, niedziela 15 grudnia 2019
Andrzej Drobik: Czas supermarketów
Andrzej Drobik jest felietonistą portalu gazetacodzienna.pl. Fot. Paweł Herman  



Dodaj do Facebook

Andrzej Drobik: Czas supermarketów

ANDRZEJ DROBIK
Zasady wolnego rynku są bardzo proste - robi się to, co się najbardziej opłaca. A że najbardziej opłaca się handel na dużą skalę, w kolejnych miastach i miasteczkach powstają duże sklepy. Problem w tym, że wolny rynek zaczyna wyraźnie przytłaczać nasz region.
Eric Hobsbawm, jeden z moich ulubionych historyków, napisał kiedyś cykl czterech książek: "Wiek rewolucji", "Wiek kapitału", "Wiek imperium" i "Wiek skrajności". Jeśli kiedyś chciałby spisać krótką historię XXI wieku, myślę, że można by ją było nazwać "Wiekiem supermarketów".

Supermarkety w naszym regionie od jakiegoś czasu powstają jak grzyby po deszczu. W połowie ubiegłego roku mieszkańcy Ustronia dowiedzieli się, że przy obwodnicy miasta powstanie supermarket Biedronka. Informacja wzburzyła częścią opinii publicznej - ludzie zastanawiali się, po co kolejny market w tak małym mieście, przy okazji rozgorzała dyskusja o kłopotliwym skrzyżowaniu, przy którym sklep powstaje. Teraz dowiadujemy się o kolejnym projekcie - Intermarche prowadzi w Ustroniu rozmowy z prywatnym inwestorem i chce wybudować duży kompleks handlowy. Mamy już w Ustroniu Tesco, Lidla i Carrefour’a. W Wiśle radni z nieufnością podchodzą do zaproponowanej przez Grupę Muszkieterów (właściciela marki Intermarche) przebudowy dworca i wybudowanie tam supermarketu. W Cieszynie powstaje market w pobliżu budynku Uniwersytetu Śląskiego, a przy ulicy Bielskiej, naprzeciwko banku PKO krajobraz szpeci (tak, szpeci - piszę to z pełną świadomością tych słów) Biedronka. Ile jeszcze sklepów wielkopowierzchniowych są w stanie przyjąć nasze niewielkie miasta? Odpowiedź jest, niestety, prosta - tyle, na ile tylko pozwoli wolny rynek.

PISALIŚMY: Intermarche powstanie także w Ustroniu?

Pół biedy, jeśli sieci supermarketów rozmawiają z miastem, tak jak ma to miejsce w Wiśle. Dzięki tej inwestycji, która i tak by pewnie powstała, władze miasta są w stanie ugrać całkiem sporo, a firma zapowiada, że zarejestruje działalność właśnie w Wiśle, czyli podatki trafią do tamtejszego magistratu. Gorzej, jeśli nawet urzędnicy miejscy nie są w stanie nic zrobić z powstającym supermarketem, bo przecież to Wydział Architektury Starostwa Powiatowego wydaje pozwolenia na budowę. Sklep w danym miejscu może się nie podobać, jego architektura może niszczyć otoczenie, estetyka może pozostawiać wiele do życzenia. Nieważne - istotne, że powstaje zgodnie z prawem, a więc na terenach przeznaczonym w miejscowych planach zagospodarowania na usługi. To dzisiaj największy problem. Bo usługą, według planu, może być na przykład zakład krawiecki, ale może też być supermarket.

Przy ułomności prawa lokalnego właściwie nikt nie może zrobić niczego z bryłą nowo powstającego budynku. Mam wrażenie, że chociażby Czesi lepiej poradzili sobie z tym problemem, bo tam przynajmniej część supermarketów współgra z otoczeniem. Jeśli przyjmiemy, że architektura powinna być relacją z istniejącymi już budynkami i krajobrazem, to powstaje proste pytanie: co robi Biedronka w Cieszynie przy ulicy Bielskiej, w pobliżu cmentarza ewangelickiego i budynku PKO?

Duże działki, które nadają się pod budowę kolejnych supermarketów, pewnie się wkrótce skończą. Ale tak sobie myślę, że turysta przyjeżdżający chociażby do Ustronia, mijający Tesco, Intermarche, Biedronkę, Carrefour’a i w końcu Lidla, pomyśli sobie, że przyjechał do miasta absurdalnego. Miasta 15-tysięcznego, które zapełnione jest supermarketami. I to właśnie te supermarkety zapamięta.
Komentarze: (46)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Zaprezentował Pan po raz już kolejny na tym portalu: niesamowity stek głupot i pustych frazesów rodem z niedzielnych obiadów przy których każdy na 15 minut staje się ministrem do spraw wszystkich.
Zacytuję
"Problem w tym, że wolny rynek zaczyna wyraźnie przytłaczać nasz region."... no faktycznie niech nasz region przytłacza silna i jedynie słuszna ręka gospodarki centralnie planowanej.
"Ile jeszcze sklepów wielkopowierzchniowych są w stanie przyjąć nasze niewielkie miasta? Odpowiedź jest, niestety, prosta - tyle, na ile tylko pozwoli wolny rynek. "... no właśnie ten dziad wolny rynek, jego służalczy prywatni inwestorzy i zagubienie urzędnicy oraz radni - wybranie m.in przez Pana - nie potrafiący obronić "naszych małych miasteczek" przed kapitalistycznym ciemiężycielem.
"Sklep w danym miejscu może się nie podobać, jego architektura może niszczyć otoczenie, estetyka może pozostawiać wiele do życzenia. Nieważne - istotne, że powstaje zgodnie z prawem, a więc na terenach przeznaczonym w miejscowych planach zagospodarowania na usługi. To dzisiaj największy problem. Bo usługą, według planu, może być na przykład zakład krawiecki, ale może też być supermarket." - wniosek z tego jest piorunujący, największym problemem jest to, że robimy coś zgodnie z prawem...
Puste średniowiecze Panie Autorze, już odpuszczę te prywatne wyprawy w rejony zarezerwowane dla notorycznych frustratów, niezadowolonych z faktu, że słońce jak świeci to w oczy a jak nie świeci to psuje kolejny weekend, ale w felietonie nie można pisać rzeczy nie zweryfikowanych, niezgodnych z prawnym stanem faktycznym. To jest wprowadzanie ludzi w błąd. Liczę na poważną poprawę od następnego tekstu!

Handel polega na tym, że pieniądze zmieniają właściciela. Nowym właścicielem pieniądza staje się właściciel sklepu oraz jego pracownicy. W przypadku małych sklepików właściciel raz w miesiącu spotyka się z "panią Zosią" w celu wypłacenia jej wynagrodzenia. Oczywiście może ją wyzyskiwać, płacić jej za mało, ale musi się liczyć z tym, że "pani Zosia" może mu zrobić złą opinię wśród ludzi, może mu naubliżać, ewentualnie dać w pysk. W przypadku marketów sieciowych pracownik nigdy nie zobaczy właściciela, a nawet nie zna jego nazwiska więc ten czuje się wobec niego bezkarny i może traktować go jak gówno. To od nas zależy czy nowym właścicielem naszych pieniędzy stanie się pani Kotuszyńska, pan Wapienik, pan Wilczek, czy może pan Kaufland, pan Tesco i pani Biedronka

Hipermarkety wydają się miejscami, które podnoszą stan zatrudnienia w handlu. To złudzenie. W rzeczywistości na umowę o pracę zatrudniają znikomy procent osób, ograniczając się do personelu zarządzającego. Większość to zatrudnieni na umowy-zlecenia, i to nie przez hipermarket, ale przez inną, zwykle rekrutacyjną firmę, którą w tym celu hipermarket wynajmuje. To zwalnia go z odpowiedzialności za pracowników. Za ich pracę zwykle też nie odprowadza składek na ZUS.

1. Umysł jest nie po to by się nim chwalić ale by go używać. 2. Pieniądze wydane na twoje wykształcenie ekonomiczne oceniam jako wyrzucone w błoto..... Oczywiście każdy ma prawo przedstawić swój pogląd jednak z tego postu widać, że nie tylko nie masz o gospodarce pojęcia, ale nawet nie ogarniasz przedstawionych poniżej argumentów.

w hipermarketach jest zaplanowane wszystko od a do z. ktory towar lezy na jakiej polce wysoko czy nisko, ktory obok ktorego, ich ceny, muzyka w markecie - jej tempo i wiele innych, są na ten temat książki i jest to manipulacja. Ja lubie małe sklepy bo przychodzę i mowie np ser, mleko, 3 jajaka, kilo pomidorow i jakies ciasteczka pani mi to pomaga zapakowac, podaje z usmiechem do ręki, płacę i wychodzę. I przynajmniej nie mam swiadomosci ze np chciało się jej sikać ale musiala sie męczyć przy mnie bo nie mogła wyjsc na stronę, pod groźbą utraty pracy...

zaskoczyłeś mnie zupełnie Twoim podejściem do sprawy. Subiektywnym podejściem do sprawy. Proponuję wejść w handel i spróbować zobaczyć tę dziedzinę od wewnątrz, żeby zrozumieć jak to wygląda. To, że zatrudnia hipermarket ludzi to jedna strona medalu, a to że właśnie w tych małych sklepikach ludzie tracą pracę to druga strona medalu. Stosunek jest niestety niekorzystny bo więcej traci pracę niż ją zyskuje. Powiem Ci dlaczego, w w hipermarkecie system sprzedaży jak tak ustawiony, że na jedną osobę wychodzi większa sprzedaż niż w małym sklepiku. Duży obiekt na to zezwala. Następna sprawa to to, że w dużym obiekcie ładuje się masę towaru w jednym miejscu co powoduje, że kupujesz (może nie Ty) więcej niż jedną sztukę. Nie dlatego, że potrzebujesz ale dlatego, że w stosunku do ilości danego towaru, jest to niewielka ilość. To jest ta manipulacja ludźmi. Wiele jest przykładów, że można by książkę pisać. Ale nie o to chodzi. Chodzi też o to, że wielu ludzi nie daje sobie z tym radę i wpadają w "zakupoholizm" co rujnuje rodziny. Jest to wielkie zagrożenie dla społeczeństwa, że nawet nie zdajesz sobie sprawy. Niestety u nas, w XXI wieku prawie nikt o tym nie mówi, gdzie w krajach rozwiniętych bębni się o tym, od co najmniej 20 lat. Dlatego dojrzałość w krajach rozwiniętych (jeżeli chodzi o hipermarkety) jest dużo większa. Nie rozumiem dlaczego atakujesz Pana Drobika za temat, który dał? Nie rozumiem dlaczego uważasz, że to głupie i dlaczego uważasz, że to szkodliwe. Twój problem jest taki - myślisz tylko o sobie i tylko, żeby Tobie było wygodnie. O gospodarce i ekonomii nie powinieneś się wypowiadać, temat jest o wiele bardziej skomplikowany niż Ci się wydaje.

Jesteś słaby obserwator bo w małych sklepikach ceny są podobne, każdy supermarket zabija handel w centrum gdzie lokalni ludzie mają biznesy i jak padną to przybędzie kolejnych bezrobotnych dla, których braknie miejsc pracy w tych twoich supermarketach. A jak myślisz, że większa ilość supermarketów zmniejsza ceny to już lepiej obserwuj muchy na oknie...czy co tam jeszcze cię kręci.

nawet sobie nie potrafisz wyobrazić jaki ja jestem spokojny. Nerwy i stres tu nic nie dają. Tę dziedzinę zostawiam Panu Kaczyńskiemu, który w interesie swoim i może swojego zmarłego brata jest kroi polski naród jak kucharz tort.

ja na pewno nie o taką walczyłem.

Panie Drobik, panskie komentarze to jeden wielki ciag bzdur. Widac ze w Pana mozgo ciagle jest mysl o malych (zazwyczaj) brudnych sklpikach PSS cz GS gdzie pani Zosia sprzedawala "swoim" klientom towar ukryty pod lada, gdzie nie bylo wyboru i gdzie MUSIALO sie chodzic bo nie bylo nic innego. Czas sie zmienil Panie Drobik, mamy prawo miec wszystkie w brod nie po to ze musimy kupowac ale po to ze mamy swiete prawo podejmowania wlasnych decyzji gdzie pojdziemy na zakupy. Wciskanie przez Pana czytelnikom tzw. kitu jest conajmniej szkodliwe jezeli nie glupie.Nowoczseny swiat oferuje wybor.

niestety musimy poczekać aż to pokolenie z postu poniżej wymrze... bo nie było bo nie mieli... teraz macie za to tylko długi...

Zgadzam się z ,,p'' i z lexxxem. Cały współczesny świat to mekka konsumpcjonizmu. Telewizor wymienia się wtedy kiedy się zepsuje i naprawa jest nieopłacalna, a nie, że jest akurat promocja. Do hipoermarketów chodzę z listą i określoną liczbą pieniędzy, jak mi czasami braknie przy kasie to bez żenady i wstydu po prostu oddaję. Zakupy są dla mnie, a nie ja dla zakupów. Szlag mnie trafia jak czytam i słucham o danych dotyczących ile to Polacy kupili różnych dóbr ( nie wnikam jaki procent na kredyt) a nikt nie podaje ile tak naprawdę WYTWORZYLI. Jesteśmy w szponach banków, marketów, reklam, wszechobecnej konspumpcji. Czy o ,,takie Polskie'' walczyliśmy?

Żyją jeszcze ludzie z dobrą pamięcią, którzy teraz z zadumą wspominają jak nasz umiłowany, sondażowy premier na początku swej kadencji przechwalał się w mediach, że dla oszczędności i to będzie latał "Lotem". Ludzie ci mają jeszcze w pamięci obraz pierwszego zebrania nowego rządu na który to nowa ekipa przyjechała do swej siedziby AUTOBUSEM(sic!!)

ma pan tyle forsy, żeby kupować w pitulitengeszeftach, gdzie ceny wygórowane? ok. nie mam nic do tego. ale skoro pan taki elokwentny, to policz pan biedaków t tych miastach, którym te supermarkety pomagają w przeżyciu. ja do nich nie należę, ale szczytem głupoty jest wydawać za ten sam towar więcej, niż trzeba.

Czytam panstwa komentarze i nie moge sie nadziwic glupocie tu przedtawianej. Nikt nie mysli rozsadnie, ze im wieksza konkurencja to ceny sa nizsze a chyba najwazniejszy fakt to ze kazdy nowy supermarket zatrudni dosyc spora ilosc pracownikow. Czy ten aspekt sprawy jest bez znaczenia. W naszym regionie gdzie jest wysokie bezrobocie kazda taka wiadomosc powinna byc witana z radoscia. Oczywiscie nie przez malych sklepikarzy gdzie ceny siegaja zenitu.Mysle ze nasze polskie zacietrzewienie powinno ustapic zdrowemu rozsadkowi. Co to za roznica czy hipermarket placi podatek czy nie? Kosciol tez nie placi podatkow i nic nam nie oferuje w zamian i to jakos wiekszosci spoleczenstwa nie przeszkadza.

Wiadomo, że premier pracuje 24 godziny na dobę, każdy premier, także ci z SLD. To jest praca dyspozycyjna i bez samolotu się nie obędzie. Tak było za SLD, za PiS, jest za PO. I tylko ostatni drań i oszust polityczny się tego czepia, bo premier z jego partii będzie robił dokładnie ta samo

może lepiej zajmij się sobą

juz jest na naszym regionie wszystkiego za duzo ;/ wolny rynek phi to samowolka przeciez...otwierane sa sklepy i zakłady które w ogole nie powinny prosperować i nikt sie łaskawie tym zająć nie potrafi!

i dodam, że premier nie jeździ nad morze tylko lata, to znaczy samolot leci tam, tam Pan Tusk zostaje,a samolot pusty wraca do Warszawy bo tam musi być w hangarze, żeby w poniedziałek rano znowu lecieć nad morze po premiera:-), czyli jeden wypad - dwa kursy, a podatnik płaci. Ja doskonale rozumiem, że rodzina jest ważna (dla mnie też) ale wybrał pracę, w której musi wiedzieć co jest na pierwszym miejscu. Zresztą ma mieszkanie w Warszawie może tam rodzinę ściągnąć i będzie zdecydowanie taniej i lepiej dla idei "rodzina". Zgadza się Pan ze mną Panie Tusk?

dlatego mówiłem o granicach:-)

To ciekawa jest informacja o tygodniu pracy premiera Tuska: „Premier pracuje od wtorku do czwartku. W poniedziałek biega po plaży. W piątek prawie nie rusza się z Parkowej i myśli o wyjeździe do Sopotu.” Okazuje się, że w pracy państwowej niewiele się zmieniło od czasów Najjaśniejszego Pana. Gdyby premier Tusk biegał po plaży nie tylko w poniedziałek, ale i we wtorek, a nawet w środę – we czwartek zaczynał myśleć o wyjeździe do Warszawy, ale w piątek odwracał tok tego myślenia w przeciwną stronę, rozważając uroki pozostawania na weekend w Sopocie, to może i nasz nieszczęśliwy kraj inaczej by wtedy wyglądał?

To wielkie i magiczne słowo tolerancja pochodzi od łacińskiego słowa tolerare , co oznacza :znosić , cierpieć. Czyli znosić coś z cierpieniem, czego nie lubię, nie akceptuję ale czego nie tykam np. dla świętego spokoju. Przykład z życia: sąsiad regularnie pierze żonę po wypłacie - nie akceptuję tego, ale też nie interweniuję.

zastanawiam, jeżeli tak wszystko jest cacy jak niektórzy tu próbują udowodnić, to niech mi wytłumaczą, bardzo proszę, dlaczego budujemy coraz więcej mieszkań socjalnych i mamy coraz więcej ludzi, którzy na te mieszkania oczekują, dlaczego nie mamy pieniędzy na emerytury, dlaczego jest brak pieniędzy na budowę dróg, kolei ba, nawet na remonty tych, które były budowane za czasów socjalizmu! Ludzie starsi są traktowani jak starzy niepotrzebni ludzie, którzy tylko kosztują pieniądze. Dlaczego dzieci i emeryci muszą płacić za usługi medyczne! Aaaaaa, najciekawszy w tej sytuacji jest czas pracy Pana Premiera Tuska - 4 dni w tygodniu. Idylla.

chcę tylko zaznaczyć nie byłem, ani nie jestem komunistą. Jestem Lewicowcem, a nowoczesny, dzisiejszy Lewicowiec jest zgoła w opozycji do Komunistów, z całym szacunkiem. Ja jestem za zrównoważonym rozwojem, a nie za kapitalizmem czy socjalizmem. Dzisiejszy polityk to albo liberalista albo radykalista, albo Bóg jeden wie co jeszcze. Ja chcę być politykiem, który ma wyczucie chwili. Takich niestety nie mamy w polityce. Dlaczego w SLD?, bo uważam tę partię za najbardziej tolerancyjną. I oczywiście dodam, tu też potrzebne są czasami granice.

Rozsądna refleksja odnośnie małych sklepików, już Lenin widział to zagrożenie co opisał w "Państwie i Rewolucji" w 1920. Dzisiaj jak na dłoni widać to co 90 lat temu było jeszcze tylko teorią, drobni właściciele narzekają na konkurencję ze strony wielkich sieci, a sami chętnie zajęliby ich miejsce.

Generalnie się zgadzam z Tobą, ale kolory Ci się pomyliły. Jeśli ostatecznie czerwień miałaby przebić to wtedy pokazalibyśmy kapitalistom gdzie ich miejsce.

Szybko do specjalisty! Lecz się ! Może nie jest za późno!!!

pan chyba na zakupy nie lubi chodzić? a ja bardzo. I kiedy się wybieram do supermarketu już na parkingu wiem, ze nie jestem sam. BTW, sklepy buduje się tylko tam, gdzie ludzie maja pieniądze do wydania.... Taki wskaźnik zamożności społeczeństwa - niech rosną jak grzyby po deszczu!...

zgadzam się z "p", trzeba jeszcze dodać, że hipermarkety dążą do wyeliminowania małej konkurencji, ale konkurencji czyli rzemiosło i małe sklepiki. Później mogą się połączyć w jedno i ustalić takie ceny, że ich fani będą mogli tylko popatrzeć na towary bo na kupno nie będzie ich stać. Dodam, że nie tylko XXI ale też XX wiek można zaliczyć do "wieku supermarketów". Z "jak to się robi" też się zgadzam. Producenci już w ubiegłym lub nawet w poprzednim roku skarżyli się, że hipermarkety wymagają od nich sprzedaży towaru na 3% i to jest dla nich nie do uciągnięcia, po prostu będą zwalniać ludzi i jeżeli się nic nie zmieni to zbankrutują, a niestety nasi obywatele najwięcej kupują w hipermarketach i to oni narzucają styl pracy producentom. Trzeba dodać, że hipermarkety zamawiając towar mogą zażądać od producenta tańszych składników lub - w mniejszej ilości tego droższego, a w większej tego tańszego w towarze, (proszek do prania ten sam w normalnym sklepie ma więcej środków piorących, a ten zamówiony do X-hieprmarketu mniej środków piorących a więcej nośnika) i często tak się zdarza. w ten sposób mamy złudzenie, że kupujemy tańszy towar. Często towar ten nie jest wart, nawet tej niższej ceny. Kupujemy warzywa, w których praktycznie nie ma prawie witamin ale spróbuj się postawić w hipermarkecie, tam jesteś tylko konsumentem, który ma kupować i zgadzać się na to co Ci dyktują.

Na barykadach rynku
(walka o suwerenność osobistą)

Wchodzisz do sklepu. Potrzebne ci są tylko baterie do aparatu, ale nagle twoją uwagę przykuwa... koszula. Gustowna, na pewno będzie ci pasować. I żonie się spodoba. Ciekawe ile...

Stop. Stop. Stop.

Żadne ile.

To ty mówisz ile. Nawet nie próbuj patrzeć na cenę (potrzeba do tego nieco siły).

Spójrz jeszcze raz na koszulę, a jeśli wolno dotknij ją nawet, powąchaj. Fajna? Wtedy powiedz: kupię ja, jeśli będzie kosztować (powiedzmy) 80 złotych. Dopiero wtedy spójrz po raz pierwszy na cenę. I będzie tak, jak postanowiłeś.

Tak się walczy o suwerenność osobistą.

Burżuazja odebrała ci już wiele: zakłady pracy, prawo do pracy, domy wczasowe, domy mieszkalne, Państwowa Komisję Cen i ulice Świerczewskiego. Przed Świętem Dziadka Mroza graja ci "Jingle Bells", a na 1-Maja... sam wiesz.

Masz jednak jeszcze szanse ocalić swoją suwerenność. Ale spiesz się, bo i po nią pchają się te hieny. Wystarczy spojrzeć, jak wielkimi literami malują ceny produktów. To jest ich język. Oni, kapitaliści, nie znają polskiego. Money talks. Oni przemawiają do ciebie tymi cenami a jednocześnie starają się ciebie ujarzmić. W tłumaczeniu na nasze: te ich jaskrawe "99,99" znaczy "Ja tu ustalam ceny".

Nieprawda. No way. Jeżeli będziesz twardy, jeżeli potrafisz obronić swoją suwerenność ceny będziesz ustalał ty.

I nie tylko ceny. Także ilość konsumowanych produktów. Chcesz kontrolować swoja wagę? Nie musisz jeść całej pizzy w rozmiarach zaprojektowanych w centralach koncernów spożywczych. Po prostu przetnij pizzę na pół przed rozmrożeniem. Oni cię będą za to nienawidzić. To jest walka klas.

Masz szansę być suwerennym, bo jesteś robotnikiem, a to nie byle kto.

: "Polski budżet ma wyższe wpływy z hazardu, niż ze wszystkich firm zagranicznych razem wziętych"

Konsumenci powinni dostrzec, że kupując w supermarkecie w konsekwencji zabiorą miejsca pracy... samym sobie, bo lokalny handel, przemysł i rzemiosło niedługo będzie istnieć wyłącznie na papierze.

Hipermarkety unikają płacenia podatków. Oprócz absurdalnych zwolnień, którymi obsypywane są w Polsce duże sieci handlowe (m.in. zwolnienia z VATu, podatków gruntowych, etc.) należy wspomnieć jeden element: osławione ceny transferowe. Proceder ten polega na wykorzystywaniu różnic w podatku dochodowym w poszczególnych krajach. Ponieważ stawki podatku dochodowego od osób prawnych w Polsce są relatywnie wysokie, hipermarkety zawyżają wartość towarów przywożonych do naszego kraju. Poza tym koszty powiększane są przez usługi dokonywane przez podmioty zagraniczne (np. doradcy, eksperci i konsultanci francuscy). Skutki są takie, że w Polsce generowane są wyłącznie koszty, podatek płaci się od dochodu (dochód = przychód - koszt), a ponieważ prawie żadna sieć handlowa w Polsce oficjalnie nie osiąga dochodu, to do kasy państwa nie wpływa ani złotówka!

Tu wcale nie jest najważniejsze czy bywanie w hipermarketach jest trendy lub passe. Tu chodzi o drenowanie naszej gospodarki przy tak "ustawionym" opodatkowaniu. Czas na zmiany.

SAMORZąDY POWINNE SAME BUDOWAC HALE POD WYN AJEM DLA SIECI HANDLOWYCH ZA MIESIĘCZNY ABONAMNENT/ ZAPEWNIONY BYŁBY STAŁY PRZYPŁYW PIENIĘDZY DO BUDŻETU SAMORZĄDU/. SPRZEDZ NIERUCHOMOŚCI POD ZABUDOWĘ SUPERMARKETAMI JEST W DŁUŻSZEJ PERSEPTYWIE STRATĄ / KRÓTKOTRWAŁY EFEKT DLA MAŁEJ GRUPY KOLESIÓW DOMINUJE W MYŚLENIU PRYMITYWNYCH WŁODARZY/

Niech powstaje sklep przy sklepie,będzie konkurencja, będzie taniej.Poza tym po co mamy jeżdzić do Bielska?Wyobrażcie sobie 1 duży sklep w każdym mieście, byłby monopolistą z takimi cenami że można by oszaleć.

Markety powstają bo ludzie przesiąknięci konsumpcjonizmem chcą w nich kupować, przepisy tego nie zmienią bo te zawsze można obejść, a wielkie sieci mają na to środki, metody, prawników i sprawdzone w innych krajach patenty. Jedynym sposobem na walkę z nimi jest odrzucenie konsumpcji. Ja osobiście postanowiłem sobie, że moja noga na trenie biedronki nigdy nie postanie i tego się trzymam, identycznie ma się u mnie sprawa ze starbucks caffe. Co więcej unikam McDonald's i podobnych sieci, nie jeżdżę na filmy do multikina, nie wymieniam okien i nie posiadam zmywarki, trójkątnej wanny, elektrycznego czajnika ani płaskiego LCD telewizora. Kupuję to co jest mi potrzebne, a nie to do czego namawiają mnie reklamy i szeroko pojęty modny styl życia. No pasaran

dlaczego MediaMarket a nie MediaExpert-bardzo skromny wybór towarów w MediaE oraz paskarskie ceny w porównaniu z MediaM.To co oferuje MediaE to malutki procent tego co ma MM.

Ja osobiście czekam na MediaMarket w Cieszynie oraz MacDonalda.Miejsca ci u nas dostatek a w razie czego mamy do zagospodarowania targowisko przy Katowickiej.Trzeba tego upiora(targowisko) w końcu pozbawić tych bud i budek jak ze średniowiecza bo ceny tam mają zawyżone!

Zagraniczne firmy stawiające w Polsce hipermarkety, od zawsze były obiektem uwielbienia "polskich" polityków. W Polsce pod właścicieli hipermarketów pisało się prawo (vide: ustawa o budowie obiektów handlowych wielkopowierzchniowych, gdzie wbrew prawu UE wyłączono samorządy z prawa głosu n/t powstawania nowych hipermarketów). Częstotliwość występowania w Polsce tego typu placówek, ich wielkość, niespotykana nigdzie na świecie lokalizacja nawet w centrach miast, a także fakt że "prawo" pisane pod hipermarkety zwalnia ich z płacenia części podatków, czynią rodzimą konkurencję nierentowną.

Jeśli tak wyczytałeś to weź pod uwagę to, że w Bielsku nie kupują wyłącznie Bielszczanie ale w dużym procencie wszyscy z okolicznych pipidówek (Cieszyny, Skoczówy, Wisły itd.) ale i również mnóstwo klientów z Czech i Słowacji. A kiedy to policzysz otrzymujesz prawie 1 mln potencjalnych klientów. Dlatego jest tu istne eldorado dla sieciówek.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że skoro nie pracuję w hipermarkecie, to temat mnie nie dotyczy - a jednak. W gospodarce nic nie dzieje się samo z siebie. Duże sieci handlowe mają dużą "siłę przetargową" i z tego korzystają, narzucając dostawcom niekorzystne dla nich warunki handlowe. Producent towaru w zmniejsza swoje koszty poprzez obniżanie wynagrodzeń oraz poprzez redukcję pracowników. Jeżeli jest to producent artykułów spożywczych, to może dodatkowo zaniżyć rolnikom ceny skupu płodów rolnych. Wskutek tego marne wynagrodzenia otrzymują pracownicy firm produkujących w dużych ilościach na potrzeby hipermarketów, jak i rolnicy. W przypadku rolników ceny skupu nie pokrywają nawet zmiennych kosztów produkcji, a więc płatności obszarowe z UE idą na pokrycie tych strat. Wskutek tego dzieci rolników nie chcą przejmować gospodarstw od rodziców i uciekają do miast. Co gorsze hipermarkety niszczą polską przedsiębiorczość, bo małe, początkujące firmy nie są dla nich partnerem biznesowym. Dla małych firm jedynym rozwiązaniem jest sprzedaż do małych sklepów. Hipermarkety mają możliwość i to czynią, by z Chin sprowadzić towary za bezcen. Małe sklepy zaopatrujące się w lokalnych, małych, polskich firmach nie mają szans, bankrutują, a w ślad za nimi bankrutują te małe, lokalne firmy. Bankrutuje polski biznes, a im więcej biednych, tym więcej klientów w hipermarketach, a nóż, uda się coś kupić z promocji? Nie ma małej firmy, nie będzie dużej firmy. Proste? Ale wielu nie pojmuje tego związku.

Opowiadasz Panie Drobik jakieś głupoty. W tych "supermarketach" o wiele przyjemniej i taniej robi się zakupy. Warunki płacowe są lepsze niż głosi mit rozsiewany przez właścicieli osiedlowych sklepików, którzy dożynają swych pracowników. Inna sprawa, że w czasie gdy budowano biedronkę w okolicach PKO nie było pewnie jeszcze planu zagospodarowania przestrzennego, który ewentualnie uniemożliwiłby takie inwestycje. A takich sklepów będzie jeszcze więcej, jeśli rynek się nie nasyci. Mnie to wcale nie przeszkadza.

panie Drobik, zamiast pisać trzy po trzy może by Pan się najpierw zorientował jak wygląda prawo w Polsce. Napiszę tylko tyle, proszę nie zwalać nic na Starostwo Powiatowe, bo to lokalni radni uchwalaja plan zagospodarowania. (a że radni, w większości prości ludzie, nie za bardzo rozumieją nad czym glosują to już inna sprawa - takie są uroki demokracji)

Wyczytalem,ze Bielsko ma wyzszy wskaznik supemarketow od Warszawy / na jednego mieszkanca/

całkowita brak znajomości prawa u autora tekstu...

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama