, niedziela 21 kwietnia 2024
Damian Siemionek: Na początku wcale nie musisz być bohaterem
Damian Siemionek.  fot: Maciej Kłek



Dodaj do Facebook

Damian Siemionek: Na początku wcale nie musisz być bohaterem

KAROL BOCHENEK
Damian Siemionek: Na początku wcale nie musisz być bohaterem

Chciałem, żeby Skoczów był kojarzony tylko z Pretoriansami, a Pretoriansi tylko ze Skoczowem - mówi Damian Siemionek. fot. Maciej Kłek


Damian Siemionek: Na początku wcale nie musisz być bohaterem

Wydaje mi się, że chłopaki po prostu widzą we mnie siebie. Większość z nich zna moją historię, wiedzą, że byłem - za przeproszeniem - w niezłym gównie. fot. Maciej Kłek


Damian Siemionek: Na początku wcale nie musisz być bohaterem

Czuję, że jestem komuś potrzebny, to cholerne szczęście. fot. Maciej Kłek

Jeśli rozmawiać z kimś na temat futbolu amerykańskiego w Skoczowie, to tylko z nim. Menadżer, kapitan, lider, który trzyma wszystko w garści, obdarzony bezgranicznym zaufaniem reszty drużyny. Odpowiedni człowiek, na odpowiednim miejscu - chciałoby się rzec. I chyba rzeczywiście tak jest, a Damian Siemionek, mimo licznych przeciwności, potwierdza to na praktycznie każdym kroku.

Półtora roku temu wystartowaliście z drużyną futbolu amerykańskiego. Czujesz, że drużyna od tamtego momentu się rozwinęła? Że zanotowaliście duży progres?
Tak, progres jest widoczny. W drużynie jest więcej ludzi, a przede wszystkim od jakiegoś czasu wszyscy są uzbrojeni w profesjonalny sprzęt. Na starcie to była nasza największa bolączka. Wiadomo, to droga sprawa i nie każdego było stać. Początkowo treningi wyglądały tak, że mieliśmy dwa pady i tylko na tym bazowaliśmy.

Takiego trenowanie na dwóch padach nie mijało się trochę z celem?
Mijało się, ale przede wszystkim uczyliśmy się techniki, nad tym pracowaliśmy. Pierwsze treningi przypominały bardziej rugby, niż futbol amerykański, ale w gruncie rzeczy wyszło nam to na dobre. Oswoiliśmy się z grą, nauczyliśmy się wszystkich zasad, no i szlifowaliśmy technikę.

Czyli na początku nie było żadnego ciśnienia na wynik, na udział w konkretnych rozgrywkach i trenowaliście, żeby dowiedzieć się z czym to się je?
Dokładnie. Pierwotny plan zakładał, że będziemy zapleczem dla drużyny z Będzina (Zagłębie Steelers - przyp. red.), ale ostatecznie z tego zrezygnowaliśmy.

To rozstanie wyszło wam na dobre?
Myślę, że tak. Działamy teraz na własny rachunek, nikt nam teraz nie powie, że jesteśmy Steelersami z Będzina, że mamy od nich jakieś posiłki. Chciałem, żeby Skoczów był kojarzony tylko z Pretoriansami, a Pretoriansi tylko ze Skoczowem.

Nie mieliście obaw, że po tym jak sami odetniecie sobie pępowinę nie dacie rady ogarnąć całej organizacji? W końcu dopiero stawialiście pierwsze kroki, nie byliście zakorzenieni zbyt głęboko
Nie, nic z tych rzeczy. Ja już tak mam, ze jeśli się za coś chwytam, to wchodzę w to na maksa. Kiedy zobaczyłem, że futbol w dużym stopniu zmienia moje życie i wszystko układam pod treningi i mecze, wiedziałem, że na pewno tego nie odpuszczę.

Dobra, czyli od strony sportowej jest całkiem nieźle. A jak wygląda sytuacja od strony organizacyjnej?
Działamy jako stowarzyszenie, mamy swojego prezesa, menadżera, skarbnika, jest zarząd klubu. Zaczynamy powoli wyglądać jak prawdziwa drużyna, ale nie ma co ukrywać, że nadal jest to amatorskie przedsięwzięcie. Wszystko sponsorujemy i finansujemy z własnych pieniędzy.

W takim razie musicie mieć mocno pod górkę. Najlepszy przykład, to przytoczona przez Ciebie sytuacja z padami.
Żebyś wiedział, mamy trochę pod górkę. A z tymi padami było to tak, że na starcie dużo osób zwyczajnie nie wierzyło, że to wypali. Przekrój zawodników w drużynie jest naprawdę spory, są tacy, którzy na co dzień pracują, ale są też tacy, którzy chodzą do szkoły. Sytuacja materialna jest różna. Nic dziwnego, że ludzie bali się kupić sprzęt, wyłożyć 600-700 złotych na coś, czego nie mogli być pewni.

Wspomniałeś już, że pierwotnie mieliście być drugą drużyną będzińskich Steelersów. Drużynę w Skoczowie zakładało dwóch zawodników śląskiego klubu - bracia Dominik i Jacek Sikora. Pierwszy z nich swego czasu powiedział: - Mam nadzieję, że burmistrz Skoczowa i radni pomogą nam w rozwoju ten dyscypliny w tym mieście. Jego życzenie spełniło się choćby w niewielkim stopniu?
Powiem tak, jest trochę naszej winy w tym, że nie ma odzewu ze strony Miasta, bo sami tam nie uderzamy. To jest ciężka sprawa, nikt nie wierzył, że to zafunkcjonuje i mało kto nadal traktuje nas poważnie. Mamy wsparcie ze strony pani burmistrz, która pomagała nam załatwić koszulki na pokaz podczas Dni Skoczowa. Nie były to oczywiście koszulki meczowe, ale przynajmniej mogliśmy się jakoś na tym pokazie zaprezentować, wyglądaliśmy jak drużyna. Pomogła nam również załatwić boisko w Wiślicy, gdzie trenujemy i będziemy grać w przyszłym sezonie, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że stadion Beskidu odpada całkowicie i jest to już zamknięty temat.

Czyli istnieje bardzo delikatny konflikt na linii Pretorians-Beskid?
Nie mam w żaden sposób żalu do prezesa Beskidu. Mam za to żal to dyrektora SOSIR-u. W wakacje dogadaliśmy się co do boiska na turniej, podaliśmy sobie wtedy ręce, jak mężczyźni. Myślałem, że wszystko jest ok. Nie przeszło mi wtedy przez myśl, że osoba odpowiedzialna za rozwój sportu, niezależnie od tego o jakiej dyscyplinie mówimy, będzie negatywnie nastawiona do tego, żeby coś dobrze funkcjonowało. Dla mnie słowo to słowo. Jeżeli się dogadaliśmy, jeżeli podaliśmy sobie ręce, to ja dałem temu wiarę. Teraz widzę, że na wierzch wyszedł brak mojego doświadczenia w podobnych kwestiach. Jestem jeszcze młodym chłopakiem i ciężko było mi sobie uświadomić, że wszystko musi być podparte pismem. Przemawiała przeze mnie naiwna wiara w ludzkie dobre chęci.

Sytuacja z nieudostępnieniem nam boiska była o tyle nieprzyjemna, że dowiedzieliśmy się o niej na dwa tygodnie przed turniejem, w którym brały udział zespoły z Katowic, Suchej Beskidzkiej, Wrocławia. Organizacja takiego eventu dla drużyny, która dopiero raczkuje, to duże przedsięwzięcie. Tymczasem na dwa tygodnie przed turniejem - tylko dzięki interwencji pani burmistrz - dowiedzieliśmy się, że ze względu na rozgrywki piłkarskie nie będziemy mieć boiska. Gdybyśmy dowiedzieli się o tym odpowiednim wyprzedzeniem, można by to jakoś przerzucić, zmienić datę, a tak zostaliśmy podstawieni pod ścianą. Przecież o tym, że tego dnia Beskid gra swój mecz wiedziano już wcześniej. Trzeba pamiętać, że zawodnicy pozostałych drużyn również układają sobie plany, biorą wolne w pracy pod konkretną datę. To nie jest tak, że mogliśmy grać byle kiedy.

Wychodzi więc na to, że wszystko zaczęło się od dyrektora SOSIR-u i na nim też się kończy.
Nie wiem, czy na nim. Nie jestem osobą, która jest specjalnie zainteresowana drążeniem tematu. Nie to nie, krótka piłka. Dla mnie to jasny sygnał, że nie chcą nas tam. Ale ciekawe jest, że mecz, ze względu na który odmówiona nam udzielenia boiska, ostatecznie się nie odbył. Został przesunięty na inny termin. O tym też musieli wiedzieć wiedzieć od dawna.

Brzmi to - delikatnie mówiąc - lekko śmiesznie. Najwyraźniej jest coś na rzeczy z umową między Miastem a Beskidem, która mocno ogranicza działania SOSIR-u na skoczowskim stadionie. Niemniej świadczy to wyłącznie o ludziach z SOSIR-u, którzy taki dokument podpisali.
Powiem ci tak, niewiele bierzemy pieniędzy od Miasta, wszystko robimy za własną kasę i dajemy sobie radę. Gromadzimy młodych ludzi, którzy równie dobrze mogliby w tym czasie coś rozpieprzać, bawić się w wandalizm. Dajemy im jakąś alternatywę. Dla nas to nie jest wyłącznie sport, ot, kolejna dyscyplina. Żeby to zrozumieć trzeba być na treningach, zobaczyć na własne oczy, jak ci młodzi ludzie są cholernie zaangażowani. W zasadzie żyją głównie pod to. Przychodzą na siłownię - ćwiczą pod futbol, na treningach i na meczach dają z siebie wszystko. Trzeba pamiętać, że to nie jest sport fajny i wesoły, zdarzają się normalne kontuzje, wypadki. Ja podziwiam to, że mając pod 16-17 lat, ważąc 70 kilo, nie boją się facetów cięższych o 30 kg, którzy na nich polują

No właśnie, słyszałem o jednym gościu, który będąc u was na pierwszym treningu stracił dwa czy trzy zęby.
Nie, nie, zęby nie. Nogę sobie złamał.

Nieźle, wróćmy jeszcze na moment do wspomnianego już Dominika Sikory. Do przytoczonych wcześniej słów dodał jeszcze: - To sport bardzo widowiskowy, a utworzenie takiej drużyny z pewnością będzie dobrą wizytówką dla miasta. Z tego co mówisz wynika jednak, że miasto nie do końca chce z tego skorzystać i nie do końca traktuje was poważnie.
Wiesz, po tych turniejach, w których braliśmy udział, dostałem mnóstwo telefonów, mnóstwo maili od ludzi z większych miast, gdzie to wszystko hula i fajnie funkcjonuje. Większość z nich pytała, jak to zrobiliśmy, że w tak małym mieście - bo jesteśmy najmniejszym miastem w strukturach PLFA – udało nam się zebrać ludzi i w tak krótkim okresie zacząć wygrywać mecze. Pomyśl sobie, drużyna funkcjonuje rok, w sprzęcie gramy pół roku, a wychodzimy na boisko i wygrywamy z drużynami z dużo większym stażem, które na rekrutacji mają setkę chętnych. Choćby drużyna z Wrocławia. Przyjechali swoim autokarem, wszyscy jednakowo ubrani, za nimi wychodzi jeden trener, drugi. Za chwilę rozkładają jakieś namioty, wyciągają plansze z zagrywkami. A my? Wyglądaliśmy przy nich, jak przypadkowa zbieranina, jak amatorzy bez pojęcia o grze.

Domyślam się, że to przyjemnie uczucie dostać maila od kogoś z innej drużyny i przeczytać: "kurczę, naprawdę fajnie wam to wychodzi".
Tak, miałem nawet telefon od prezesa PLFA, który pytał się między innymi o to, w do której ligi aspirujemy w przyszłym sezonie, czy chcemy spróbować się w drugiej lidze. W czasie tej rozmowy wyraził swój podziw, był pod wrażeniem tego, że daliśmy radę i powiedział wprost, że widzi nas w drugiej lidze. Mówił, że bardzo dużo osób chwaliło też naszą linię defensywną, dociekało, czy w naszym składzie są ludzie, którzy już wcześniej gdzieś grali, wymienił paru chłopaków, którzy zaimponowali innym zawodnikom i trenerom.

Widzę, że większość spraw kręci się wokół ciebie. Czujesz się liderem tej drużyny? Bo w mojej opinii reszta zawodników podświadomie widzi w tobie kogoś takiego.
Wiesz, jest to możliwe, choć nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Jestem w tej drużynie od początku, włożyłem dużo pracy, żeby wyglądała tak, jak wygląda, wydaje mi się, że jestem liderem. Nie działa to jednak w ten sposób, że jestem jakimś samozwańczym despotą. Chłopaki tak mnie odbierają, bo widzą, że ze mną nie zginą.

Bardzo dobrze, że wspomniałeś o tym, że z tobą nie zginą. O ile wiem, to nie oni pierwsi obdarzyli cię takim zaufaniem. W Skoczowie od kilku lat działa Klub Osiedlowy "Plato". To też Twoja inicjatywa, prawda? Co znamienne, rozkręciłeś klub na niemal legendarnym osiedlu owianym wieloma mitami, które do dziś jest uważane za wylęgarnie wszelkiego zła. Jest w tym choć odrobina prawdy?
No cóż, ja tam mieszkam całe życie, więc nigdy nie postrzegałem tego w ten sposób. Raczej wygląda to, jak na każdym innym osiedlu. Mitów było wiele, choć było również dużo zła, ale raczej w takich proporcach, jak na każdym osiedlu. Dlatego trzeba było stworzyć jakąś alternatywę, bo bardzo łatwo jest się wpieprzyć w gówno, ale znacznie ciężej z niego wyjść.

Brzmi to tak, jakbyś sam miał styczność z czymś takim
Miałem styczność. Wyrzucali mnie ze szkół, miałem kłopoty z policją i tak dalej, i tak dalej.

A co spowodowało, że obrałaś jednak właściwy kurs?
Zrozumiałem, że na dłuższą metę nie da się tego ciągnąć. Widziałem to na przykładzie bliskich znajomych, którzy stracili swoje najlepsze lata i ogólnie wpieprzyli się w takie kłopoty, z których nie dało się wyjść. Dlatego "Plato" ma otwierać inne możliwości, ma być alternatywą.

Ciekawa jest geneza samej nazwy, którą wymyśliliście, gdy uczyłeś się na egzamin z filozofii
Dokładnie, tak właśnie było. Myślę, że do chłopaków, którzy przychodzą do klubu, taki Platon przemawia znacznie bardziej, niż ten w typowo szkolnym ujęciu. Nie przedstawiłem im tej postaci, jako wielkiego greckiego filozofa, który napisał "Dialogi" czy "Ucztę", lecz jako gościa, który dbał o siebie, o swoje ciało, miał niesamowitą krzepę, był mega mądry, nie robił żadnych głupot i stanowił wzór do naśladowania dla reszty. Chyba ich to uderzyło, skoro wybrali taką nazwę. Generalnie uważam, że młodzieży nie powinno przedstawiać bohaterów na pomnikach ze spiżu, opowiadać o każdym z osobna, jak o ideale nie do osiągnięcia, bo w gruncie rzeczy każdy z nas może być tym ideałem. Jeżeli będziemy komuś wmawiać, że ten i ten, to ideał nie do osiągnięcia, to taki ktoś nigdy nie będzie się starał na 100 procent swoich możliwości.

Co prawda dziś "Plato" działa dość prężnie, ale początkowo nie wszystkim było to na rękę. Pojawiały się chociażby głosy, że trenujesz bokserów...
Tak, trenuję bokserów, nie mam nad tym kontroli, są sterydy... Wydaje mi się, że ludzie po prostu się nas bali.

Nic dziwnego. Ludzie boją się tego, czego nie rozumieją.
Dokładnie, na szczęście chyba zdążyli się przyzwyczaić, że ten klub jest, że funkcjonuje, nie robią już jakiś większych problemów. Sami też nie dajemy im ku temu pretekstów. Przykładowo latem trenujemy na zewnątrz, więc mogą na własne oczy zobaczyć, jak ćwiczą młodzi, uśmiechnięci, zadowoleni ludzie, którzy nikogo nie zaczepiają i zachowują się w cywilizowany sposób. Chyba po prostu się z tym oswoili i dostrzegli, że dla wielu przyjście do klubu jest tą lepszą opcją. Od pewnego czasu przychodzą do nas także dziewczyny. Czasem pojawi się nawet jakaś starsza osoba i zapyta, czy może poćwiczyć.

No właśnie, chyba faktycznie stworzyłeś młodym ludziom alternatywę, z której korzystają, ile się da. A co najważniejsze - mają świadomość tego, że klub działa dla nich, że jest ich azylem.
Od samego początku powtarzałem im, że to nie jest mój klub, tylko ich i to oni tak naprawdę go tworzą. Ja dałem im możliwość wyboru. Mogą przyjść, dbać o kondycję i pomagać sobie nawzajem, albo mogą robić cokolwiek innego, w każdym innym miejscu. Zasada jest jedna – jeśli przychodzisz do klubu, to nie rozrabiasz na mieście i szanujesz innych, którzy przychodzą do "Plato". Początkowo były małe spięcia. Wiesz, między chłopaki z różnych osiedli występowały jakieś tam animozje. Dochodziło do sytuacji, w których chłopaki z Mickiewicza czy z Górnego Boru bali się przychodzić do klubu. Musiałem po nich wychodzić pod stadion Beskidu i eskortować do samych drzwi. Dlatego uważam za duży sukces klubu to, że wszystkie waśnie i spory zniknęły, że wszelkie podziały zostały rozwiane. Poza tym, w ciągu wszystkich lat działalności przez klub przewinęły się setki osób. Niektórzy wpadli tylko na chwilę, inny chodzili od początku i chodzą nadal. Trzeba więc być totalnym kretynem, żeby nie zauważyć, że spełnia to swoją rolę.

Znów wychodzi na to, że jesteś liderem, takim mentalnym przywódcą
Wydaje mi się, że chłopaki po prostu widzą we mnie siebie. Większość z nich zna moją historię, wiedzą, że byłem - za przeproszeniem - w niezłym gównie, że nie miałem łatwo, bo wychowywałem się bez ojca, w młodym wieku straciłem matkę. Wiedzą, że ludzie z osiedla mnie skreślali, że nauczyciele mnie skreślali, że panowało ogólne przekonanie, że skończę w kryminale i że jestem gówno wart. Chłopaki z klubu widzą jednak to, że niekoniecznie musi być tak, jak się zapowiada i jak się wróży.

Dzisiaj często spotykam się z głosami: "A, Ty to masz fajnie, bo masz drużynę i klub". Przecież tu nie chodzi o to, że ja mam, każdy może tak zrobić. Trzeb tylko mieć w sobie dostatecznie wiele chęci i zaangażowania.

Szczerze mówiąc nie sądziłem, że jesteś aż tak oddany czy to drużynie Pretorians, czy klubowi „Plato”. Domyślam się, że ta forma działalności miała na ciebie bardzo duży wpływ.
Zmieniło mnie to i uratowało. Dziś daje mi masę energii, jest moim paliwem. Czuję, że jestem komuś potrzebny, to cholerne szczęście. Tak samo, jak sytuacja, w której mój niegdysiejszy podopieczny, a dziś przyjaciel mówi mi: "Wiesz, dzięki tobie nie skończyłem na ulicy".

Sprawia Ci satysfakcję, że wszystkim ludziom, którzy postawili na tobie krzyżyk, udowodniłeś, że ich osądy były zbyt pochopne i po prostu się pomylili?
Tak, jest to jakaś satysfakcja. Ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca, jeszcze dużo przede mną, więc tak naprawdę nie wiadomo, co się ze mną stanie.

Ok, ustaliśmy już, że "Plato" perfekcyjnie spełnia swoją rolę, ale swego czasu twoja działalność nie wszystkim się podobała. Pojawiły się zarzuty, że nie posiadasz odpowiedniego wykształcenia
Tak naprawdę ten temat jest nadal drążony, bo nie mam studiów pedagogicznych. Dlatego niektóre osoby uważają, że nie nadaję się na to stanowisko, bo rzekomo nie umiem pracować z młodzieżą. Tak jak mówię, temat jest cały czas drążony. Życie jest jednak drogie, czasu jest mało, siłą rzeczy nie stać mnie na studia pedagogiczne, nie potrafię znaleźć na to czasu. Zwróć uwagę na to, że w klubie jestem 3-4 razy w tygodniu, dwa kolejne dni poświęcam na drużynę, oprócz tego normalnie pracuję.

A nie jest to trochę tak, że przez ludzi przemawia niczym nie wytłumaczalna zazdrość? Krew się w nich gotuje, bo widzą, że nawet nie posiadając odpowiednich kwalifikacji, można być aż tak dobrym w tym, co się robi.
Możliwe, ale nie mnie to oceniać. Wiele razy słyszałem różne opinie na temat tego, ile to nie ciągnę kasy z drużyny, ile nie zarabiam przy organizacji zawodów w dwuboju siłowym albo ile to nie wyciągam z klubu. Prawda jest jednak taka, że do większości inicjatyw, jak drużyna czy zawody w dwuboju, najczęściej dokładałem z własnej kieszeni. Dlatego, jeśli ktoś mi mówi, że zarabiam na tym pieniądze, chętnie się z nim zamienię i powiem: "Masz, rób i też zarabiaj".

Jeśli jednak chodzi o "Plato", muszę przyznać, że miałem i mam naprawdę duże wsparcie od pani burmistrz, od pana Orawskiego z domu kultury, tak samo zresztą, jak od dziewczyn z MDK-u, które też zawsze nam pomagają. Ciężko byłoby, aby klub funkcjonował bez wsparcia tych osób. Osobne słowo należy się jeszcze młodzieży, która tam przychodzi. Jeszcze raz nadmienię, że to oni przede wszystkim tworzą "Plato".

Rozumiem, że z Pretoriansami jest tak samo?
Dokładnie, drużyna też stwarza dodatkową możliwość. I na niej również nie zarabiam (śmiech)

Wspomniałeś wcześniej, że w zasadzie musicie zarobić sami na siebie. W tym roku po raz drugi wypuszczacie swój kalendarz. Dużo można z tego wyciągnąć?
Bardziej staramy się zrobić tym promocję, pokazać się ludziom, którzy jeszcze o nas nie słyszeli. Zeszłym razem wydaliśmy kalendarze za własne pieniądze, większość poszła na wydruk. Z kolei to, co zarobiliśmy wystarczyło na benzynę dla trenera, który przyjeżdża do nas z Czech i który aktualnie pomaga nam za darmo.

Czyli zaangażował się w nie mniejszym stopniu niż wy. Czym twoim zdaniem jest motywowany tak duży entuzjazm zawodników?
Wynika to z wielu czynników, ale prawda jest taka, że jak ktoś przyjdzie raz na trening i załapie o co w tym chodzi, to już zostaje. Goście z naszej drużyny w całości podporządkowali się futbolowi, zaczęli tym oddychać. Oczywiście nie wszyscy od razu załapali bakcyla, zdarzały się jakieś konflikty, nie wszyscy wierzyli, że możemy być drużyną. Bywało tak, że na treningi przychodziło po 5 osób.

Kiedy więc naszła ich wiara w to, że z tej mąki może być chleb?
Przed pierwszym sparingiem. Poczuli wtedy, że przedsięwzięcie faktycznie wypali, zobaczyli, że to, o czym mówiliśmy rok temu, że trzeba zagrać sparing, nagle nabiera realnych kształtów. Zaczęli tłumnie przychodzić na treningi, bo widzieli, że głupie uganianie się za piłka, zmienia się w coś znacznie poważniejszego. Sparing był kluczowym momentem naszej działalności, a wyjście na boisko przy hymnie
"Luxtorpedy" to najpiękniejsza chwila. Myślę, że każdy z nas był wtedy mega wzruszony, choćby tym, że udało nam się dojść do takiego etapu.

Aktualnie zmierzacie raczej w stronę rozszerzenia interesu. Chociażby przez cyklicznie organizowany nabór. Podczas rekrutacji każdy ma szansę się załapać czy już na starcie trzeba prezentować określony poziom?
Za każdym razem bierzemy ludzi, jak leci. Zwłaszcza teraz, gdy brakuje nam ludzi do gry w drugiej lidze. Na początku wcale nie musisz być bohaterem, Wolę nawet osoby, które nic nie potrafią, a przejawiają ochotę do gry, niż takie, które przychodzą nie wiadomo po co, albo żeby udowodnić, że się nie boją, a wymiękają już przy pierwszym kontakcie, narzekając później na obicia i powybijane palce. Cóż, to jest sport kontaktowy, więc takich ludzi nie potrzebujemy.

Wspomnijmy jeszcze o hymnie. Naprawdę wierzycie, że wiara, siła, męstwo, to wasze zwycięstwo?
Tak, bo te słowa, do których dodaliśmy jeszcze „braterstwo”, oddają w pełni to, czym jest futbol amerykański. Na wyjazd do Wrocławia przygotowałem dla chłopaków specjalnie przemówienie, które ma nawet być zamieszczone w „Kalendarzu Skoczowskim”. Powiedziałem im, że jedziemy tam razem, żeby razem wygrać albo przegrać, ale jeśli mamy przegrać to z klasą. Odwołałem się też do naszego hymnu. Wiara, bo wierzymy w siebie, męstwo, bo gramy w futbol, siła, bo ją mamy i braterstwo, bo jesteśmy jedną rodziną. Wiadomo, ludzie w drużynie są różni, zdarzało się, że ktoś się z kimś pokłócić, ktoś zrezygnował, ale gdy w gruncie rzeczy każdy dąży do tego, żebyśmy byli jednością.

Komentarze: (12)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Jestem dumny że ktoś taki jak Damian mieszka i działa w Skoczowie. Przykro mi że władze miasta tak skromnie mu pomagają. To smutne.
Mam nadzieję że po wczorajszym meczu otworzą się oczy wielu osobom w Skoczowie i okolicy.

No dalej! Na co jeszcze czekacie?! Oplujcie wszystkich i wszystko co tylko się da! Pytania w stylu gimnazjalisty? Do dzieła "szczekacze"!!!
Do dzieła!!! Pokażcie co potraficie. Zadajcie chociaż jedno pytanie, które będzie pytaniem logicznym! Czekam na to. Czekam na błysk waszego talentu. Macie nieodwracalną i jedyną szansę zostać odkryciem roku 2013 i niemal pewny angaż w Washington Post.
Problem w tym, że jeszcze dużo wody w Wiśle upłynie zanim pokażecie co potraficie, ponieważ jedna cecha nie jest wam obca.
Macie kosmiczny problem ze zrozumieniem tego co zawarte w tekście, a jeszcze większy ze zrozumieniem własnych myśli.
Zadającemu pytania i odpowiadającemu na nie życzę powodzenia, bo widać że chłopaki wiedzą o co w życiu chodzi. Róbcie swoje!
Kto ma szczekać i narzekać będzie to robił zawsze. Najzwyczajniej tym ludziom nic innego w życiu nie wyszło i nie wyjdzie!

Kolego ja to nazywam syndrom Kaczyńskiego albo syndrom Pis. Dopóki ten wieczny przegrany-Kaczyński nie przestanie zarządzać sektą o nazwie Pis, dopóty w naszym kochanym kraju nie będziemy tak do końca szczęśliwi. To On rozbudza w społeczeństwie te negatywne emocje, bo uważa jeśli skłóci nas wszystkich i wmówi nam, że mamy się gorzej niz faktycznie jest, to w ten sposób wygra wybory. A tempi dziennikarze-wysłannicy niemieckich gazet jak Fakt, czy Superexpress roztrząsaja te brednie. Dopiero kiedy "odsunie" się od Nas dyktatora-Kaczyńskiego, to będzie można zacząć kilkuletnią pracę psychologów z ludżmi, którzy dali się mu opętać. Jak już minie ten okres prania mózgów i wpajania prawidłowego postrzegania rzeczywistości, to wtedy uświadomicie sobie ludzie, w jak pięknym, cudownym i wolnym kraju żyjecie. Jak bardzo kochacie każdego Rodaka i już nigdy nikt nie bedzie pluł na drugą osobę. Bądżmy mądrzy i dojrzali, szanujmy bliżnich, cieszmy się z ich sukcesów. Pomagajmy jak możemy, cieszmy się życiem. Uwierzmy, że żyjemy w cudownym Kraju, bądżmy życzliwi, uśmiechajmy się do ludzi, a ten uśmiech będzie do nas wracał. A kiedy już to się stanie, to będzie oznaczało, że staliśmy się lepszymi. Będziemy, zdrowsi, silniejsi i dojdziemy do wniosku, że nikomu KATEGORYCZNIE nie wolno opluwać ani nas-Polaków, ani naszej Kochanej Polski. Będziemy to tępić!!! Życzę wszystkim na początek, BARDZO POZYTYWNEGO MYŚLENIA.
Kocham wszystkich Polaków, nawet tych co plują, bo im trzeba dać szansę.

My tu kombinujemy jak się go pozbyć, a tymczasem ci "niedobrzy" dziennikarze co rusz piszą o nim artykuły. I to jakie?
W samych superlatywach. Zazdrość mnie bierze, artykuł na cała stronę, albo i dwie. Jak by się tu do niego dobrać?!? No bo tak; siłownia czy futbol amerykański to wydawałoby się sport raczej dla tzwn. zadymiarza czy chuligana, a tymczasem facet prezentuje sobą nie jakiś, ale całkiem niezły poziom. Jego wypowiedzi świadczą o niezwykłej dojrzałości emocjonalnej i wstrzemiężliwości, której nie powstydziłby się nie jeden polityk, czy negocjator. Proszę zwrócić uwagę, że niektóre z zadawanych pytań dotyczą wprost, konkretnych ludzi i może nawet same w sobie sugerują odpowiedż, a tymczasem Pan Damian nikogo nie obraża, nie oskarża, ani nie wytyka palcem. Jestem załamany, jeszcze gdyby pobierał jakieś opłaty, albo zarabiał "duże pieniądze"... Nic lepiej nie niszczy człowieka niż podanie do publicznej wiadomości informacji o jego zarobkach, to przecież wiemy wszyscy. W głowie mi się gotuje. A może by mu tak pomóc? No bo tak; Gdybym wsparł chłopaków od strony prawnej, organizacyjnej, czy jakkolwiek inaczej, to i w niedziele będzie się czym pochwalić w kościele i może o mnie zaczną pisać tak obszerne artykuły?
Ogromne gratulacje dla całej drużyny Pretorians. Za to, że robicie i za to, że coś robicie jak również za to, że aż tak dużo robicie.
Życzę Wam, żebyście dalej "bawili się" w to co robicie. Dajecie niesamowity dowód, że tak niewielu może osiągnąć tak wiele, za tak niewiele. Moim zdaniem jesteście przykładem i ludzmi, których trzeba wspierać. A jeśli brakuje pieniędzy, to może otwórzcie stronę internetową i załóżcie konto. Z tego co wiem to macie sporą grupę zwolenników. Moja wpłata może być pierwsza:-)
Pozdrawiam
Kevin co był 4 razy sam:-)

Brawo Damian.
Gratulacje.
Pani burmistrz Żagan polecam ten case do rozmyślań nad każdym bezsensownie wydanym w gminie groszem

Damiana znam już długo i nie jedną rzecz którą osiągłem zawdzięczam mu. On podnosi na duchu i motywuje do dalszych działań !!! Chciałbym mu się kiedyś na prawdę mocno odwdzięczyć za to co mi podarował .

'Dla mnie słowo to słowo.' ? Haha

Pytania w stylu gimnazjalisty zgodzę się , ale odpowiedzi są na wysokim poziomie intelektualnym .

Pytania w stylu gimnazjalisty , ale chyba najważniejsze są odpowiedzi a one na pewno nie są w stylu gimnazjalisty

ciekawy wywiad?! Ja nic ciekawego w nim nie widzę, poza pytaniami w stylu gimnazjalisty.

Fajny, obszerny wywiad.
Najciekawsza sprawa boiska bo przypomina mi się co było w Olkuszu jak mieliśmy grać mecze :) Czytałem inny artykuł o was i komentarz działacza Beskidu, że nie puści futbolu na murawę bo coś tam i PZPN będzie "sapał". A tak naprawdę to gówno prawda bo w Olkuszu dogadano się z MOSiRem i miejscowym klubem IKSem i nawet grano mecz FA a godzinę po nim soccera, z tym, że rozwiązany było problem linii w ten sposób, że linie do futbolu były wymalowane na czerwono.
Liczę, że w nadchodzącym sezonie będziecie grać z Silvers w Olkuszu bo bardzo chciałbym zobaczyć wasz mecz.
Powodzenia!!

Wierzyliśmy zawsze w Ciebie ,życzymy wszystkiego najlepszego=rodzina z Ustki.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama