, piątek 6 grudnia 2019
Mordercy z czasów Franciszka Józefa (2)
Od 1905 roku Cieszyn mógł pochwalić się nowym budynkiem sądu. Zdjęcie przedstawia wizytę cesarza Franciszka Józefa, który odwiedził go 2 września 1906 roku. fot: fotopolska.eu



Dodaj do Facebook

Mordercy z czasów Franciszka Józefa (2)

MMT
W 1891 roku Paweł Hadamus, 23-letni parobek z Rudzicy, uwiódł pewną ubogą służącą. Kiedy jej opiekun zażądał, aby się z nią ożenił, wpadł na pomysł, że ją zabije. Nie wiedział jeszcze, że dziewczyna jest dosłownie niezniszczalna.

Najpierw spróbował ją otruć. Nie udało się. Zaprosił więc kochankę na nocny spacer. W czasie przechadzki wrzucił ją do studni. Dziewczyna o mały włos się nie utopiła, ale udało się jej wydostać ponad powierzchnię wody. Kiedy Hadamus to zobaczył, spuścił jej na głowę wiadro. Trudno nie trafić w takiej sytuacji, ale mimo to dziewczyna nie straciła przytomności. Co więcej, czepiając się kamieni, zaczęła drapać się w górę. Gdy już była prawie u celu, Hadamus zafundował jej kopniaka. - Podczas tej walki prosiła dziewczyna o litość, zrzekając się wszelkiego wynagrodzenia ze strony zwodziciela, ale błagania jej nie wywarły na nim żadnego wrażenia - objaśniała szczegóły stanu faktycznego "Gwiazdka Cieszyńska".

Wrzaski dziewczyny usłyszano w sąsiednim domu starego Brzózki. Wysłał on syna, aby sprawdził co się dzieje. Gdy Hadamus zobaczył jegomościa, próbował go wrzucić do studni, ale młody Brzózka "będąc silniejszym, odepchnął go od siebie". Wyciągnął dziewczynę ze studni, a krewki parobek… przyszedł mu z pomocą. Hadamus błagał o przebaczenie, a potem postanowił oddać się w ręce sprawiedliwości. Trochę to pokazuje, jak działał austro-węgierski wymiar sprawiedliwości, bo najpierw udał się do Cieszyna, ale chyba go stamtąd odesłano, bo musiał iść jeszcze do Strumienia.

Niedoszły morderca dostał wyrok 6 lat ciężkiego więzienia.

***

W 1905 roku w Dąbrowej dozorca Piotr Floriancic upomniał niedbałego robotnika Filipa Sachę. Ten w odpowiedzi uderzył Floriancica batogiem "tak silnie, że złamał mu czaszkę". Następnego dnia dozorca zmarł, a Sacha dostał półtorej roku ciężkiego więzienia. W tej samej sesji padł wyrok dwóch lat więzienia za próbę wyłudzenia odszkodowania, co pokazuje, że proporcje w karach pozbawienia wolności były mocno zachwiane.

***

16 kwietnia 1906 roku w Poniedziałek Wielkanocny mieszkańcami Zabłocia koło Strumienia wstrząsnęła śmierć wójta Franciszka Strzondały.

Tego dnia do miejscowej gospody wpadł niejaki Jan Herok z Zarzecza, 25-letni "nadziennik", czyli robotnik pracujący za dniówkę. Był już pijany i zaczął sprzeczać się z jednym z miejscowych. Od słów do bójki droga była krótka. Gospodzki nie mogąc sobie poradzić wezwał wójta, aby wspólnie rozdzielić walczących. Gdy próbowali odciągnąć przeciwników, Herok wyciągnął z kieszeni nóż i ugodził Strzondałę dwa razy w serce, trzeci cios trafił w lewe ramię. Wójt zmarł 15 minut później; osierocił 6 dzieci.

Herok uciekł z miejsca zdarzenia i ukrył się w chlewie, skąd po ciężkiej walce wydobył go żandarm Franciszek Ulrich. - Herok oddany został w ręce sprawiedliwości, gdzie nie ominie go zasłużona kara - informował korespondent "Gwiazdki Cieszyńskiej". Wątpliwe, czy przepowiednia się spełniła, bo zabójca dostał 4 lata ciężkiego więzienia.

Komentarze: (0)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama