, sobota 24 sierpnia 2019
Apokalipsa w beskidzkich lasach
Drwale mają pełne ręce roboty. fot. Paweł Sowa/Gazeta.pl 



Dodaj do Facebook

Apokalipsa w beskidzkich lasach

EWA FURTAK/Gazeta.pl
Jeśli prywatni właściciele lasów w Beskidach nie zaczną walczyć z kornikami, nie uda nam się powstrzymać apokalipsy! — alarmują leśnicy. Robią, co mogą, żeby przekonać do tego górali.
Świerkowe lasy Beskidu Śląskiego i Żywieckiego wymierają. Dlaczego? Kilkaset lat temu Beskidy porastała puszcza z jodłami i bukami. Świerk był w mniejszości. Ze względów ekonomicznych (szybko rośnie) zaczęto go w górach sadzić w XIX wieku. Nasiona kupowano od zbieraczy z całej Europy, więc w Beskidy trafiły świerki z Alp czy Transylwanii. Okazało się, że to był ogromny błąd: sztucznie posadzone świerki nie radzą sobie u nas. Szkodzą im anomalia pogodowe: suche lata, wichury. Osłabione, są masowo atakowane przez korniki. I usychają.

Turyści, którzy przyjechali w Beskidy po kilkuletniej przerwie, są przerażeni tym, co widzą. — Oglądałem w telewizji program o umierających lasach, ale nie spodziewałem się aż takich zniszczeń — mówi Konrad Januła z Warszawy.

Leśnicy próbują powstrzymać plagę. W lasach można się natknąć np. na specjalne pułapki - czarne skrzynki zawierające feromony, którymi wabi się szkodniki. Jednak by spróbować powstrzymać korniki, trzeba wycinać całe hektary zaatakowanych świerczyn i zastępować je odporniejszym lasem mieszanym. W Beskidach od rana do nocy wre praca, miejscowi drwale nie pamiętają, żeby kiedykolwiek w przeszłości tak dobrze zarabiali. Tylko wiślańskie nadleśnictwo musi w tym roku usunąć ponad 200 tys. metrów sześciennych drzew.

W lasach państwowych taka wycinka prowadzona jest regularnie, gorzej z prywatnymi właścicielami, do których należy aż jedna trzecia beskidzkich lasów. Ogromny problem mają z tym na przykład w Wiśle. — U nas aż 40 proc. lasów to prywatna własność. Jeśli właściciele nie będą z nami współpracować, trudno będzie walczyć z kornikami — martwi się Andrzej Kudełka z wiślańskiego nadleśnictwa.

Można prawnie zmusić właściciela lasu do wycięcia chorych drzew. Taką decyzję wydaje starosta, załatwienie wszystkich formalności trwa przynajmniej pół roku. Ale kornik jest szybszy - jego cykl rozwojowy trwa zaledwie sześć tygodni. Dlatego leśnicy zaczęli się chwytać różnych niekonwencjonalnych sposobów na przekonanie górali do konieczności wycinania zaatakowanych świerków. O pomoc poprosili księży, którzy nawołują z ambon o ratowanie lasów. Apel do mieszkańców wydał też burmistrz Wisły Andrzej Molin.

Pracownicy nadleśnictwa jeżdżą również od domu do domu i przekonują górali: „Chłopie, jak tych drzew nie wytniesz, niedługo nic nie będziesz miał z tego lasu, a korniki zaczną atakować drzewa w całej okolicy". — Próbujemy też dotrzeć do właścicieli lasów poprzez ich dzieci. Prowadzimy w szkołach zajęcia, na których opowiadamy uczniom o zagrożeniach dla lasu — mówi Kudełka. — Mamy nadzieję, że to coś pomoże.
Komentarze: (7)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Myślę ,że problem jest gdzie indziej. Nikt nie wytnie lasu jak nie otrzyma za surowiec wlaściwych pieniędzy. nadmierna podaż drewna nie sprzyja jego wycińce. Niech gmina ,państwo, nadleśnictwa opracują błyskawicznie program dotacji i odszkodowań z uwagi na klęskę ,być może sprawa zostanie ruszona Z miejsca a kornik nie zdąży zjeść beskidzkich lasów przed ich wycinką. Jaki interes w tym żeby drewno pozyskać jak nie ma zbytu za godziwą cenę. Jeszcze po ostatnich wiatrołomach drewna nie przerobiono. Kto więc będzie wycinkę prowadził jak drewno leży w lasach?

problem dotyczy tez Gorców...

klęska jest widoczna to fakt, ale dlaczego nikt się nie zainteresuje tym jak niszczone są drogi, samochody załadowane drewnem do maksimum możliwości stanowią zagrożenie na drodze

jak ludzie chcieli zeby lasy byly opryskane to rzad sie niezgadzal.

"samochody załadowane drewnem do maksimum możliwości stanowią zagrożenie na drodze" rodem prosto z pierwszej sceny "oszukać przeznaczenie 2". Wiem, że mój post jest bez sensu, ale tak mi si skojarzyło ;-)

las to nie tylko kornik, ten był jest i będzie, las to zwięrzęta i rośliny, wszystko ze sobą powiązane. Drzewa stabilizują glebę, szczególnie w górach, dzięki czemu się nie osuwa, dają nam tlen przecież! Niezliczone sa walory lasów o turystycznym nie wspomnę. Eksterminacja kornika pociąga za sobą dużo większe zniszczenia, i takie krótkowzroczne patrzenie jest przerażające. Oczywiście, że drzewa są chore, ale nie można tak bezmyślnie wycinać wszystko jak leci! Moim zdaniem, kornik jest przykrywką dla małych prywatnych tartaków, które zarabiają krocie dla swoich właścicieli, a my ulegamy tej histerii kornikowej i jeszcze dzieciom w szkołach wbija się do główek że kornik to morderca. Spójrzcie na swoje ręce panowie drwale i w twarze tych dzieci, którym zabieracie góry, a zostawiacie pustynię.
Myślmy szerzej proszę i odpowiedzmy sobie na pytanie ile lat trzeba na wyrośnięcie nowego lasu, hmm?

Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie. To znacie. Lasy to tylko mała transformacja powyższego. To taki przykład jak polityczne głąby w Polsce nie mają za grosz poczucia "sprawy publicznej". O zrozumieniu jej znaczenia nie mówimy bo przecież nie można od "bele kogo" wymagać znajomości wszechrzeczy. Jeszcze raz przypominieć warto, że sprawa naszych lasów jest zapieprzona (można gadać ostrzej, ja pozwalam) od conajmniej lat kilkunastu o ile nie kilkudziesięciu. Tu przecież nie chodzi tylko o kornika. Tu chodzi właściwe regulacje prawne pomiędzy "własnością" a "dobrem publicznym". Ponieważ politycy i urzędnicy polscy mają w naszym społeczeństwie bardzo niskie notowania (a zatem takież poważanie) to mnie osobiście nie dziwi, że ludziska ich uwagi i wskazania mają w dupie. Pospolity dureń nie może teraz "płakać" nad lasami (vide Posłowie) skoro sam jest przykładem pazerności, prywaty i tym podobnych cech swoich postępowań, zarówno w odniesieniu do własnej osoby jak i rodziny czy partyjnych towarzyszy. Nie mają moralnego prawa "żądać" ograniczenia własności i respektowania dobra publicznego durnie którzy sami stawiali sobie chałpki z rażącym naruszaniem prawa (vide Szczyrk, Brenna, Ustroń czy Wisełka). Pospolite durnie którzy podkupywali "góralską" ziemię tylko po to aby uzyskać odpowiednia pozycję przetargową przy prywatyzacji "infrestruktury" sportowo-turystycznej. Chwała zatem Góralom, że powiedzieli w końcu NIE. "Oczywistą oczywistością" jest poziom niebezpieczeństwa sytuacji. Najgłupszą jednak czynnością by było teraz dokonanie jakiś techniczno-agrarnych czynności bez właściwych sobie regulacji prawnych. Czy stać na to naszych polityków? Odpowiedź jest tak prosta jak góralski cep: NIE. W konsekwencji trza zrozumieć ww. Kubę w jego "sporze" z ludzką postacią "bóstwa" w osobach urzędników i dezydentów na każdym szczeblu i poziomie. Opinia publiczna jest też oszukiwana poprzez zrwónanie "poziomów" podawanych informacji. Ważna sprawa lasów jest traktowana jak kolejny dziennikarski gadżet. Złodziejskie prywatyzacje np. Banków (vide Śląski, PKO BP inne) pozostają poza zainteresowaniem Pań i Panów Redaktorów, szczególnie pomnijszych pisemek i periodyków. Szkoda, bo mają wokół siebie najlepsze przykłady "przepływów- notowań- osobowości-działań-efektów". Rozumiem dobrze, to nie jest "dobro publiczne"? Rozumiem.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama