, czwartek 23 maja 2019
Akcja "Ruch to zdrowie" - dobry, niezbędny i długo oczekiwany pomysł
Odnoszę wrażenie, graniczące z pewnością, że jeszcze kilka lat temu wyglądało to zupełnie inaczej. Na wf wszyscy chodzili z uśmiechem, boiska przez okrągły rok były pełne, a temat taki, jak otyłość, pojawiał się u trójki dzieci w całej szkole i w książce do przyrody. fot. ARC SPOT 



Dodaj do Facebook

Akcja "Ruch to zdrowie" - dobry, niezbędny i długo oczekiwany pomysł

Cieszyńskie starostwo powiatowe rusza z akcją "Ruch to zdrowie". W założeniu ma ona zachęcić do - generalizując - dbania o siebie i swój organizm. Faktycznie, sporo ludzi ma z tym problem, bez ironii, i faktycznie dotyka on coraz częściej ludzi młodych. Podobno przemawiają za tym statystyki, jakieś raporty i sprawozdania, ale tak naprawdę nie trzeba mieć wzroku jak u sokoła, żeby wspomniany problem zobaczyć gołym okiem. Nie miejmy złudzeń - nasze społeczeństwo robi się coraz bardziej leniwe, coraz bardziej ślamazarne, coraz bardziej wygodne, a co za tym idzie - coraz grubsze i coraz bardziej schorowane. Starostwo swój program kieruje do ludzi w wieku 15-19, które przez bity miesiąc mają być poddawani fachowym ćwiczeniom, badaniom i obróbkom. I bardzo dobrze, bo nie da się ukryć, że akurat w tej materii nasze społeczeństwo jest wyjątkowo słabo uświadomione.

Co prawda fakt, iż cała akcja jest skierowana do wąskiej grupy odbiorców, odrobinę podważa jej sens, ale od czegoś przecież trzeba zacząć. Zapewne nie przyniesie ona wymiernych skutków, organizatorzy nie powinny na to liczyć, bo zwyczajnie się przeliczą, lecz może być dobrym fundamentem pod kolejne działania. W końcu na bezrybiu i rak ryba. Poza tym, do tej pory ten temat praktycznie nie był podejmowany, więc bardzo dobrze, że w końcu ktoś postanowił się nad nim pochylić.

Bo w gruncie rzeczy nie ma sensu się oszukiwać - świat z każdym dniem coraz bardziej przyśpiesza i nie da się go zatrzymać. W tym ciągłym pośpiechu, nieustannym wyścigu, człowiek coraz częściej szuka odpoczynku, chwili wytchnienia, odrobiny spokoju. To w efekcie prowadzi do tego, że za najlepszą formę relaksu uchodzi wypoczynek bierny, a więc taki, który dla zdrowia jest i niekorzystny, i niezdrowy. Wielu ludzi nie wyobraża sobie, że po całym dniu w pracy wraca do domu, przepakowuje torbę i pędzi przykładowo na siłownię albo basen. Te formy wypoczynku są traktowane - nie wiedząc czemu - jako kolejna porcja wysiłku, w związku z czym skutecznie ich unikamy. Zamiast tego nagminnie włączymy tryb leżący, najlepiej z opcją mtv, zaliczając w czasie każdej przerwy reklamowej lodówkowy pit stop. Ot i cały nasz ruch, więcej nie zażywamy.

Na nieszczęście, złe nawyki coraz częściej przechodzą na młodsze pokolenie, które - mówiąc delikatnie - sprawia wrażenie będącego na bakier z jakąkolwiek aktywnością. Nic w tym jednak dziwnego, skoro z jednej strony dostaje zły przykład, a z drugiej jest bardzo mocno ograniczane przez dorosłych, i to już od najmłodszych lat. Kto nie wierzy, niech przy najbliższej okazji odwiedzi dowolny plac zabaw, tam autentycznie dzieją się najprawdziwsze cuda. Obecni rodzice tkwią w jakiejś nieznanej psychozie, która nakazuje im powstrzymywać swoje pociechy od jakiegokolwiek ruchu, w obawie przed...no właśnie, przed czym? W każdym razie zabraniają dzieciom biegać, skakać, tarzać się po ziemi etc. Dochodzi nawet do takich kwiatków, że gdy dziecko ma ochotę pobawić się na huśtawce, to matka zapobiegawczo zapina mu na głowie kask (!!!) a potem kontroluje, żeby utrzymywało odpowiednio niską wysokość. Tak, brzmi to jak absurd, ale to akcja żywcem z życia wzięta.

Dawniej na placu zabaw robiło się dosłownie wszystko, a sprzęt tam ustawiony był wykorzystywany na tysiąc różnych sposób, na które producent z pewnością nie wpadł. Dziś, gdy dziecko chce wspiąć się po drabince, matka trzyma je za biodra, żeby przypadkiem nie spadło, a na dokładkę jest asekurowana przez ojca, który czuwa nad bezpieczeństwem obojga. Istna paranoja! Rodzice w ogóle są święcie przekonani, że każdy wysiłek, każda aktywność fizyczna skończy się dla ich pociechy jakimś urazem albo nawet czymś na wzór trwałego kalectwa. Dlatego zabraniają dzieciom mnóstwa rzeczy wpływających pozytywnie na ich rozwój psychoruchowy i wybierają opcję teoretycznie bezpieczniejszą - jak np. gry komputerowe - która w efekcie przyczynia się do ogłupiania dzieci. Ważne jednak, że rodzic jest spokojny, bo jego potomek siedzi cały i bezpieczny w domu, a przy tym ładnie i grzecznie się bawi.

Niestety, mało kto wie, albo inaczej - mało kto dopuszcza do siebie wiadomość, że gry używane w nadmiarze, czyli tak jak ma to miejsce u nas, zabijają u dzieci wyobraźnię, wypaczają postrzeganie świata i w ogóle wpływają negatywnie na całą masę innych rzeczy. Przede wszystkim doszczętnie rozleniwiają i sztucznymi zamiennikami zastępują dziecku prawdziwe, naturalne emocje, a więc coś, co jest esencją dzieciństwa. Przykre to, ale tak, jak niegdyś 8, 10, 12, 15- latkowie biegali od zmierzchu do świtu za piłką, tłukąc się w międzyczasie z wrogimi drużynami z sąsiednich osiedli, tak dziś swój czas poświęcają na wirtualne mecze, w których bramki strzelają za nich piksele. Dziś zabawa w Indian to wirtualny symulator, w którym nie ma miejsca na własnoręczne robienie pióropuszy czy ostrzenie strzał z patyków. Zamiast tego na ekranie LCD uprawiane jest polowanie na bizony, z każdą zaliczoną misją możesz pozwolić sobie na kupno lepszego łuku u szamana, a jak wykonasz wszystkie zadania powierzone przez wodza, to w nagrodę dostaniesz Pocahontas. Tak to mniej więcej wygląda. Zgroza.

Ciężko, naprawdę ciężko jest wytłumaczyć dlaczego, ale większość rodziców sprawia wrażenie, jakby zależało im na tym, żeby ich dziecko zostało uznane za skończoną ciamajdę i paralityka. Cierpią na jakąś chorą fobię na punkcie bezpieczeństwa, uniemożliwiając dzieciom każdą zabawę, w której w ich mniemaniu może ucierpieć. W praktyce skutkuje to zakazem wykonywania większości fajnych ćwiczeń, także tych w ramach szkolnych wuefów. Wiadomo, wypadki się zdarzają, nawet w szkole, ale to nie powód, żeby od razu zabraniać dziecku tego czy owego, albo wypisywać z zajęć wychowania fizycznego. Tymczasem, ostatnio dzieje się to notorycznie, i to z zupełnie błahych powodów. Wystarczy, że dziecko dostanie piłką. Jak trafi je w nogę - dwa tygodnie zwolnienia od lekarza, w brzuch - miesiąc, w głowę - cały semestr! Najgorsze jest to, że taki rodzic żyje później w przeświadczeniu, że zachował się odpowiedzialnie i powinien być wzorem dla innych. Oczywiście, tyle ma to wspólnego z prawdą, co polscy posłowie z ciężką pracą i w gruncie rzeczy powinno być karane, i to bardzo srogo. Może wtedy jeden z drugim zorientowałby się, że zachowuje się nie jak odpowiedzialny człowiek, tylko jak bęcwał, który dziecku wyrządza krzywdę, a rzekome pozytywne działania, przynoszą tak naprawdę całkowicie odmienny skutek.

Odnoszę wrażenie, graniczące z pewnością, że jeszcze kilka lat temu wyglądało to zupełnie inaczej. Na wf wszyscy chodzili z uśmiechem, boiska przez okrągły rok były pełne, a temat taki, jak otyłość, pojawiał się u trójki dzieci w całej szkole i w książce do przyrody. Może zatem problem tkwi w świadomości? Może akcje o podobnym charakterze, co "Ruch to zdrowie" powinny uderzać głównie w takie tony? Może przede wszystkim powinny propagować aktywność wśród dzieci, które przecież nabywają problem w młodym wieku i potem ciągną go za sobą? Wiadomo, że dziecko nie zrozumie poważnych wywodów na temat przykrych konsekwencji wypływających ze stacjonarnego trybu życia, ale są przecież inne metody, lepiej przyswajalne, które z pewnością trafią nawet do najmłodszych. Trzeba mieć nadzieję, że starostwo, albo ktoś inny, pomyśli kiedyś i o takiej akcji. Póki co życzmy powodzenia w tej, za którą się zabrali.

Komentarze: (1)
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Zastanawia fakt, dlaczego wielu współczesnych rodziców robi ze swoich dzieci życiowe kaleki poprzez nadmierną opiekuńczość? Przecież większość z nich wychowywała się normalnie tzn. mając wiele ruchu,swobody.
Znam, niestety, wielu takich rodziców-byle siniak, otarcie i wielka afera, a dzieciaki są pokrzywione, łapią byle infekcję.
Do tego nie są przyzwyczajane do wykonywania jakichkolwiek prac w domu np. sprzątania, zmywania, robienia kanapek na śniadanie czy kolację. Matki obsługują w tym zakresie nawet 10-cio latki!! Wszystko podają pod nosek,a dzieci nie doceniają tego w ogóle. Głupota niektórych rodziców wprost poraża.
Nie chodzi mi o to,żeby puszczać dzieci samopoas,albo zmuszać do pracy ponad siły ,ale jakiś rozsądek trzeba zachować.
Człowiek naprawdę ceni to, do czego dochodzi w trudzie.

Dodaj komentarz

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama