, niedziela 14 lipca 2024
Święta w buszu, ekumenizm w Wiśle
Ojciec Tomasz (pierwszy od prawej) na misjach w Zairze spędził 4 lata. fot: Archiwum prywatne ojca Tomasza



Dodaj do Facebook

Święta w buszu, ekumenizm w Wiśle

KATARZYNA KOCZWARA, AK, BŚ
Święta w buszu, ekumenizm w Wiśle

W buszu święta może pozbawione były symboli, do których jesteśmy przyzwyczajeni, za to panowała atmosferza prawdziwej radości z narodzin Chrystusa. fot. Arch. pryw. o. Tomasza

Ojciec Tomasz Urbański, pasjonista, od 1987 do 1991 roku był misjonarzem w ówczesnej Demokratycznej Republice Zairu. W specjalnym wywiadzie opowiada o smutnych świętach w buszu, zdradza, czego nauczył się pracując na misji, a także o istocie ekumenizmu i życiu w wielowyznaniowej Wiśle.

Powiedział ojciec kiedyś, że najsmutniejsze święta były na misji, dlaczego?
Dla Europejczyka to trudne przeżyć święta w takim miejscu. Po pierwsze znajdowałem się w buszu, a nie w mieście. Tam nie ma zwyczaju choćby strojenia choinki, bo ich nie ma. Nie ma zwyczaju budowania szopek bożonarodzeniowych. Jeśli coś robiono, to dzięki misjonarzom, ale i tak szopka afrykańska w najmniejszym calu nie przypominała naszej szopki.

Jeśli chodzi o liturgiczne nabożeństwa, czyli pasterkę to zrobiliśmy, ale w zwyczaju miejscowym to nie funkcjonuje. Było to pragnienie misjonarzy, na co miejscowa ludność bardzo chętnie i pozytywnie zareagowała. W nocy nigdzie nie chodzą, ale na naszej misji centralnej, wszyscy którzy mieszkali w obrębie naszego kościoła, pojawili się na pasterce. Za zgodą przełożonego napisałem jasełka. Tekst napisałem po francusku. Został on przetłumaczony przez moich młodszych przyjaciół, a następnie dzieci z wiosek przymisyjnych i ze szkoły przygotowały przedstawienie.

Nie były to tylko jasełka słowne. To był, można powiedzieć musical. Dużo śpiewów i tańców. Wszystko to, co wyrażało ich życie i tęsknotę za lepszym życiem. Żałowałem, że nie było kamery. Byłoby to odbierane z wielkim zainteresowaniem w Europie. Slajdy nie oddają tego, co film. Wszystkie miejsca na widowni były zajęte. Aktorzy wprowadzili widownię w trans uczestniczenia w tej całej imprezie. Jak były tańce, wszyscy tańczyli. Jak były śpiewy, wszyscy śpiewali. Pytano się, czy na Wielkanoc też coś takiego zorganizujemy (śmiech).

Jaka towarzyszyła temu atmosfera?
Stworzyli rodzinną atmosferę. Nikt nie czuł się obco. To bardzo ułatwiało przeżywanie tajemnicy świąt Bożego Narodzenia, które szczególnie są nasycone akcentem rodzinnym. Dla Europejczyka, który przyjeżdża po śnieżnym, mroźnym Bożym Narodzeniu, szokiem jest spędzać święta w taki miejscu. Jasełka odbywały się w kościele, gdyż gdzie indziej nie ma prądu. My na ten czas mieliśmy agregat prądotwórczy.

Odczuwał ojciec brak symboli świątecznych, do których jesteśmy przywiązani. Czy to nie jest tak, że tamte święta są mentalnie pełniejsze? Bardziej sięgają po sedno świąt, a my bardziej się otaczamy opakowaniem?
Na pewno to wypływa z kultury. Inaczej jakiekolwiek spotkania liturgiczne przeżywają oni, a inaczej ludzie Europy, czy Ameryki. Tam rzeczywiście niesłychaną rolę odgrywa rodzina. To święto jest przez nich przeżywane tak jak my byśmy sobie życzyli. Bo chociaż te figurki są tylko figurkami, ale takiej radości nie dosięgnie żadna inna społeczność. Takiej radości, nie skażonej niczym, nie udało mi się przeżyć będąc wcześniej tutaj w Polsce. Były one serdeczne, rodzinne, radosne, ale to nie była to radość porównywalna z tamtą na misji.

Co charakteryzowało ich radość?
Oni realnie oczekiwali na spotkanie z Jezusem Chrystusem. Nie z figurką, nie z ładnie oświetlonym żłóbkiem. Święta przez nich obchodzone, bez dekoracji, którą my wprowadziliśmy, najwięcej mi osobiście dały. Tylko nie można tego do końca porównywać. Tam jest zupełnie jak na innej planecie. Panują całkiem inne zasady, chociaż te same osoby mogą tam żyć. Brak mrozu, choinek zastąpiło gorące ich serce. Można było się tam wiele nauczyć. Następnego dnia wybrałem się, aby odprawić mszę i porozmawiać z mieszkańcami innej wioski, gdzie nie było dekoracji, co w niczym nie umniejszyło randze radości tego spotkania. I to nie dlatego, że przyszedł ksiądz i oni muszą się cieszyć, to było coś więcej. Nie da się tego opisać. To trzeba przeżyć.

A jak, patrząc z perspektywy czasu, ocenia ojciec ich religijność w porównaniu z naszą?
To jest trudne pytanie. Religijność jest zawsze religijnością. Czasami bardziej wzniosła, czasami pozostawia wiele do życzenia. Tak u nas, jak i tam jest jeszcze wiele do zrobienia. Na pewno osiągnięcie tego punktu kulminacyjnego wymaga od nas wiele poświęcenia, czasami samozaparcia. U nich tak samo. Zazdroszczę im tej atmosfery, takiej rodzinności. Oczywiście są tacy, którzy mówią: oni się zabijają. Owszem. Nas to bulwersuje, ale co jest bardziej straszne, zabijanie kogoś maczetą, czy perfidnie w białych rękawiczkach?

Możemy polemizować. Wszyscy mają sobie dużo do zarzucenia. Na bazie tego, co wypracowali, tego nie zabierze im żadna wojna. Popłynęło wiele krwi i łez, są tego konsekwencje do dziś i na pewno będzie to jeszcze długo trwało w sercach tych ludzi, ale nawet taka wojna braterska nie była wstanie zabrać im pięknej radości przeżywania na przykład świąt. Nawet, gdy potracili wszystkich najbliższych, ta radość jednak była. To było namacalne, to się czuło, tym się oddychało.

Oni w tym wszystkim są bardzo entuzjastyczni, ale czy mają taką siłę wytrwania, tzn. dzisiaj jest u mnie misjonarz katolicki, jutro protestant. Czy czerpią coś od każdego, czy umieją się zakorzenić w jednym nurcie religijnym?
Ci, którzy rzeczywiście przeżyli spotkanie z Bogiem, bez względu na to czy spotkanie z księdzem katolickim, czy z protestanckim, to zawsze będą w tym autentyczni. Miałem kilkakrotnie taką sytuację, że wielu było przyjętych do kościoła, z radością, otwartymi ramionami, a za miesiąc z grupy 300-osobowej zostały 20 czy 30 osoby. Przyjechali misjonarze z Ameryki, zaproponowali lecznictwo za darmo, czy inne usługi, to przeszli do nich. Tamci odjechali, to znów wracali. Występuje to rzeczywiście, ale na ogół ci, którzy zrozumieli po co są w tej wspólnocie, to w niej trwali.

Jak wyglądam ekumenizm w Afryce?
Podczas mojej formacji seminaryjnej wiele mówiło się o ekumenizmie. Miałem wspaniałych profesorów, natomiast dopiero ci prości ludzie i atmosfera z terenu misji, dopiero pokazała mi i nauczyła mnie, co to jest ekumenizm. Tam nie było ważne, czy jesteś katolikiem, czy metodystą, nie było takiej sytuacji, w której jeden nie okazał się bratem dla drugiego. Nie wiązało się to również z tym, jak inni twierdzą, że my nawzajem podprowadzaliśmy sobie wiernych. Nigdy czegoś takiego nie było, przynajmniej ja się z tym nie spotkałem, a obracałem się w różnych rejonach Zairu. Autentycznie żyliśmy jak bracia. Dla mnie jako pasterza katolickiego było bardzo ważne jedno - jeżeli jestem głosicielem dobrej nowiny, należę do wspólnoty chrześcijańskiej, to przynależność do tej wspólnoty ode mnie wymagała potwierdzenia tego, co głoszę. Praktycznie od rana, jak przychodziłem do wioski najczęściej zajmowałem się leczeniem dzieci, ale leczeniem takim rodzinnym, byłem wstanie udzielić pierwszej pomocy. Te dzieci są pozostawione tam samopas i bardzo dużo z nich chodzi z nóżkami, rączkami poranionymi, więc co tutaj mówić o Panu Jezusie, który Cię kocha, jak widzisz dziecko, któremu krew kapie z nogi, albo z przeciętej ręki. Zajmowałem się tymi dzieciakami. Nie było istotne, czy ustawia się kolejka do księdza katolika czy innego, wszystkie dzieci były jednakowe i to tym bardziej utwierdziło mnie w takim duchu ekumenicznym. Po drodze zapraszali mnie do siebie i katolicy i protestanci, czuliśmy się wspólnotą.

Czuje się ojciec w Wiśle jak na misji?
Nie, nigdy tego tak nie odebrałem, aczkolwiek niektórzy starali się mi tak wmówić, ze teraz wyjechałem do "kraju" misyjnego. Cieszę się, że jest możliwość przekazania tego, czego się nauczyłem w Afryce. Wydaje mi się, że w tej wspólnocie, naszej wiślanej, mam możliwość podzielenia się tym, czego się uczyłem od miejscowej ludności znającej religie animistyczne (zespół wierzeń występujący w religiach archaicznych bądź tradycyjnych zakładający istnienie świata materialnego i duchowego, współistnienie duszy z ciałem, przypisujący duszę lub rzadziej ducha zmarłych ludzi, wszystkim roślinom, zwierzętom, minerałom i żywiołom - przyp. red.). Od każdego można się wiele nauczyć, tylko trzeba chcieć. Każda wspólnota ma tak wielkie bogactwa, że gdybyśmy chcieli wspólnie usiąść do jednego stołu tak, jak Chrystus nas jako chrześcijan zaprasza do wspólnego stołu, to świat opływałby w mleko i w miód i nie byłoby takich nieszczęść, takich tragicznych sytuacji, które dzieją się na świecie.

Jak się ma wiślański ekumenizm?
Wiele musimy się jeszcze od siebie nauczyć. Takim elementem, który powinien nas zbliżać do siebie jeszcze bardziej jest ciągłe czytanie ewangelii, w której Pan Jezus zaprasza nas do stołu, do wspólnej, braterskiej uczty. Wydaje mi się, że wszyscy, którzy dobrze rozumieją te słowa powinni zakasać rękawy do pracy bo to, że żyjemy, że nie ma u nas rozlewu krwi, nie oznacza wcale, że możemy spocząć na laurach. Nas wszystkich powinno charakteryzować jedno: uświadomienie sobie, że współtworzymy tę samą rodzinę, rodzinę Chrystusową, a tak jak wszędzie wymaga to pracy, czasami zrezygnowania z siebie, samozaparcia, żeby swoje maleńkie ego ujarzmić, bo to jest życie wspólnotowe, ekumeniczne. To jest życie rodzinne.

Jakie powinny być te święta?
Rodzinne, tylko rodzinne. W prawdziwej rodzinie te święta, jeśli są rodzinne to rzeczywiście są należycie przeżywane w radości i pobożności, są pełne humoru i nie ma wtedy łez, nie ma rozczarowań, nie ma bólu, który przeszywa serce. Jest wspólnota, jest rodzina. Sobie i wszystkim życzę, żeby te święta nauczyły nas wszystkich rodzinności w sensie szerszym i ścisłym.

Komentarze: (0)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama