, niedziela 9 sierpnia 2020
Wypadek na torze saneczkowym w Ustroniu
Zaraz po wypadku okazało się ponadto, że w pobliżu nie było żadnego ratownika, który mógł udzielić pierwszej pomocy. fot: Czantoria kolej linowa



Dodaj do Facebook

Wypadek na torze saneczkowym w Ustroniu

MAŁGORZATA BRYL
Wypadek na torze saneczkowym w Ustroniu

Mężczyzna niezwłocznie po zdarzeniu sfotografował uszkodzoną część, a zdjęcia przesłał do naszej redakcji, fot. ARC SPOT


Wypadek na torze saneczkowym w Ustroniu

Do naszej redakcji przyszedł list od ojca, którego kilkuletnia córka w wyniku wypadku w ubiegłym tygodniu doznała obrażeń na torze saneczkowym na Czantorii w Ustroniu. Postanowiliśmy sprawdzić tę sprawę, a właścicielowi toru zadaliśmy kilka pytań o bezpieczeństwo tego miejsca.

- Dnia 15.08.2016 r. moje dziecko doznało obrażeń nosa i buzi na torze saneczkowym na Czantorii w Ustroniu. Stan techniczny tych oto saneczek jest masakryczny, zwłaszcza lin, pewnie nie miały przeglądu od kilku lat. Kiedy zjeżdżaliśmy z dzieckiem na dół, było wszystko dobrze, ale w momencie, kiedy pracownik zapina drążek do saneczek, aby wciągnąć cię z dzieckiem na górę, ten oto "pałąk" urwał się i uderzył moją 7-letnią córkę prosto w twarz. Był ogromny płacz i krew na całej buzi - pisze w liście zbulwersowany ojciec dziecka.

W rozmowie telefonicznej z naszą redakcją rodzic stwierdza, że stan wyeksploatowanej liny, po której saneczki były wciągane na górę, był zły, nie dziwi go więc, że ta pękła i uwolniła metalowy drążek. Mężczyzna niezwłocznie po zdarzeniu sfotografował tę część, a zdjęcia przesłał do naszej redakcji.

Zaraz po wypadku okazało się ponadto, że w pobliżu nie było żadnego ratownika, który mógł udzielić pierwszej pomocy. - Pan z obsługi dzwonił gdzieś i stwierdził, że nie ma żadnej opieki medycznej, a GOPR jest gdzieś, ale nie wiadomo gdzie! Brak jakiejkolwiek opieki medycznej, zainteresowania ze strony pracowników - wymieniają poirytowani rodzice. Po wypadku ruch na torze saneczkowym został od razu przywrócony. - Nikt nie przejął się tym zdarzeniem, nie skontrolowano reszty lin przy pozostałych saneczkach - dodają.

O stanie dziecka na chwilę obecną pisze nam jego ojciec. - Na szczęście skończyło się to wizytą u laryngologa, nie ma złamania, został obrzęk noska i naczyń krwionośnych, ale strach i przerażenie dziecka, jak i moje zostało i zostanie... - przyznaje. - Ta sprawa nie zostanie tak po prostu zapomniana na pewno będę dążyć do tego, aby nadzór techniczny tam zajrzał i skutecznie skontrolował urządzenia na torze saneczkowym - podkreśla.

Pytania w tej sprawie zadaliśmy Zbigniewowi Kufrejowi, prezesowi zarządu Kolei Linowej Czantoria Sp. z o.o. w Ustroniu, która zarządza torem saneczkowym. Kufrej przedstawia swoją wersję zdarzeń, jego zdaniem przyczyną wypadku było niezastosowanie się do regulaminu toru saneczkowego. - Po zaczepieniu sanek do linki wyciągu, który wciąga sanki wraz z pasażerami po pochylni do miejsca startu i przejechaniu ok. 5 metrów, doszło do zerwania linki wyciągu. Sanki zatrzymały się, bo unieruchomił je automatyczny hamulec, drążek holujący opadł na ziemię, ale drążek hamulcowy, który winien być bezwzględnie trzymany przez pasażera w pozycji od siebie, a nie był trzymany, odskoczył do tyłu i uderzył dziecko w nosek. Drążek hamulcowy posiada specjalne zabezpieczenie w postaci krążka z miękkiej gumy – mówi nam Zbigniew Kufrej.

Jak twierdzi prezes Kolei Linowej Czantoria Sp. z o.o. w Ustroniu, o obowiązku trzymania drążka hamulcowego mają być informowani wszyscy użytkownicy toru, miał być więc o tym informowany też ojciec poszkodowanej dziewczynki. - Przy zaczepianiu orczyka wyciągu do sanek, operator toru przypomina każdemu pasażerowi o obowiązku trzymania drążka hamulcowego, a obowiązek ten wynika z regulaminu toru saneczkowego, obrazują go tablice informacyjne rozmieszczone przy torze i informuje o nim również operator obsługujący stanowisko startowe - wyjaśnia Kufrej, według którego w omawianym przypadku drążek nie był trzymany i to spowodowało wypadek.

A co z opieką ratowniczą i udzielaniem pierwszej pomocy na miejscu, której w tym przypadku zabrakło, jak twierdzą rodzice? Kufrej wyjaśnia: - Kolej Linowa Czantoria sp. z o. o. korzysta odpłatnie z usług GOPR-u w sposób ciągły przez cały sezon zimowy i doraźnie w okresie letnim. W okresie letnim zabezpieczamy szczególnie wydarzenia i imprezy organizowane na Czantorii. Obiekty Kolei Linowej są wyposażone w środki pierwszej pomocy i posiadamy pracowników przeszkolonych w zakresie udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej. W sytuacjach trudnych informujemy GOPR lub pogotowie ratownictwa medycznego.

Zapytaliśmy także prezesa, jakie konkretnie kontrole w ostatnim czasie wykonano na torze saneczkowym. - Wszystkie urządzenia dozorowe będące w posiadaniu Kolei Linowej Czantoria Sp. z o.o. w tym również tor saneczkowy i wyciąg, są kontrolowane i badane przez Transportowy Dozór Techniczny - Oddział Terenowy w Katowicach. Przeglądy i badania odbywają się dwa razy w roku, a mianowicie wiosną i jesienią. Ostatni przegląd i badania były przeprowadzane w marcu br. Niezależnie od powyższego przeprowadzane są codzienne i okresowe przeglądy stanu technicznego urządzeń, co wynika z Regulaminu Technicznego Kolei i co wykonujemy z należytą starannością, mając na względzie bezpieczeństwo i zadowolenie naszych klientów - wyjaśnia Zbigniew Kufrej.

Komentarze: (4)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Witam, będąc częstym klientem tegoż toru saneczkowego stwierdzam że małe dziecko zawsze jedzie pod opieka osoby dorosłej i w tym przypadku jeśli doszło do uderzenia drążkiem hamulcowym w twarz dziecka winę za to zajście ponosi wyłącznie rodzic który nie zastosował się do regulaminu i oznaczeń, tor saneczkowy to obiekt sportowy i każdy zjeżdża na własna odpowiedzialność. Jeśli ktoś jedzie drogą na rowerze i zedrze sobie buzie o asfalt to nie powinien mieć pretensje do siebie, a w tym przypadku dziecko jechało pod opieka ojca, który teraz cała winę chce przerzucić z siebie na stan techniczny zjeżdżalni , gdyby stosował się do regulaminu na pewno zajścia by nie było. , Jeśli potrzebna była interwencja medyczna to dlaczego ojciec dziecka po zajściu był zainteresowany robieniem zdjęć a nie pomocą poszkodowanemu dziecku telefony alarmowe są ogólnie dostępne, natomiast wzywanie pogotowia lub GOPRU w tym przypadku myślę było by bezpodstawne a wręcz karalne, trudno żeby wzywać pogotowie do stłuczonego noska. Te urządzenia są tak skonstruowane , że zerwanie linki holującej nie stanowi zagrożenia dla pasażerów, po prostu saneczki zatrzymują się i tyle.Drążek hamulcowy może uderzyć dziecko tylko wtedy gdy nieodpowiedzialny rodzic go nie trzyma łamiąc tym samym regulamin. Rozdmuchując ten temat widać, że mamy do czynienia z ludźmi nie odpowiedzialnymi,

Transportowy Dozór Techniczny się już zajmuje sprawą

Znudzeni monotonią pracownicy toru saneczkowego, zwłaszcza gdy jest duże nasilenie ruchu, nie wspominają nawet o trzymaniu drążka, który w tym przypadku nie był zakończony "miękką gumą" ale plastykowym krążkiem z ostrymi krawędziami! W budce obsługi na dole toru nie było nawet waty czy bandaża a co dopiero mówić o apteczce "wyposażonej w środki pierwszej pomocy". Nie pozwolono nawet zrobić zdjęć!!! Tor saneczkowy otwarty do końca mimo zdarzenia...

Wyjaśnienia P.Prezesa mnie nie przekonują. Obowiązek trzymania dźwigni hamulcowej to jedno a zerwanie się linki holowniczej to drugie. A to drugie wystąpić nie może. Skoro zaś linka się urwała to była po prostu nadwyrężona /naderwana/. Analogicznie urywają się linki na wyciągach orczykowych- zwijanych. Najlogiczniej jest wymieniać bez czekania aż się urwie. Wypadało by założyć/ ustalić jakiś resurs i się go trzymać. Co zaś się tyczy okresowych przeglądów to oczywiście w momencie oględzin urządzenie jest OK natomiast że się zepsuje np. na drugi dzień to już z inna sprawa. A maluchowi pozostanie uraz do saneczek.......

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama