, niedziela 26 maja 2019
Futbol bez granic
„Głos Ludu” kontra „Czarni”. fot. GL 



Dodaj do Facebook

Futbol bez granic

GL
Futbol bez granic

Drużyna „Czyrnych”, w której grają zawodnicy z Kończyc Małych i Zebrzydowic. fot. GL


Futbol bez granic

Drużyna „Głosu Ludu”. fot. GL

Wchodzą na boisko i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przeobrażają się w Cristiano Ronaldo, Lionela Messi czy Zlatana Ibrahimovica. Nie chodzi bynajmniej o grę komputerową, a o rozgrywki Cieszyńskiej Ligi Piłkarskiej. Na boisku obok restauracji „Brandys” w Czeskim Cieszynie każdy może przez moment poczuć się bohaterem.
Liga piłkarska w Czeskim Cieszynie urosła już do rangi fenomenu na skalę nie tylko krajową. W żadnym innym miejscu nie grają wspólnie w amatorską piłkę Czesi z Polakami. Dzieje się tak tylko na „Brandysie”. – To największa czesko-polska impreza po obu stronach Olzy, no może z wyjątkiem Święta Trzech Braci, ale to trochę inny rodzaj zabawy – mówi Henryk Sznapka, były burmistrz Czeskiego Cieszyna. Z jego inicjatywy jedenaście lat temu powstała Cieszyńska Liga Piłkarska, rozgrywki, które od pięciu lat mają nowy, międzynarodowy wymiar. – Nie potrafię już sobie wyobrazić tej ligi bez udziału polskich zespołów – stwierdza Petr Procházka, z którym rozmawiam przed rozpoczęciem meczu reprezentacji „Głosu Ludu” i zespołu „Czarni”. – Wszystko zaczęło się od mojej wizyty w jednej z cieszyńskich dyskotek. A potem ruszyła lawina, bo Polacy bardzo chcieli zagrać w naszej lidze – wspomina Procházka, odpowiedzialny za sprawy organizacyjne. Jako kierownik pobliskiej restauracji „Brandys” też może być zresztą zadowolony z niesłabnącego zainteresowania tymi rozgrywkami. Interes się kręci, zadowoleni są zarówno piłkarze, jak i organizatorzy meczów w I i II lidze.

Na szczęście nie oberwałem
– Ile domów zdążyłeś już wybudować z opłat startowych? – pytam trochę bezczelnie Henryka Sznapkę. W meczu „Głosu Ludu” z „Czarnymi” mamy 20. minutę, jak na razie wyrównany pojedynek bez ostrych fauli, ale ja spodziewam się w tej chwili mocnego prawego sierpowego. – Możesz napisać, że trzy – odpowiada z humorem. – Mówiąc jednak poważnie, do spłacenia jest kredyt zaciągnięty na zakup parceli, na której stoi obecne boisko, jedenaście lat temu szalenie droga była też realizacja murawy ze sztucznej trawy. Do tego dochodzą opłaty za wodę i energię elektryczną, honoraria dla sędziów, nagrody dla najlepszych drużyn, korzystamy też z możliwie najlepszych piłek, jakie są na rynku – wylicza Sznapka, wyraźnie przyzwyczajony do tego rodzaju pytań.

„Czarni” grają lepiej
Tymczasem na boisku klan Matuszków i Piksów, czyli dwie trzecie zespołu „Czarni”, powoli przejmuje inicjatywę w meczu z reprezentacją gazety. Problemy sprawia defensywa, bo średnia wiekowa obrońców „Głosu Ludu“ jest wyższa od średniej zespołu przeciwnika. – Siedem lat temu byłem szybszy, to prawda – przyznaje Gustaw Guńka, najbardziej doświadczony piłkarz w ekipie „Głosu Ludu”. Dla nas to pierwsza kolejka nowego sezonu i widać jeszcze braki. – Na pewno potrafimy grać lepiej – podkreśla reprezentant młodszej generacji w drużynie „GL”, Adam Preisner z Suchej Górnej. Rywal rozgrywa już drugi mecz tego sezonu, jest szybszy i skuteczniejszy w polu karnym. Pomimo trzybramkowego prowadzenia polski zespół sprawia wrażenie, jak gdyby wszyscy piłkarze byli notorycznie niezadowoleni ze swojej gry. – Apetyty są duże, bo mamy znacznie mocniejszy zespół, niż w ubiegłym roku – mówi Błażej Piksa. Najlepszy mecz w barwach „Czarnych” rozgrywa jednak Wojciech Janowski. Z nim mamy największe problemy. Nie można nie zauważyć, że w piłkę grał wyczynowo. – Tak, jeszcze w zeszłym roku broniłem barw Viktorii Hażlach, ale po kontuzji kolana zakończyłem karierę – zdradza mi w trakcie swojej rzadkiej w tym meczu zmiany. Sprytnie próbuję zatrzymać go za linią boiska jak najdłużej, kontynuuję więc rozmowę. – Lekarze zrobili maksimum, dlatego też mogę przynajmniej grać tutaj, w cieszyńskiej lidze na małym boisku – tłumaczy. Wypytuję go z półtorej minuty, w trakcie której nie tracimy gola. Potem wszystko wraca do normy. Przegrywamy, zasłużenie.

Życiowa pasja
Sędzia spotkania, Marek Klečacký, w swojej karierze z pewnością prowadził atrakcyjniejsze zawody. 38-letni arbiter traktuje jednak rozgrywki cieszyńskiej ligi bardzo poważnie. – Jak wszędzie, można obejrzeć lepsze i gorsze pojedynki. Cieszyńska liga posiada jednak dwa atuty: tradycję i niezły poziom tak w pierwszej, jak i drugiej lidze – uważa. Oprócz sędziowania amatorskich rozgrywek na „Brandysie” Klečacký gra też wyczynowo w Mostach koło Jabłonkowa, sędziuje mecze w niższych klasach piłkarskich, jest też instruktorem nauki jazdy na kursach samochodowych. I do tej pory nie oszalał, bo jak podkreśla, futbol to jego życiowa pasja.

Tymczasem piłkarze obu drużyn zdążyli już spakować swoje manatki i z boiska ruszają pod prysznic. Do domu zabierają nie tylko wspomnienia miło i zdrowo spędzonych 60 minut, ale też czarne kulki przyklejone do butów – charakterystyczne ślady sztucznych nawierzchni starszej generacji. Bywalcy Cieszyńskiej Ligi wiedzą, że aby uniknąć w domu wymówek i połajanek, koniecznie należy wytrzepać starannie buty jeszcze na „Brandysie”.
Komentarze: (4)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

ASPN RULEZ

OPTIMAL!!!

hahaha Optimal śmiech na sali ...

OO TAK CZARNE KULECZKI ... KOSZMAR :P

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama