, wtorek 10 grudnia 2019
Jak rozdarta sosna...Rozterki Pauliny Ligockiej
Czy Paulinie Ligockiej w ogóle wypada myśleć o powrocie? fot. ARC SPOT 



Dodaj do Facebook

Jak rozdarta sosna...Rozterki Pauliny Ligockiej

W zeszłym roku był szok i niedowierzanie. Paulina Ligocka, oznajmiając, że zabiera ze sobą deskę, a białego orła zamienia na czarnego, niejednego wprawiła w osłupienie. No bo, kto to widział, żeby polska dziewczyna przebrała się w niemiecką flagę i startowała w jednej drużynie z Wolfgangami, Bastianami czy Holgerami. W takim kraju jak Polska, gdzie niektóre wątki z historii żyją własną martyrologią, stale podlewaną mieszaniną wrogości i awersji, była to decyzja i odważna, i zaskakująca, i kontrowersyjna, i - mimo wszystko - nie bardzo moralna. Dziś jednak sytuacją wygląda zgoła inaczej. Ligocka, niczym córka marnotrawna, chce wrócić. O ile ją przyjmą, rzecz jasna.

Na wstępie warto zadać sobie jedno, proste pytanie - czy Paulinie Ligockiej w ogóle wypada myśleć o powrocie? Ciężko stwierdzić, bo z jednej strony mamy do czynienia z osobą, która odwróciła się - tak, tak - od reprezentacji, a z drugiej, została do tego niejako przymuszona przez prostackie i impertynenckie zabiegi Polskiego Związku Snowboardu z prezesem Markiem Królem na czele. Kto nie zna historii jego rządów, niech nie żałuje, bo naznaczona jest mniejszymi lub większymi zatargami na linii działacze-trenerzy-zawodnicy. Bardziej zainteresowanych odsyłam do reportażu "KRÓLestwo" zrealizowanego przez stację Nsport.

Patrząc więc na sprawę Pauliny Ligockiej przez pryzmat jej kontaktów z PZSnow, śmiało można dać wiarę, że współpraca - delikatnie mówiąc - nie układała się najlepiej, a Paulina miała zdecydowanie bardziej pod górkę niż z górki. Nawet faworyzowanie innych zawodniczek, o którym głośno mówiła, nie brzmi jak wymysł czy fanaberia, ale wydaje się być całkiem możliwe. Dlatego też nie można się dziwić, że Ligockiej po prostu odechciało się ciągle dopraszać o swoje i liczyć, że tym razem może jakoś uda się coś uciułać. Szczerze mówiąc, to w takich okolicznościach, kiedy jesteś nie tyle niedoceniany, co ignorowany, a wręcz deprecjonowany, masz prawo czuć zawód i złość. Masz prawo rozsierdzić się jak Tuhaj-bej. Zwłaszcza, jeśli na twoim koncie widnieją dwa medale mistrzostw świata, a na igrzyskach olimpijskich prowadziłeś całą reprezentację, wymachując przy tym polską flagą.

Jest jednak pewne "ale". Nie może być tak, że reprezentant kraju z dnia na dzień postanawia przebrać się za kogoś innego. Fatalne warunki i traktowanie to jedno, ale są przecież wartości, które na pewne zachowania nie pozwalają. Reprezentowanie kraju - nieważne jak górnolotnie to brzmi - to honor, szacunek i wyróżnienie największe z możliwych. Jeśli sięgasz po sukcesy, to w pierwszej kolejności dla kraju, w drugiej dla siebie. Jesteś niejako posłańcem narodu i w imię tego narodu rywalizujesz. Zresztą, występy reprezentacyjne to o wiele więcej niż rywalizacja, to honorowa służba, do której wybierani są najlepsi. I szczerze mówiąc niewyobrażalne jest, że można ot tak zmienić barwy narodowe. To zachowanie niedopuszczalne i powinno być piętnowane na każdej płaszczyźnie, w każdym momencie. Podobny raban często podnoszono przed Euro 2012, kiedy nie wszyscy godzili się, aby Polskę reprezentowali Niemcy i Francuzi. Idąc więc tym tropem nie można zgadzać się na to, aby osoba, która broni polskich barw, ni stąd, ni zowąd przefarbowała się na inne.

Oświadczając, że zdecydowała się reprezentować inny kraj, Ligocka zwyczajnie poszła na łatwiznę. Ok, miała swoje święte prawo oczekiwać, że będzie traktowana lepiej (i powinna być, co nie podlega dyskusją), ale w sytuacji kryzysowej, jako reprezentantka z dużym stażem i licznymi sukcesami, powinna gasić pożar, a nie uciekać z płonącego budynku. Tak przecież postąpili jej koledzy za kadry, którzy zapewne też nie mieli i nie mają różowo, a jednak cały czas mają na sobie biało-czerwone bluzy. Rozumiem, że Ligocka coś tam Niemcom zawdzięcza, chyba nawet mówiła kiedyś, że zajęli się jej leczeniem, wierzę też, że jej decyzją nie kierowały względy finansowe. Są jednak rzeczy, których zwyczajnie się nie robi. Bo nie wypada, bo nie przystoi, bo nie wolno i już! Bo są po prostu moralnie zabronione.

Słowa Pauliny Ligockiej o krzyku rozpaczy i najtrudniejszej decyzji w życiu może mają jakiś tam sens, ale jako argumenty brzmią zwyczajnie słabo. Albo jestem reprezentantem z krwi i kości, albo tylko się na takiego kreuję i chcę za takiego uchodzić. Nie może być tak, że występowanie w narodowych barwach o niczym nie świadczy i nic nie znaczy. Nie może być, jak w piosence Sweet Noise, że „dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz, dzisiaj mnie pragniesz, jutro się wstydzisz”. Przecież nie po to zostajesz chorążym na olimpiadzie, żeby następnie oświadczyć, że rezygnujesz, bo nie masz siły, a gdzie indziej będzie ci lepiej. Takie postępowanie jest kompletnie dyskwalifikujące i karygodne, niezależnie od okoliczności. I powinno być surowo karane, najlepiej całkowitym usunięciem z kadry.

Niemniej jednak w przypadku Pauliny chyba nie można być aż tak bardzo restrykcyjnym. Mimo wszystko byłoby to dla niej niesprawiedliwe, a dla prezesa związku ze świtą oznaczałoby przyzwolenie na kontynuowanie skandalicznej polityki, która brudzi ich ręce. Wydaje się, że ostatnią deklaracją Ligocka chciała pokazać, że w gruncie rzeczy wcale nie chce przechodzić na inną stronę i chętnie wróci do starego obozu. Co prawda nie łatwo będzie puścić w zapomnienie to, co się wydarzyło, ale bardzo dobrze, że się opamiętała. Lepiej późno niż wcale.

Ciekawe tylko, czy uda jej się powrócić? Obawy o to, czy związek na nowo przyjmie ją w reprezentacyjne szeregi są w pełni uzasadnione. Niestety, ale Paulina własnoręcznie podsunęła działaczom szereg argumentów przeciw sobie samej, które łatwo będzie wykorzystać, by storpedować jej próby powrotu. Trzeba mieć jednak nadzieję, że ktoś da jej drugą szansę, bo mimo wszystko na taką zasługuje. Chociażby dlatego, że tak, jak biblijny syn marnotrawny zdecydowała się wrócić tam, gdzie jest jej najlepiej, a w barwach Niemiec - jeśli wierzyć stronie FIS-u - nie zanotowała żadnego występu.

.

Komentarze: (3)
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

hej, dlaczego traktujesz dosłownie ten cytat ze sweet noise? ograniczasz w ten sposób twój swój pogląd na tę sprawę. kiedyś, jeszcze w szkole, byłem na takim szkoleniu i radzili tam, żeby wychodzić poza schemat. Masz więc zadanie, stary.
Spełnianie marzeń ok, ale wg mnie są pewne zasady nienaruszalne, wartości wyższe , takie, których z moralnego punktu widzenia nie wolno ruszać. Ojczyzna to jedna z nich. Piszę ojczyzna, bo nie chcę używać terminu miłość do ojczyzny, w końcu reprezentant nie musi jej kochać. Ale szacunek i uznanie są obowiązkiem. Reprezentowanie kraju to nie prywatny folwark, który możemy podpalić, gdy coś nie idzie po naszej myśli. Nie wyobrażalna jest dla mnie sytuacja, w której jednego dnia ścigasz się dla kraju A, a drugiego dla kraju B. Niemniej jednak uważam, że Ligockiej należy się delikatne rozgrzeszenie i kolejna szansa, co przecież jest wyraźnie napisane.
Jeśli kiedykolwiek napiszę jakiś tekst z miłości do kraju, to ujmę w nim jak piękne mamy lasy, góry, morze. Jak wspaniale jest w wolińskim czy bieszczadzkim parku narodowym, jak dumnie prezentuje się bielik O, tak, to będzie z miłości do kraju.
Wskaż mi, proszę, fragmentu, w których wypowiadam komuś wojnę. Będę zobowiązany :)

„dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz, dzisiaj mnie pragniesz, jutro się wstydzisz” - czy nie masz innych możliwości?, dlaczego to tak ograniczyłeś? Takie to prostackie trochę, nie obraź się. To nie musi mieć nic wspólnego z nienawiścią ani czy wstydem, możesz napisać również: obojętność, głupota etc. Ja bym napisał: trudności we współpracy, na przykład:-). Ja myślę, że każdy coś robi przede wszystkim, żeby zrealizować swoje marzenia, a nie marzenia innych, nawet jak ktoś pomaga "bezinteresownie" innym ludziom to robi to, żeby przede wszystkim spełnić siebie. Ty może robisz wszystko z miłości dla kraju (pewnie ten tekst napisałeś z miłości do kraju), ale na pewno nie wszyscy mają taki sposób myślenia, czy pracy, czy tworzenia, a raczej zdecydowana większość taka nie jest. I wiesz co, wojna skończyła się 67 lat temu, a wielu ludzi prowadzi ,takie mam wrażenie, prywatną wojnę: z Niemcami, inni z Czechami, jeszcze inni Katolikami albo ewangelikami, etc. A Ty się od nich niczym nie różnisz, bo w Twoim tekście można wyczuć taką prywatną wojenkę. "Hej, szable w dłoń". Jakie to polskie.

Ty panie. A czemu katolików napisałeś z dużej a ewangelików z małej. Ty ty.

Dodaj komentarz

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama