, środa 15 sierpnia 2018
Cieszmy się darowanym życiem - "Afirmacja życia" autorstwa Ireny Lichtner
Dla mnie książka Lichtner jest wytłumaczeniem tego, co czasami nazywa się fenomenem luteranizmu opisywanego przez Jerzego Pilcha. W tym momencie Lichtner nazywa teologiczne mechanizmy czy fundamenty, które powodują, że ta rzeczywistość luteranizmu szczególnie na Śląsku Cieszyńskim ma tak specyficzny smak. fot: arch. Jerzego Sojki



Dodaj do Facebook

Cieszmy się darowanym życiem - "Afirmacja życia" autorstwa Ireny Lichtner

Cieszmy się darowanym życiem - "Afirmacja życia" autorstwa Ireny Lichtner

Wygraj w konkursie egzemplarz książki "Afirmacja życia", szczegóły poniżej w artykule.

Rozmowa z cieszyniakiem, znawcą teologii luterańskiej Jerzym Sojką o książce Ireny Lichtner „Afirmacja życia” wydanej przez wydawnictwo Warto CME z Dzięgielowa, a także wywiad na temat idei czerpania z życia pełnymi garściami zakorzenionej w protestantyzmie.

Duchowość i czerpanie radości z życia nie wykluczają się wzajemnie. Wymogiem wiary wcale nie jest odwrócenie się od świata doczesnego, a wręcz przeciwnie jego afirmacja. Czy można uznać te tezy za główny sens książki „Afirmacja życia” Ireny Lichtner? Czy zarazem, tak jak autorka pisze na końcu swojej pracy, są to główne cechy protestanckiej duchowości?

Na pewno jest to główna teza tej książki. Przełomowość tez doktor Lichtner, które są zawarte w tej pracy, polega na tym, że zajęła się problemem stosunku Lutra do świata. Udało jej się wykazać bardzo pozytywny stosunek reformatora do doczesnej rzeczywistości. Oczywiście, głównym tematem teologii reformacyjnej, który naturalnie kojarzy się z Lutrem, jest kwestia zbawienia człowieka. Niemniej okazuje się też, że ten zbawiony człowiek ma odniesienie do świata i ten stosunek do doczesności jest i powinien być pozytywny. Natomiast jeśli chodzi o protestancką duchowość, nie wiem, czy wspomniane przez Panią tezy są jej głównymi składnikami, ale na pewno jednymi z istotniejszych. To ma chociażby takie proste przełożenie, że istotnym komponentem pobożności protestanckiej jest stosunek do pracy i obowiązków zawodowych. Ta praca została przez reformację dowartościowana. Ona już nie jest tylko przekleństwem czy obciążeniem w życiorysie, ale jest miejscem i czasem, w których człowiek może w sposób odpowiedzialny i najlepszy jak potrafi, wyrazić siebie jako chrześcijanina. W tym momencie ta praca staje się wręcz modlitwą.

Czy zatem korzystanie z życia pełnymi garściami, i cieszenie się z tych codziennych małych cudów, jak pisze Lichtner, też jest modlitwą?

Tak, to wszystko ma modlitewny wymiar. Zniknął ten podział, który Lutrowi był znany z jego własnego doświadczenia, czyli czasów, w których bardzo wyraźnie było rozgraniczone to co świeckie i to, co duchowe, to co profaniczne i to co święte. To, co święte działo się w klasztorach, wśród duchownych, było tym lepszym, tym właściwszym dla chrześcijan, natomiast to wszystko inne, czego doświadczał zwykły chrześcijanin, to było gorsze, było czymś drugiego rodzaju. Na takiej samej zasadzie funkcjonowało małżeństwo, jako coś gorszego, jako coś dla tych, którzy nie są zdolni do celibatu.

Bardzo dobrze widać to w relacji pomiędzy przykazaniami a tak zwanymi radami ewangelicznymi. W późnym średniowieczu stwierdzano, że przykazania są dla wszystkich chrześcijan, ale to jest jeszcze mało, ci lepsi wykonują jeszcze rady ewangeliczne. To była między innymi czystość, podbudowa celibatu. Jednak do wykonania rad ewangelicznych byli powołani właściwie tylko zakonnicy. Zatem w tym momencie ten zwykły chrześcijanin żyjący sobie takim codziennym, świeckim życiem z definicji wykonywał coś gorszego niż ci lepsi w klasztorach. Oczywiście Luter należał do tej lepszej kasty w klasztorze, ale też dzięki temu przekonał się, że to do niczego nie prowadzi. Po pierwsze dlatego, że nie odpowiedziało to na jego egzystencjalne lęki, a po drugie zobaczył, jak potężna hipokryzja stoi za tym wszystkim, jak to wszystko jest nieracjonalne, a zarazem sprzeczne z Pismem Świętym. Zatem jego protest był też przeciwko tej logice, która za tym stała, która nakładała na człowieka odpowiedzialność za jego zbawienie. To jest zasadniczy sens tego protestu: człowiek nie jest odpowiedzialny za swoje zbawienie, człowiek to zbawienie już otrzymał.

W jakim sensie książka Lichtner przybliżająca aspekt afirmacji życia w teologii Lutra może być dziś aktualna dla współczesnego człowieka?

Patrząc na koncepcje Lutra z dzisiejszej perspektywy, myślę, że ważne jest, by pamiętać, iż według Lutra nie ma przeciwieństwa między sacrum (duchowością) a profanum (świeckością). Dla Lutra sacrum i profanum spotyka się w tym, co średniowiecze nazywało profanum. Co to konkretnie oznacza? Dla Lutra ten świat świecki, świat codziennej pracy, małżeństwa, życia seksualnego jest czymś, co dane jest człowiekowi przez Boga. I w tym kontekście ta koncepcja Lutra jest pewnym memento dla dzisiejszego człowieka i pewnym istotnym przypomnieniem, że ta doczesność jest nam dana nie po to, żebyśmy z nią robili, co nam się podoba. To jest bowiem rzeczywistość nam darowana, a zatem możemy korzystać z niej do woli, ale jesteśmy odpowiedzialni przed tym, który ją darował.

Czyli korzystajmy z życia do woli, cieszmy się ze wszystkiego, co nam ofiarowane, ale niech to nie będzie destruktywne dla nas samych i drugiej istoty?

Dokładnie tak. Luter mówi o wolności, którą Bóg dał człowiekowi dzięki zbawieniu, ale też o wolności, która jest służbą. Bo ja jestem wolny po to, żeby służyć bliźniemu. Zatem w afirmowaniu życia ten bliźni jest granicą. Nie można czytać Lutra w takim oderwaniu, że w życiu chodzi o robienie, co mi się żywnie podoba, o pełny libertynizm czy hedonizm. Afirmuję rzeczywistość, bo mi ją nadano, i Bóg jest tym, który za tą doczesnością stoi. Cała koncepcja afirmowania życia, czyli po prostu brania z życia pełnymi garściami jest bardzo głęboko zanurzona w bojaźni bożej, tak byśmy powiedzieli po staropolsku.

Jaką funkcję pełni słowo w omawianej przez Lutra kwestii doczesności? Czy chodzi po prostu o to, że wszystko, co jesteśmy w stanie nazwać, pochodzi od Boga, a więc jest dla nas?

Tutaj punktem wyjścia jest to, że tym, który daje słowo jest Bóg. Słowo jest sposobem, w jaki Bóg odnosi się do świata, a zatem kreuje rzeczywistość. Luter był bezpośrednio zainteresowany przekazem biblijnym na temat stworzenia świata, w którym Bóg wypowiada słowo i ono porządkuje rzeczywistość. Zatem człowiek jest zależny od Boga we wszystkim, a Bóg czyni to poprzez słowo. To słowo może być obietnicą zbawienia, która dotyka człowieka np. poprzez kazanie w kościele, ale też poprzez widzialne słowo sakramentów – chrztu i Wieczerzy Pańskiej (Eucharystii). Jednak to nie wszystko - słowo jako narzędzie czy medium Boga, jest używane też przez niego do strukturyzowania rzeczywistości doczesnej człowieka. Dlatego też ta rzeczywistość świecka zaczyna nabierać pewnego sakralnego wymiaru, gdyż na przykład małżeństwo zyskuje dla wierzących uzasadnienie w słowie Boga.

A zatem można powiedzieć, że jest to z gruntu podejście, które niweluje pierwiastek straceńczy, np. celowe katowanie, umartwianie swojego ciała dla osiągnięcia zbawienia.

Tak, tu poruszamy właśnie kluczowy moment reformacji: jak człowiek może uzyskać zbawienie? Późnośredniowieczna pobożność odpowiadała: zasłuż sobie w ten czy inny sposób, umartwieniami, życiem w klasztorze, wykupowaniem mszy i tak dalej. To był bardzo prosty, wręcz handlowy schemat: konkretny grzech pociągał za sobą konkretną karę, którą można było zrównoważyć sobie ten popełniony grzech. Natomiast Luter odkrył, że to zrównoważenie nigdy nie dojdzie do skutku, bo i tak zawsze będziemy na minusie, bo jesteśmy grzesznymi ludźmi, a po drugie jest ktoś, kto za nas wszystkich już zapłacił, tym kimś jest Jezus Chrystus. W tym momencie odpada to całe obciążenie, które buduje negatywny stosunek do świata, doczesności jako przeszkody w drodze do zbawienia, albo prowadzi do walki z rzeczywistością czy samym sobą. Wszystko, czego potrzebuję, już dostałem, więc mogę ze swojego życia korzystać pełną piersią, ale pamiętając, że jest mi to wszystko darowane.

To w gruncie rzeczy bardzo pokrzepiająca perspektywa. Czy właśnie dlatego można stwierdzić, że książka „Afirmacja życia” jest książką dla każdego, niezależnie od wyznania czy religijności?

Będąc zawodowym teologiem, jestem głęboko przekonany, że tego typu pozycje są ważne. Z różnych powodów. Kiedy mówimy o spadkobiercach Lutra, którzy odnajdują się w tej schedzie, ta książka jest niebywale istotna, bo pozwala spojrzeć na własne korzenie i trochę lepiej się zrozumieć. Dla mnie książka Lichtner jest wytłumaczeniem tego, co czasami nazywa się fenomenem luteranizmu opisywanego przez Jerzego Pilcha. W tym momencie Lichtner nazywa teologiczne mechanizmy czy fundamenty, które powodują, że ta rzeczywistość luteranizmu szczególnie na Śląsku Cieszyńskim ma tak specyficzny smak. Ten smak pracy, obowiązkowości, bycia odpowiedzialnym za siebie i za bliźniego. Mam wrażenie, że pochodzenie tych wątków luterańskiej codzienności się zatarło, mało kto pamięta, z czego tak naprawdę to się wzięło, bo tak głęboko to już weszło w tych ludzi, że stało się oczywiste i nikt o początki już nie pyta. Natomiast moim zdaniem „Afirmacja życia” właśnie to tłumaczy, dając luteranom szansę na pogłębienie ich własnej tożsamości. Natomiast z perspektywy tych, którzy są spoza tej wspólnoty to cały czas wierzę i ufam, że poznawanie czegoś nowego, czegoś spoza mojego zestawu myśli i przekonań, może być ożywcze i stanowić ważną konfrontację. To może pozwolić zrozumieć nie tylko mojego sąsiada, ale może też stać się ważnym odniesieniem do tego, jak ja dzisiaj funkcjonuję i jak kształtowana jest moja droga. Myślę, że książka Lichtner daje taką szansę, prezentując jakiś ważny wycinek luterańskiego dziedzictwa, daje także ludziom innych niż luterańskie wyznań i przekonań szansę na spotkanie, konfrontację, inspirację.

Rozmawiała: Małgorzata Bryl

Afirmacja życia. Kwestia doczesności w teologii Marcina Lutra, Irena Lichtner, Wydawnictwo Warto CME, 2012.

Jerzy Sojka - cieszyniak obecnie mieszkający w Warszawie, doktor nauk teologicznych w zakresie ewangelickiej teologii systematycznej, pracownik naukowy Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. W swojej pracy naukowej interesuje się dziedzictwem teologicznym XVI-wiecznej luterańskiej Reformacji i jej znaczeniem dla współczesnego luteranizmu. Istotnym wątkiem jego działalności jest także przybliżanie i propagowanie teologicznego dziedzictwa luterańskiej Reformacji. Opublikował m. in. „Czytanie Reformatora. Marcin Luter i jego pisma”.

UWAGA! KONKURS!

Zapraszamy do udziału w konkursie, w którym do wygrania jest egzemplarz książki "Afirmacja życia. Kwestia doczesności w teologii Marcina Lutra" Ireny Lichtner Wydawnicto Warto CME.

Aby wziąć udział w konkursie, należy być zarejestrowanym użytkownikiem na portalu GazetaCodzienna.pl i przesłać na nasz adres prawidłową odpowiedź na pytanie: Jak nazywa się jeden z najwybitniejszych współczesnych znawców teologii Lutra, u którego doktoryzowała się Irena Lichtner?

Odpowiedzi prosimy przesłać na adres konkursy@gazetacodzienna.pl. Wraz z odpowiedzią należy podać swoje dane (imię i nazwisko), nazwę użytkownika (podaną podczas rejestracji), numer telefonu. Wygrywa osoba, która jako pierwsza prześle prawidłową odpowiedź na pytanie konkursowe.

Jeśli nie jesteś jeszcze zarejestrowanym użytkownikiem, możesz to uczynić poprzez formularz dostępny pod adresem: www.gazetacodzienna.pl/user/register

Nagrodzona w konkursie osoba zostanie poinformowana drogą mailową o szczegółach odbioru nagrody.

Udzielenie odpowiedzi w konkursie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu, który jest dostępny pod adresem www.gazetacodzienna.pl/regulamin.

Komentarze: (1)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Bla, bla, bla...
Przez wieki teologia czy to katolicka, czy protestancka, pobudowały gigantyczne konstrukcje absurdalnego bełkotu wokół temetyki człowieka i jego życia.
Teraz okazuje się, że podobnym bełkotem trzeba te konstrukcje demontować.
A przecież już starożytni Rzymianie, konkretnie Horacy, potrafili nazwać rzecz po imieniu: Carpe diem!

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama