, sobota 2 marca 2024
Szulki znowu mają wzięcie
Wanda i Emeryk Łukeszowie podczas wypieku tradycyjnych szulek. fot. Joanna Urbańska 



Dodaj do Facebook

Szulki znowu mają wzięcie

JUR
Ich sekretem jest odpowiednie ciasto i specjalne „żelazko”. Pojawiają się na wigilijnym stole obok opłatków lub je zastępują. Wielu mieszkańców naszego regionu nie wyobraża sobie bez nich świąt. Cieszyńskie szulki…
Tradycja bożonarodzeniowych szulek, czyli delikatnych wafli przypominających opłatki, jest na Śląsku Cieszyńskim wciąż żywa, a nawet z roku na rok grono amatorów tego świątecznego specjału powiększa się. Takie zwinięte w rulonik smakołyki kiedyś wypiekano w prawie każdym ewangelickim domu. — Pamiętam z czasów dzieciństwa, że moja mama, która była katoliczką, przynosiła z parafii opłatki, a moja babcia-ewangeliczka szulki. Jedne i drugie miały to samo, bardzo ważne miejsce na naszym wigilijnym stole. Po latach uświadomiłam sobie, że był to w moim domu rodzaj ekumenii — wspomina Krystyna Folwarczny z Cieszyna.

Szulki są typowo regionalnym specjałem – poza Śląskiem Cieszyńskim się ich nie jada. „Szczęściarzami” są posiadacze specjalnej maszynki do wypiekania, tzw. „żelazka”, bo tylko oni mogą szulki wykonać samodzielnie. Innym pozostaje zakup gotowych wafli, najczęściej przy ewangelickich parafiach.

— Szulki były nieodłącznym elementem wigilijnego stołu odkąd pamiętam, ale kiedyś trudno było o maszynki do ich wypiekania, a bez „żelazka” szulek zrobić nie można — przekonują Wanda i Emeryk Łukeszowie z Hawierzowa, którzy 13 grudnia na świątecznym dniu otwartym w Śląskim Zamku Sztuki i Przedsiębiorczości w Cieszynie prezentowali, jak wykonać tradycyjne szulki. Paczki z gotowymi waflami schodziły tego dnia jak ciepłe bułeczki.

Zwykle upieczone i zwinięte w rurki wafle jada się bez żadnych dodatków, ale okazuje się, że można również inaczej. — Co bardziej łakomi zjadają je z miodem — śmieje się pani Wanda. — A w kolejne dni świąt niektórzy podają je z bitą śmietaną — dodaje Krystyna Folwarczny.

Do wykonania szulek potrzeba 25 dag mąki, jednego jajka, 8 dag miodu, 8 dag cukru, 3 dag stopionego masła, pół litra mleka i łyżeczki cynamonu. Nie obejdzie się bez wspomnianego już „żelazka”, na które nalewamy płynne ciasto. Upieczone wafelki zwijamy (szulamy) za pomocą patyczka.

W cieszyńskim Muzeum Protestantyzmu można znaleźć zabytkowe formy do pieczenia szulek.
Komentarze: (11)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Nigdy o tym nie słyszałem.

obecnie zanika na skutek protestów obrońców zwierząt i ekologów.

Szulki doskonale pamiętam z dzieciństwa, piekła je bardzo fachowo Ciocia Hanuś (żona profesora Jana Chmiela z ul.Stawowej) w naszej olbrzymiej kuchni z wielkim piecem i łukowato sklepionym sufitem w majątku mojej babci w Gumnach. Ach, słodkie wspomnienia!

moze chodziło o koze z nosa

Ja szulki w domu mam. Co roku przywozi mi je ciocia - ewangeliczka. Nawet nie wiedziałam, że taką to nosi nazwę. Smakują dość dobrze. Lecz czasem są twarde, że aż zębów żal. Osobiście wolę opłatki - są delikatne, dostojne, niewinnie białe... . A szulki (rułki) zostaną na "po świętach". Wtedy wszystko jest dobre :-).

Jeżeli już nie można kupić prasowalnicy do szulek to proszę kupie w sklepie puste rurki waflowe te z brązowym paseczkiem smak ten sam.

Chyba przesadzasz z tą twardością szulek. Są tak delikatne, że podczas transportu trzeba bardzo uważać żeby się nie połamały . Owszem opłatki są dobre jak są świeże, a nie gumowe sprzedawane z poprzednich świąt .

Kupię żelazko do szulek !!!

W moim katolickim domu szulki wypiekały babcia z mamą za pomocą "żelazek" o kształcie kwadratu na długich rączkach, które zamykały się na zasadzie nożyczek (mam je na strychu). Piekło się tym na piecu a potem na palnikach z kuchenki gazowej. Była to bardzo ciężka praca, gdyż żelazka były ciężkie a poza tym łatwo było się poparzyć od rozgrzanego żeliwa. W całym domu pachniało miodem i cynamonem! Ach... dzieciństwo!
Parę lat temu próbowałam tak piec szulki, niestety przypalały mi się i zrezygnowałam. Na maszynkach elektrycznych jest znacznie łatwiejsze pieczenie.

Byłabyś zainteresowana sprzedaniem tych żelazek? :) Baaardzo chciałabym mieć w posiadaniu coś takiego :)

DOBRY PRZEPIS NA CIASTO, A SZULKI SĄ KRUCHE I WSPANIALE PACHNĄ. MAMA MOJEJ KOLEŻANKI W LESZNEJ TAKIE PIECZE.PYCHA!

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama