, wtorek 23 lipca 2019
Skubanie sokoła
Czy obnażanie górali kojarzy się z oskubywaniem orła z piór? fot. ARC 



Dodaj do Facebook

Skubanie sokoła

Chęć utrzymania kontaktu z rodzimą kulturą i rodzinnymi stronami mieszkających na obczyźnie może być ostudzana różnorakimi trudnościami. Istnieją wprawdzie internetowe wydania dzienników i czasopism jako potencjalne źródła najnowszych lokalnych informacji, ale dla Zaolziaka mieszającego daleko od Zaolzia to żadne rozwiązanie. Poszczególne wydania Głosu Ludu ukazują się bowiem w wersji internetowej w najlepszym razie z dziesięciodniowym opóźnieniem. A Zwrot nawet rocznym. Ale czasami ta na pozór niedogodna sytuacja może przynieść ciekawe perspektywy.

Tak było z Kalendarzem Śląskim na rok 2012, którego innowacyjną koncepcję lansowano już od lata minionego roku, na długo przed jego ukazaniem się na półkach księgarskich. Ale do mojego zaścianka dotarła najpierw pełna oburzenia notka Mariana Siedlaczka, żalącego się w jednym z pierwszych tegorocznych numerów Głosu Ludu na niesprawiedliwe potraktowanie tegoż kalendarza przez redaktora naczelnego miesięcznika kulturalno-społecznego "Zwrot", Kazimierza Kaszpera. W kilka dni później, również na łamach Głosu Ludu ukazał się artykuł Beaty Schönwald, ankietującej różne osobistości życia kulturalnego Zaolzia na temat dopuszczalności prezentowania niekompletnego cieszyńskiego stroju ludowego, a to w związku z wypowiedzią, niech zgadnę, Kazimierza Kaszpera na temat Kalendarza Śląskiego. Sprawa wydała mi się na tyle frapująca, że zacząłem szperać i tak powoli doszedłem po nitce do kłębka.

Dodatkiem do ostatniego wydania Kalendarza Śląskiego był kalendarz ścienny autorstwa cudownego dziecka zaolziańskiej fotografii - Halinki Sikory. A w cudownym dziecku - jak to w dziecku - tyleż inwencji, co ciekawości. No i było dziecko ciekawe, co tam u rosłych górali pod koszulą. Tak więc na każdy miesiąc - inny tors, mniej lub bardziej umięśniony, mniej lub bardziej atletyczny ale za to jak najbardziej goły. A po czym poznać, że to o torsy górali chodzi? Ano po góralskich spodniach, góralskich kapeluszach, ciupagach i jeszcze różnych innych góralskich rekwizytach.

Na pozór wszystko tu w porządku. Cieszy się serce każdej niewiasty, cieszy się dusza każdego tradycjonalisty, że cudowne dziecko (nota bene płci żeńskiej) zafascynowane jest właśnie torsami męskimi. Każdego tradycjonalisty - z wyjątkiem K. Kaszpera. Krótko mówiąc, niepokój pana Kazimierza budzą zdjęcia rozebranych do połowy górali, gdyż obnażanie górali kojarzy mu się z oskubywaniem orła z piór. W oczach Kaszpera jest to perfidny pomysł, wymierzony w porządek kulturowy społeczności zaolziańskiej. Wszak chodzi tu o nasze narodowe świętości! Majsterkowanie przy nich jest dowodem albo nieodpowiedzialności, albo celowej ich deprecjacji.

Takiego steku głupstw dawno już nie czytałem. Gdybym nie pamiętał Kaszpera z lat jego młodości, posądziłbym go być może o szukanie dziury w całym ze zwykłej zazdrości (to nie on był redaktorem tegorocznego Kalendarza tylko Izabela Kraus-Żur) albo o jakieś osobiste porachunki (jakiś czas temu w sposób równie paskudny potraktował monografię Kazimierza Jaworskiego, poświęconą dwóchsetleciu szkolnictwa w Końskiej).

Ale ja pamiętam Kazka - odnowiciela, ożywiającego w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku martwe wody literatury zaolziańskiej. Kazka - burzyciela mitów, który krótko po studiach z rozwianym włosem i charakterystyczną sinawą cętką na twarzy biegał po korytarzach i klasach Gimnazjum polskiego w Czeskim Cieszynie, uważanego za kuźnicę polskiej inteligencji Zaolzia i zbierał dowody beznadziejnych braków w wiedzy studentów o osobistościach i życiu kulturalnym tej części Śląska.

Jak tu pogodzić wizerunek tego dawnego, "równego" Kazka z tym dzisiejszym, bardziej podobnym do starej dewotki, okładającej kułakami inną dewotkę, z którą nie może dojść do porozumienia, czy korona cierniowa na obrazie Jezusa Umęczonego powinna skłaniać się w kierunku prawego, czy lewego ucha? Ręce opadają a do głowy przychodzi jedynie parafraza Horpyny (tej od Sienkiewicza, nie tej od folk-rocka): Ej, Kazmir, sokole skubany, rigaty choczetsa.

Komentarze: (4)
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Bardzo dosadny komentarz, glownie w ostatnim akapicie - zabo-mysie zaolzianskie wojny

Przeczytałem z ciekawością.

torsy, dlaczego nie, mogą zainspirować autorkę do twórczości fotograficznej,co to by było,gdyby kilku górali zechciało jej pozować do aktów? - małostkowe spory odkładam ad acta zaolziańskiej obyczajowości...po prostu nie interesują mnie kontrowersje tamtego środowiska

To sóm gorole, co robióm we werku. Dzisio sóm sadzy do pół pasa, za rok bedóm też boso.

Dodaj komentarz

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama