, środa 27 sierpnia 2014
Zdobywca najwyższych gór świata, Ryszard Pawłowski, odwiedził Dębowiec
Podczas spotkania uczestnicy podziwiali zdjęcia, filmy z wypraw, wysłuchali opowieści. fot: Agnieszka Kaczmarczyk



Dodaj do Facebook

Zdobywca najwyższych gór świata, Ryszard Pawłowski, odwiedził Dębowiec

Agnieszka Kaczmarczyk
Wśród zdobywców najwyższych gór świata jest rekordzistą. Wziął udział w ponad 250 wyprawach. Szkoli młodych adeptów alpinizmu, organizuje wyprawy i występuje z prelekcjami o tematyce górskiej. Ryszard Pawłowski, spotkał się 30 marca, z licznie zgromadzoną publicznością w Dębowcu.

Trzy razy stawał na Mount Evereście. 23 razy był na szczycie Aconcagua i tyle samo na Ama Dablam, świętej górze Nepalu. Dziewięć razy wspiął się na Mt. McKinley, najwyższą górę Ameryki Północnej. Zdobył najtrudniejszą górę świata, K-2, od strony Chin. Pomimo 40 letniego stażu w górach jest wciąż aktywny.

Urodził się w Bogatyni w 1950 roku. Na studia wyjechał do Katowic. - 
Od początku góry były dla mnie ogromną przygodą i radością. Wyjeżdżałem, żeby odpocząć od dnia codziennego, od nauki, pracy. Miałem szczęście, że zaczynałem w klubie wysokogórskim w Katowicach. To najsłynniejszy klub świata. Z niego wywodzą się członkowie wypraw górskich: Kukuczka czy Wielicki - mówi Pawłowski.

Sprawdzał się na coraz trudniejszych skalnych drogach. - Pierwsze moje wyjazdy odbywały się w Tatry. Każdy weekend wyjeżdżaliśmy w góry i nabieraliśmy doświadczenia - mówi. Nazywano go "Napał", czyli nieprzeciętnie napalony na góry. Wspinał się, kiedy inni odpoczywali i czekali na lepszą pogodę. Miał ambicję, by należeć do czołówki. - Musieliśmy pokonywać słabości i doskonalić umiejętności. Ci najlepsi mieli wtedy szansę na wyjazd w Alpy, Pamir, czy do Patagonii - Pawłowski opowiada o swoich początkach z wspinaczką.

Dopiął swego. Był partnerem najlepszych. To z nim związał się dwukrotnie liną Jerzy Kukuczka, najwybitniejszy polski himalaista, który jako drugi na świecie zdobył Koronę Himalajów, wszystkie czternaście ośmiotysięczników, mierząc się z południową ścianą Lhotse. - 1989 rok nie należał do udanych. Podczas jednej z wypraw, na 8200 metrze Jurek odpadł od ściany, lina nie wytrzymała i spadł w trzy kilometrową przepaść - wspomina himalaista i dodaje, że była to olbrzymia tragedia znanego na całym świecie człowieka, a on sam musiał, mimo braku liny i dużych trudności, zejść do bazy. - Było to dla mnie trudne przeżycie, ale nigdy wówczas nie pomyślałem, aby rzucić góry. Znalazłem w sobie siłę - przyznaje.

Dokonał wielu wejść, trudnymi drogami wspinaczkowymi, w różnych rejonach Ziemi. Był partnerem wspinaczkowym Jerzego Kukuczki, Adama Zyzaka, Piotra Pustelnika, Janusza Majera, Krzysztofa Wielickiego i wielu innych sławnych himalaistów. Otrzymał trzykrotnie nagrody i wyróżnienia od ministra sportu za Wybitne Osiągnięcia Sportowe.

Od 40 lat jeździ w góry wysokie, a od 20 lat zaraża pasją innych i zabiera ich w najwyższe góry świata. Założył Agencję Górską "Patagonia" i ułatwia innym realizację górskich celów. - Od jakiegoś czasu organizuję wyjazdy dla ludzi, którzy niekoniecznie mają tak duże umiejętności, żeby samodzielnie robić takie wyprawy. Próbuję wykorzystać fakt, że już coś osiągnąłem i promuję turystykę górską, pokazując ludziom najodleglejsze zakątki świata. Mimo moich lat, nie porzucam wspinaczki - stwierdza i dodaje, że w każdym wieku można cieszyć się górami. Miał partnerów, którzy w wieku 72 lat pokonywali bardzo trudne drogi. - Trzeba tylko chcieć i dużo ćwiczyć - mówi i zapewnia, że jeżeli pierwszy raz ludzie zasmakują tego, to wyjadą kolejny raz. To działa jak narkotyk, trzeba to powtórzyć. Wspina się ze swoją żoną, a najmłodszym Polakiem, który stanął na szczycie McKinley w 1999 roku, był jego piętnastoletni wtedy syn, Marcin.

Podczas spotkania uczestnicy podziwiali zdjęcia, filmy z wypraw, wysłuchali opowieści. - Miło mi, że jestem pierwszą osobą, która tutaj przed wami stoi. O górach można opowiadać całą wieczność - przyznaje Pawłowski, który już za kilka dni zmierzy się po raz czarty ze szczytem Mount Everest. - To niezwykły człowiek, którego pasja, choć niebezpieczna, porywa. Już teraz mam ochotę wyjść w góry - mówi Katarzyna Paliczka, uczestniczka spotkania. - Chciałbym, gdy będę w jego wieku, mieć taką kondycję i wytrzymałość jak on - dodaje Przemysław Wolny.

Frekwencja na spotkaniu zaskoczyła nie tylko uczestników, ale również organizatorów, którzy zapowiadają kolejne spotkania z "ludźmi z pasją".

Komentarze: (1)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Frekwencja była wysoka, bo himalaista jest postacią autentycznie ciekawą. To nie to samo co "legendarna tramwajarka", którą odkryto dwa lata temu, czy też wynajęty w sejmie chłopiec do pyskowania ten - co ostatnio popisał się publicznym stwierdzeniem: - "ACTA jest w porządku, a jego przeciwnicy to idioci". Trzeba po prostu wiedzieć kogo warto zapraszać.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama