, wtorek 20 listopada 2018
Moja Piastowska Wieża Babel
Wieczór Narodów na cieszyńskim rynku w 2017 roku. fot: arch. GC



Dodaj do Facebook

Moja Piastowska Wieża Babel

Stachu Przybysz Malinowski
Wakacje, choć nie urlop, spędziłem nie gdzieś w świecie, lecz w moim mieście - Cieszynie. Zresztą, to tutaj w lecie zjeżdżają ludzie z całego świata. Na przykład z Belgii. Z tymi z Belgii rozmawiałem przez cały dzień. Zawsze ciekawili mnie Polonusi. A ci właśnie przyjechali na przegląd zespołów folklorystycznych. To spotkanie, prawie sentymentalne, kosztowało mnie tyle co frazeologiczny słownik języka polskiego, jaki polskim Belgom ofiarowałem.

Lato w moim mieście, gdzie już od dawna nie kursują tramwaje, spędzam z „Faraonem”, którego od lat usiłuję jako zalecaną lekturę rzeczywiście przeczytać. Ale i tego lata to mi się nie udało. Może dlatego, że na campusie spotkałem Egipcjanina, może nawet potomka Ramzesa. Ahmed przyjechał na Szkołę Letnią Kultury i Języka Polskiego. Jeśli Allach mu pozwoli, będzie przewodnikiem dla moich pobratymców.

- Ile umiesz już po polsku? – pytam go prawie drukowaną polszczyzną, jednocześnie pokazując mu pojednawczo egzemplarz Koranu w moim ojczystym języku.

- A ile ty umiesz po arabsku? - o mało nie przewróciła mnie jego riposta. Wycofałem się zawstydzony jakbym rozmawiał co najmniej z Avicenną. W zasadzie potrzebowałem rozmawiać z koleżanką Ahmeda rodem z Aragonii. Ibelise była święcie przekonana, że my tu w nadwiślańskim kraju mówimy po rosyjsku. Doprawdy trudno było mi uwierzyć w taką wiedzę Europejczyków na nas.

Po rosyjsku to ja gadam ze studentką z Kanady i Gruzinami. Ci drudzy rozmawiają wówczas ze mną językiem swego okupanta.
Po czesku jeszcze się nie nauczyłem, choć uczestniczyłem w wielu potyczkach słownych. Już nie będę mówił „pozor”, ale „s dovolenim” lub „prominte”. Tak jest poprawniej i grzeczniej.

Pośredniczyłem raz w dialogu polsko – czeskim, gdzie znajoma po dwutygodniowym kursie czeskiego w Pradze pragnęła zaimponować Honzie. Tłumaczyłem naszemu współbiesiadnikowi z czeskiego na polski to, czego on nie był w stanie zrozumieć, kiedy się do niego mówiło po czesku.

Najpiękniejszą rozmowę miałem z Japończykiem, absolwentem Szkoły Letniej. Języka Polskiego. Nawet napisaliśmy do siebie parę listów. Poróżnił nas jednak rozbieżny pogląd na haiku. No bo haiku jest integralną częścią kultury i języka japońskiego. Nie zdążę się nauczyć japońskiego, nie będę dokonywał zaboru kultury.

Bardzo liczyłem na to, że hiszpańscy uczestnicy Światowych Dni Młodzieży zawołają do mnie „hola”! Ale oni tylko „hello” albo „hi”. Wolałbym już łacińskie „salve”, bo przecież większość z mężczyzn jakąś tam łacinę zna. Uczyłem się angielskiego, ale z niewielkim skutkiem. Dlatego, gdy czegoś nie rozumiem, odpowiadam wymijająco – „I love You”.

Ale mój wybierający się na saksy do Anglii kolega, któremu chciałem pomóc, na moje zatroskane pytanie „Can I help You?”, rzekł zaledwie – co do mnie mówisz?

Po wakacjach w moim mieście pełnym atrakcji filologicznych jadę teraz na urlop. Łowił będę egzotykę i folklor tam, dokąd uciekło to gorące lato. Ale wrócę, bo w cieniu Wieży Piastowskiej językiem domowym porozumiewać się jest najlepiej.

Komentarze: (1)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Zamiana Florianusa na Stacha - jestem za.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama