, wtorek 25 czerwca 2019
Zielone szkoły? Tylko w Beskidach
Czy w Beskidach przybędzie szkolnych wycieczek? fot. Wojciech Trzcionka 



Dodaj do Facebook

Zielone szkoły? Tylko w Beskidach

MAGDALENA WARCHALA/Gazeta.pl
90 proc. trzecioklasistów ze śląskich szkół pojedzie w tym roku na zieloną szkołę nad morze. Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska, który dopłaca do tych wyjazdów, chce to zmienić. Urzędnicy chcą, by dzieci poznawały walory regionu, w którym mieszkają, i wspierały rozwój miejscowej turystyki.
Zielone szkoły zostały wymyślone po to, by dzieci z rejonów zanieczyszczonych przemysłem mogły zaczerpnąć świeżego powietrza i aktywnie spędzić czas, jednocześnie nie tracąc lekcji. Co roku trzecioklasiści ze wszystkich szkół na Śląsku przez dwa tygodnie bawią się i uczą w miejscowościach wypoczynkowych, w których pobyt finansuje im częściowo Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska. Co roku WFOŚ wydaje na to 6 mln zł. Lwia część tych pieniędzy trafia nie do śląskich, lecz do nadmorskich kurortów, ponieważ większość nauczycieli i rodziców uważa, że najzdrowszy i najatrakcyjniejszy jest wyjazd nad Bałtyk. Gabriela Lenartowicz, prezes WFOŚ, chce przekonać rodziców, że to mit.

— W województwie śląskim jest wiele pięknych i czystych miejsc, głównie w Beskidach. Dzieci mogłyby tu nie tylko wspaniale wypocząć, ale i uczestniczyć w edukacji regionalnej. Przecież w zielonych szkołach równie ważna jak rekreacja jest nauka — przekonuje Lenartowicz. Jej zdaniem organizowanie wyjazdów w Beskidy byłoby korzystne nie tylko dla dzieci, które lepiej poznałyby swój region, ale także dla rodziców, którzy mogliby sporo zaoszczędzić. — Po pierwsze, transport w góry kosztuje mniej niż nad morze. Po drugie, na wyjazdy w obrębie województwa każdemu dziecku dopłacamy o 100 zł więcej, czyli aż 250 zł. Niestety, nie wszyscy dyrektorzy informują o tym w czasie wywiadówek - martwi się Lenartowicz.

Skąd wziął się zwyczaj, że na zieloną szkołę trzeba koniecznie jechać nad morze? Maria Szopa-Zając, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 34 w Katowicach, której uczniowie niedawno wrócili z Jastrzębiej Góry, mówi o względach zdrowotnych i ekonomicznych. — Wiosenny pobyt nad Bałtykiem jest szczególnie korzystny dla dzieci. W czasie sztormowej pogody powietrze jest bardzo nasycone jodem, którego nie ma przecież w górach. Poza tym dla dzieci z uboższych rodzin zielona szkoła bywa często jedyną okazją, aby zobaczyć morze i znajdujące się nad nim atrakcje, np. fokarium na Helu. W Beskidy zabieramy uczniów na weekendowe rajdy — tłumaczy Szopa-Zając.

Prezes Lenartowicz podejrzewa, że morze preferowane jest też z innych względów. — Lobbing prowadzony przez właścicieli ośrodków wczasowych nie zawsze jest uczciwy. Bywa, że oferują oni darmowy pobyt rodzinom nauczycieli albo duże zniżki. Dla nadmorskich ośrodków walka o zielone szkoły jest walką o byt. Przecież poza sezonem uczniowie to praktycznie ich jedyni goście — mówi prezes Lenartowicz. Jej domysły potwierdza jeden z pracowników ośrodka w Kołobrzegu: — Kto by przyjechał nad morze w kwietniu czy w maju? Utrzymanie ośrodka poza sezonem sporo kosztuje. Na szczęście od pięciu lat mamy stałego klienta - szkołę spod Katowic. Dostaje od nas rabaty i obie strony są zadowolone. Czy coś w tym złego?

Kiedy pieniądze ze Śląska zasilają konta nadmorskich domów wczasowych, beskidzkie ośrodki świecą pustkami. W kwietniu gośćmi Domu Wczasowego „Limba" w Wiśle byli nieliczni emeryci. — A przecież pogoda była ładna, chętnie przyjęlibyśmy grupy szkolne. Na szczęście trochę podstawówek zarezerwowało u nas turnusy w maju — zdradza Danuta Cieślar, kierowniczka Limby.

Aby przekonać rodziców, że warto domagać się organizowania zielonych szkół w Beskidach, WFOŚ zamierza najpierw rozprawić się z jodowym mitem. — Nie wiem, czy dwutygodniowy pobyt nad morzem to dość czasu, by mówić o zbawiennym wpływie jodu na zdrowie. Być może ten sam efekt zdrowotny daje wdychanie krystalicznie czystego górskiego powietrza? — zastanawia się Lenartowicz.

WFOŚ planuje zasięgnąć w tej sprawie opinii ekspertów. Chce też informować rodziców, że mają prawo decydować o tym, gdzie wyjadą ich dzieci.
Komentarze: (4)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Nie jestem spacjalistą w tym zakresie ale uważam, że najważniejsza w takiej zielonej szkole jest zmiana klimatu, tak aby organizm uodpornić na jesienno-zimowe pluchy. Nie wiem czy wyjazd ze Śląska do Beskidu Śląskiego jest zmianą klimatu ... Chociaż specyficzny mikroklimat jest w wielu miejscach: w Górkach, na Kubalonce ...

A czy dzieci z nadmorskich miejscowości nie jeżdżą w góry na zielone szkoły? Czy nie lepiej organizować wymianę lub tam szukać klientów? Bo przecież tutejsze dzieci mogą Beskidy zwiedzać w każdej chwili, a nad morze pojadą pewnie raz w roku.

Trzyniec gwarantuje odpowiedni klimat dla zielonych szkół - każdy to wie.

Rzeczywiście Trzyniec produkuje "inhalacje" jakich mało. Ale na szczęście w zamian mamy sport (hokej) jakiego na Śląsku Cieszyńskim próżno szukać. O O Ocelari...

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama