, niedziela 23 lipca 2017
Kropla Ameryki w Skoczowie. Futbol wchodzi na salony.
fot. M. Kłek 



Dodaj do Facebook

Kropla Ameryki w Skoczowie. Futbol wchodzi na salony.

Cholerne słońce nie daje za wygraną. Nie chce się schować ( w sumie nie ma gdzie), jak na złość świeci coraz mocniej. Ale nic to. Idę. Przypomina mi się „Krakowski splenn” Mannamu - „Wstanę wtedy naraz, ze słońcem twarzą w twarz”. Zresztą okazja jest też całkiem niezła, szkoda byłoby ją przepuścić.

Na stadionie ukrop daje się we znaki jeszcze bardziej. Znów coś mi się przypomina, tym razem radiowa audycja o „lecie stulecia”, z którym to podobno mamy właśnie do czynienia.. To trochę poprawia moje samopoczucie. Bo wiecie, „lato stulecie” mamy w Polsce co rok: „zimę stulecia” zresztą też. Wystarczy, że dwa dni z rzędu temperatura przekroczy 30 stopni Celsjusza, a Jarosław Kret z uśmiechem na twarzy ogłosi, że takich upałów nie było od 50 lat. Zabawna sprawa. Wkurza mnie tylko to, że dobre kilkanaście minut po 14 nie ma widoku na rozpoczęcie meczu. W końcu nieudolny spiker ogłasza, że jakiś cymbał zastawił autem bramę i karetka nie może wjechać na boisko. Brawo! Na szczęście ambulans dość szybko pojawił się na płycie. No to gramy. Witamy w Ameryce.

***

Po pierwszym wykopie gości z Pabianic zastanawiałem się, co tak naprawdę wiem o futbolu amerykańskim. No więc na pewno to, że jest taka gra komputerowa NFL Madden. Wiem też, że rozgrywający fachowo nazywa się quarterback i zarabia najwięcej w całej drużynie. Ot, właśnie się dowiedziałem na jakiej pozycji chciałbym grać. Szukam w głowie nazwiska jakiegoś zawodnika. Znam dwóch – Sebastiana Janikowskiego i Ryszarda Szaro. Jakieś zasady? Tylko tyle, że najwięcej punktów zdobywa się za przyłożenie. No i że można przewracać przeciwników bez większych konsekwencji. W międzyczasie przypomina mi się Jim Brown, ponoć najlepszy futbolista ever, taki trochę Jordan swojej dyscypliny. To chyba tyle. Trudno, nauczę się czegoś podczas meczu.

Jakiś facet za mną sugeruje, że skoczowska drużyna mogłaby sprawić sobie jednolite koszulki. W sumie się z nim zgadzam, ale zastanawiam się, skąd niby mieliby je wziąć? Patrzę na tych chłopaków i widzę kilku gości w wieku szkolnym (tym ponadgimnazjalnym), których ciężko podejrzewać o to, że po zajęciach biegają do roboty. Zresztą każdy z zawodników zainwestował duże pieniądze w te wszystkie ochraniacze, kaski etc. Jednakowe stroje, takie porządne, bo przecież mają im służyć nie raz, czy dwa, ale pewnie gdzieś sto razy, to koszt rzędu co najmniej 100 złotych. Niestety, nikt im tego nie zasponsoruje, a szkoda. Później dowiaduje się, że koszulki będą już na następne mecze i że zawodnicy znów za wszystko płacili sami. Pasja? Jeszcze do tego wrócę.

Mecz ogląda się dość...dziwnie. Trochę mało akcji, zagrywki trwają dość krótko, a sędziowie często używają gwizdka. Jednak już po spotkaniu doszedłem do wniosku, że po prostu taka jest specyfika tej dyscypliny. Widać, że Wilki z Pabianic są drużyną lepszą, ale Steelersi prezentują się całkiem przyzwoicie. Największe wrażenie robi zawodnik z „dychą” na plecach. Łatwy do wychwycenia ze względu na pomarańczowy kask, no i efektowne akcje, rzecz jasna. Imponuje to, jak dobrze trzyma się na nogach, mimo że jest ściągany na ziemię przez rywala. Podejrzewam, że zdobył najwięcej jardów ze wszystkich na boisku, a to podobno jest ważne. Szkoda tylko, że nie udało się zdobyć punktów. Ale z drugiej strony Wilki też nie punktują. Po pierwszej połowie 0:0. Wracamy po przerwie.

***

Kwadrans minął dość szybko. Pewnie dlatego, że słońce schowało się (wreszcie!) za drzewem i żar lejący się z nieba delikatnie, ale tylko delikatnie, zelżał. Niemniej i tak współczuję futbolistom, którzy nie dość, że pozostają w ciągłymruchu, to jeszcze dźwigają na plecach dodatkowe obciążenie.

W drugiej odsłonie gra staje się przyjemniejsza dla oka laika. Wydaje mi się, że więcej rozumiem, dostrzegam też sens w niektórych zagraniach. Nie ukrywam, że w sukurs przyszli mi zawodnicy, którym dużo lepiej niż w pierwszej części wychodziło łapanie jajowatej piłki. Znów szaleje ten z „dychą” szarżując co jakiś czas między obrońcami rywala. Lepsze wrażenie sprawia też skoczowski quarterback. No i są w końcu pierwsze punkty. Touchdown dla Wilków. Podwyższamy.

Kicker – przypomina mi się druga pozycja – kopnął tak, że piłka leciała i płakał. Dziwnie zachował się również koleś, który miał ustawić futbolówkę. Nie wiedząc czemu położył ją na ziemi, a powinien postawić i przytrzymać. Cóż, ich strata. Tyle tylko, że Steelersi z minuty na minutę są jakby bardziej ospali, już nie tak energiczni, jak na początku. Pewnie stąd bierze się drugie przyłożenie. Jakaś kobieta, która chyba jako jedyna motywowała skoczowskich graczy, wykrzykując raz po raz zabawne hasełka, sugeruje że to przez brak cheerleaderek. W porę się reflektuje i zauważa, że gdyby dziewczyny były, to futboliści z pewnością nie zawieszaliby wzroku na piłce i wtedy dopiero byłaby kaplica. Tymczasem Wilki znów szykują się do podwyższenia. Mają pecha, bo ich kicker znowu kopnął się w czoło. Ale zaraz, zaraz. Jest kontra! Gość z z numerem 13 złapał piłkę i pognał w stronę strefy punktowej przeciwnika. Trybuny się zagotowały, tak jakby samo słońce nie wystarczyło. Uff, dobiegł, nikt go nie złapał. Brawo, chłopaku, przeszedłeś do historii.

***

Głowię się, czemu Skoczów dostał tylko dwa punkty za przyłożenie, kiedy Pabianice otrzymały po sześć. Już po meczu, zgłębiając futbolową wiedzę, dowiaduje się, że to wcale nie było przyłożenie tylko safety touch, o ile dobrze zrozumiałem. Nieważne, każde punkty się liczą. Pod koniec meczu identycznym zagraniem popisuje się jeszcze jeden ze skoczowskich obrońców, tym razem ten z numerem 86. Tyle tylko, że okoliczności są identyczne, jak w pierwszej akcji. Kicker rywali po raz trzeci pokazał, że nie umie kopać. To znaczy umie, ale tylko tak, żeby wystawić na kontrę, a przecież nie o to w tej grze chodzi. No ale pretensji nikt raczej mieć do niego nie będzie. Wilki wygrywają 18:4. Szkoda, jak to w przypadku porażki, ale przecież frycowe zawsze trzeba zapłacić.

Po meczu zawodnicy elegancko dziękują kibicom i wszystkim obserwatorom. Fajne jest klaskanie o kas, takie amerykańskie, robi klimat. Dziękują też przybysze z Pabianic. Miło z ich strony. Im też biję brawo, bo sobie zasłużyli. No i mają klasę. Ja też mam.

***

Wracając do domu uświadamiam sobie, że intryguje mnie ten futbol, serio. Może nie tyle w wydaniu globalnym, mimo wszystko preferuję inne dyscypliny, ale w tym skoczowskim jak najbardziej. Przede wszystkim ze względu na tych chłopaków, którzy poświęcają na to kawał zdrowia i – co zostało już podkreślone – dużo pieniędzy. Mam nadzieję, że uda im się znaleźć kogoś, kto przynajmniej w jakimś stopniu pokryje wydatki związane z przygotowaniami do ligi, treningami, czymkolwiek. Na razie ciężko o jakieś wsparcie. W końcu funkcjonują od niedawna i tak naprawdę nic poważnego jeszcze nie zagrali. Ale mam nadzieję, że to się zmieni. Byle do sierpnia.

Póki co Steelersi udowodnili, że mają nie tylko ogromy zapał i chęci, ale też duży potencjał. Nie wiem, czy większy jest ten sportowy, czy – nazwijmy to umownie – marketingowy, ale śmiem twierdzić, że do zaoferowania mają naprawdę dużo. Przede wszystkim w ośrodku tak małym jak Skoczów dużo prościej jest wypromować drużynę, nadać jej odpowiednią rangę. W takim Krakowie, czy Warszawie, gdzie sport stoi na najwyższym poziomie i jest wiele drużyn, które rywalizują o najwyższe cele w dużo bardziej popularnych dyscyplinach, futbol amerykański siłą rzeczy zawsze pozostanie sportem niszowym. W Skoczowie sytuacja jest o niebo lepsza. Uważam, że drużyna – jeśli oczywiście będzie się odpowiednio rozwijać – może stać się czymś na wzór wizytówki miasta, elementem z którym Skoczów będzie kojarzony. Wielkiej promocji może się na tym nie zrobi, ale zawsze się coś zyska. Trzeba tylko odpowiednio ten temat ugryźć, no i dać jakieś fundusze. To chyba nie jest problem, co?

Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że to bzdury, bo przecież tego sportu nikt w tym kraju nie ogląda i się nim nie interesuje. To mrzonki. Futbol amerykański powoli wychodzi z cienia i zobaczycie, że już za jakiś czas będzie miał w Polsce bardzo liczne grono fanów. To nieuniknione. W końcu jest dyscypliną wybitnie amerykańską, a my kochamy wszystko co amerykańskie, bez wyjątku. Jeśli coś może dziwić, to tylko to, że proces adaptacji futbolu na polskim podwórku trwał tak długo. Ale mniejsza o to, teraz będzie już tylko z górki. Futbol coraz częściej gości w polskiej telewizji. Na przykład Eurosport od dwóch sezonów emituje (albo emitował, nie wiem czy dalej będzie) spotkania uniwersyteckiej ligi NCAA. Z kolei ostatni finał PLFA można było obejrzeć w stacji Sportklub. Fakt, może nie są to telewizje z najwyższymi ratingami, ale od czegoś trzeba zacząć. Jakby nie patrzeć, Super Bowl nie od razu było największym sportowym eventem świata, zbierającym przed telewizorami grubo ponad 100 milionów widzów.

Co do Steelersów, to mam nadzieję, że odkują się przy najbliższej okazji. Motywacji do dalszej pracy z pewnością im nie zabraknie. Na razie trzeba im pogratulować tego, co już udało się zrobić. Kilkanaście miesięcy temu zaczynali jako „zieloni”, dziś widać, że każdy z nich wie co i jak ma robić. Odważnie i nieco górnolotnie powiem, że przyszłość należy do nich :) A wiecie dlaczego? Bo patrząc na tę drużynę widzę, że futbol amerykański to dla nich nie tylko sport, czy hobby. To ich pasja, tak sądzę. A pasję – tak jak zrobili to w niedzielę – należy rozdać innym ludziom. I za to, chłopaki, wielkie dzięki.

Komentarze: (5)
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Wspaniały reportaż. Myślę że wielu ludzi nie bardzo wiedziało o chodzi o w tym futbolu chodzi. Bardzo ważne jest ze młodzi zawodnicy
spróbowali walki z drużyną mocniejszą. Wielki szacun ze mimo przewagi udało im się zdobyć PIERWSZE punkty. Brawo i oby tak dalej.

dziękuję za wsparcie, miło było to przeczytać :) kimkolwiek jesteś - dziękuję ;)

co do sprzętu to koszt nie wynosi co najmniej 100 zł, ale co najmniej kilkaset złotych.
najtańszy kask(używany)- 200 zł
pad(ochraniacz na ramiona)- od 150 zł wzwyż (większość ma za ok 250-350zł)
spodnie futbolowe- ok 100 zł
zestaw wkładek na kolana, uda, biodra i kość ogonową- 120 zł
łącznie podstawowy zestaw (najtańszy) wychodzi ok 700 zł nie licząc koszulki termoaktywnej(120zł) pod sprzęt, żeby się klata nie zagotowała i rękawic(120zł). To tak dla waszej informacji :) Sporo kasy trzeba w to włożyć, ale jest to sport w którym człowiek się zakochuje bez pamięci

chyba jedno zero autorowi uciekło ;d

Świetny reportaż

Dodaj komentarz

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama