, środa 24 lipca 2024
Pilch: Jestem z krainy napięć
Jerzy Pilch tuż po gali chowa Cieszyniankę do kieszeni. fot. Janusz Zięba 



Dodaj do Facebook

Pilch: Jestem z krainy napięć

— Miło jest wziąć nagrodę ze swoich stron, ponieważ najtrudniej przekonać „swoich”. Odbierając Cieszyniankę mam poczucie tego, że się w Wiśle i regionie do czegoś przydaję — mówi Gazeciecodziennej.pl Jerzy Pilch.
Pisarz, publicysta i dramaturg pochodzący z Wisły został - jak już we wtorek pisaliśmy - uhonorowany laurem Honorowej Złotej Cieszynianki. Z Jerzym Pilchem rozmawialiśmy w Teatrze. im. A. Mickiewicza po zakończeniu uroczystej gali.

Czy zakręciła się panu łza w oku, gdy usłyszał pan „Ojcowski dom”?
— Ja jestem w ogóle miękki człowiek. Nie jestem płaczliwy, ale skłonny do łez. Jestem z tych, co płaczą w kinie i w takich sytuacjach jak ta dzisiejsza.

Jak pan odbiera przyznanie wyróżnienia?
— Generalnie jestem za przyjmowaniem wyróżnień i nagród, które są mi przyznawane. Cieszę się z nich bardzo. Cieszynianka uradowała mnie, ponieważ w „chałupie” nikt nie jest prorokiem, niezwykle trudno nim być. Miło jest wziąć nagrodę ze swoich stron, ponieważ najtrudniej przekonać „swoich”. Posłużę się tu pewną opowieścią. Gdy pracowałem u Andrzeja Mleczki w Krakowie, przynosił mi swoje rysunki. Zaznaczyć należy, że mnie wówczas na świecie nie było jako pisarza, ja byłem sprzedawcą po polonistyce. Pokazywał mi te rysunki a ja się strasznie mądrzyłem na ich temat. Andrzej tak sceptycznie kiwał głową i mówił:„Najważniejsze żeby się chłopakom podobało”. To jest sedno sprawy, najważniejsze, żeby podobało się chłopakom z naszych stron, krajanom, to jest bardzo trudne i nie zawsze przychodzi. Odbierając Cieszyniankę mam poczucie tego, że się w Wiśle i regionie do czegoś przydaję.

Czy trudno było przekonać „swoich” do twórczości, którą pan uprawia?
— Pokonałem pewne stopnie przekonywania moich krajan do tego, że to co piszę nie jest „jeny naśmiewanim się”. Tę drogę przeszedłem, jak sądzę. Może nie do końca, ale w znacznej części tak.

Które z pana książek częściowo lub w całości powstawały na Śląsku Cieszyńskim? — Ja z racji moich częstych podróży wszystko piszę trochę tu, trochę tam.

W jakim stopniu pochodzenie z tych stron zaważyło na pana twórczości?
— Wyniosłem z domu, z tych stron pewien instynkt pisarski, a mianowicie to, że żeby opisać świat nie trzeba, przynajmniej w moim wypadku, wyruszać dookoła tego świata. Wystarczy ruszyć w podróż dookoła starej chałupy moich dziadków. Mam poczucie, że ruszyłem w tę podróż i nie zrobiłem jeszcze jednego porządnego okrążenia, a chciałbym jeszcze parę zrobić.

Jak często bywa pan w Wiśle?
— Przyjeżdżam tu bardzo często, niekiedy wydaje mi się, że za często. To są takie pobyty tygodniowe, czasem kilkudniowe, co dwa, trzy tygodnie. Ja nie miałem i nie mam poczucia długiego rozstania z Wisłą. Najdłużej od czasu mojego urodzenia nie było mnie tu około trzech miesięcy, a powodem tego był wyjazd do Ameryki.

Urodził się pan w rodzinie ewangelickiej. Czy wpłynęło to na pana twórczość?
— Zawsze podkreślam moje korzenie ewangelickie, moją ewangelicką tożsamość. To daje barwę mojemu pisaniu. Wiem jednak dobrze, że siła i piękno tej ziemi nie polegają na tym, że mieszkają tu luteranie. Siła i piękno tej ziemi polega na tym, że mieszkają tu luteranie razem z katolikami. Wszystko to, co jest darem tego pogranicza, tego napięcia, stanowi bezcenne dary mojego pisarstwa.

Jakie znaczenie ma dla pana gwara?
— Moja dwujęzyczność jest źródłem bogactwa językowego. Jako dziesięcioletni intelektualista w okularach znalazłem się na początku lat 60. w Krakowie i miałem tam pewne problemy z językiem polskim, który teraz jest moim zawodem. Nie były to problemy natury komunikacyjnej, ale pewne zahamowania fleksyjno-składniowe. Wówczas śp. ojciec, delikatnie mówiąc, nakłonił mnie do głośnego czytania Trylogii. W ten sposób dochodziłem do języka literackiego. To było rozstrzygające, ponieważ dla fachu pisarskiego najważniejsza jest świadomość języka, jako czegoś większego niż źródła komunikacji. Jest to w moim przypadku źródło zabawy i twórczości. Ziemia cieszyńska, ta kraina napięć jest pod tym względem bardzo mocna edukacyjnie. Trzeba mówić precyzyjnie, ważyć każde słowo, bo można powiedzieć coś nieodpowiedzialnego i mieć niejakie perypetie. Dokładnie mówiąc: Nie daj Panie Boże cosi bulknąć, bo cię zeżerom.

Gdzie teraz jest pana miejsce?
— Niezręcznie jest powiedzieć mi, że Wisła nie byłaby tu tak oczywistym miejscem – ona powoli się nim staje. Dla mnie wszystkie te trzy miejsca: Wisła, Kraków, Warszawa są moje. Każde z nich ma swoje walory, z każdym mam pewien kłopot. Najwięcej czasu z mojego blisko 60-letniego życia, bo prawie 40 lat spędziłem w Krakowie, znam to miasto i jest to bardzo ważne doświadczenie. Wisła i spędzone w niej dzieciństwo jest rozstrzygające, później lata poznawania Krakowa, a ostatnio nieoczekiwana, już blisko dziesięcioletnia przygoda z Warszawą... Każde z tych miejsc jest dla mnie ważne.

Rozmawiał: JANUSZ ZIĘBA
Komentarze: (18)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Powspominać mile Te dziecięce chwile Gdy się doń powraca To je czas pozłaca

Jak widać na zdjęciu laureat nieźle się nadymał na fecie.

pogratulować P.Pilchowi i "pogratulować" GC zdjęcia.

Pilchów w Wiśle jak maku w korcu ale ten Pilch to Pan Pilch.

Panie Jerzy pięknie pan mówił o swoich korzeniach.Ja podczas pana wypowiedzi też się wzruszyłam.O dziadku tak pięknie pan mówił.Nie miałam tego szczęścia moi dziadkowie umarli gdy byłam małą dziewczynką.Ale wiem jakie znaczenie w kształtowaniu małego człowieka ma dom rodzinny ten POKOLENIOWY.Duzo dobrego panu życzę!Pozdrawiam pana serdecznie.

Nie ma po co się spieszyć - mądrość zawsze przychodzi za późno.

Na zdjęciu: wzdął policzki jak banię, w oczach krwią zabłysnął zasunął wpół powieki, wciągnął wpół brzucha i ......przemówił.

Że z twarzy wyszła potoczna gęba Zawinił fotograf - Janusz Zięba

Nie czytałem, przykro mi, kiedyś może nadrobię; wywiad natomiast nosi dla mnie pewne cechy mitologizacji; to jest punkt widzenia człowieka, króry się wybił i udziela wywiadu z pozycji tego co wyrwał się z wiochy, a teraz wraca z sentymentem... I tak lubię p. Pilcha, ale jako miejscowy jestem z gruntu niepodatny na pewne teksty ; )

Styl Pilcha nie każdemu może się podobać, ale facet jest w porządku i nagroda mu się należy

Jużci skoro nawet ci co czytając ruszają przy tym wargami mówią, że się należy, to się należy w istocie.

I innych antypolaków

jednak zacznij też czytać, a nie tylko grafomanić

Pilch jest dla inteligentnych. Moher odpada

i pewnie dlatego sam tego nie czytasz. Nie dla psa kiełbasa, nie dla misia miód.

A ja Pilcha nie lubię czytać, choć czasem czytam. I co moherem jestem? Nie lubię też innych pisarczyków , tych z kanonu również. O gustach się nie dyskutuje panowie.

Pilcha można lubieć albo nie, ale robienie z niego antypolaka, itd. jest chore

prowda!

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama