, piątek 18 października 2019
Żonglerka szkolnymi finansami czyli łączenie klas maturalnych
Minął właśnie pierwszy miesiąc nauki w szkołach, a na szczeblu powiatowym nadal trwa proces szukania oszczędności, który skutkuje takimi pomysłami jak na przykład łączenie już istniejących klas.  fot: Wikipedia



Dodaj do Facebook

Żonglerka szkolnymi finansami czyli łączenie klas maturalnych

MAŁGORZATA SZKLORZ
Czy można przeliczyć człowieka na pieniądze? Jak daleko można posunąć się w oszczędnościach czyimś kosztem? Ile wart jest uczeń? Nauczyciel? Rodzic? Kto decyduje o tym, w którą stronę i na ile dowolnie w księgowych rubrykach można przesunąć kwoty na korzyść lub niekorzyść szkolnego budżetu?

Chcąc zasygnalizować kolejny problem, jaki dotyka także naszego powiatu, wystarczyłoby w zasadzie zadać tylko kilka pytań i na tym poprzestać. Odpowiedzi wydają się być oczywiste. A jednak… Sprawa z finansowaniem szkolnictwa nie jest tak prosta jak by się wydawało.
Kiedy w przedsiębiorstwie, zakładzie pracy, firmie szuka się oszczędności, najczęściej dotykają one pracowników. W sposób bezpośredni przekładają się, albo na niższe wynagrodzenie, albo wręcz na brak pracy - likwidację stanowisk i zwolnienia.
O szkole nie mówi się jak o przedsiębiorstwie, bo nim nie jest, a jednak okazuje się, że i w tym miejscu funkcjonują te same mechanizmy. Oszczędności tak jak w innych firmach tu także dotykają pracowników – osób pracujących w szkole i na rzecz szkoły. Względem firm jest jeden wyjątek. Oszczędności w szkołach dotykają najbardziej tych dla których zostały stworzone. Dotykają uczniów.

Nietrudno domyślić się, że stawiając pytanie „o co chodzi z tą oświatą” jak zwykle – zgodnie z porzekadłem – chodzi o pieniądze.
Gminy oszczędzają. Zwłaszcza te mniej zasobne. Trudno o to winić osoby bezpośrednio odpowiedzialne za rozdział funduszy. Z pustego i Salomon nie naleje – to wiadomo od dawna. Jak daleko jednak można posunąć się w oszczędnościach czyimś kosztem.

Minął właśnie pierwszy miesiąc nauki w szkołach, a na szczeblu powiatowym nadal trwa proces szukania oszczędności, który skutkuje takimi pomysłami jak na przykład łączenie już istniejących klas. Korzyści dla gminnego budżetu jakie mają z tego wyniknąć dotyczą przede wszystkim wynagrodzeń nauczycieli. Tworząc z trzech klas dwie klasy, zmienia się plan lekcji – zmniejsza się ilość godzin przypadających na danego nauczyciela.
Sprawa jest o tyle dziwna, że decyzje o tworzeniu zespołów klasowych podejmuje się już w trakcie trwania roku szkolnego, co zdecydowanie burzy cały porządek organizacji pracy danej placówki i wszystkich nauczycieli.

Dlaczego tak późno?

Nauczyciele, których dotknie to bezpośrednio, podejmując decyzję o zatrudnieniu mieli proponowaną określoną ilość godzin nauczania danego przedmiotu. Na etapie propozycji przed rozpoczęciem roku mogli decydować o podjęciu lub kontynuacji pracy w danej placówce. Zmiana następująca w trakcie trwania stosunku pracy z oczywistych względów nie jest korzystna. Niektórzy nauczyciele stracą część uposażenia, co wymiernie przełoży się nie tylko na bieżące dochody, ale w przyszłości na wymiar emerytury. Na tym etapie nauczyciel niewiele ma do powiedzenia. Nie ma też możliwości uzupełnienia sobie nagle odebranych mu godzin, lekcjami w innej placówce. Nie jest przecież tajemnicą, że wielu nauczycieli chcąc mieć tak zwany etat musi pracować w wielu szkołach.

Podstawowe pytanie jakie się nasuwa to jak duże w skali całego budżetu powiatowego będą oszczędności poczynione tym sposobem? Na ile warto je poczynić burząc ustalony już i zatwierdzony porządek pracy szkoły? Czy warto podjąć takie decyzje? Czy podejmując je przewiduje się konsekwencje? Dlaczego dobro ucznia i komfort pracy nauczyciela nie jest priorytetem? Dlaczego nie bierze się pod uwagę efektu pogorszenia warunków nauki, co szczególnie w klasach starszych ma ogromne przełożenie na wyniki egzaminów maturalnych?
W jaki sposób docelowo w przyszłości odbije się to na wynikach edukacji rozumianej w szerszym aspekcie?

Dziwny to kraj, w którym ubóstwo mierzy się miarą posiadania lub nie posiadania, nie dostrzegając rzeczywistych potrzeb.
Kształcimy przecież ludzi. Mądrość wynika z poziomu wiedzy, a tę łatwiej przekazać i łatwiej przyswoić w nieprzepełnionych klasach.
O co więc chodzi z tą oświatą i na czym tak naprawdę nam zależy?
Czy tylko na tym, by zrealizować programy nauczania jak najtańszym sposobem?
Czy powszechność nauki gwarantowana konstytucyjnie nie powinna wymuszać gwarancji ze strony państwa, by uczeń mógł uczyć się, a nauczyciel pracować w warunkach sprzyjających nauce?
Jak radzą sobie z tym problem gminy jeszcze mniej zasobne?

Komentarze: (2)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

"Z pustego i Salomon nie naleje – to wiadomo od dawna" - czyli kasy nie ma ale rozdawalnictwo kwitnie, BRAWO pis, BRAWO 500+

Fakt, do pustej głowy to i Salomon oleju nie naleje - to też wiadomo od dawna. Brawo TOTALNI

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama