, czwartek 22 sierpnia 2019
W pogoni za brunatnym jeleniem: Napisał do mnie Prince Polo (felieton)
Nie wiem, skąd wzięła się nazwa Prince Polo. Batonik zaczęto produkować w Cieszynie, w Zakładach Przemysłu Cukierniczego Olza, w pierwszej połowie lat 50. ubiegłego stulecia, czyli w smętnych czasach stalinowskich, ale nazwa Prince Polo nie kojarzy mi się ze stalinizmem. Kojarzy mi się raczej z Księstwem Cieszyńskim, tak jakby nasz batonik był reliktem arystokratycznego smaku z epoki arcyksiążęcych słodkości, bez których jednak nie umiała się obyć rewolucyjna klasa robotnicza. fot: ARC SPOT



Dodaj do Facebook

W pogoni za brunatnym jeleniem: Napisał do mnie Prince Polo (felieton)

FLORIANUS
Niedawno przesłał mi e-maila Prince Polo. Muszę przyznać, że trochę mnie to zaskoczyło. E-mail od księcia Polo był właściwie reklamowym spamem, jakich codziennie do mojej skrzynki mailowej wciska się kilka, bo antyspamowa i antyreklamowa blokada w moim komputerze okazała się nieszczelna.

To był nieprzyjemny aspekt tej przesyłki, ale e-mail od księcia Polo przyniósł mi również niespodziewanie przedsmak czegoś słodkiego, lekko czekoladowego i chrupiącego. Bądź co bądź jest to nazwa słynnego cieszyńskiego wafelka i smakowe asocjacje można w takiej sytuacji uznać za zupełnie naturalne. Przełknąłem ślinę. Poczułem się trochę jak pies Pawłowa. Ale oprócz odruchu fizjologicznego pojawiły się też we mnie uczucia trochę wyższe. E-mail od księcia Polo wywołał we mnie jakąś nostalgiczną pokusę, efekt podobny do tego, który w bohaterze powieści "W poszukiwaniu straconego czasu” Marcelego Prousta wzbudziło muszelkowate ciasteczko zwane magdalenką. Sam wiesz, co dobre - zwracał się do mnie elektronicznie Prince Polo, ale konfidencjonalnie, bezceremonialnie i bez ceregieli. Jakbyśmy się znali, a nawet kolegowali od wielu długich lat.

Owszem, znam Prince Polo od wielu długich lat, ale skąd Prince Polo wie, że ja wiem, co jest dobre? No bo czy ja rzeczywiście wiem, co jest dobre, a co złe? Na przykład od długiego już czasu wydaje mi się, że jedzenie słodyczy nie jest dobre dla mojego organizmu i dlatego wafelków Prince Polo nie jadam. Czyli Prince Polo jest może i dobre - to znaczy smaczne - dla podniebienia, ale źle wpływa na zdrowie. Gdybym mieszkał na Islandii, gdzie wafelki Prince Polo uważane są podobno za danie narodowe - może byłbym bardziej do tego cieszyńskiego specjału przywiązany. Właściwie za Prince Polo jakoś nigdy nie przepadałem. Może najbardziej w tych latach, w tej sławetnej gierkowskiej dekadzie lat 70. ubiegłego wieku, kiedy na polski rynek weszła Coca-Cola. Coca-Cola i Prince Polo tworzyli, jak mi się wtedy wydawało, bardzo dobraną parę. Były to czasy, kiedy popularny był glam-rock i zespół Sweet. Prince Polo też świecił jak ówczesne gwiazdy popu. Opakowany był w złotko z gwiazdkami, które nie kojarzyły się z ruską pięcioramienną gwiazdą, lecz z czymś królewskim, a zarazem pospolitym jak gwiazdki śniegu. Jednak od czasu, kiedy zakłady cukiernicze Olza zostały kupione przez zagranicznego potentata w branży cukierniczej, w szczególności zaś od czasu, kiedy batoniki Prince Polo sprzedaje się w nowym opakowaniu, jakoś straciłem do nich serce. Po jakimś czasie odkryłem także, że ten sam batonik, który u nas nazywa się Prince Polo, w Czechach i na Słowacji nazywa się Siesta. Skojarzenie całkiem przyjemne, ale raczej nawiązujące do czegoś śródziemnomorskiego i mającego niewiele wspólnego z Olzą i Cieszynem. To tak jakby Coca-Cola zmieniła w naszym kraju nazwę na Polo-Cockta. A to nie było to samo.

Jednak cieszyński wafelek w czekoladowej polewie jako produkt jest podobno taki sam tu i tam. Nie wiem, skąd wzięła się nazwa Prince Polo. Batonik zaczęto produkować w Cieszynie, w Zakładach Przemysłu Cukierniczego Olza, w pierwszej połowie lat 50. ubiegłego stulecia, czyli w smętnych czasach stalinowskich, ale nazwa Prince Polo nie kojarzy mi się ze stalinizmem. Kojarzy mi się raczej z Księstwem Cieszyńskim, tak jakby nasz batonik był reliktem arystokratycznego smaku z epoki arcyksiążęcych słodkości, bez których jednak nie umiała się obyć rewolucyjna klasa robotnicza. Tak jakby Prince Polo był aluzją do utraconej na zawsze, legendarnej słodyczy tutejszego księstwa, andrucikowo-czekoladową przekąską, która miała osłodzić gorycz jej utraty przede wszystkim lokalnym urzędnikom. A poza tym dlaczego producenci z PRL-owskich Zakładów Przemysłu Cukierniczego przy ulicy Liburnia w Cieszynie zdecydowali się ochrzcić swój produkt po angielsku? Czy od razu było wiadomo, że jest to towar przede wszystkim na eksport? A docelową grupą odbiorców mieli być angielscy gentlemani? Teraz jednak Prince Polo wydaje mi się bardziej spokrewniony z Disco Polo niż z królewską grą w polo. Tym bardziej, że ten podobno kultowy wafelek w sąsiednich krainach nazywany jest Siesta.

Czy inna nazwa to od razu inna marka? Czy ten sam produkt oznaczony inną marką jest tym samym produktem? Czy jest to produkt zamarkowany z powodu marketingu? Czy zmiana nazwy jakiegoś przedmiotu zmienia tożsamość, jakość i wartość tego przedmiot? Czy jest to dobra zmiana? Dla jednych dobra, dla innych zła. Sam wiesz, co jest dobre - napisał mi w e-mailu Prince Polo. Ja wiem swoje, a Prince Polo wie swoje. A co jest dla mnie rzeczywiście dobre, to się jeszcze okaże.

Komentarze: (9)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

hmmm...jest dosyć późno-smak tego tekstu jest bliżej nieokreślony, chociaż - dotyczy zdecydowanie słodkości, trudno tymczasem jest mi odnieść się do niego bo to raczej impresyjno-ciekawostkowa wędrówka, z rozproszonym, jak rzeka o wielu dopływach -tematem przewodnim...można pomyśleć, że to relaksowy oddech felietonisty - wytchnienie od ciężkich tematów - tak było np u A.Wajdy, kiedy dla
artystycznego wypoczynku, nakręcił "Polowanie na muchy" - tutaj książę Prince Polo...zapolował na Florianusa i oto mamy: fechtunek na słowa...dobrej nocy!

Masz rację - tekst bez smaku.

Sprawdziłem - o czarodziejskim cieszyńskim wafelku pisano już artykuły w GC:
- kwiecień 2012,
- sierpień 2012,'
- luty 2014,
- kwiecień 2015.

"Felieton" kompletnie bez sensu. Takie swoiste "flaki z olejem", pospolite "lanie wody". Po przeczytaniu "wiem, że nic nie wiem". Pospolity słowotok. Co właściwie autor miał na myśli?

Bardzo lubię takie rozważania, i dziwię się co poniektórym złośliwcom. Widać nie mają nic mądrego do napisania . Pamiętam lata 80 jak do Dąbek autokar z Celmy wraz z wczasowiczami przywoził kartony właśnie Prince Polo i skrzynki Żywca na handel wymienny i prezenty dla tubylczych władz i służb.. Dzięki temu ten ośrodek mógł funkcjonować w jako takim stylu, w tych czasach.

Myślę że Autor wrócił w swoim stylu i tematyce na stare tory. I bardzo dobrze. Lepszy taki felieton niż tryskający jadem krytykancki pamflet.

Bardziej bzdurnego materiału dawno nie czytałem.
Gazeto codzienna - dlaczego ten człowiek publikuje u Was takie pierdoły.
Przecież ten tekst to jest jakaś egzemplifikacja grafomaństwa w czystej postaci! Ludzie zastanówcie sie co wy publikujecie!!!!!
Coraz gorzej Was się czyta....

Tylko krytykować umiesz? Napisz coś mądrego, to na pewno opublikują. Mnie się podoba, czasem bardzo, lub mniej, a jak mi się nie podoba to zdzięrżę to i nie lecę z hejtem . To co napisałeś to szerzenie nienawiści.

Felietonista nie ma nam nic do powiedzenia i stara się rozwlekle nam o tym opowiedzieć.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama