, wtorek 5 marca 2024
Mistrz pogrzebów
Bogusława Lewandowskiego można też spotkać na cieszyńskich cmentarzach. fot. Paweł Sowa/Gazeta.pl 



Dodaj do Facebook

Mistrz pogrzebów

Katolickie pogrzeby są coraz brzydsze. Najpierw msza żałobna, która zawsze jest taka sama, więc podczas kazania ludzie wychodzą na papierosa. Potem te pięć minut byle jakiego pogrzebu, kiedy ksiądz mówi dokładnie to samo, co w kościele, i ucieka z cmentarza — mówi Bogusław Lewandowski, mistrz świeckiego ceremoniału pogrzebowego.
Studiował w seminarium, ale z niego zrezygnował. Z wykształcenia jest historykiem sztuki. Ma 57 lat.

Jak chciałby pan umrzeć?
— Na pogrzebie, jak aktor, który umiera na scenie. Wolę klasyczny pochówek, więc chcę leżeć wygodnie w trumnie, ubrany w togę, a do wieka ma być przybity biret, obok położony łańcuch mistrzowski. Niech ludzie widzą, czemu służyłem i co kochałem.

Jest pan dyplomowanym mistrzem świeckiego ceremoniału pogrzebowego, czyli odprawia pan świeckie pogrzeby. Dla kogo jest taka forma pochówku?
— Dla wszystkich. To nieprawda, że tylko dla komuchów, byłych esbeków czy milicjantów. Tak było w latach 70., teraz na szczęście ludzie sami podejmują taką decyzję. Laicyzacja jest procesem nieodwracalnym. Rodzina zmarłego czasami prosi, żebym powiedział na pogrzebie, że Pan Bóg tacie nie przeszkadzał, ale zawsze był zdania, że księża na księżyc. Zresztą katolickie pogrzeby są coraz brzydsze. Najpierw msza żałobna, która wyczerpuje wszystko i wszystkich, i zawsze jest taka sama. Nic dziwnego, że ludzie podczas kazania wychodzą na papierosa. Potem te pięć minut byle jakiego pogrzebu, kiedy ksiądz mówi dokładnie to samo, co w kościele, i jak najszybciej ucieka z cmentarza. Ja zawsze zostaję z rodziną, staram się ich wspierać, podziękować obecnym za udział w uroczystości. Wtedy podchodzą do mnie ludzie i proszą o wizytówkę. Coraz częściej są to ludzie młodzi.

Myślą o swoim pogrzebie?
— Nic w tym dziwnego. Dobrze, kiedy zawczasu pomyślimy o własnym pogrzebie i zastanowimy się, gdzie chcemy być pochowani. Zachęcam ludzi, żeby za życia wykupili sobie miejsce na cmentarzu.

To nie przynosi pecha?
— Wręcz przeciwnie, śmierć boi się tych, którzy jej się nie boją, i wyciąga rękę po ludzi, którzy nie lubią o niej mówić, nie chodzą na pogrzeby. Ja już mam swoją kwaterę w rodzinnej miejscowości pod Częstochową z wyrytym imieniem, nazwiskiem, datą urodzin, żeby rodzina wykosztowała się tylko na datę mojej śmierci. Coraz częściej ludzie omawiają ze mną swoje pogrzeby. I wcale nie są schorowani, czy w podeszłym wieku. To osoby z wyobraźnią, którym nie jest wszystko jedno, co rodzina z nimi zrobi po śmierci. Wybierają formę pochówku: urna albo trumna, zastanawiają się, jak ma wyglądać ceremonia, czy ktoś z najbliższych ma powiedzieć kilka słów albo przeczytać ulubiony wiersz. Zdarza się, że usłyszeli coś ładnego na innym pogrzebie i chcą, żeby u nich też to powiedzieć. Chcą, żeby włożyć im do trumny przedmioty, z którymi byli związani: książkę, okulary, portmonetkę. Kiedyś zaproponowałem, żeby włożyć do trumny zmarłej torebkę, bo lubiła chodzić z nią w niedzielę do kościoła, ale mąż się oburzył, że jeszcze się córce przyda (śmiech). Mnie rodzina włoży pod poduszkę dwie części przygód Króla Maciusia I. Na jednym pogrzebie najbliżsi włożyli do trumny komórkę, bo zmarły zawsze miał przynajmniej trzy telefony. Oczywiście zaczęła dzwonić podczas ceremonii. Telefon to jedyna rzecz, której nie polecałbym w takiej sytuacji. Okazuje się też, że ludziom nie jest obojętne, jak będą wyglądali w trumnie. Dlatego uważam, że powinniśmy być pochowani w ulubionym ubraniu, a nie jakimś niewygodnym garniturze. No, chyba że ktoś lubił garnitury. Pewien emerytowany major milicji zawsze jak mnie spotka, to mówi "Bolek, mam już wszystko przygotowane, tak jak mi powiedziałeś: życiorys napisany, odznaczenia poukładane, drobiazgi przygotowane. Nie mogę się doczekać śmierci".

Planując pogrzeb, ludzie obawiają się niskiej frekwencji?
— Czasami się nad tym zastanawiają, bo rzeczywiście zdarzają się pogrzeby, na które nikt nie przychodzi. Kiedyś odprawiałem pogrzeb w Częstochowie, na którym były tylko cztery osoby: brat i siostra zmarłego z małżonkami. Mężczyzna umarł na chorobę alkoholową i miał rzesze kolegów, ale wiadomo jakich. Rodzina nie chciała, żeby menelstwo przyszło na pogrzeb. Pamiętam też pochówek samotnej 85-letniej kobiety, na który przyszły tylko trzy sąsiadki. Bywa i tak, że rodzina nie wywiesza klepsydr i nie informuje o pogrzebie, bo ponoć zmarły sobie tego nie życzył. Chociaż ja uważam, że na pogrzeb mają prawo przyjść wszyscy, nawet najwięksi wrogowie, choćby po to, żeby zobaczyć, czy nas odpowiednio głęboko pochowano. To na wesele przychodzą zaproszeni goście, a na pogrzeb może każdy. Codziennie spaceruję po Bielsku, wiem, gdzie wiszą klepsydry, więc sprawdzam, który z kolegów przestał palić (śmiech). To taka kronika towarzyska. Pogrzeb to też wydarzenie towarzyskie, zjeżdża się cała rodzina, znajomi i przyjaciele. Stypa to okazja do rozmowy, a czasami, jak ludzie trochę wypiją, do przychodzą do mnie po radę. A mają różne problemy. Choćby takie, że został kożuch po ojcu, na syna jest trochę za ciasny, więc ten się zastanawia, czy wypada go dać szwagrowi. Pytają też o kremację.

I co im pan mówi?
— Że człowiek najlepiej pali się w sklejce. Bo to z niej są zrobione trumny kremacyjne. Chodzi o to, że są tańsze i szybko się palą. Mówię, że z człowieka po kremacji zostaje ok. 2- 2,5 kilograma popiołów, że urna jest hermetycznie zamknięta jak konserwa, ale gdyby ją otworzyć, to okazałoby się, że to, co jest w środku, przypomina po przejściu przez młyn kulkowy grubszą mąkę albo drobniejszy cukier w kolorze ubrań, w jakim byliśmy pochowani. U pani byłby to granat, a u pani brąz. Powiem szczerze, że już dawno nie widziałem trumny na pogrzebie. Kremacja staje się coraz bardziej popularna. Polskie prawo mówi, że zmarły musi być pochowany na cmentarzu, ale w rzeczywistości różnie to wygląda. Zdarza się, że po pogrzebie ludzie zabierają urnę do domu i na przykład zakopują w ogrodzie. Miewam pogrzeby z kilkoma urnami, do których rozsypano prochy. Kiedyś wdowa tłumaczyła mi, że jedna urna spocznie w grobie, drugą zabierze w góry i tam rozsypie prochy, a trzecią córka weźmie do Kanady, gdzie mieszka. To bardzo współczesne. Trumny nie weźmiemy do Londynu czy Irlandii, a urnę już prędzej. A w krematorium nikt nie pyta, dokąd jadą prochy, tylko kto je zabiera.

Jak wygląda świecki pogrzeb?
— Najpierw w domu rozmawiam z rodziną o zmarłym. Wypytuję o wszystko: o rodziców, rodzeństwo, szkoły, wychowanie, pracę, pasje. I tak godzinę albo dwie. Rozmowa przed pogrzebem znaczy więcej niż sto kolęd. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym przyjść na pogrzeb bez takiego przygotowania.

I w takiej chwili ludzie chętnie odpowiadają o zmarłym?
— Różnie to bywa. Ci, którzy wiedzą, że jest mi to potrzebne do przypomnienia zmarłego podczas ceremonii, chętnie rozmawiają. Ale niektórzy po kilku pytaniach zaczynają się denerwować. Kiedyś syn zmarłego po 15 minutach powiedział, że jakby zdawał sobie sprawę, że tak mało wie o ojcu, to wziąłby katolickiego księdza, bo on o nic nie pyta. Inni mówią: "Zachlał się na śmierć i co pan dobrego o nim powie?". Wtedy tak długo szukam, aż znajdę chociaż jedną dobrą rzecz. Ludziom te rozmowy są potrzebne, bo pomagają przetrwać najgorsze godziny. Potem jest ceremonia w kaplicy, trwa około pół godziny, bo uważam, że cały pogrzeb powinien trwać nie dłużej niż lekcja w szkole, czyli 45 minut. Przychodzę już przebrany w togę i biret. Przypominam zmarłego, mówię, kogo żegna, i tu zawsze wymieniam ludzi po imieniu: żona Fredzia i syn Jasio. Pod koniec zachęcam do podejścia do trumny. Jeśli jest otwarta, mówię, że na co dzień zabiegani mamy okazję zobaczyć, jakie majątki zabiera się ze sobą w ostatnią podróż. Jak jest zamknięta, to mówię, że powinniśmy zapamiętać zmarłych takimi, jacy byli w najlepszych chwilach życia. W przypadku urny zachęcam do położenia prawicy na jej wieku w geście ostatniego pożegnania. Wielu ludzi jeszcze nie widziało urny i są ciekawi, czy może jeszcze jest gorąca albo czy nieboszczyk nie chwyci ich za palec. (śmiech) A na cmentarzu proszę o rzucenie garści ziemi i składanie kondolencji. Niestety, te stały się ostatnio sprawą kontrowersyjną. Coraz częściej pisze się dużymi literami na klepsydrze, że rodzina prosi o nieskładanie kondolencji.

Dlaczego?
— To taka egzaltacja. Tłumaczą, że mama zaraz zemdleje. Równie dobrze można by napisać, że rodzina prosi o nieprzychodzenie na pogrzeb. Ludzie od razu sobie pomyślą: o jacy ważni. Jak muzyka łagodzi obyczaje, tak kondolencje łagodzą wymowę pogrzebu. Poza tym i tak musimy się jakoś rozstać, to najlepszy sposób. No, ale ludzie są różni. Są na przykład rodziny, które chcą skorzystać na pogrzebie. Przychodzą do zakładu pogrzebowego i bez ogródek pytają, czy nie dałoby się zrobić taniej tego pochówku, bo chcieliby żeby z zasiłku zostało jeszcze na kolorowy telewizor. Dodają, że zmarła mama na pewno nie miałaby nic przeciwko. Albo inny przykład: kiedyś przed samym pogrzebem podszedł do mnie syn zmarłego i zapytał, czy nie dałoby się tej ceremonii zrobić w dziesięć minut, bo musi odebrać samochód od mechanika.

Ludzie są aż tak zabiegani?
— Musiałyby panie zobaczyć pogrzeb z konduktem żałobnym na Powązkach albo na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Jeśli trwa dłużej niż pół godziny, to od razu cię przegonią. Tam jest fabryka śmierci. Kiedy na Rakowickim odprawiam ceremonię w jednej kaplicy, to i tak słyszymy cały pogrzeb z drugiej, bo tam są mikrofony, i pogrzeb leci na cały cmentarz. Potem idziemy w kondukcie i zawsze mijamy się z trzema innymi konduktami, które przyszły z miasta. Zastanawiam się, kiedy ludzie śpiący snem wiecznym mają szansę odpocząć na tym cmentarzu. Chyba tylko w nocy, ale wtedy znowu koty miauczą.

Rozmawiały: EWA FURTAK, ANNA STAŃCZYK/Gazeta.pl
Komentarze: (34)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

artykul dobry bo jednoznacznie pokazuje prymitywność glownego bohatera ;-)

z przykrością stwierdzam,że ten pan ma czasami rację,sam spotkałem się z sytuacją,że ksiądz katolicki
odmawiał ceremonii pogrzebu,bo nieboszczyk
rzadko chodził do kościoła.Obłuda jest szczególnie
obrzydliwa jeśli chodzi o wiarę,księża niestety
chcą nas dyscyplinować jak dzieci,ale to nie te
czasy prymitywnych chłopków,którymi można
było dowolnie manipulować.
Dlatego księża uważajcie kiedy odmawiacie
ludziom ostatniej posługi,część rodziny napewno
odwróci się wtedy od kościoła.

pytanie zasadnicze ile to kosztuje,bo farorz udaje,
że co łaska ,ale nie mniej niż tausend.

"katolickie pogrzeby są coraz brzydsze"-to co pan mówi jest obrzydliwe! kiedy idę na pogrzeb katolicki czy ewangelicki lub świecki to nie po to żeby oceniać jego wartości artystyczne............

Pogrzeb to nie sztuka i niech ten pan atrakcji w nim nie szuka

No tak, jak cós jest katolickie, to już nie może być brzydkie. Ludzie, poczytajcie Tischnera.

Widziałam taki pogrzeb w Bielsku i w Cieszynie- byl bardzo uroczysty!!I nie trzeba się kłaniać ksiedzom a ani mysla ze łaske robią.W Wiśle pochowano biednego czlowieka i sasiedzi się poskładali " na księdza" a ten im powiedział coż to na kawe żeście przyniesli!! Mam pytanie gdzie można otrzymać kontakt z Panem Lewanowskim i opublikujcie ile to kosztuje!!

Pan Lewandowski tryska pogodą ducha. Jest jakimś zaprzeczeniem posępności śmierci. W sposób w zdystanosowany a wciąż w pełni powagi mówi o meandrach śmierci. No i już chwaliłam poziom artykułu. Gratulacje Panie Redaktorki!

Miałem okazję uczestniczyć w ceremoniach pogrzebowych prowadzonych przez pana Lewandowskiego. Były pełne powagi i szacunku dla zmarłego, a jednocześnie optymistyczne dla żałobników. Wzdycham do stwórcy o dużo zdrowia dla pana Bogusława, z nadzieją, że odprawi kiedyś ceremonię nad moją urną. Szczególnie po tym, jak katolicki urzędnik pana B. "pożegnał" mojgo ojca parę lat temu.

każdy kto naprawdę wierzy nie traktuje pogrzebu jak przedstawienie, więc po co takie coś... chyba tylko dla tych którzy do kościoła chodzą raz na rok albo wcale i wyznają zasadę "postaw się a zastaw się"

Kiedyś byłem na świeckim pogrzebie i był bardzo przygnębiający. Mistrz ceremoni odczytał wiersz o matce ziemi która przyjmuje ciało i cała wymowa tego była taka, że to już koniec. Że tam (tj. po śmierci) już nic nie ma, żadnego życia wiecznego, nic ... Odniosłem wrażenie, że zostały tylko robaki, które zjedzą nasze ciało. Uroczystość była bardzo, ale to bardzo smutna .....

Он наконец нашел свое место в жизни на кладбище.

wytrzeźwij do porządku i pisz po polsku, bo ni ch. nie ponimaju

Prześmiewcy tu szepczą w koło Pogrzeb robić na wesoło

Znak czasów, ciekawy artykuł, ciekawy zawód, ciekawy facet... Co nie zmienia faktu że jakieś smutne muszą być te cywilne pogrzeby, nieważne jak ładnie będzie gadał.

Na papierosa wychodza tacy jak Ty ,co za gamoń.Belzebub będzie na Ciebie czekał.......

Ugryzł mnie ten temat... Zwłaszcza teraz, w okolicach Święta Zmarłych. Tak myślę, że co ten człowiek ma do zaoferowania poza miłym i bezbolesnym przebrnięciem przez ceremonię pogrzebową. Ksiądz jaki by nie był - oferuje pewną usankcjonowaną wyznaniem wizję przejścia do lepszego świata, oprawa pełni tu rolę drugorzędną. A tutaj co ? Powspominamy sobie miło i po sprawie ? Cięzki i niewdzięczny zawód. Z drugiej - lepsze to niż nic.

to niesamowite ze ludziom imponuje taki prymitywny czlowiek. dobrze, ze ludzie maja alternatywe dla religijnego pochowku, ale to co mowi ten pan przypomina mi przechwalanie sie (dosc plytkie) kto ma wiecej zabawek, albo ladniej udekorowana choinke. dobrze ze jest. szkoda ze w slabym stylu.

to niesamowite ze ludziom imponuje taki prymitywny czlowiek. dobrze, ze ludzie maja alternatywe dla religijnego pochowku, ale to co mowi ten pan przypomina mi przechwalanie sie (dosc plytkie) kto ma wiecej zabawek, albo ladniej udekorowana choinke. dobrze ze jest. szkoda ze w slabym stylu. a jesli pan jest niewierzacy to czemu uwaza ze smierc boi sie tych ktorzy... ;)

a mógłbyś jaśniej ?

Re:exe."Ksiądz jaki by nie był - oferuje pewną usankcjonowaną wyznaniem wizję przejścia do lepszego świata, oprawa pełni tu rolę drugorzędną"-Nie znam się zbytnio na tym, ale wydaje mi się, że , to nie ksiądz ani usankcjonowanie wyznaniem decyduje o przejściu do lepszego świata.Przynajmniej według Biblii.Wydaje się też przy okazji, że czynności wykonywane przez księdza również zaliczają się do kategorii: ceremonia pogrzebowa.A może się mylę?

Pogrzeby w kościele katolickim sa smętne, bo prawie wcale nie mowi się o zmarlym.A przecież to z jego powodu odbywa sie msza. Powinnam napisać "odbębnia się".Nigdy nie mialam wtrażenia,że jestem na pogrzebie danej osoby, gdybym nie rozpoznawala rodziny. Pan Lewandowski natomiast to ostatnie spotkanie ze zmarlym poświęca JEMU i JEGO RODZINIE. I o to chodzi, zegnajac najbliższa osobę.

a kto był na pogrzebie redaktora nieodżałowanego
Żurka,no kto i co wtedy może powiedzieć,

Pogrzeb red. Żurka w wykonaniu p. Lewandowskiego to był majstersztyk.

Mnie to wygląda na reklamę własnychusług. Tylko jakoś tak trochę coś niesmacznie.

muszę się z Tobą zgodzić,niestety ze względu na
inne poglądy z przykrością.Pozdrawiam.

Francu Pukawko - w zasadzie to ciężko dyskutować o tym co ktoś czuje na pogrzebie; ciężki rozrzut uczuć i reakcji, brak jakichkolwiek prawidłości; chcesz się powywnętrzać ? zapraszam na @

do francy/nie mylić z francuską chorobą/
pukawki ,sekretarz PZPR to też była instytucja.

Czasami ksiądz katolicki odmawia pogrzebu. I słusznie! To jest swoisty polski prymitywizm - niektórzy przez całe życie nie mają nic wspólnego z Kościołem a potem oczekują i żądają nie wiadomo czego. Ktoś niżej napisał, że w takiej sytuacji ksiądz musi mieć świadomość, że część rodziny odwróci się od Kościoła. Nic błędniejszego! Oni najczęściej już są "odwróceni". Ci, którzy wierzą, w miarę przestrzegają zasad i szanują coś takiego jak sprawiedliwość zrozumieją księdza. Nawet jeśli tego na głos nie wyrażą, będą po jego stronie. Chyba racja jest w tym, co śpiewa K. Groniec: "jakie życie, taka śmierć, nie dziwi nic".

Śmierć jest tajemnicą. Wierzącym jest potrzebne słowo Boże, by umieli pochylić się nad misterium śmierci swoich bliskich.
Nie każdy musi wierzyć... Ceremoniał świecki jest wówczas wskazany.
Nie dokonujcie ocen i porównań tych obu. To są inne wymiary: nadprzyrodzony i ziemski.

zgadzam sie każdy człowiek za życia powinien się zastanowić jak chce bć pochowany (tradycyjnie w grobie czy też skremowany)i kazdy ma być przygotowany na odejscie każdego dnia bi nie znamy wyroków boskich!Nie ma się czego bać to przecież tak naturalne jak przyjście na świat.Tylko jak przychodzimy rodzina się bardzo cieszy a jak odchodzimy wszyscy sie smucą.Nie trzeba sie smucić!Pana Lewandowskiego znam osobiście byłam na paru pogrzebach ,które celebrował.Orator z niego nie powiem.Ale wolę kościół.mimo wszystko.

Nikoś Dyzma też był takim świeckim mistrzem pogrzebowych ceremonii he he :-)

Tak panie Lewandowski pana jest najlepsze i najpiękniejsze na świecie. Idąc na pogrzeb idzie sie zegnać zmarłego a nie oceniać i oglądać ceremonię. Dlaczego krytykuje inny rodzaj uroczystości? Nigdy nie widziałem żeby ktoś wychodził na papierosa podczas pogrzebu chyba że skończone prymitywy. Po przeczytaniu tego wywiadu na pewno nie skorzystam z usług tego Pana.

odmawianie takim ludziom pogrzebu to uszanowanie woli zmarłrgo a Pan Lewanowski wolę zmarłego wypełni. Człowiek, ktory się odwrócił od Boga ma szasnę powrotu.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama