, środa 19 czerwca 2024
Od roku bez kontroli (cz. 3)
Granica popsuła mi dzieciństwo — wspomina Henryk Jałowiczor z Istebnej. fot. Paweł Sowa/Gazeta.pl 



Dodaj do Facebook

Od roku bez kontroli (cz. 3)

Rok temu, w nocy z 20 na 21 grudnia, Polska, Słowacja i Czechy przystąpiły do strefy Schengen znoszącej kontrole graniczne. Jak od tej pamiętnej nocy zmieniło się nasze życie?
Granica? Jaka granica? Ludzie do sąsiadów chodzą jak do siebie. A o czasach, gdy podczas zbierania grzybów w lesie można się było natknąć na uzbrojonych wopistów, dawno już zapomnieli.

Henryk Jałowiczor z Istebnej
— Granica popsuła mi dzieciństwo. Mieszkałem w Polsce, a za pasem zaoranego pola, które wyznaczało granicę, bawiły się czeskie dzieci. Czasem próbowałem kopnąć do nich piłkę przez drut kolczasty, ale to nie była żadna zabawa. Moja matka spędziła pół roku w więzieniu za nielegalne przekroczenie granicy. A niektórzy jej znajomi, którzy podobnie jak ona chodzili do Czechosłowacji z towarem, zostali zastrzeleni w lesie przez wopistów. Życie bez granicy jest super! Bardzo się cieszę, że moja mama doczekała tych czasów. Zaczęła odwiedzać kuzynkę mieszkającą w Czechach, bo teraz to żaden problem, a jeszcze niedawno człowiek przed każdym wyjazdem po kilka razy sprawdzał, czy nie zapomniał paszportu. Ale dla mnie najbardziej znamienne jest to, że jak turyści jadą przez Istebną, to już nie pytają, jak dojechać do granicy, tylko proszą, żeby im pokazać drogę na Czechy albo na Słowację. Brak granic to także praktyczne korzyści. Z Cieszyna do Istebnej jeździło się przez Kubalonkę drogą, która jest w fatalnym stanie. A od kiedy nie ma granic, wracam z Cieszyna przez Czechy o wiele lepszą drogą. No i w Istebnej zrobił się ruch. Coraz częściej widuję tu młodych ludzi, którzy rozmawiają po czesku albo słowacku. Syn mojego kolegi wkrótce żeni się z Czeszką. Kilku moich znajomych zaczęło pracować w Czechach przy budowie drewnianych domów. Kiedy rano jadą do pracy, to nie myślą o tym, że do innego kraju.

Władysław Orszulik, przewodnik PTTK, z Cieszyna
— Urodziłem się na dzisiejszym Zaolziu. W 1936 roku moja rodzina przeniosła się do Polski, bo władze czechosłowackie nie były przychylne Polakom. Pamiętam czasy stalinowskie, gdy na granicy w Cieszynie wopiści zamontowali race, które strzelały w górę, kiedy ktoś próbował ją nielegalnie przekroczyć. I lata 80., gdy w schronisku na Czantorii wymieniałem pusty plecak na plecak wypełniony czeskimi towarami niedostępnymi wtedy w Polsce. Teraz wszystko się zmieniło. Tego lata w każdy pogodny dzień nad Olzę przychodziły tłumy ludzi. Grillowali, opalali się, brodzili w wodzie. Niby nic dziwnego, ale to przez lata była rzeka graniczna. Dawniej nie można się było nawet zbliżyć do brzegu! Granica to był problem bardziej psychologiczny. Gdy Zaolzie zostało oddzielone od kraju, niektórzy mieszkający tam Polacy na znak protestu postanowili nie przekraczać granicy i nie przyjeżdżać do Polski. Miałem takie osoby w rodzinie, niestety, nie doczekały przemian. Ale są ludzie, którzy dopiero po wejściu Polski do strefy Schengen przyjechali do nas.

Józef Michałek z Istebnej, działacz Oddziału Górali Śląskich Związku Podhalan
— Dla ludzi mieszkających na terenach przygranicznych granice istniały tylko na mapach, nigdy nie było ich w ludzkich głowach. Kiedy ich nie ma, pięknie to widać. Poznaję coraz więcej ludzi po drugiej stronie. Bo teraz do Czech czy na Słowację jedzie się bez stresu, jak do siebie - oczywiście bez żadnych roszczeniowych podtekstów. Albo idziemy po prostu na skróty, przez pola. W końcu do niektórych czeskich domów mamy tylko kilkadziesiąt metrów. A jak fajnie zbiera się grzyby! Pamiętam wyprawy na grzyby z dzieciństwa. Kiedyś byliśmy jeszcze spory kawałek od granicy, gdy z mgły i deszczu wyłonił się uzbrojony wopista. Wystraszyliśmy się. Latem wybrałem się na grzyby w to samo miejsce. Nawet nie wiem, w którym kraju je zbierałem. W Czechach? Na Słowacji? W Polsce? To już nie ma żadnego znaczenia.

Notowała: EWA FURTAK/Gazeta.pl
Komentarze: (7)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Panowie Jałowiczor i Michałek ... proszę brać przykład z Orszulika który nie używa określenia Czechy a tylko Zaolzie. Mamy Euroregion Śląsk Cieszyński a nie Śląsk Cieszyński Czechy!

Proponuję Panu Redaktorowi, aby zapytać co sądzą o rzeczywistości tej z przed i po otwarciu granicy na naszej , Cieszyńskiej Ziemii ludzie młodsi: lexx, exe, Steila i inni uczestnicy forum?

Do "ciekawego" już nie jestem taki młody ale dziękuję to mnie podnosi na duchu, a mój siwy włos na to czernieje- Jeżeli chodzi o wypowiedz P. Jałowiczora matka chodziła na tzw. szmugiel jak wiele innych ktorzy potem zostali zmuszeni do wyprowadzki z gór na tereny nizinne. Wiem jak było za komuny bo sam wychowałem się na samej granicy z czechami( orana granica co dwa dni, panika wop aby się napić wody ze studni, czy jak krowa stanęła na zaoranym ile to było tłumaczenia, czy w słupkach granicznych betonowych odciągi z rakietami) Pamiętam jak mama moja musiała się tłumaczyć za moje strzelanie z puszki 10l z karbidu i to w Sylwestra na samej granicy. Były też i inne aspekty dobre pilnujący co 1,5 godziny żołnierze WOP-u, czy pomoc żołnierzy w polu z końmi. Odpowiadam na zadane pytanie co sądze o otwarciu granic tak to dobra rzeczw koncu jesteśmy podobno wszyscy słowianami- tylko ta wolnosć i demokracja jest nie dla wszystkich równa i to boli . Starrzy ludzie mówią że nie tak sobie wyobrażali tą wolną Polskę wszyscy nam obiecywali i co zostało z tego?????

Spostrzegłem wczoraj pierwszy siwy włos na swojej skroni... - na szczęście na razie siwieję selektywnie. Wspomnienia również mam selektywne, bo nie za bardzo było co wspominać.

Ja siwych włosów jeszcze nie mam, ale zakola rosną mi szybciej niż brzuch, a brzuch szybciej niż zakola. Na szczęście należę do tych, którzy duchem będą młodzi wiecznie. Co do tematu to wczoraj w porcie Cherbourg we Francji wysiadałem ze statku płynącego z Irlandii nie należącej do Schengen. Przy kontroli paszportowej stali funkcjonariusze uzbrojeni w długą broń automatyczną. Przypomniały mi się wtedy czasy kontroli na cieszyńskich mostach, uśmiechnąłem się wiedząc, że dalej pojadę przez całą Europę nie wyciągając dokumentów z kieszeni, a przy przekraczaniu Olzy też się nikt o nie nie upomni. Marzy mi się świat, na którym nie ma już żadnych kontroli granicznych i nikt nie straszy nas lufą karabinu. Cieszę się, że nasze miasto należy do tych, które zaczęły już ten świat tworzyć.

Jasne niech wszystko zniknie policja też a przestępcy niech hulają..Będziemy zamiast bułek prochy jeść

Może lepiej żeby przestępcy zniknęli, a wtedy policja sama się rozwiąże albo zmieni zakres swoich obowiązków.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama