, środa 22 listopada 2017
Psychologia dla średniozaawansowanych – część VI
Dym wydobył się z ust Psychologa jak wybuch gejzeru i na moment wypełnił przestrzeń pomiędzy rozmawiającymi czyniąc ich wzajemnie niewidocznymi. fot: arch. GC



Dodaj do Facebook

Psychologia dla średniozaawansowanych – część VI

Dariusz Bożek

Miłość w Korporacji – część VI.

Lena.

- Coś jest ze mną nie tak – pomyślał Janusz patrząc na swoje odbicie w lustrze. Nie był z siebie zadowolony. Szczerze mówiąc, to ocierał się wręcz o stan melancholijno – depresyjny; był rozżalony i osowiały, a spowodowane to było serią nieudanych historii damsko – męskich. Pomyślał, że przyciąga niewłaściwe kobiety i obecnie pozbawiony jest szans na satysfakcjonujący związek. Grażyna, Meredith i Pani Kanapka, to w jego mniemaniu ciąg porażek, z których żadna nie otarła się nawet o spełnienie.

W tak nostalgicznych okolicznościach postanowił odwiedzić po raz kolejny gabinet korporacyjnego psychologa i porozmawiać o swoim życiu. Lecz jakież było jego zdziwienie, gdy zastał w nim mężczyznę znacząco odmiennego od poprzednika. Tym razem w głębokim wiktoriańskim fotelu, zasiadał postawny, siwy mężczyzna z brodą, w wieku około 60-tki; za gustownymi okularami ukrywał się głęboki wzrok pełen 40 letniej praktyki, w dłoni znajdowała się fajka odstawiona od ust na widok wchodzącego korpopracownika.
Janusz przygotował się do rozmowy. Wikipedia dostarczyła mu niezbędnych wiadomości, dotyczących wpływu rozmaitych traum z dzieciństwa na teraźniejszość, pisma kobiece określały wzorzec idealnej miłości a programy w stylu „Rolnik szuka żony” przydawały niezbędnej wiedzy o potencjalnych problemach, ryzyku i konieczności posiadania właściwej strategii.
Janusz zwierzył się więc ze swoich kłopotów powiązanych z kobietami i podzielił się refleksjami dotyczącymi wpływu traumatycznego dzieciństwa. Wspomniał o zaborczej i kontrolującej matce oraz odlecianym, zamglonym i nieobecnym ojcu. I na tym skończył.

- Po pierwsze – rozpoczął psycholog spoglądając na kłębiący się przed nim delikatny dym – gdzie znajduje tu Pan jakaś tragedię?

Janusz zaskoczony nie odpowiedział na zadane mu pytanie.

- W ciągu ostatnich dwóch miesięcy odbywał Pan satysfakcjonujące stosunki seksualne z dwiema pięknymi kobietami, w tym jedną szczególnie atrakcyjną, będącą poza zasięgiem 87% męskiej populacji. Szczerze mówiąc to zazdroszczę Panu.

Janusz zdziwiony takim postawieniem sprawy dalej milczał.

- Po drugie proszę się nad sobą nie użalać, bo tego się już nie da słuchać. Mdli mnie. Pański rzekomy problem nie ma nic wspólnego z Pana dzieciństwem.
- Jak to? - zapytał w końcu zaskoczony Janusz.
- A tak to – powiedział psycholog i wskazał na zawieszony na ścianie dyplom ukończenia studiów – to ja tu jestem fachowcem a nie Pan i nasza Korporacja mi płaci, żebym dzielił się moją wiedzą i mądrością z takimi jak Pan – tu nabrał powietrza szukając równocześnie odpowiednich słów - małymi żuczkami, trybikami umieszczonymi w wielkiej maszynie do robienia pieniędzy, więc powinien mnie Pan słuchać a nie dyskutować bez sensu i celu.

Janusz - oszołomiony i zmieszany tym co usłyszał – wpatrywał się w Korporacyjnego psychologa największymi w swojej historii oczami. Spodziewał się pochylenia nad swoim losem, zrozumienia zaznanego jako dziecko cierpienia, uważnego wysłuchania i, o ile dobrze zapamiętał z internetu, pytań w stylu: „i co Pan teraz czuje?” lub np. „Musiało to być dla Pana bardzo trudne...” itp. Nic z tego.
W końcu – po dłuższej chwili doszedł do siebie i zapytał:
- Ale, czy nie powinien być Pan nieco delikatniejszy w wyjawianiu mi tej prawdy? -
Riposta była natychmiastowa.
- Proszę Pana, czy gdyby Pan sam płacił za tą wizytę, to chciałby Pan ode mnie usłyszeć prawdę, czy raczej miałbym Pana delikatnie głaskać celem dalszej pielęgnacji Pańskich neurotycznych stanów?
- Chciałbym, żeby mi Pan wyjawił prawdę – odpowiedział po chwili wahania Janusz.
-Więc prawda jest taka – psycholog mówił beznamiętnie pykając fajką - Pana przygody z kobietami nie mają nic wspólnego z dzieciństwem, Pan ma po prostu pecha – psycholog zatrzymał się na chwilę i wypuścił z ust kolejną porcję amfory - najzwyczajniejszy na świecie niefart. -

Dym wydobył się z ust Psychologa jak wybuch gejzeru i na moment wypełnił przestrzeń pomiędzy rozmawiającymi czyniąc ich wzajemnie niewidocznymi.
- Jest już Pan dużym chłopczykiem – rozpoczął ponownie tyradę, jak się nieco przejaśniło - który powinien doskonale wiedzieć, że nic w życiu nie przychodzi łatwo i bez wysiłku; jak mówi mądra księga - proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. -
- Proste – dodał wstając z fotela i podszedł do Janusza.
- Ale przecież dzieciństwo – zająkał się Janusz - to przecież fundament... dorosłego funkcjonowania, przecież o tym piszą w psychologicznych książkach?!
- Psychologia się myli – odpowiedział terapeuta.
- To co Pan tutaj robi? – zapytał zbity z tropu Janusz.
- Muszę jakoś zarabiać na życie – stwierdził szczerze psycholog i nagle zmarkotniał.
Wstał dostojnie, podszedł do drzwi i je otworzył, po czym zanim wskazał Januszowi drogę w stronę korpokorytarza, dodał na koniec zapatrzony gdzieś w przestrzenie własnego niespełnienia:
- Zawsze... chciałem zostać szewcem –

------------------------------------------------------------

O poranku – przed pójściem do Korpo - Janusz ponownie stanął przed lustrem. Tym razem jednak nie oddawał się depresyjnym rozmyślaniom, tylko wszedł do wanny, gdzie dokonał bardzo starannych czynności higienicznych oraz – gdy wydobył się z piany - ogolił wąsa, nadał paznokciom cywilizowane półokrągłe kształty, popodcinał przerost włosów w otworach usznych, nozdrzu lewym i pod obiema pachami, wyrównał szczecinę na klatce piersiowej zgodnie z szablonem znalezionym w magazynie Esquire, nasmarował ciało mieszaniną kremu nivea i olejku dla niemowląt, wyprasował starannie tercet swoich najlepszych koszul i wypachnił dezodorantem o egzotycznej, trudnej do zapamiętania nazwie, lecz stanowczym, przebojowym zapachu z nutą zdobywcy, nutą objawiającą się na finalnym etapie głębi. Dodatkowo pożegnał się z sandałami a obuł stopy w nowe – specjalnie uchowane na specjalne okazje – skarpetki.
Tak upiększony, zaznawszy porannego liftingu udał się do swojego miejsca pracy w Ołpenspejsie.
-----------------------------------------------
Grażyna i Janusz pracowali nad czymś mocno skoncentrowani. Zapowiadał się kolejny dzień w wielkiej międzynarodowej Korporacji, która nawet jeżeli nie dawała pełni szczęścia, to zapewniała spełnienie podstawowych potrzeby przynależności i bezpieczeństwa.

- Wydział Kontroli Wewnętrznej Korporacji. - wyrwał ich z czynności pracowniczych kobiecy głos.

Podnieśli oboje głowy. Do ich boksu podeszła kobieta i przedstawiła się.
- Nazywam się Lena Brzęczek - powiedziała – proszę oto jest moje upoważnienie do przeprowadzenia kontroli na wydziale X, sekcji Y, boksie Z, czyli tutaj obecnym – mówiąc to wskazała na konstrukcje, przy której znajdowali się Janusz i Grażyna - w dniach od pierwszego do dziesiątego listopada tegoż roku, z pominięciem dnia pierwszego, będącego dniem wolnym od pracy ale nie od troski o korporacyjne wspólne dobro. Tematem kontroli będzie przestrzeganie i poszanowanie przez pracowników praw i interesów naszej Korporacji. -
Lecz Janusz po chwili przestał słuchać wypowiadanych przez kontrolerkę oficjalnych formuł i skupił się na jej intrygującym wyglądzie.
Była niewątpliwie piękna. Źródłem tegoż piękna było ciało i osobowość, lecz to, co stanowiło jądro atrakcyjności, to niezwykłe dopracowanie i perfekcyjna oprawa. To jakby wewnętrzny wulkan kobiecej energii, gejzery dzikości i pożądania, strumienie pragnień i fantazji - jakby to wszystko zostało uregulowane i uchwycone, oswojone i osiodłane, dopięte na ostatni guzik, zakute w gorset - społecznego przystosowania, norm i regulacji, procedur i wytycznych, zaleceń pokontrolnych i zasad savoir-vivre, dekalogu korporacji lub być może nawet łańcuchów wewnętrznej samokontroli.

Lena Brzęczek ubrana była w klasyczną garsonkę koloru szarego grafitu, uszytą z materiału, który nie ulega gnieceniu i mechaceniu. Z tym, że słowo „mechacenie” nabrało natychmiast innego charakteru i oderwało się od pierwotnego materiałowego znaczenia, wypełniając Januszową duszę odgłosami stękania, miętolenia i tarmoszenia.
Garsonka kontrolerki składała się z dwóch części: żakietu i sukienki. Ten pierwszy był krótki, dopasowany w pasie oraz szczęśliwy, że może się dostrajać do idealnych kobiecych kształtów. Żakiet aż piał ze szczęścia mogąc zaprezentować na biuście trzy guziki i dwie zaszewki oraz odciąć się w pasie talią podkreślaną baskinką z zakładkami. Z zazdrością spoglądał na kolejnego bohatera – rękaw o długości ¾ zakończony poszerzającym się akuratnym i ponętnym jak koronkowe majteczki mankietem.
Sukienka za to była szykowna, klasyczna i ołówkowa. Dekolt okrągły i stanowczo zakrywający, lecz dający do myślenia. Na biuście cięcia francuskie w stylu oralnym, podkreślającym jednocześnie feministyczne zdecydowanie właścicielki. W zestawie pasek wiązany w talii, mogący służyć do zastąpienia kajdanek przy zabawach z kaloryferem (proszę wybaczyć ale takie fantazje pojawiły się w wyobraźni Janusza). Rękawek krótki, wykończony gumką - dopasuje się do każdej grubości ręki, nawet obcej, noszącej zamiary delikatnego molestingu. Z tyłu suwak kryty, najlepiej sprawdzający się przy rozpinaniu. Szare pończochy zawieszone na pasku wpadały w czarne skórzane buty zakończone obcasami, zaprawionymi w wystukiwaniu melodii stanowczości i równouprawnienia.

Zapewne zadajecie sobie Państwo pytanie skąd Janusz – nieco buraczany w kwestiach relacji międzyludzkich i zapewne pozbawiony dobrego gustu – był w stanie tak szczegółowo opisać Lenę. Otóż odpowiadam: nie mam pojęcia. Ale wiem, że na świecie zdarzają się rzeczy, o których się psychologom nie śniło i przypuszczam, że Januszowe „przebudzenie w kwestiach gustu” zaliczyć możemy do tej samej kategorii, co mówienie językami – zdolność odkrywaną przez przypadkowe osoby w trakcie zbiorowego, religijnego uniesienia.

Kontrolerka kontynuowała.
- Poproszę o komplet dokumentów za okres 2010 – 2017, w tym wszystkie zestawienia rozmów prowadzonych ze służbowych telefonów, korespondencji mailowej, rejestry wyjść do sanitariatów, zestawienie bliskich po mieczu i kądzieli, audiowizualny zapis przerw lanczowych oraz czynności wykonywanych w kanciapie; proszę o kserokopię wyżej wymienionych dokumentów i poświadczenie ich za zgodność z oryginałem przez osobę do tego upoważnioną. Poproszę o użycie do tego pieczątki z czerwonym atramentem, a do podpisu – zgodnego ze wzorem podpisów z karty lojalnościowej - długopisu żelowego niebieskiego oraz do tego, na każdej stronie aktualna data. Poproszę o ponumerowanie stron w przypadku dokumentacji wielostronnej. Potrzebne będą również stosowne oświadczenia w oryginale w liczbie 87. Wyżej wymienione dokumenty powinny się znaleźć do jutra, do godz. 10.00 w pokoju biura Zarządu, na dębowym biurku Pani… och przepraszam… Panny Meredith. Dziękuję. -

Tymi słowami Lena zakończyła czynności kontrolne tegoż dnia i oddaliła się w tylko sobie znanym kierunku, pozostawiając Janusza w mieszaninie strachu i pożądania a Grażynę w wieloczynnikowej panice i konfuzji, wzmocnionej użytym terminem – rejestru czynności w „kanciapie”.

Komentarze: (3)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Moje zainteresowanie dalszymi losami bohaterów serii "Psychologia dla średniozaawansowanych" ani odrobinę nie maleje. Czekam na dalsze części :)
Pozdrawiam i gratuluję dobrego pomysłu.

Hehehe chciałbym taką Lenę spotkać w Cieszynie. Szkoda, że brak juz kobiet w ładnych sukienkach nawet zakrywających. Kobiety w sukienkach są bardziej atrakcyjne. Dzisiaj kobiety pozamykane w dżinsach i wielkich wyciągniętych swetrach tracą swoją kobiecość. Szkoda. Dobry tekst.

Powinno się zebrać to w książkę. Świetne teksty i bardzo zdolny autor.
Czekam na losy Leny. Mam nadzieję, że sercowe podboje Janusza będą sięgały dalej niż pożądanie fizyczne. Lena chyba na to zasługuje.

Pozdrawiam autora. I czekam na książkę.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama