, wtorek 31 marca 2020
Warszawiacy na wyjeździe
Turyści z Warszawy z jednej strony pożądani, z drugiej ćwiczący cierpliwość. fot: Michał Kuźma



Dodaj do Facebook

Warszawiacy na wyjeździe

KATARZYNA KOCZWARA
Mieszkańcy stolicy nie mają wysokich notowań w miejscowościach turystycznych Śląska Cieszyńskiego, ale też po tekstach typu "czy na tej prowincji jest toaleta", trudno, żeby mieli. Zastanawiałam się z czego to wynika, czy z myślenia stereotypowego, w końcu "nie ma cwaniaka nad warszawiaka", czy może sami prowokują, podkładają się, zaangażowani są w budowanie uprzedzeń.

Trudno mówić o stereotypach w sytuacjach, do jakich dochodzi od początku ferii województwa mazowieckiego. Zaczynając od tego, co dzieje się na drodze. Nie, nie dziwi mnie, że nie znając terenu można jechać poniżej 40 km/h. Przewiduję, że można nagle postanowić skręcić, w ostatniej chwili włączając kierunkowskaz. Przewiduję nawet potrzebę zatrzymania się w najbardziej irracjonalnym miejscu typu zakręt, by zapytać o drogę. Turyści, ludzie, którzy zjawiają się, gdy mają wolne, będąc już w miejscu docelowego pobytu, mogą czuć się bardziej zrelaksowani, przy jednoczesnym zmęczeniu ponad 400-kilometrową podróżą. Mogą nieco nadwyrężać zasady funkcjonowania na drodze. Nie rozumiem jednak, dlaczego jadąc w góry, w zimie - co sugeruje, że powinni na miejscu spodziewać się śniegu, lodu, mrozu i wszystkich konsekwencji związanymi z tymi zjawiskami - mają odwagę, dla mnie bardziej brak zdrowego rozsądku, przyjechać na letnich oponach. Ślicznie potem "tańcząc" po ulicach. Jeszcze bardziej nie rozumiem, dlaczego bez opamiętania zakładają łańcuchy na opony, gdy większość dróg utrzymana jest "na czarno". Jadąc potem 30 km/h, niszczą nawierzchnię i dziwią się, gdy się im zwraca uwagę.

Zwracanie jakiejkolwiek uwagi, na ogół jednak życzliwej (w końcu finalnie turyści są źródłem dochodu) także źle znoszą. Przykłady? Pierwszy z brzegu. Do właściciela jednego z wiślańskich warsztatów samochodowych w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia dzwoni turysta. Pyta o możliwość naprawy samochodu, argumentując, że zaraz po świętach musi być w Warszawie (z mocnym akcentem na słowo Warszawa). Gdy słyszy odpowiedź odmowną, delikatną próbę zwrócenia uwagi, że, tak jak i on, tak i mechanik ma święta, pada odpowiedź. "Bo wam się (tu zamiast nazwy miejscowości pada niewybredne przekleństwo) pracować nie chce". No i jak mieć cierpliwość?

Turyści, moim zdaniem, bardziej z miejscowości podwarszawskich, oddalonych od stolicy nawet o kilkadziesiąt kilometrów (kto to tu sprawdzi?), mają niebywałą potrzebę manifestowania powiązań warszawskich. Tym razem historia z Istebnej. Na basenie w jednym z ośrodków wczasowych do ratownika podchodzi gość. - Wie pan, bo ja jestem z Warszawy - zagaja. W odpowiedzi słyszy: - Bardzo mi przykro, czy chce pan o tym porozmawiać? Efekt, do końca turnusu gościa na zmianie tego ratownika nie było.

Tak zwana "warszawka" chętnie odwiedza Śląsk Cieszyński. Jednocześnie ma niezwykłą potrzebę akcentowania, że metropolią to my nie jesteśmy. I kolejny przykład z miejscowości turystycznej. Na stację benzynową wchodzi elegancka pani i pyta niewinnie: - "Czy na tej prowincji jest toaleta"? No i jak tu zachować spokój i powagę?

Chciałabym jednak zaznaczyć, że to nie jest norma, nie każdy turysta z województwa mazowieckiego na poczcie prosi "5 znaczków krajowych i 3 do Warszawy", jak miało to miejsce w Wiśle. Większość to mili ludzie, nastawieni na zabawę, integrację, zawieranie przyjaźni. Pech chce, że ci podnoszący nam ciśnienie są tak wyraziści, że zapadają w pamięć, rodząc uprzedzenia.

Komentarze: (23)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Cóż miałem kilka lat przyjemność obsługiwać gości podczas ferii zimowych i autor artykułu niestety ma rację. Co roku te same teksty zdarzają się na wyciągach, parkingach, w barach. itd. Wiadomo nie jest to norma ale nie jest prawdą że to tylko wspomnienia z przed lat powtarzane ciągle. Co roku nowy narybek z takimi tekstami wali do nas. A prawdą jest również że znaczna część tych Warszawiaków do warszawy ma minimum 50km. To taka ichniejsza schiza i trudno.

arykuł nie trzyma poziomu. jedynie powiela stereotypy, w dodatku nie popierając ich żadnymu faktami, a jednie krążącymi od dawna historyjkami, które nawet nie wiadomo czy się przydarzły, a nawet jeśli to prawdopodnie zostały przekręcone i wyolbrzymione.
jeżeli są to fakty, przytoczone powinny zostać wypowiedzi osób, którym się to przydarzyło. czy Autorka z nimi rozmawiała? czy może napisała artykuł zza biurka, nie mając lepszego pomysłu na tekst i poszła na łatwizne, bo najłatwiej zdobyć poklask jadąc sobie po nielubianych przez jej czytelników warszawiakach.
analogicznie można by napisać artykuł o Polakach, że są złodziejami i pijakami (czyli powielanie negatywnych stereotypów) i podniosłaby się wrzawa, że to skandal?? no bo o innych to można, tylko o sobie niewygodnie...
przykre, że dziennikarstwem nazywa się tak nierzetelną pisaninę.
i że zamiast poważnymi sprawami, Autorka zajmuje się sianiem antypatii pomiędzy ludźmi z różnych tregionów kraju, jakby mało jej było do tej pory...
proszę się zająć czymś pożytecznym

mieszkam już kilka lat w warszawie i powiem wam, że oni tutaj w większości przypadków są całkiem normalni i w porządku. ale u nas faktycznie, zachowują się tak, że kijem bym zadźgała.

Na pytanie czy u nas są toalety warszawiakom należy odpowiadać, że nie, bo i po co , spuści się to wszystko do Wisły
a oni już to w Warszawie wypiją.

Będąc na sylwestra w brennej rozmawiałem z ludźmi , którzy mówili, że mieszkają na woli i ochocie podkreślając często że są warszawiakami później okazało się po mojej rozmowie z recepcjonistką, że są z Ostrowa Mazowieckiego i jakież było ich zdziwienie jak im powiedziałem skąd są przy wielu gosciach bawiących sie na imprezie, było wesoło hi hi .Tak niestety to wygląda .a żę pracuje na ośrodku narciarskim to mam teraz codziennie z nimi do czynienia i nie mogę się doczekać aż zaczną się ferie śląskie bo wtedy jest całkowicie inna atmosfera .skonczy się to cwaniactwo, łamanie przepisów omijanie bramek itp. a zacznie być wesoło i sympatycznie

Nie tylko Warszawa tak jeździ,sytuacja z dnia dzisiejszego Hyundai SCI,za kierownicą blondynka i od Ustronia 40 nie przekroczyła,a za nią wszyscy jak stado baranów za bacą i nikt nie wyprzedził,w Wiśle skręcała w ul.Sztwiertni a następnie na Olimpijską gdzie o mało nie zderzyła się z samochodem jadącym drogą z pierwszeństwem.

Byles jednym z baranow czy ja sledziles ? :)

jechałem jako 20 za nią, udało mi się tych 20 baranów wyprzedzić.

Tym co się nie spodobało to na pewno są ze stolycy albo tam krewnych mają, a propo tolerancji to można się jej spodziewać jak się ją samemu prezentuje. Jak ktoś u nas w turystyce naprawdę pracował to wie jak jest. Poza tym w polskiej naturze leży nietolerancja i to od zawsze bo przecież na krakowiaków mówimy centusie na poznaniaków-pyry, Częstochowa to medalikorze że nie wspomnę o tych z raichu, ale jakoś tak z uśmiechem na ustach i bez nienawiści a przy słowie warszawa pojawia się piana w kąciku!
Brawo Pani Kasiu za ten ARTYKUŁ bo jest kontrowersyjny co widać po komentarzach a to oznaka dobrego felietonisty!!!

Kasiu,
cieszę się, że zauważasz, że nie jest to norma. Rozumiem też twoją irytację.

Niemniej jednak, odpowiedzmy sobie na następujące pytania:

(1) - na podstawie jakiej próby wyrobiłaś sobie zdanie o Warszawiakach?
(stosunek "cwaniaków" do rozmówców; stosunek rozmówców do turystów)

(2) - wobec powyższego, czy nie krzywdzimy zbyt wielu osób, poprzez ocenę na bazie stereotypu?

(3) -czy konstruktywniej nie byłoby wyciągać przywary niektórych przyjezdnych poprzez pokazanie im ich samych w krzywym zwierciadle, co pozwoliłoby części z nich dostrzec swoją głupotę? (jaki typ zwrócenia nam uwagi przyjmujemy najlepiej? ja ten, gdy ktoś mnie lekko ośmieszy, bo wiem, że w ten sposób ma dobre intencje, bije w problem, a nie w osobę)......

Na koniec dodam, że miałem kontakt zarówno z megalomanami jak i z osobami z klasą, lub przynajmniej przyzwoitymi, i tych drugich jest wg mnie znacznie więcej, tylko, przez przyzwoity sposób bycia są mniej widoczni.
pozdrawiam
mk

Ciekawy tekst, ale widzę w nim jeden bardzo duży wg mnie błąd. Otóż, pod pojęciem "warszawka" nie kryją się osoby spod w-wy jak sugeruje ten tekst. Ale osoby które nie pochodzą z w-wy, ale się tam przeprowadziły, obecnie mieszkają i uważają się za wielkich warszawiaków (większych nawet od osób, które pochodzą z w-wy z dziada pradziada). Ot taka moja mała dygresja.

"czy na tej prowincji jest tualieta:)ni...ni ma:)nie,nie!prawdziwy warszawiak nigdy tak nie powie i nie będzie się tak"wywyszał".to wszystko są"ludzie",którzy"przybyli"do"farszawki".znam osobiście PRAWDZIWYCH z krwi i kości warszawiaków i takich"przyszywańców".tak samo jest za granicą.niektórzy chcą po roku,dwóch pobytu w GB,USA,D,A być bardziej brytyjscy,amerykańscy,itd od"urodzonych"tam na miejscu".tak wracając do tej pani pytającej o tualietę(toaletę)-ciekawi mnie skąd była?z Mińska Maz?Sielec?Ostrołęki?Pułtuska?Ostrowii Maz?czy Wyszkowa,a może Radzymina-chechełko jedne:)

Autentycznie zasłyszane kilka lat temu na stacji paliw w Cieszynie: klient za kilkuzłotowy zakup domagał się fry vat podkreślając cyt; "bo my w Warszawie wszystko kupujemy na fry"..wie pan w Warszawie.... Na co Pan Ajent ze stoickim spokojem powiedział : A w Warszawie- coś mi się obiło o uszy-chyba jest taka wieś w Polsce centralnej.

Warszawa kontra Slask (i reszta swiata); Praga kontra Brno (i reszta swiata); Nowy Jork kontra Boston (lub Los Angeles), Londyn kontra Manchester (i reszta swiata). Normalka. Fajne kawaly przynajmniej mozna uslyszec.

Dobrze powyżej to ktoś ujął - zbiór zasłyszanych powtarzanych w kółko opowiastek, choć pracując w firmach usługowych związanych z turystyką miałem okazje kilku podobnych być świadkiem - i co z tego ???????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – NIC.

Nie przeszkadza mi jeżeli ktoś zagaja zaczynając od tego ze jest z Warszawy - i co z tego?- niczego to nie zmienia - tak samo jak gdyby ktoś zaczął że jest ze Szczecina lub Katowic - miło mi rozmawiać i powitać taką osobę w naszych stronach.
Mam okazję regularnie wyjeżdżać do zagranicznych destylacji turystycznych – czy to we Włoszech w miejscowościach narciarskich, w Niemczech w Garmish, w Grecji , po prostu gdziekolwiek zazwyczaj napotykam osoby traktujące turystów z wielką wyrozumiałością i życzliwością, nawet wtedy gdy posługuję się baaardzo słabo jezykiem komunikacji panującym w danym regionie….

Jestem przekonany ze tak samo powinno być u nas – to zwykła tolerancja – ktoś jest z warszawy – miło mi – może mieć własne zdanie może nawet powiedzieć ze przyjechał na prowincję i wcale mi to nie przeszkadza – w tym samym czasie ja myślę ze ta osoba jest z miasta, może w warszawy, ale w odróżnieniu do tej osoby ja do warszawy niechętnie się wybieram więc chyba mam lepiej….
Więcej tolerancji, życzliwości poczucia humoru………..

Natomiast jeżeli ktoś nie cierpi turystów – cóż jego wybór iż mieszka w miejscowości turystycznej – zawsze może się przeprowadzić do Warszawy…. Albo gdzieś gdzie nawet najbardziej „wyraziści” przerysowani turyści nie docierają….
Mimo dużego uznania dla artykułów Pani Kasi tym razem artykuł mi się nie spodobał – każdy może mieć swoje zdanie…..
Pozdrawiam
Jarek

p.s. w innych krajach takie zjawisko ma inny wymiar - na przykład w europie turyści amerykańscy zagajają ujawniając skąd do nas przyjechali w chwili kiedy akcent zdradził ich na długo przed tym - taka kolej rzeczy - nazwałbym to zabawnym zjawiskiem :)

Jarek Wisełka - możesz wytłumaczyć co to jest "destyLacja turystyczna"?! Jeśli się chce używać obcych słów, to wypada sprawdzić o czym się mówi/pisze.

Fajny tekst, taki z życia wzięty....

Pieronski werbusy oni muszym byc radzi ze do nas mogli przijechac, bo normalnie to by potrzebowali wizy wjazdowej do naszeko najpiykniejszego Slaska Cieszynskigo.Jak u nas byly wychodki to oni jeszcze na gówno mowili papu i srali po kukurzicy.Wszyscy yno mowiom ze som z warszawy ale jak okno otworzy to Bug widac, niech jadom szusowac do Austryji albo do Reichu to tam bydom jyno zwyklymi Poloczkami co zodyn sie na nich nie oglondnie.warszawa a kaj to je ? , bo do nas CIESZYNIOKOW zawsze
Wiedyn był hauptstadt.

"Wie pan, bo ja jestem z Warszawy - zagaja. W odpowiedzi słyszy Bardzo mi przykro. To naprawde nie moja wina!!!!

raczej spis opowiastek krązących od lat po beskidach... słyszałem je rok temu i 10lat temu, wszystkie identyczne ...

"Wie pan, bo ja jestem z Warszawy - zagaja. W odpowiedzi słyszy: - Bardzo mi przykro, czy chce pan o tym porozmawiać? "

I tak należy traktować każdego kto otwarcie manifestuje swoją warszawskość - - tfe!

To raczej jakiś felietonik, a nie artykuł.

Szczera prawda :) Zajefajne

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama