, sobota 25 maja 2024
Pancerne hobby
W Nawsiu czołgiem można się przejechać. fot. Beata Schönwald/Głos Ludu 



Dodaj do Facebook

Pancerne hobby

BEATA SCHÖNWALD/Głos Ludu
Pancerne hobby

Józef Czudek, Rudy 102 i Szarik... fot. Beata Schönwald/Głos Ludu


Pancerne hobby

Czasy II wojny światowej pamięta niemiecki „hakl“. fot. Beata Schönwald/Głos Ludu

Rudy 102, pies Szarik i czterej pancerni. W Nawsiu na Zaolziu serial-legenda wraca do życia. Józefa Czudka fascynacja przygodami czterech przyjaciół z Rudego 102 przekształciła się z biegiem lat w pancerne hobby. Od kilkunastu lat kolekcjonuje czołgi, a w przyszłym roku chce stworzyć z nich muzeum.
– Pierwszym impulsem był dla mnie serial „Czterej pancerni i pies“, który oglądałem jako dziecko. Później, będąc w wojsku, spędziłem 2 lata przy ciężkiej technice gąsienicowej – opowiada Józef Czudek. Po przemianach politycznych w 1990 roku rozpoczął starania o licencję, która pozwalałaby mu kolekcjonować taki właśnie sprzęt. – Oprócz zezwolenia na prowadzenie muzeum ciężkiej techniki wojskowej muszę do każdej broni mieć dokument stwierdzający, że wyszła z użycia – tłumaczy.

Skąd się biorą czołgi
– Pierwsze lata spędziłem na załatwianiu licencji, dokumentów... W tym czasie rozglądałem się za eksponatami, które mógłbym później kupić – mówi pan Józef. W Republice Czeksiej istnieją cztery firmy handlujące bronią. Czołgów nie kupuje się jak samochodów. Okazów gąsienicowej techniki wojskowej do nabycia jest niewiele. Sporo z nich dawno skończyło już na złomowisku, albo znalazło swoich nabywców za granicą. Na to, co jeszcze zostało, czyhają kolekcjonerzy.

Dlatego też Czudek nie chce zdradzić, na jakie kolejne eksponaty ma chrapkę. W każdym razie obecnych 25 sztuk transporterów, czołgów oraz wozów technicznych to nie koniec jego kolekcji.

– Najcenniejszym eksponatem jest T34. To czołg sowieckiej produkcji, ten sam, co Rudy 102. Sprowadziłem go ze Słowacji. Był w fatalnym stanie, pozostała mu tylko korba, wieża i lufa. Wyciągnęliśmy go z błota – wspomina. Od dwu lat remontuje go wspólnie z bratem i kolegami-zapaleńcami. Części sprowadza od kolekcjonerów w Polsce, na Słowacji i w Czechach. Niektóre robi sam, na miarę. – Czołg pochodzi z 1945 roku. Taki rok produkcji znalazłem na jego oryginalnych częściach – dodaje.

Czasy II wojny światowej pamięta też niemiecki „hakl“. Kolejne eksponaty są już nowsze, produkowane po wojnie aż do lat siedemdziesiątych. Jest więc również w parku wojskowym Czudka czołg T54. To ten sam model co czołgi, które w 1968 roku przyjechały „wyzwalać“ Pragę... Wszystkie okazy zgromadzone w Nawsiu to nie atrapy, ani pomniki. Można nimi jeździć, ale nie da się z nich strzelać.

300 litrów ropy na 100 km
Trzy razy w roku kilka eksponatów Czudka opuszcza Nawsie i rusza w świat. – Najbardziej prestiżową imprezą, którą regularnie odwiedzamy, jest pokaz techniki wojskowej „Operacja Południe“ w Bielsku-Białej. Tam nasz „hakl“ cieszy się zwykle wielkim powodzeniem – mówi pan Józef. Aby „pokazać“ się z czołgiem na poligonie, trzeba najpierw załatwić transport. Czołgiem nie da się jechać po ulicy.

Śmiało natomiast można przejechać się po łące rozciągającej się pomiędzy salonem samochodowym skody a główną drogą prowadzącą do Żyliny.

Pan Józef przebiera się w spodnie wojskowe i wchodzi do czołgu. Wkrótce BVT-VT-90 ruszy z miejsca. Już słychać ryk silnika. Wszędzie wokół unosi się zapach spalin. Bardzo intensywny zresztą. Nie dziwota, skoro takie cudo pali 300 litrów ropy na 100 km. Teraz ja wchodzę. Staję na siedzeniu, tuż za „kierowcą“. Głowa i ramiona pozostają mi na zewnątrz. To dobrze, przy okazji będą mogła podziwiać Beskidy... Kiedy czołg rusza, momentalnie jednak zapominam o urokach krajobrazu. Kurczowo trzymam się klapy i nieufnie spoglądam na pokonywany przez nas teren. Moje wyobrażenie o nudnej jeździe żółwim tempem kompletnie rozwiał wiatr. Czołg żwawo przemierza łąkę (40-50 km/godz.) i wcale nie wybiera najprostszej drogi. Rzuca na lewo i prawo, nie omija żadnych nierówności, pokonuje napotkane kopczyki. W końcu to pojazd gąsienicowy, do tego przystosowany – tłumaczę sobie w duchu.

Ale teraz to już czysta złośliwość! Przed nami szeroki rów z wodą, bajoro. Jeśli ten czołg zaraz go nie wyminie, to utknie w nim na dobre, a jeśli nie utknie, to mnie kompletnie ochlapie! (W przypływie paniki nie przychodzi mi do głowy proste rozwiązanie – zrobić przysiad i schować się w czołgu.) Pozostaję więc niezmiennie w pozycji „jedna trzecia na zewnątrz“ i obiecuję sobie jakoś to wszystko przetrwać. Czołg niebezpiecznie dla mojego żołądka przechyla się do przodu, wjeżdżamy w błoto i... chyba tę pancerną bestię polubię! Na moich oczach otwiera się bardzo praktyczny błotnik, który rozgarnia błoto i pozwala mi wyjechać z bajora z suchą głową. Nie muszę chyba dodawać, że kiedy powtarzamy wjazd do rowu, jestem już o wiele spokojniejsza, a na końcowe pytanie „jak było?“ odpowiadam radosnym uśmiechem. – W sumie to była wolna jazda, ten czołg rozwija prędkość nawet 80-90 km/godz. – uświadamia mnie Czudek.

Rudy, Gustlik i Szarik
Na przejażdżkę czekają kolejni chętni. W przyszłym roku będzie ich o wiele więcej, kiedy zostanie tu otwarte muzeum ciężkiej techniki wojskowej. W tym celu wybudowano już bunkier. Po zagospodarowaniu będzie służyć jako zaplecze muzeum. Na otwarciu zjawią się podobno również Janek, Gustlik oraz pies Szarik. Ten już przygotowuje się do swojej roli. Ma budę tuż obok Rudego i... śledzi postępy jego remontu.
Komentarze: (9)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

co te obrazy zwiastują ...?

co pani wie o wojnie i tych narzędziach MORDU ?

co pani wie o wojnie i tych narzędziach MORDU ?

Polubiłam Józefa Czudka od pierwszego czytnięcia !
Ja też się uczyłam historii przez oglądanie niesamowitych przygód czterech czołgistów i ich sabaki.
A o tajemnicach wywiadów , kontrwywiadów i o sowieckich partyzantach wiem wszystko dzięki Klossowi, Brunerowi i Sztyrlicowi. II wojna światowa dzięki tym serialom jest teraz dla mnie bez zagadek.
Taka byłam rozmiłowana w tej historii, że zamierzałam postudiować na Uniwerku ale nie wiem czemu po krawiectwie nie dopuszczono mnie do egzaminów wstępnych. Teraz oglądam z zamilowaniem wszystkie części "Gwiezdnych Wojen" na wideło, bo poczułam pociąg do astronomii. Myślicie, że dam radę na Studiach ? A może powinnam jeszcze oprócz oglądania kaset coś poczytać ?...

rączkami kobiet ...?

dziwie się, ze Polacy to akceptują...?

dlaczego upadło to pozytywne oddziaływanie...?

ma wolne ...?

ale kaszana.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama