, sobota 20 kwietnia 2019
Rollercoaster Ireneusza Jelenia [FELIETON - Jeleń jeszcze nie tak dawno był zawodnikiem mistrza Francji, z bliska obserwował naprawdę poważnych zawodników, zasmakował też co nieco Ligi Mistrzów. ]
Jeleń jeszcze nie tak dawno był zawodnikiem mistrza Francji, z bliska obserwował naprawdę poważnych zawodników, zasmakował też co nieco Ligi Mistrzów.  fot: www.ireneuszjelen.pl



Dodaj do Facebook

Rollercoaster Ireneusza Jelenia [FELIETON]

BeKa
Bezlitosna jest tabela ekstraklasy dla piłkarzy Podbeskidzia. Mało zaszczytne, ostatnie miejsce w gronie 16 zespołów, okrągłe zero w kolumnie "zwycięstwa" i ledwie dwa zebrane punkty - wszystko to połączone w jedną całość tworzy obraz nędzy i rozpaczy. Z każdym kolejnym meczem "Górale" w coraz większym stopniu oddają się zgubnemu kontredansowi marazmu i beznadziei, który prowadzi ich prosto do 1. ligi. Na szczęście, dla piłkarzy i kibiców, na horyzoncie pojawiło się nowe światełko nadziei, przybyłe aż z odległej Francji, które - przynajmniej z założenia - ma o 180 stopni odwrócić kierunek destrukcyjnego tańca.

Nie ma sensu niepotrzebnie się oszukiwać i zaklinać rzeczywistość - dla Ireneusza Jelenia przenosiny do Podbeskidzia są jak zamiana Maybacha na Fiata Pandę, jak odstawienie ekskluzywnego jachtu na rzecz zrobionej przez Beara Gryllsa tratwy ze styropianu i garści patyków. Trzeba pamiętać, że Jeleń jeszcze nie tak dawno był zawodnikiem mistrza Francji, z bliska obserwował naprawdę poważnych zawodników, zasmakował też co nieco Ligi Mistrzów. Może nie był na samym szczycie, ale z pewnością osiągnął poziom uznanej i wysoko położonej stacji badawczej, do której wcale nie tak łatwo dotrzeć. Dzisiaj to już wyłącznie historia. Jeleń z hukiem spadł z wysokości i oznaki życia będzie próbował wysłać w świat z głębokich stanów depresyjnych, jakie od początku sezonu występują w Bielsku-Białej.

Co prawda od ogłoszenia decyzji o podpisaniu kontraktu z Podbeskidziem minęło już kilka dni, ale cały czas jakoś ciężko w nią uwierzyć. Chyba nikt nie sądził, że Irek stoczy się tak bardzo. Owszem, jakiś rok temu pojawiały się głosy o jego ewentualnym powrocie do kraju, ale mówiło się niemal wyłącznie o możliwym przejściu do Polonii Warszawa, wtedy jeszcze zasilanej przez pieniądze ekstrawertycznego Janusza Wojciechowska. Taki ruch przeciętnemu kibicowi wydawał się o tyle zrozumiały, że Jeleń miał to, czego pożądał Wojciechowski (czyli niemałe umiejętności), a Wojciechowski to, czego pożądał Jeleń (czyli duże pieniądze), co mogło sugerować, że obaj dżentelmeni dogadają się bez większych problemów. Życie jest jednak pokrętne i Jeleń, chociaż nad Wisłę faktycznie wrócił, zamiast trafić do klubu, w którym płaciło się najlepiej, trafił tam, gdzie płaci się praktycznie najgorzej, a ewentualną walkę o mistrzostwo Polski, zastępuje mozolny bój o utrzymanie w krajowej elicie. Jest różnica, prawda?

Można w nieskończoność powtarzać, że jest to dziwne i niezrozumiałe, ale najwyraźniej właśnie taka jest na chwilę obecną rynkowa wartość Ireneusza Jelenia. Taka, czyli niewielka, skoro nawet Podbeskidzie może pozwolić sobie na angaż doskonałego (przynajmniej w teorii) jak na polskie warunki napastnika, mającego za sobą reprezentacyjną przeszłość, występy na Mistrzostwach Świata i w Lidze Mistrzów oraz niemal 50 bramek strzelonych w czołowej europejskiej lidze. Oczywiście możemy mamić się tekstami o "lokalnym patriotyzmie" i "przywiązaniu do rodzinnych stron", ale to zwykły pic na wodę. Jeleń wybrał Podbeskidzie, bo jego sytuacja była nie tyle nieciekawa, co wręcz beznadziejna, potrzebował klubu na tu i teraz i najwyraźniej tylko w Bielsku zdecydowano się dać mu szansę. To pokazuje jak nisko, mimo wszystko, jest dziś oceniany. Sprawiedliwe czy nie - nieważne. Jeśli prawdziwy jest piłkarski truizm mówiący, że jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz, to Jeleń jest dziś bardzo słaby. Z drugiej strony - powiedzmy wprost - nawet najgorszy Jeleń jest znacznie lepszy, niż to, co obecnie najlepsze w Podbeskidziu. Ale to chyba i tak marne pocieszenie.

Jakkolwiekby decyzji Irka nie oceniać, to mimo wszystko on sam i tak ryzykuje najwięcej. Jeśli mu się nie powiedzie - co ciężko sobie wyobrazić - to przegra wtedy podwójnie, bo z każdej strony będą napływały opinie, że słaby, że się skończył, że daremny, bo nawet w Bielsku nie daje rady. Jeśli jednak spełni oczekiwania, to zapewne długo pod Szyndzielnią nie zabawi. Przypomną sobie o nim ci, którzy teraz wątpią i pewnie zaoferują całkiem klawy kontrakt i grę o dużą stawkę. Że jest to możliwe udowodnił niedawno Marek Saganowski, który po niezłym sezonie w ŁKS-ie Łódź, nomen omen spadkowiczu z ekstraklasy, zwrócił na siebie oczy trenerów Legii Warszawa i dziś bije się o mistrzostwo Polski. Z Jeleniem może być tak samo, musi tylko sprostać urokom gry w słabym klubie, co wcale nie jest takie łatwe. Graczy na poziomie tam niewiele, większość to przeciętniacy-przecinacy, którzy w pierwszym, debiutanckim dla Bielszczan sezonie w ekstraklasie, niedowagę w umiejętnościach nadrabiali nadwagą w ambicji, ale w kolejnych rozgrywkach uszło z nich niemal całe powietrze i dziś są tylko tłem dla innych drużyn. W takim miejscu trudniej jest jest pokazać, ciężko się na nowo wypromować. No, ale może... jednak... Nigdy nie wiadomo.

Piłkarskie powroty z reguły są nieprzewidywalne. Nie mają wzoru, którym dałoby się obliczyć prawdopodobieństwo powodzenia misji. Są jak sinusoida - ktoś znajdzie się na górze, ale ktoś siłą rzeczy musi być też na dole. Na wspomniany przykład Marka Saganowskiego można odpowiedzieć powrotem Macieja Żurawskiego, któremu druga przygoda z Wisłą Kraków ewidentnie nie wyszła. Na drugim biegunie jest za to Tomasz Frankowski, który nie zdążył się nawet rozpakować po reemigracji, a już strzelał bramki dla Jagiellonii Białystok. Trochę gorzej wypadł za to Marcin Mięciel, nie najlepiej póki co wiedzie się też klubowemu koledze "Franka", Ebiemu Smolarkowi, ale on na podobnym etapie co Jeleń. Jak na załączonym obrazku widać, że bywa różnie, aczkolwiek Jeleń zdaje się mieć wszystko, by tę buraczaną ligę wciągnąć nosem, nawet grając w barwach Podbeskidzia, z Zajacami i Dancikami u boku. Oczywiście zawsze istnieje obawa, że wyrżnie na nierównej murawie (zbliża się zima, więc murawy na polskich stadionach będą wyglądać jakby jakaś gigantyczna krowa przeżuła je i wypluła) i wybije sobie wszystkie zęby, ale znacznie bardziej prawdopodobne jest, że potraktuje pobyt w Bielsku jako tymczasowy przystanek i odskocznię do lepszego klubu. I oby rzeczywiście tak było, bo dla kogoś, kto jak na polskie warunki zrobił naprawdę fajną karierę, odcinanie kuponów w takim klubie, jak Podbeskidzie to po prostu wstyd.

Komentarze: (11)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

podpisuję się w całości pod tym tekstem widziałem mecz z lechią i wszystko jasne dlaczego wylądował w bielsku po prostu nikt go nie chce tyle

gdybym mial taka forse jak Jelen wszystko bym zrobil aby odbudowac i przywrocic swoj macierzysty klub Piast Cieszyn na swoje zasluzone miejsce[minimum 3 liga].

Jest to z pewnością najgorszy tekst jaki ukazał się na GC, kompletny brak profesjonalizmu i obiektywizmu. Jeśli faktycznie autor skomentował komentarz na jego temat to faktycznie urąga to wszelkim zasadom. Nie mówiąc juz o tym, że pierwszy człon tytułu tych wypocin piszę się osobno, pozdrawiam autora lingwistę.

Właśnie kolego poniżyłeś się i to bardzo. Jesteś jakby to powiedzieć: na spalonym!

Widzę, że chłopcze nie studiowałeś na żadnej poważnej uczelni, jeśli w ogóle studiowałeś. Tam dowiedziałbyś się, że po pierwsze nie komentuje się komentarzy, gdyż nie jest to profesjonalne. A po drugie wiedziałbyś, że zdanie @eŁKSa jest sednem dobrego dziennikarstwa.

Dzielny "redaktorze", podpoisz się z imienia i nazwiska. Publicystyka tego wymaga, tak samo jak uczciwość wobec czytelników.

wiesz, publikowałem już pod imieniem i nazwiskiem. teraz zniżam się do poziomu autorów komentarzy i pozostaję anonimowy. pzdr

Proponuję korepetycje na boisku piłkarskim dla autora tekstu. Niestety, jesli ktoś nigdy nie biegał po boisku za piłką dobrze o futbolu pisać nie będzie. Słąby tekst, bardzo słaby.

Idąć twoim tokiem rozumowania, jakieś 90% ludzi piszących w tym kraju o futbolu powinno zmienić zawód. przecież to niedorzecznie

Myślę, że autor tego "periodyku" najwyraźniej nigdy nie był sportowcem i może nie wie, że czasem są gorsze i lepsze chwile ale za to jak sam określił próbuje niedowagę w umiejętnościach pisarskich nadrabiać nadwagą w przesadzie.

i tego mu życzymy i trzymamy kciuki żeby się udało !!! ale wiemy też że Irek lubi popłynąć w długą, dlatego musimy trzymać kciuki jeszcze mocniej !!!

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama