, piątek 23 luty 2024
Pilch: Żeby ktoś czasem zapytał o coś nowego...
Jerzy Pilch - prozaik, dramaturg, felietonista, urodził się w 1952 roku w Wiśle. fot. Paweł Sowa/Gazeta.pl 



Dodaj do Facebook

Pilch: Żeby ktoś czasem zapytał o coś nowego...

W Imię Ojca i Syna, i Ducha Opowieści, Amen - tak rozpoczyna się najnowsza, 16. książka Jerzego Pilcha - „Marsz Polonia\". Wydana tradycyjnie - na papierze i jako audiobook.
Twój wydawca zdradził, że zdecydowałeś się tylko na trzy spotkania promocyjne.
— Na AŻ trzy spotkania, AŻ trzy. Gigantyczna tura. Być może oprócz Wrocławia i Poznania odwiedzę jeszcze Kraków. Nie przepadam za jeżdżeniem. Same spotkania lubię, nawet bardzo. Chociaż w pewnym momencie zamknęła się liczba pytań i są one wyłącznie powtarzalne. No nie ma siły, żeby ktoś zapytał o coś nowego. A jak się zamknęła liczba pytań, to i zamknęła się liczba odpowiedzi. Ciężko na to samo pytanie mieć szereg różnych odpowiedzi, w związku z tym wkrada się pewien element znużenia. Od lat mam spotkania. Zawsze przychodziło sporo ludzi, miałem poczucie żywego odbioru. W trudniejszych momentach dawało mi to siłę. Popularność, nie popularność, nie o tym mowa - to po prostu jest wzmacniające. Jednak wiek robi swoje, rozumiesz?

W powieści „Marsz Polonia" Stary Poeta na wieść o tym, że narrator pisze powieść, wyraża nadzieję, że jej akcja toczy się w Krakowie. „Warszawa się do tego zupełnie nie nadaje"- stwierdza. Dlaczego tak?
— Stary Poeta należy do tej grupy, która ma bardzo wyraźnie pierwowzory. To autentyczna fraza, zdanie Miłosza skierowane do mnie, gdy rozmawiałem z nim przy okazji pisania „Miasta utrapienia" - książki raczej warszawskiej. W każdym razie znacznie bardziej warszawskiej niż ta. Pasowało mi, by to przytoczyć. A co ja o tym myślę? To jest zdanie świetne, ale obiektywnie nieprawdziwe. Nie ma geografii przydatnej i nieprzydatnej, nie ma tematów przydatnych i nieprzydatnych. Zależy kto, zależy jak; zależy od wyobraźni i temperamentu autora. Moja wyobraźnia, na przykład, nie sięga powieści dziejącej się na przedmieściach Bydgoszczy. Mógłbym przeto z czystym sumieniem powiedzieć, że Bydgoszcz się nie nadaje, ale obiektywnie byłbym zapewne w błędzie.

Wśród postaci w książce „Marsz Polonia" mamy też „drugorzędną piosenkarkę z pierwszorzędnym biustem". Możemy się domyślać, że to ta sama piosenkarka, która ostatnio zagrała u zasłużonego reżysera w filmie i pojawiła się w programie publicystycznym wybitnej dziennikarki. Teraz występuje na kartach powieści wybitnego pisarza. To moda jakaś?
— Znak czasu. Wyrazisty i głęboki znak czasu.

Mnie w twoich książkach inny typ pasuje bardziej. Archetyp raczej. Mówię o kocie. W „Marsz Polonia" mamy wybitnego przedstawiciela kociej populacji.
— Jednooki bandyta. Kot musi być.

Dlaczego?
— „Panu Bogu nic się nie udało z wyjątkiem kotów". To nie tylko piękne zdanie, ale i prawdziwe.

A twoje koty gdzie są, w Wiśle?
— U matki w Wiśle kota, niestety, nie ma. Jakby był kot, tobym częściej jeździł. Są dwa rozbestwione psy i nigdy nie ma takiego momentu, żeby wprowadzić kota. Aktualnie moja fascynacja kotami jest bardziej retoryczna - uwielbiam koty na zdjęciach, w telewizji, u kogoś. Zobaczymy, co będzie w przyszłości. Jak się życie ułoży, planujemy mieć z Atiną dwa neurotyczne koty.

Nie dość, że tym razem napisałeś powieść, to jeszcze ją nagrałeś.
— To nie było takie proste. Wycofałem się z tego pomysłu po początkowej zgodzie. Nie chciałem naruszać swojego porządku dnia, że gdzieś będę jeździł, czytał godzinę-dwie, a to trwa tygodniami. Jednak okazało się, że można zrobić nagranie, pracując od rana do popołudnia, w studiu nieopodal stąd, na Siennej. W efekcie zrobiłem to w trzy dni. Jak wyszło, nie badam. Nie czytam ponownie własnych książek, to tym bardziej nie zamierzam ich słuchać. Wpierw byłem umówiony na poprawki, potem mi powiedzieli , że nie trzeba poprawiać. Zrozumiałem, że czytam tak - delikatnie mówiąc - swoiście, że jakby się chciało poprawiać, to trzeba by wszystko: artykulację, akcent wiślańsko-krakowski i tak dalej.

Kokietujesz?
— Skąd!

A co myślisz o audiobookach?
— Nie bardzo mam o tym pojęcie. Zostałem jednak przekonany, że słuchanie literatury tą drogą staje się coraz bardziej powszechne. A wszystko, co wiedzie do literatury, jest dobre.

Rozmawiała: BEATA KĘCZKOWSKA/Gazeta.pl
Komentarze: (15)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Думать легко. Писать трудно.

wiadomo...?

Ulica Sienna w Warszawie słynie nie tylko ze studia nagrań.

Logiczne !!Przeciez jak może inaczej zaczynać się
książka w Katolandzie.Posłuchajcie tylko polskich utworów w radiu,obojętnie jaka STACJA!!Wszystko na jedno kopyto!!Słuchać się nie da!!

Pilch i katoland? hi hi

"Panu Bogu nic się nie udało oprócz kotów!!"

Gdybyś czytał choć trochę i znał region to wiec ,że Pan Pilch nie wywodzi się z określanego przez Ciebie Katolandu- Pochodzi "ap" z Wisły a tam wiesz ,że nie katoland.

ach ach! jesli juz, to luteroland ;)

Na tyle, na ile znam twórczość Pilcha to nie zauważyłem w niej nigdy jakiejś specjalnej dewocji czy padania na klęczki. Pilch często pisze o ewangelikach z Wisły, rzadziej o katolikach z Krakowa, ale ich zabobonne podejście do religii, fanatyzm czy tzw. moheryzm traktuje raczej z przymrużeniem oka jako domenę ludzi starych bądź ograniczonych prowincją, na której przyszło im spędzać całe życie. Pilch nie kpi z tego ani tego nie chwali, raczej fascynuje się tym zjawiskiem patrząc na Polskę jak na skansen katolicyzmu, czy na Wisłę jak na skansen ewangelicyzmu. Sam żyjąc w Warszawie i obracając się w takich kręgach w jakich się obraca jest raczej człowiekiem nowoczesnym, a swoje podejście do wiary myślę, że traktuje bardzo osobiście i nie przerzuca tego na papier, a jedynie przedstawia czasami Boga jako postać mityczną, zamkniętą w pewne stereotypy, głęboko zakorzenioną w naszą kulturę i tradycję. Ja jestem osobiście osobą niewierzącą, a nawet ortodoksyjnie i fanatycznie niewierząca, ale zdanie o kotach uważam za piękne i umacniające mój zachwyt do twórczości Jerzego Pilcha.

A boga nie ma.Hahaha

Skad o tym wiesz?

Uwielbiam czytać Pilcha. Nikt tak jak on nie pisze o czasach, w których przyszło nam żyć. Książki Pilcha są lepsze od wszystkich kabaretów. Nikt w tak inteligenty sposób jak on nie mówi o polityce, kościele, sprawach codziennych. Kto nie czytał to szczerze polecam.

Ja jestem osobiście osobą niewierzącą, a nawet ortodoksyjnie i fanatycznie niewierząca...... a nawet ortodoksyjnie i fanatycznie zbydlęconą.. i taki chcę przejść do historii, stąd moje tu popisy i wpisy, bom gówniarz zakompleksiony wielce

strasznie miło mi czytać takie rzeczy na swój temat, a myślałem już, że sobie o mnie zapomniałeś. Dzięki za miłą laurkę i pamiętaj, że ja też potrafię mieć cięty język czego próbkę już miałeś nieraz okazję zasmakować, ale oszczędzam Cię bo nie jesteś gotowy na tak mocne ripost jakimi mógłbym Cię tutaj i teraz obdarować wgniatając Cię tym samym w ziemię. Pamiętaj po prostu żeby się kontrolować i nie przesadzać, a jak coś chcesz powiedzieć to niech to przynajmniej dotyczy tematu artykułu.

Cięty język masz chłopie po Radegaście, a tym wgniataniem w ziemię ubawiłeś nas do łez. Sam się kontroluj i nie przesadzaj, bo już tu tyle "złotych myśli" pozamieszczałeś, że głowa mała. Prorok cy co? :D

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama