, wtorek 20 listopada 2018
„Spotkajmy się pośrodku i porozmawiajmy!” - wywiad z psychoterapeutką Joanną Posiak
Od trzynastu lat jestem związana z Cieszynem, ale hejt jest wszędzie, nie tylko w tym mieście. Anonimowość powoduje niesamowite pozbycie się hamulców. fot: arch. Joanny Posiak



Dodaj do Facebook

„Spotkajmy się pośrodku i porozmawiajmy!” - wywiad z psychoterapeutką Joanną Posiak

MAŁGORZATA BRYL
„Nie mogę powstrzymać się od komentarza, gdy słyszę, że skoro Stowarzyszenie „Być Razem” jest organizacją non-profit, to jego pracownicy powinni pracować tylko dla idei. Wybrałam pracę w organizacji pozarządowej z powodu mniejszej biurokracji w trzecim sektorze, ale nie po to, by pracować za darmo” - mówi w rozmowie z nami Joanna Posiak, która w cieszyńskim Stowarzyszeniu Pomocy Wzajemnej „Być Razem” zajmuje się obsługą Punktu Informacyjnego ds. Narkomanii.

Stowarzyszenie Pomocy Wzajemnej „Być Razem” z Cieszyna ostatnio obchodziło jubileusz 20-lecia. Komu konkretnie i w jaki sposób pomagacie swoją codzienną pracą?

Joanna Posiak: To zależy od poszczególnych placówek stowarzyszenia. Wymienię te placówki w kolejności chronologicznej, jak powstawały. I tak w „Kontakcie” pomagamy mieszkańcom Cieszyna. To jest pomoc psychologiczna oraz prawna. Ponadto organizujemy tam różnego rodzaju zajęcia dla dzieci i młodzieży (socjoterapię, warsztaty rozwijające zainteresowania), a także dla dorosłych warsztaty rozwoju osobistego. Do tego dochodzą różne warsztaty prowadzone w szkołach. Z tego wszystkiego bezpłatnie korzystają mieszkańcy Cieszyna. Jest Punkt ds. Narkomanii, który obsługuję i służy on wsparciem dla mieszkańców naszego miasta. Jest także Centrum Wolontariatu.

Potem powstał Powiatowy Ośrodek Wsparcia dla Ofiar Dotkniętych Przemocą (początkowo jako hostel), w którym pomagamy mieszkańcom miasta, jak i powiatu będącym ofiarami przemocy w rodzinie. Z reguły to są kobiety z dziećmi, ale zdarzali się też młodzi mężczyźni.

Później powstało Centrum Edukacji Socjalnej (początkowo we współpracy z Fundacją „Barka”), które pomaga osobom, które z różnych powodów stały się bezdomne. Najczęściej pomagamy mieszkańcom z Cieszyna, czasem też z innych gmin powiatu cieszyńskiego. Jeśli dany MOPS zgodzi się płacić za pobyt u nas osoby bezdomnej, to wsparcie zyskują u nas osoby z jeszcze bardziej oddalonych gmin. Centrum Edukacji Socjalnej to nie noclegownia, gdzie można wykąpać się i wyspać. CES oferuje bowiem pomoc całościową, by osoba bezdomna wróciła z powrotem na łono społeczeństwa. Wiem, co powiedzą w tym momencie komentatorzy, że nikomu nie pomagamy, że te osoby potem znów wracają do picia. To nieprawda, osobiście znam kilkanaście osób, które otrzymały od nas wsparcie i już kilka czy kilkanaście lat nie piją, zmieniły się i mają fajne, poukładane życie. Niektórzy z nich już zmarli z powodu schorzeń, ale do końca życia byli trzeźwi i zadowoleni.

Z kolei prowadzony przez nas Dom Matki i Dziecka „Słonecznik” pomaga osobom, które z różnych powodów nie mogą mieszkać w swoich domach. Kobiety w ciąży lub z małymi dziećmi mają nie tylko opiekę w postaci dachu nad głową, ale też wsparcie pracownika socjalnego, który pracuje na miejscu.

Na czym polega Twoja codzienna praca w Punkcie ds. Narkomanii?

Zajmuję się osobami uzależnionymi od narkotyków lub innych uzależnień behawioralnych, czyli np. hazardu czy internetu i gier komputerowych - te ostatnie są bardzo częste u coraz młodszych dzieci. Najczęściej trafiają do mnie nastolatkowie skierowani przez Sąd Rodzinny, poprzez kuratora lub rodzice wykryli, że ich nieletnie dziecko ma jakiś problem z narkotykami. Są też osoby dorosłe, które wyszły już z ośrodków i chcą kontynuować terapię albo szukają pomocy.

Kto może liczyć na wsparcie w tym Punkcie?

Punkt ds. Narkomanii jest skierowany tylko i wyłącznie do mieszkańców Cieszyna i nie wolno mi przyjmować mieszkańców z innych gmin, choć widzę, że jest duże zapotrzebowanie także z okolicznych gmin. Jednak te samorządy nie chcą dołożyć się finansowo do działania Punktu.

Jaka jest skala zjawiska uzależnień w Cieszynie. Ile masz pacjentów w roku?

W pierwszym roku mojej pracy było około 80 nowych pacjentów. Potem było 90, następnie 105. Teraz w ostatnim roku było 127. Zatem nowych pacjentów przybywa. W ciągu roku zajmuję się około 400 pacjentami. Polega to przede wszystkim na zdiagnozowaniu problemu, czy to jest tylko eksperymentowanie, czy problem z nadużywaniem, czy też już uzależnienie. W zależności od tego, co jest komu potrzebne, informuję rodzinę lub tę osobę, gdzie może szukać pomocy. Jeśli jest niezbędny ośrodek zamknięty, to też mam cały zestaw informacji. W sporadycznych przypadkach prowadzę też terapię indywidualną. Ciężko jest, bo nie ma grup terapeutycznych, ale posiłkuję się mitingami Anonimowych Narkomanów w Cieszynie - tam jest szansa pogłębionej kontynuacji terapii. Najczęściej prowadzę rozmowy wspierające i profilaktyczne, bo moimi pacjentami są dzieci, które dopiero eksperymentują i nie mają jeszcze dużego problemu, ale trzeba coś zrobić, by w porę to zatrzymać i nie doszło do uzależnienia.

Jak układa się Wam współpraca z lokalnymi samorządami? Ostatni jubileusz był pełen słów podziękowań i uznania samorządowców dla Waszej pracy.

Na pewno są zadowoleni, bo na co dzień obserwują dobrą działalność chociażby Powiatowego Ośrodka Wsparcia oferującego pomoc dla wszystkich mieszkańców z całego regionu. Widzą wymierne efekty w sprawozdaniach, pokazują to też różnego rodzaju kontrole. Jednak ostatnio odbyła się komisja wyjazdowa Komisji Zdrowia Rady Miejskiej Cieszyna w Stowarzyszeniu „Być Razem” i z tego, co usłyszałam od współpracowników i zrozumiałam, nie wszyscy tą naszą działalność uważają za celową.

Dlaczego? Przecież część zadań, jakie realizujecie jako stowarzyszenie, są to ustawowe obowiązki poszczególnych jednostek samorządów, np. MOPS. Wyręczacie zatem samorząd w pewnej pracy.

Jestem z Warszawy i tam było to zorganizowane tak, że wszelkiego rodzaju pomoc, jaką my realizujemy w stowarzyszeniu, była stricte w strukturze ośrodków pomocy społecznej. W Cieszynie rzeczywiście realizujemy zlecone zadania gminy lub powiatu, które MOPS czy Urząd Miejski musi realizować. Jednak słyszymy, że skoro jesteśmy organizacją non-profit, to powinniśmy pracować za darmo. Na niedawnej Komisji Zdrowia Rady Miejskiej Cieszyna padła sugestia, jak ja to zrozumiałam, że osoby pracujące w organizacjach pozarządowych powinny to robić dla idei i dla misji.

Jak byś odpowiedziała na taki postulat?

Zastanawiam się nad tym właśnie. Wybrałam taką organizację pozarządową jako miejsce do pracy, nie dlatego że będę tam pracować dla idei za darmo, ale dlatego że w takiej organizacji jest mniejsza biurokracja. Nie ma tu aż takich ograniczeń formalnych, można więcej pracy poświęcić dla ludzi, a nie tonąć w papierach. Pracowałam kiedyś jako pracownik socjalny w ośrodku pomocy społecznej w Warszawie na Woli i tam przeszłam moment, kiedy była zmiana wywiadu środowiskowego. Z takiego wywiadu, który miał cztery strony, zrobiła się pokaźnych rozmiarów książka. To mnie pociąga w organizacjach pozarządowych, że ta biurokracja jest mniejsza.
Tym ludziom, którzy mówią mi, że mam pracować za darmo, odpowiedziałabym też, że muszę z czegoś żyć, mam dzieci i muszę je z czegoś utrzymać. To jest moja normalna praca, oprócz tego, że jest to moja wielka pasja i rzecz, którą kocham. Prawdziwych fachowców nie pozyska się za darmo. To są ludzie, którzy w swój ciągły rozwój i szkolenia zainwestowali niemałe pieniądze i czas, i nie można od nich wymagać, że będą pracować tylko dla idei. Jako ciekawostkę powiem, że na zdobycie certyfikatu psychoterapeuty uzależnień wydałam kilkanaście tysięcy złotych własnych środków.

Porozmawiajmy jeszcze o cieszyńskim hejcie. Niby wszyscy powtarzamy, że nie należy przejmować się agresywnymi komentatorami, którzy najczęściej są anonimowi pod przykrywką pseudonimu w sieci. Jednak to chyba nie jest do końca tak, że ten hejt spływa po Was jak przysłowiowa woda po kaczce?

Od trzynastu lat jestem związana z Cieszynem, ale hejt jest wszędzie, nie tylko w tym mieście. Wiemy to między innymi z ogólnopolskich portali internetowych. Anonimowość powoduje niesamowite pozbycie się hamulców. Osobie, która myśli, że jest anonimowa, że nikt jej nie wykryje, wydaje się, że może mówić absolutnie co chce.

W sytuacjach ataku hejtera na „Być razem”, myślę sobie, że nieważne co bym zrobiła, co bym powiedziała lub co bym napisała, zawsze znajdą się ludzie, którzy będą szukać dziury w całym. Nawet jak jest dobrze, to będą milczeć, ale broń Boże nie pochwalą. Żyjemy kulturze pisania skarg. Ja mam taką zasadę od lat, że jeśli urzędnik czy jakiś inny pracownik naprawdę dobrze mnie obsłuży, to po prostu piszę do kierownika podziękowanie. Natomiast większość ludzi w sytuacji, gdy spotka ich coś dobrego, nie reaguje. Uważają, że należy im się to jak psu buda. Dlatego być może ci hejterzy wypunktowują wszystko co złe, ale już nie szukają w rzeczywistości tych dobrych stron. Tak sobie myślę, że to są strasznie nieszczęśliwi ludzie.

Hejt skierowany w daną osobę, wywołuje zachwianie poczucia własnej wartości i po prostu smutek. Jednak hejt w postaci wypisywania kompletnie niesprawdzonych i nieprawdziwych informacji wymierzony w takie stowarzyszenie jak „Być razem” ma jeszcze taką konsekwencję, że potencjalni pacjenci, jak sobie poczytają takie komentarze, to myślą: „Matko Boska nigdy w życiu nie pójdę do tego POW-u, bo nie wiadomo co ta pani wyprawia z tymi ludźmi. To już lepiej będę cierpieć w domu, niech mnie ten mąż bije, ale nigdzie nie pójdę, bo ta pani psycholog robi pranie mózgu”. To mnie bardzo martwi.

Masz jakiś pomysł, jak można temu zaradzić?

Warto edukować na przyszłość dzieci i nastolatków, żeby nie traktowali inności z wrogością - to byłaby przede wszystkim rola rodziców. Należy pamiętać, że podłożem hejtu jest lęk wobec inności lub tego, czego się nie rozumie, przekształcający się w agresję. Natomiast jeśli chodzi o już obecną bezkarność hejterów w sieci internetowej, mam wrażenie, że robi się coraz gorzej. Co można z tym zrobić? Próbować spotykać się pośrodku i rozmawiać, a nie od razu obrzucać się obelgami. W takich chwilach różnymi sposobami staram się prowadzić spokojną rozmowę z osobą, która ma inne zdanie ode mnie. Pilnuję się, by nie dać się sprowokować. Choć to bardzo trudne i nie zawsze się udaje.

Rozmawiała: Małgorzata Bryl

Komentarze: (0)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama