, czwartek 20 czerwca 2024
Idziak, chrzestny Małysza
Sławomir Idziak. fot. Małgorzata Kujawka/Gazeta.pl 



Dodaj do Facebook

Idziak, chrzestny Małysza

ŁUKASZ KAŁĘBASIAK/Gazeta.pl
Sławomir Idziak wyskakiwał z tramwaju przed kinem Rialto, w Beskidach skakał na nartach, dzięki mamie i Amatorskiemu Klubowi Filmowemu wskoczył do łódzkiej „Filmówki\" a potem skoczył na głęboką, amerykańską wodę. I za ten skok prawie dostał Oscara.
Ale nie byłoby pewnie tego skoku po złotą statuetkę, gdyby nie dziadek Józef Holas. Dawno, jeszcze przed I wojną światową, rzucił pracę na roli i ruszył spod Inowrocławia w świat, żeby nauczyć się sztuki fotografii. A że granice tego świata wyglądały wtedy inaczej, z małej wioski trafił do niemieckiego Bayreuth, gdzie terminował u znanego mistrza Pieperhoffa. Gdy już się wszystkiego nauczył, pomyślał o własnym zakładzie.

Długo szukał miejsca. Próbował we Lwowie, Bydgoszczy, Poznaniu, Koninie. Aż w 1933 roku kupił w Katowicach zakład od niejakiego Lange przy dzisiejszej ul. Staromiejskiej. Tak powstał zakład Foto Holas. W zasadzie to był luksusowy salon - na ostatnie piętro kamienicy prowadziły klienta schody jak w Moulin Rouge. Siadał na wygodnej kanapie w poczekalni i do jego usług było 30 pracowników atelier.

Urodzony pod ostrzałem
Wojna i okupacja nie przerwała pracy zakładu fotograficznego. Tyle że zaczęło się w nim podwójne życie. Za dnia atelier zarządzał Niemiec. Nocą powstawały tam fotokopie dla podziemia. W AK działał Leonard Idziak, mąż Haliny, córki Józefa Holasa. W styczniu 1945 roku Niemcy uciekli z Katowic. Od Mysłowic szła Armia Czerwona, która dla pewności torowała sobie drogę ostrzałem. Halina Holas-Idziakowa była w dziewiątym miesiącu ciąży. Cała rodzina przeniosła się do piwnicy, ale pani Halina wolała biura starej drukarni tuż za kamienicą, w której działał zakład. I tam 25 stycznia urodził się Sławek. Położna, który odbierała go na świat, sporo ryzykowała. Przypadkowy ostrzał mógł zdarzyć się wszędzie. Dzień wcześniej Rosjanie ostrzelali jej dom.

W nowej Polsce prowadzenie prywatnego zakładu było nie lada sztuką. Domiary podatkowe, kontrole. Ale Idziakowie sobie poradzili. Dlatego dziś wybitny operator może mówić, że wychował się między powiększalnikiem a utrwalaczem. Zwykle po ciemku, bo ważne rozmowy z mamą odbywały się w ciemni. Pani Halina, przekonana, że mąż ma uczulenie na odczynniki, całą chemiczną robotę brała na siebie i spędzała tam długie rodziny. Co nie znaczy, że zaniedbywała wychowanie dzieci (Sławomir miał starszą siostrę Wiesławę). Wręcz przeciwnie - dbała o wszystko i interweniowała w każdej, nawet z pozoru błahej sprawie. Młody Sławek chodził najpierw do szkoły podstawowej przy ul. Mickiewicza. Problem w tym, że w pobliżu było targowisko i niektórzy jego koledzy wracając z lekcji przechodzili przez nie, żeby coś zwędzić. Kiedy pani Halina się o tym dowiedziała na wywiadówce, od razu przeniosła syna do innej szkoły.

Młody Stalin
Sławek trafił do eksperymentalnej podstawówki na rogu ulic Jagiellońskiej i Lompy. Obok było liceum pedagogiczne, więc wszyscy przyszli nauczyciele mieli w szkole małego Idziaka praktyki. Młodzi, pełni rewolucyjnego zapału pedagodzy bez przerwy urządzali akademie ku czci, apele i pobudzali wśród uczniów komunistycznego ducha. W tłumie uczniów wypatrzyli Sławka. Brunet, przystojny - idealny młody Stalin! Od tamtej pory, codziennie rano Idziak szedł za kolumną werblistów i pocztem sztandarowym i przed całą szkołą jako młody Soso pouczał ich, by bez skrupułów tropili wrogów rewolucji nawet wśród rodziców. Czuł się dumny i ważny, aż pewnego pechowego dnia zapomniał tekstu, który powtarzał już tyle razy. Kompromitacja. Na domiar złego trzy dni później gruchnęła wieść - Wielki Stalin nie żyje! Idziak długo jeszcze czuł się winny. Przecież zapomniał tekstu.

Aktorem więc nie został, ale coraz bardziej pochłaniała go fotografia. Mogło być inaczej w domu, w którym najpoważniejsze kłótnie dotyczyły tego, które zdjęcie wysłać na konkurs? Do tego Sławek zaczął coraz częściej pomagać rodzicom w pracy. Żeby władza nie zamknęła zakładu, w Foto Holas zaczęli się fotografować przodownicy pracy. Przychodzili w garniturach, przebierali się w czekający na nich górniczy kombinezon, Idziakowie czymś czernili im twarze i na tle ściany węgla z papier mache portretowali się „przy pracy".

Często jednak to fotograficy z ulicy Wieczorka zjeżdżali do kopalni. Sławomir Idziak nie zapomni takiej sesji pod ziemią, kiedy towarzyszył tacie, żeby przytrzymywać mu lampy. Tematem był kombajn w chodniku samokroczącym. Widok górników, którzy w pyle i ciemnościach czołgali się za kombajnem bez przerwy coś w nim poprawiając sprawił, że do dziś denerwuje się na narzekania, że górnicy tyle zarabiają a przecież ich praca wcale nie jest taka niebezpieczna.

Chrzestny Małysza
Wkrótce przyszły operator sam zaczął fotografować. Pasjami robił zdjęcia chmurom. Jego siostra uwielbiała mieć na zdjęciach krowy. Pani Halina, gdy nie robiła górników albo nie dokumentowała życia Katowic, fotografowała drzewa. Wyobraźcie sobie wspólne wyjazdy na wakacje. Auto Idziaków co chwilę stawało gdzieś w polu, bo któryś z członków rodziny po prostu musiał zrobić zdjęcie. Jedna z takich podróży wydłużyła się prawie o trzy godziny, bo przed samochodem przebiegł czarny kot. Rodzice zarządzili postój dopóki coś nie przejedzie i nie weźmie pecha na siebie. W końcu przetoczyła się furmanka...

Wakacje i ferie, poza okazją do robienia zdjęć, dostarczały Idziakowi wielu nieartystycznych doznań, które potem i tak przekuwał w sztukę. W Beskidach spróbował kiedyś skoków narciarskich (dziś żartuje, że jest chrzestnym Adama Małysza). Pokazał to później w swoim filmie fabularnym "Nauka latania" z 1978 roku. Młody chłopak szykuje się w nim do skoku, waha się, trochę boi, wreszcie skacze i przy lądowaniu boleśnie się przewraca. Po swoim skoku Sławek przed dwa tygodnie spał tylko na jednym boku, ale wyniósł z tego góralską naukę: "jak sie nie psewrócisz, to sie nie naucysz". Powtarza ją teraz studentom, którzy już w szkole zaczynają wyścig szczurów i nie pozwalają sobie na filmowe wpadki i porażki.

Przystanek: Kino
Od robienia zdjęć było już blisko do kręcenia filmów. Kino nęciło go od dawna. Teraz żartuje, że jako pięciolatek podkochiwał się w dziewczynce, która chciała zostać aktorką. Pomyślał wtedy, że powinien zostać filmowcem.

Z Katowickich kin najmilej wspomina Rialto. Wyskakiwał do niego z tramwaju, który zwalniał przed zakrętem w ulicę Kościuszki. Ale najważniejszy był Amatorski Klub Filmowy „Śląsk". Założył go na przełomie lat 40. i 50. m.in. znany fotografik Edward Poloczek. W tym czasie w Katowicach powstawał eksperymentalny zalążek przyszłej stacji telewizyjnej i Poloczek wraz z kolegami mieli dostęp do kamer. Dzięki temu mogli kręcić własne, krótkie filmy fabularne.

Przed maturą dołączył do nich Idziak, który już wiedział, że chce się dostać na Wydział Operatorski łódzkiej "Filmówki". Ale egzamin w Łodzi zdawało się po kilka razy. Dlatego pani Halina namówiła syna do pójścia na polonistykę. Przez rok Idziak miał więc czas, żeby porządnie przygotować się do egzaminu i... udało się. Zdał za pierwszym podejściem.

Wyjechał z Katowic, ale zawsze tu wracał. Jako student, debiutujący operator, współpracownik Kieślowskiego czy Zanussiego, wreszcie światowa gwiazda. Śląsk zawsze w nim tkwi, bo jak przyznał, daje mu zdrowe poczucie prowincjusza. Poczucie, które nie pozwala ponad miarę urosnąć ego i nie zabija wewnętrznej wrażliwości artysty.

***
Korzystałem z książki „Sławomir Idziak. Szkic do portretu artysty".
Komentarze: (1)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Fachowiec i do tego człowiek orkiestra. Tylko z tym Małyszem w tytule jakaś obsuwa.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama