, środa 14 listopada 2018
Do hoczków trzeba mieć serce
Wiktor Pieczonka od kilku lat jest już na emeryturze. Nadal jednak zagląda do warsztatu. Nie może bez niego żyć. fot. Wojciech Trzcionka 



Dodaj do Facebook

Do hoczków trzeba mieć serce

Fotoreportaż: WOJCIECH TRZCIONKA
Pracownia Wiktora Pieczonki na Wyższej Bramie jest jedynym miejscem w Cieszynie, gdzie dziś można zamówić pieczołowicie zdobione ozdoby do stroju cieszyńskiego.
Tę unikatową biżuterię - srebrno-złote pasy składające się z klamry, napierśniki robione z czterech łańcuszków i ozdabiane filigranowymi wisiorkami oraz hoczki służące do sznurowania żywotka - 82-letni Wiktor Pieczonka, świeżo upieczony laureat Srebrnej Cieszynianki, wyrabia nieprzerwanie od 1942 roku! Fachu złotnika uczył się jeszcze u Franciszka Horaka, cieszyńskiego mistrza z połowy ub. stulecia.

— Do tego trzeba serca — przyznaje dziś współwłaściciel warsztatu złotniczego na Wyższej Bramie. — Byłem jednym z siedmiu uczniów Horaka. Nie myślałem o pieniądzach, cieszyłem się jak mi coś ładnego wychodziło.

Foto Foto


Foto Foto


Foto Foto


Foto Foto


Komentarze: (9)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

"zdobione ozdoby" ?

kawał życia przepracowany:-) godne podziwu. Tym bardziej teraz, kiedy w otoczeniu sami młodzi emeryci i renciści, którzy tylko żerują na innych.

Pan Pieczonka nie wychował się w świadomości solidarnościowej, bolszewickiej.

do pracowni Pana Horaka przyszedł przedstawiciel Zespołu Pieśni i Tańca "Śląsk" i chciał zamówić dla artystów ileś tam cieszyńskich pasów. A ponieważ to cenne cacka, bo zrobione ze srebra i złota (lub pozłacane) nie mało kosztowały. Więc zatroskany zapytał Mistrza, czy nie dałoby się jakoś taniej, no na przykład zrobić coś z tektury i tylko pomalować, żeby imitowały prawdziwy, szlachetny metal. Mistrz najpierw zaniemówił, a potem odesłał klienta ... do introligatora !

jak na "stela" przystało, niedawno kupiłam sobie srebrną cieszyniankę. Prawdziwe cacko, chylę przed Panem czoła.
Ale.... moim skromnym zdaniem taka cieszynianka w nowoczesnym wydaniu byłaby też prawdziwym hitem, bo ta koronkowa - do wszystkiego nie pasuje. Pozdrawiam Pana serdecznie!

Conajmniej sto lat niech żyje Pan Wiktor nam.
Moje najwyższe uznanie

mam prawdziwą srebrną broszkę- unikat - nie widziałam drugiej takiej ręcznej roboty-cudo. podziwiam mistrza Pieczonke, choć na pracownikach sie zawiodłam.

Znajoma Austriaczka dostala kiedys ode mnie hoczyk cieszynski na pamiatka naszej znajomosci. Baardzo sie ucieszyla.

pamiętam pana Czernika, który kolekcjonował hoczki i mało kogo dopuszczał do swojej kolekcji ale mojej mamie jeden ofiarował - wczoraj w Skoczowie odbyła się
inauguracja książki - t.2 "Podwieczorek z metaforą" antologia (niestety niepełna, bez J.Kronholda, Zb.Macheja i J.Węgrzyna, Soni A. Nowosielskiej, T.Macury),estetyczna okładka jest ozdobiona pięknym elementem z pasa stroju cieszyńskiego: srebrno-złotą rozetą kwiatową - mistrzowi Wiktorowi Pieczonce życzę, żeby przyśnił mu się filigran o niedościgłym wzorze i blasku!

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama