznych, nikt nie musi zmieniać adresów i pieczątek, nie są potrzebne zmiany w dokumentach i nowe zapisy w księgach wieczystych, korekty w informatorach i systemach informatycznych. Pod względem możliwości wykorzystania rond do nowej polityki historycznej Cieszyn po sąsiedzku wyprzedziła gmina Hażlach.

Gmina Hażlach, podobnie jak inne podcieszyńskie gminy, już co najmniej kilkanaście lat temu awansowała swoje wiejskie drogi do rangi ulic, którym nadano nazwy. Ale tuż za Parchowcem, u zbiegu dwóch wojewódzkich dróg, które tutaj nazwano ulicami Cieszyńską i Jastrzębską, czyli koło Fukały, pewien radny z Zamarsk, zauważył bezimienne rondo. I jako mundurowy patriota dostrzegł w tym miejscu szansę na naznaczenie go patriotyczną polityką historyczną. Złożył w Urzędzie Gminy Hażlach wniosek o nadanie rondu koło Fukały imienia Danuty Siedzikówny, pseudonim „Inka”. Urzędnicy gminni jednak rozumnie uznali, że sprawa jest poważna i trzeba ją poddać pod publiczną debatę. Zaprosili mieszkańców gminy Hażlach do wyrażenia swojej opinii na ten temat lub zgłoszenia własnych propozycji nazwania tego ronda. Wypowiadać się w tej sprawie można jeszcze przez kilka dni - do 10 marca.

Ponieważ niemal od urodzenia jestem związany z gminą Hażlach, pozwalam sobie zatem wyrazić swój pogląd na temat nazewniczego wniosku radnego z Zamarsk. Generalnie jestem przeciwny. Jestem przeciwny nazywaniu tego ronda, bo wystarczy mi tu tradycyjna nazwa tego miejsca, czyli „koło Fukały”. A jeżeli już z jakichś względów owo rondo musi być nazwane, to niech ta nazwa jakoś wiąże się z Hażlachem. Może w historii Hażlacha też są jacyś nieznani bohaterowie, niekoniecznie żołnierze wyklęci, ale za to niezłomni cywile, których trzeba wreszcie odkryć i upamiętnić. Ilu z nich zginęło w minionym stuleciu w chaosie dwóch nieludzkich wojen światowych? Z całym szacunkiem, ale „Inka” nie miała nic wspólnego z Hażlachem i nie ukrywała się w Parchowskim Lesie. Historia Hażlacha jest niejednoznaczna jak historia całego Śląska Cieszyńskiego. Nie można do niej przyklejać wyłącznie polskich nalepek, które miałyby zakryć tutejszą wielokulturowość, wielonarodowość i wielowyznaniowość. I jest w niej więcej wartości godnych upamiętnienia niż teraz wydaje się tutejszym radnym z tej czy innej partii.

Komentarze: (16)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Rondo trzeba nazwać imieniem Josefa Seppa Allerbergera - stacjonował w gminie Hażlach, wystrzelał sporo ruskich i przyjaźnił się z mieszkańcami, równiez po wojnie.

Z tą nazwą dla ronda jest jak z krzyżykiem zawieszonym na szyi.
Ozdabia się jeden z drugim takim złotym drobiazgiem albo tatuuje krzyż na czole, wpina święty obrazeczek w sweter, i już wszem i wobec ogłosił się Katolikiem i Chrześcijaninem.
No nie, nie na tym to polega. To tak nie działa. Z takich to "chrześcijańskich" środowisk wywodzi się często najbardziej agresywna, faryzejska, obłudna i plugawa ekipa "obrońców kościoła" i "wiary przodków".
Zaś z tych, co na siłę chcą nas uszczęśliwiać przeróżnymi pomnikami, rondami czy mostami - a to "poległych i zdradzonych w Smoleńsku", "prezydenta Tysiąclecia L. Kaczyńskiego", czy nawet "bohaterskiej Inki" - w złej czy dobrej wierze - z nich widzę uformowaną karawanę pierwszych w odwrocie w sytuacji prawdziwego zagrożenia, kolejkę po nienależne ordery czy do okienka z napisem "Tu donosimy".
Bo, proszę państwa, nie takie dęte zatęchłym powietrzem gesty, a codzienna i pełna poświęceń praca dla dobra wspólnoty świadczy o naszym patriotyzmie.

Szanowny Panie Jerzy Oszelda,
czy potrafi Pan odróżnić agresję i zniszczenie od obrony? Tytułem analogii, ponieważ obrazowe przedstawienie sytuacji najprostszą drogą trafia do przekonania, pozwalam sobie zadać takie pytanie: jeśli ktoś napadnie na Pański dom (nie życzę, broń Boże! ) - czy obrona rodziny równoznaczna jest z agresją i zniszczeniem? Czy wtedy przeleje Pan jednak swoją cenną niewątpliwie krew w obronie Pańskiej Żony i Dzieci, pomimo tego, że uważa Pan podobne zachowanie za arogancję, agresję, zniszczenie - "archetyp" zgodnie z teorią wyznawaną przez przedstawiciela hinduizmu Osho *Bhagwan Shree Rajneesha, głoszącego strategię "porzucenia w kulminacji".? I czy nazwałby Pan wtedy siebie "psychopatą"? A Polacy z zasady wojen nie wywoływali - byli tylko jej ofiarami... Od kiedy więc ofiary nazywa się w ten sposób? Papugą narodów można raczej nazwać tych, którzy widząc, co się dzieje w krajach zachodnich nie wyciągają z tego wniosków (sprawa edukacji, uchodźców, gender itp.), ale ślepo je naśladują, nie patrząc na skutki dla społeczeństwa! A co do sprawy Wałęsy -TW "Bolka" i bohaterskiej "Inki" - Danuty Siedzikówny - sam Pan pisze, że nigdy nie wiadomo, jak się zachowamy w takiej, a nie innej sytuacji, ponieważ większość dałaby się złamać... No i właśnie dlatego zamiast zohydzać takich patriotów, jak "Inka" pojęciami typu "agresja, zniszczenie, arogancja, psychopaci - jednak warto pokazywać świetlane wzory Osób, które w o wiele bardziej trudnych warunkach nie dały się złamać! To właśnie One mają stanowić wzór postępowania w takich sytuacjach dla przyszłych pokoleń! Tym bardziej, że za swoją postawę zapłaciły najwyższą cenę, a Ich bohaterstwo miało zniknąć pogrzebane wraz z ciałem bohaterów w bezimiennych mogiłach, przysypanych dla zatarcia zbrodni śmieciami, albo przywalone nagrobkami ich oprawców! To, że "Inka" nie urodziła się w Hażlachu - czy to ma oznaczać, że nie jest godna upamiętnienia? Przecież Hażlach jest w Polsce, "Inka" była Polką - może być przykładem dla młodzieży hażlaskiej również...A odpowiadając adwersarzom, argumentującym, że Hażlach też ma swoich bohaterów - co do innych postaci pochodzących stąd - np hrabiny z Kończyc Wielkich - Osoby o wrażliwym sercu , również odważnie stającej w obronie krzywdzonych - Jej imieniem nazwana jest już szkoła - przepiękny gest społeczności hażlaskiej, mającej we wdzięcznej pamięci swoich dobroczyńców! Trudno o piękniejszy i bardziej wymowny pomnik! Imię bohaterskiej Inki godne jest upamiętnienia nie tylko w Hażlachu - dla tej pięknej i ambitnej miejscowości nie będzie wiec żadnym afrontem, raczej będzie świadczyło o tym, że mieszkańcy potrafią docenić wartości takie, jak odwaga, męstwo, bohaterstwo!

Hażlach "piękny i ambitny" - no takiego lizusostwa to się można było nauczyć jedynie w PZPR, PiS albo na plebanii.

Bo wydaje się, ze o łowcy brunatnego (!) jelenia. Zresztą poczytajcie sami: "Mówiąc dosadnie, oni w ogóle nie są opozycją, oni się tylko branzlują opozycyjnością. Upajają się odgrywaną przed publicznością i sobą tragikomedią moralnego sprzeciwu. I choć z nawyku i na użytek zachodnich protektorów krzyczą, że jutro przyjdą ich miliony, zarazem pławią się we wzniosłym poczuciu, że wszystko stracone i przegrane, bo "kurdupel" odwołał się do ciemnych stron Polaków, bo wszystko poszło w ogóle w złym kierunku, narasta w świecie szowinizm, ksenofobia i fundamentalizm - ach! I pojękując z masochistyczną rozkoszą na pluszowym (na razie przynajmniej) krzyżu nie jest oczywiście ta "elita" zdolna zrozumieć nawet rzeczy tak elementarnej i podstawowej, jak to, że triumfy Marine Le Pen, popularność wśród Brytyjczyków idei "brexitu", a wśród Węgrów Orbana etc., to prosty skutek wieloletniej przewagi tych właśnie lewicowych, poprawnościowych i totalniackich idei, które są dla nich punktem odniesienia i jedyną "oczywistą oczywistością". A kto i gdzie to napisał? sami sobie wygugllujcie.

po co takie brednie przenosisz tutaj?

temat ulic uważam za mało istotny, chociaż charakterystyczny dla nowej, uzurpatorskiej, destrukcyjnej władzy PiS...

Skoro koszty mianowania bezimiennego ronda są minimalne. Skoro nikt urzędowo nie ma zamiaru zabraniać używania ani teraz, ani w przyszłości tradycyjnej nazwy - "koło Fukały", to o co felietoniście F. może chodzić skoro poświęcił temu tematowi mu sążnisty artykuł?
Pewne światło rzuca na tę sprawę postać proponowanej patronki ronda.
„Inka” jako 17-letnia dziewczyna, po aresztowaniu – mimo tortur w UB – odmówiła składania zeznań obciążających kolegów z AK i NIKOGO NIE WYDAŁA. Nie udało się podważyć jej hartu ducha, który zachowała nawet wówczas, gdy oprawcy rozbierali ją do naga, a do celi wpuszczali ubliżające jej żony ubeków, którzy zginęli w akcjach przeciwko oddziałom „Łupaszki”. Trudno zapomnieć słowa, które „Inka” napisała krótko przed jej zamordowaniem w grypsie do sióstr Mikołajewskich:„Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”.
Jakim kontrastem dla niej jest inny nasz obecnie modny i legendarny bohater. (legendarny bo każdą legendę cechuje to, że zawiera elementy prawdziwe i zmyślone).
W ostatnich dniach odbyły się w kilku miastach naszego kraju nawet manifestacje KOD, których uczestnicy tym razem skakali na placach w obronie czci Lecha.
Zaraz po ujawnieniu dokumentów dotyczących agenta „Bolka”, deklarowane poparcie dla Lecha zaczęło zataczać coraz szersze kręgi, obejmując wszystkie środowiska społeczne bez wyjątku. Prawdomównego Lecha Wałęsę popierają teraz zarówno partyjni, jak i bezpartyjni, wierzący, jak i niewierzący.
Niestety były prezydent z powodu swej nieokiełznanej gadatliwości pociągnął swoich zwolenników na dno raz przyznając się dobrowolnie do pisania donosów, raz twierdząc, że to robota jego sobowtóra, raz zaprzeczając, a innym razem stwierdzając , że osoby na których donosił dzisiaj nic nie znaczą. Obrońcy Lecha obecnie już tylko dowodzą, że wtedy kiedy za pieniądze donosił na swoich kolegów z pracy był nieopierzonym młodzieńcem, mającym zaledwie 27 lat. (a Inka w chwili śmierci miała lat 17). Co im innego zostało?
Myślę, że nie jest tajemną wiedzą jakie środowiska lansują postać Lecha na wzorzec moralny, w kontrze do Inki.
Nie przypadkowo istniejący pomnik Inki w Krakowie został już w 2013 r. zdewastowany.
PS. Inka walczyła, a nie ukrywała się w lesie!!!!!

Porównywanie "Inki" z Wałęsą jest tyle niezgrabne, co perfidne...nigdy nie wiemy, jak zachowamy się w sytuacjach granicznych, większość dałaby się złamać, takie postawy bohaterskie, zdarzają się rzadko i ten hart ducha ma często, podłoże duchowe...kontekst /nagonka na Wałęsę/, również jest niefortunny...
Polska nie jest krajem bohaterów, tylko normalnych, zwyczajnych ludzi, chociaż na tle innych narodów, należymy do krajów walecznych, co wcale nie odbija nam się na zdrowiu...a raczej wpędza w resentymenty, zachowania nacjonalistyczne, nawet autorytarne /patrz polityka J. Kaczyńskiego i jego dworu/...co paradoksalnie może prowadzić własnie do nowych
konfliktów społecznych, napięć międzynarodowych czy nawet nowych teatrów wojny...
Przelewanie krwi za naszą i waszą wolność, to archetyp, którego moc powoli gaśnie, chociaż, jak to bywa w historii /oraz w wypadku zachowań ludzkiego organizmu/, obecne wzmożenie niebezpieczeństw, może uwolnić nas od rosnących napięć - ale do tego potrzeba wrażliwości humanistycznej i mądrości w ocenie sytuacji - Osho *Bhagwan Shree Rajneesh, nazwał taka strategię postępowania - porzuceniem w kulminacji...
Arogancja, powołująca do życia agresję i zniszczenie - to czarny scenariusz psychopatów czyli uwalnianie się od napięć poprzez wojny - nie muszą nikogo przekonywać, jak szalona i zawodna to strategia - niestety Polacy słabo uczą się na swoich błędach...a także zaletach innych narodów...wciąż chcemy chcemy być "papugą narodów"...

Szanowny Panie Jerzy Oszelda,
czy potrafi Pan odróżnić agresję i zniszczenie od obrony? Tytułem analogii, ponieważ obrazowe przedstawienie sytuacji najprostszą drogą trafia do przekonania, pozwalam sobie zadać takie pytanie: jeśli ktoś napadnie na Pański dom (nie życzę, broń Boże! ) - czy obrona rodziny równoznaczna jest z agresją i zniszczeniem? Czy wtedy przeleje Pan jednak swoją cenną niewątpliwie krew w obronie Pańskiej Żony i Dzieci, pomimo tego, że uważa Pan podobne zachowanie za arogancję, agresję, zniszczenie - "archetyp" zgodnie z teorią wyznawaną przez przedstawiciela hinduizmu Osho *Bhagwan Shree Rajneesha, głoszącego strategię "porzucenia w kulminacji".? I czy nazwałby Pan wtedy siebie "psychopatą"? A Polacy z zasady wojen nie wywoływali - byli tylko jej ofiarami... Od kiedy więc ofiary nazywa się w ten sposób? Papugą narodów można raczej nazwać tych, którzy widząc, co się dzieje w krajach zachodnich nie wyciągają z tego wniosków (sprawa edukacji, uchodźców, gender itp.), ale ślepo je naśladują, nie patrząc na skutki dla społeczeństwa! A co do sprawy Wałęsy -TW "Bolka" i bohaterskiej "Inki" - Danuty Siedzikówny - sam Pan pisze, że nigdy nie wiadomo, jak się zachowamy w takiej, a nie innej sytuacji, ponieważ większość dałaby się złamać... No i właśnie dlatego zamiast zohydzać takich patriotów, jak "Inka" pojęciami typu "agresja, zniszczenie, arogancja, psychopaci - jednak warto pokazywać świetlane wzory Osób, które w o wiele bardziej trudnych warunkach nie dały się złamać! To właśnie One mają stanowić wzór postępowania w takich sytuacjach dla przyszłych pokoleń! Tym bardziej, że za swoją postawę zapłaciły najwyższą cenę, a Ich bohaterstwo miało zniknąć pogrzebane wraz z ciałem bohaterów w bezimiennych mogiłach, przysypanych dla zatarcia zbrodni śmieciami, albo przywalone nagrobkami ich oprawców! To, że "Inka" nie urodziła się w Hażlachu - czy to ma oznaczać, że nie jest godna upamiętnienia? Przecież Hażlach jest w Polsce, "Inka" była Polką - może być przykładem dla młodzieży hażlaskiej również...A odpowiadając adwersarzom, argumentującym, że Hażlach też ma swoich bohaterów - co do innych postaci pochodzących stąd - np hrabiny z Kończyc Wielkich - Osoby o wrażliwym sercu , również odważnie stającej w obronie krzywdzonych - Jej imieniem nazwana jest już szkoła - przepiękny gest społeczności hażlaskiej, mającej we wdzięcznej pamięci swoich dobroczyńców! Trudno o piękniejszy i bardziej wymowny pomnik! Imię bohaterskiej Inki godne jest upamiętnienia nie tylko w Hażlachu - dla tej pięknej i ambitnej miejscowości nie będzie wiec żadnym afrontem, raczej będzie świadczyło o tym, że mieszkańcy potrafią docenić wartości takie, jak odwaga, męstwo, bohaterstwo!

dziękuję za utrzymaną w kulturalnym tonie,polemikę...otóż nie dość uważnie przeczytała Pani moje uwagi - piszę przecież, że nadludzko zdeterminowana "Inka" należy do chlubnych wyjątków, ale wpisując ją w archetyp "bohatera na śmierć i życie",sugeruję, że czasy martyrologii odchodzą powoli w przeszłość...bo i zmienia się ewolucyjnie charakter prowadzonych wojen - niestety w żółwim tempie ale zgodnie z rytmem i charakterem karmy zbiorowej, odchodzą ze świata, nękający dramatycznie i tragicznie go, dyktatorzy i ludobójcy - nie zohydzam patriotów, tylko ostrzegam przed pewnymi projekcjami typu, tworzenia napięć binarnych, typu "swój Polak i ten obcy wróg" -nie będę rozwijał tego wątku - wystarczy odnieść się do doświadczeń starszego pokolenia bądź przykładów z historii innych narodów bądź przeczytać,przestudiować kilka książek,np Tony Judt, Timothy Snyder "Rozważania o wieku XX", Dalaj Lamy"Etyka na nowe Tysiąclecie"czy David Matsumoto, Linda Juang "Psychologia międzykulturowa"...widzę, że myślenie Pani obraca się wokół dualnych opozycji "my-oni" - otóż przeciętny obywatel, to nie archaiczny bohater męstwa ale człowiek, który "daje się" złamać...wobec brutalności,
zbrodniczych instynktów tragicznej przemocy oraz kompulsywnego okrucieństwa złoczyńców...żywoty bohaterów nadludzkiej wytrzymałości ginących w np w torturach za Ojczyznę, przypominają losy żywotów chrześcijańskich świętych - to śmierć na ołtarzu historii
i krew okupiona cierpieniem ale to tylko podobieństwo porządków religijnego oraz wziętego z indywidualnych, niekoniecznie religijnych zachowań, chociaż przecież mogą się one przenikać, uzupełniać czy nawet łączyć w świadomej koincydencji...oczywiście ślepe naśladownictwo w przypadku ruchu uchodźców czy gender jest wysoce niefortunnym sformułowaniem...dla mnie "Inka" oraz inni bohaterowie, nie są wzorem, w sensie wpisania ich w poczet wzorców wychowawczych dla młodzieży,są natomiast żywymi symbolami nieugiętości charakteru i hartu ducha - to ekstremalne wyjątki tryumfu ducha nad ciałem w stosunku do normy kruchości ludzkiej natury, która ulega żywiołom niszczących emocji oraz dynamice naszego pomieszania i niewiedzy- ja również, idąc tokiem rozumowania Florianusa, wolałbym,żeby upamiętniano w Haźlachu "lokalnych bohaterów" (patrz:projekt społeczny wcielany w Polsce prez wybitnego psychologa społecznego, Philipa Zimbardo; patrz też,wydane w j.polskim /tłumaczenie/,jego prace, m.in. pierwszą na świecie wszechstronną i niezwykle kompetentną monografię psychologii zła, pt "Efekt Lucyfera...nie będą dalej rozwijał poruszanych wątków,pozostając ze skromnym apelem,żebyśmy uważnie rozglądali się wokół, gdyż "bohaterowie codzienności" a nie tylko nadzwyczajnych wydarzeń, są wśród nas...

Typowo plemienne zacietrzewienie.
I raczej nie na temat, o którym pisze JO.
..
Można wychowywać do walki i od małego ostrzyć dzieciom pazury - ale można też kształtować dla pokoju i współpracy.
Część polskich katolików ma niezrozumiałą w świetle ewangelii skłonność do utożsamiania istoty ludzkiego bytu z koniecznością walki - to chyba spuścizna krwawej historii tego kościoła.
Niejaki Gandhi całkiem niedawno udowodnił, że można wielkie cele osiągać bez użycia przemocy.
Polacy z Lechem Wałęsa na czele to potwierdzili.
Mur berliński runął bez jednego wystrzału.
..
Przykład z "napadaniem na dom JO" jest tak infantylnie bałamutny, że niewart komentowania.
Epatowanie tragiczną postacią Inki to kontynuacja tradycji cierpiętniczej celebracji bolesnych ofiar.
..
Moja propozycja - Szanownej Pani raczej to do głowy nie przyszło - niech to będzie Rondo im. Lecha Wałęsy.
Albo im. Jacka Kuronia.
Zacznijmy czcić i honorować bohaterów, którzy zwyciężali w swojej walce.

W tej twojej bitwie "Inka" służy za listek figowy - jest pretekstem, pod którym przemyca się na ołtarze bandytów takich jak "Bury" czy "Ogień",
formuje bojówki a la Neściorowe zielone ludziki w Stonawie,
mobilizuje do współpracy z nimi subkulturę kibolską i neofaszystów,
zafałszowuje historię według własnego widzimisię paru oszołomów i teraz przy poparciu budżetowych pieniędzy,
organizuje wulgarny hejt typu gwizdy i plugawe okrzyki nawet na cmentarzach, podczas uroczystości pogrzebowych,
z wyżyn władzy w stronę tłumów obywateli tego kraju rzuca się bezczelne obelgi i oskarżenia - gorszy sort, zdrajcy, ubecy, złodzieje itede- sam lepiej je znasz, pewnie na pamięć
...
Jeśli jesteś taki hop do przodu, że się podniecasz Inką i plujesz na Wałęsę - to tylko dlatego, że wygodnie dupsko usadziłeś przed kompem, żarcia i picia masz dokoła ile zechcesz, a w necie możesz publikować największe brednie, jakie ci twój dęty "narodową dumą" procesorek wygeneruje.
Dziękuj za to Lechowi Wałęsie, komiksowy bohaterze, bo bez niego byś gębę w kuble trzymał i kombinował, jak i co z werku ukraść, jak i co mówić, żeby się nie narazić i pałą po łbie nie dostać od byle kaprala.
A Ince daj święty spokój - na ile znamy Jeji tamtych czasów obraz i historię, z pewnością spojrzała by na całą tę "patriotyczną" hucpę nacjonalistycznej bolszewii z pogardą i obrzydzeniem.

Pojedynczy dureń, to po prostu dureń. Kiedy jednak zbierze się aż dwóch durniów, to z tego robi się całkiem nowa jakość. Powstaje większość, która charakteryzuje się zbiorową mądrością, a nawet – nieomylnością.

w skrócie pis

I - Garbate
II - Pogięte
ewentualnie drugi zestaw:
I - im. Kaczora
II - im. Donalda
(ta wersja powinna pogodzić obie od lat zwaśnione strony politycznego sporu)

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama