, piątek 26 lipca 2019
Hejterzy: czy naprawdę niczemu nie służą?
Zdecydowałam się wyjątkowo na formę komentarza, a nie relacji, bo choć popieram akcję TCW, to uważam, że coś poszło nie tak. fot: Rainer Stropek



Dodaj do Facebook

Hejterzy: czy naprawdę niczemu nie służą?

MAŁGORZATA BRYL
Jako reprezentantka jednego z internetowych mediów udałam się na debatę poświęconą kulturze słowa, a szczególnie kulturze słowa w internecie, która została zorganizowana przez Transgraniczne Centrum Wolontariatu z Cieszyna 17 października w Zamku Cieszyn.

Z uwagą przysłuchałam się całej piątkowej debacie „Hejterzy - sumieniem narodu” oraz wszystkim wypowiedziom podczas późniejszych warsztatów. Jednak tych z Państwa, którzy poszukują szczegółowej relacji z tego wydarzenia, odsyłam do innych lokalnych gazet, gdzie znalazły się wyczerpujące i rzetelne opisy tego spotkania. Z kolei ja zdecydowałam się wyjątkowo na formę komentarza, a nie relacji, bo choć popieram motywy akcji TCW, to uważam, że coś poszło nie tak. To takie wyjaśnienie zamiast wstępu.

Cenzura w XXI wieku?

Rozwinięcie zacznę od prostych konstatacji. Dziennikarze internetowych gazet są jednocześnie administratorami portali. To znaczy, że zarządzają wszystkimi treściami serwisu informacyjnego, również komentarzami pod materiałami prasowymi, które dodają użytkownicy. Każde medium internetowe ma swój regulamin, który ustanawia zasady jego użytkowania. Wydawałoby się, że regulamin jest jasny i czytelny, ale mimo tego pojawiają się problemy.

Dopóki w komentarzach są elementy niecenzuralne, takie treści łatwo wykryć i zatrzymać ich publikację. Trudniej robi się w przypadku wypowiedzi, w których nie ma ani przekleństw, ani treści uznawanych za nietolerancyjne, ale mimo tego mogą wyrządzić komuś krzywdę. Piszę „mogą”, bo trudnością jest odróżnienie krytyki od krytykanctwa. Gdzie przechodzi granica między nimi? Ciężko to ustalić, a i spotkanie organizowane przez TCW, mimo podjętych prób, nie dało na to jednoznacznej odpowiedzi.

Trudno też stwierdzić, kiedy pisanie nieprawdy wynika z niewiedzy, a kiedy kłamstwo jest celowe. Można dyskutować, czy niewiedza i kłamstwo są dopuszczalne moralnie - nad tym od stuleci głowią się różni myśliciele i jak dotąd nie znamy na to recepty. Jedno jest jednak pewne: moderator forum internetowego nie może stać na straży „jedynej i słusznej prawdy”. W historii były już takie przypadki cenzury i nie przyniosły niczego dobrego. Jak się okazuje, wolność słowa też nie jest bezproblemowym rozwiązaniem. Są różne paradoksy wolności, jednym z nich jest to, że czasem wolność nas przerasta. Jednak administrator portalu internetowego nie jest w stanie wziąć na siebie odpowiedzialności za te wszystkie zjawiska.

Użytkownik moderatorem

Większość internetowych redakcji oświadcza, że nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. W praktyce wygląda to różnie. Jedne redakcje w ogóle nie moderują komentarzy i może znaleźć się tam dosłownie wszystko. Inne, takie jak np. popularny serwis wykop.pl (nazwa serwisu odnosi się do wykopywania, szukania ciekawych tematów), pozostawiają moderację komentarzy samym użytkownikom. Jeśli komentarz jest uznany przez większość użytkowników za wartościowy, otrzymuje plusy, które windują go do góry forum, by był czytany. Natomiast jeśli komentarz jest uznany za bezwartościowy, otrzymuje tyle minusów, że „spada” na sam dół dyskusji, ma małą popularność i jest znakiem dla autora komentarza, jaki typ zachowań jest nieakceptowalny przez społeczność tego serwisu. Taki mechanizm działa już z powodzeniem ok. ośmiu lat i serwis wykop.pl ma jedno z najbardziej merytorycznych forów internetowych w kraju, mimo że publikują tam w większości anonimowi użytkownicy.

Są także redakcje umożliwiające dodawanie komentarzy tylko użytkownikom zarejestrowanym na portalu facebook.com. Wówczas każdy, kto dodaje komentarz, publikuje pod swoim nazwiskiem, a ponadto jego zachowanie jest widoczne dla znajomych lub wszystkich w sieci (w zależności od personalnych ustawień). I wydawałoby się, że to rozwiązanie ucina wszelkie hejterstwo, bo komentarze nie są anonimowe. Nic bardziej mylnego. Urządzone w ten sposób fora dyskusyjne pokazały, że są ludzie, którzy w najlepsze hejtują pod swoim imieniem i nazwiskiem, bo nie widzą w tym niczego wstydliwego, zdrożnego czy po prostu złego, a co więcej pod ich wypowiedziami znajduje się nieraz po kilkadziesiąt „like'ów” również podpisanych z imienia i nazwiska użytkowników.

Dlatego teza, że anonimowość w sieci rodzi hejterstwo jest błędna, bo jak się okazuje, problem jest jeszcze bardziej złożony. Warto więc zadać sobie pytanie, skąd się bierze hejt.

Miernoty i psychopaci, czyli agresją w agresję

Wyjaśnijmy, kim jest hejter. Z racji tego, że zjawisko hejtowania jest stosunkowo młode i wciąż badane, nie doczekało się jeszcze pełnej definicji słownikowej. Przyjęło się jednak uważać, że hejter to osoba nienawistna, która krytykuje coś w bezwzględny sposób, zatruwając potencjał społeczny.

Piątkowa debata organizowana przez TCW pokazała, że łatwo jest pomstować i narzekać, a o wiele trudniej wyznaczyć konkretne sposoby poradzenia sobie z hejterami. O tym można naprawdę dużo mówić, ale raczej powinniśmy już działać.

Z rosnącym zdziwieniem przysłuchiwałam się debacie „Hejterzy - sumieniem narodu”. Mimo że debata została przygotowana perfekcyjnie i pojawiły się w niej cenne głosy wyczerpująco diagnozujące problem upadku kultury słowa w społeczeństwie, to nie odpowiedziała na pytanie, jak uleczyć tę społeczną chorobę. Usłyszeliśmy tylko, jak można ją stłumić i niestety proponowane rozwiązania wydały mi się agresywne.

Propozycje zwalczania agresji agresją zawsze będą budzić mój zdecydowany sprzeciw.

Już na samym początku debaty dowiedzieliśmy się, że niektóre wypowiedzi w komentarzach w gazetach internetowych są nikczemne, a autorzy tych komentarzy zostali zestawieni z miernotami, a następnie określeni psychopatami tylko dlatego, że publikują komentarze pod różnymi nickami i sami ze sobą dyskutują. Ostatecznie urządzono polowanie na użytkowników Gazety Codziennej, wywołując ich po nickach. „Czy jest tu Mach?, czy jest tu Kiep?, czy jest tu Podgląd?” - wywoływał Krzysztof Kula. Nawoływani nie zgłosili się, co mnie nie dziwi, biorąc pod uwagę wytworzoną atmosferę. Z kolei podczas warsztatów Michał Paluch odczytał ekspertyzę psychologiczną jednego z użytkowników Gazety Codziennej, która miałaby dowodzić jego zaburzeń psychicznych.

Zaproszeni dyskutanci wskazywali: „Tu jest dialog”, w domyśle, że tam, w komentarzach gazet internetowych nie ma dialogu. Mam inne zdanie na ten temat.

Jaki byt taki hejt

Uważam, że na portalu Gazeta Codzienna w komentarzach też jest dialog, tylko działa on na innych zasadach. Ludzie rozmawiają anonimowo, ale ma to formę dialogu - ktoś coś pisze, ktoś inny to czyta i mu odpisuje. Bardzo często użytkownicy wchodzą w długie polemiki, ale to jest dalej dialog. Natomiast co do tych emocji, jakie wzbudza informacja, że niektórzy użytkownicy Gazety Codziennej dyskutują sami ze sobą - tak, oficjalnie potwierdzam, że zdarzają się użytkownicy, którzy w komentarzach dyskutują sami ze sobą, ale nie traktowałabym tego jako coś złego.

Nieraz te gry, podszywanie się pod siebie, zamiany nicków czy zabawy słowne mają po prostu charakter humorystyczny (zdarzają się naprawdę wytrawne żarty - dlaczego mamy je usuwać?). W życiu też jest tyle zachowań teatralnych, gry, udawania, tyle sytuacji groteskowych, gdzie powaga miesza się z żartem - dlaczego mamy z tego rezygnować w wirtualnej rzeczywistości internetu?

Komentarze na portalu Gazeta Codzienna to nie tylko same hejty, aczkolwiek zdaję sobie z tego sprawę, że działają tam też hejterzy. Warto więc zastanowić się, skąd te negatywne komentarze się biorą. Ktoś zaraz powie: z zawiści. Oczywiście, „człowiek człowiekowi wilkiem”. Jednak ludzie bardzo często reagują agresywnie też na to, czego nie rozumieją, co wydaje im się niejasne, a przez to pozbawione sensu. A jak dołożymy do tego wątek pieniędzy z podatków, jest niemal pewne, że w komentarzach będzie "zadyma".

Wypowiedzi użytkowników pod tekstami czy wywiadami pokazują, jaki jest poziom wiedzy mieszkańców o sprawach miejskich, czemu i komu nie ufają, czego i kogo nie chcą w swoim mieście itd. Mimo że nie są to rzetelne informacje, bo otoczone aurą plotkarską, to odzwierciedlają do pewnego stopnia nastroje społeczne i wskazują na problemy danego miasta. Szczególnie, że ludzie na forum nie będą pisać, gdy im się coś podoba, napiszą dopiero wtedy, gdy ich coś zdenerwuje czy im się nie spodoba. Jeśli włodarz całkowicie lekceważy te głosy, to zaczyna się droga donikąd. Dlatego tak ważna jest zmiana wizerunku osób zarządzających miastem, wynikająca ze zmiany sposobu rozmawiania z mieszkańcami.

Dobre miasto to takie, które jest zrozumiałe dla wszystkich mieszkańców. Dobre miasto to takie, którego wszystkie sektory mają rację bytu nie tylko w oczach zarządzających, ale i użytkowników miasta.

Warto, by włodarze zrobili rachunek sumienia, czy aby na pewno jest sens ciągnąć niektóre rozwiązania w mieście, które w teorii mają być korzystne dla mieszkańców, ale w praktyce od lat spotykają się z ich narzekaniem, skargami i protestami. Dobrym rozwiązaniem jest też wejście w szersze partnerstwo z np. lokalnymi mediami, by opracować strategie oswajania mieszkańców z zagadnieniami, które są aktualnie najbardziej hejtowane. Może to być realizowane w formie nieoczywistych kampanii edukacyjnych przede wszystkim przy wykorzystaniu potencjału, jakim są narzędzia internetowe. Można separować się od internetu, ale to też jest strzałem w stopę.

A na koniec, gdy zostaną wykorzystane wszystkie drogi walczenia z hejtem, warto pogodzić się raz na zawsze z tym, że wszystkim się nie dogodzi. Możemy usunąć bezwzględnie negatywny komentarz z forum internetowego, ale to nie oznacza, że usuwamy go z przestrzeni społecznej, bo nadawca komentarza dalej gdzieś tam jest i swoje myśli.

Komentarze: (11)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Hejter, i hejt to nie są polskie słowa. Można takiego człowiek określić polskim odpowiednikiem a nie zaśmiecać naszego języka.

Dla symetrii trzeba zorganizować debatę, której tematem mogli być FANBOJE (szczególnie aktywni w okresie przedwyborczym).
Fanboje to przeciwieństwo hejterów.O ile pierwsi ślepo są w coś zapatrzeni, to Ci drudzy są "jedynymi siewcami prawdy".
Może "jedyny sprawiedliwy" Michał Paluch wytypuje też jakiegoś "cmokiera" z forum GZ i zamówi równie błyskotliwą ekspertyzę psychologiczną.

Jeżeli ktoś chce poszerzyć swa wiedzę na temat warunków dzialalności Fundacji i Stowarzyszenia "Być Razem" warto zapoznać się z odpowiedzią, której udzielił radnemu Banotowi burmistrz .
Patrz : BIP , zakładka interpelacje, wnioski i zapytania radnych , Cz.Banot. zapytanie dotyczące budżetu i majątku miasta.

Przy takim wsparciu miasta mozna działać.

Pan Banot pracował w Fundacji "Być razem". Jak nie wierzycie to sprawdźcie na Fejsie; oby szybko bo zaraz się zmieni.

W jakim charakterze /

Musisz zrozumieć jedną rzecz, że te pieniądze nie lecą z nieba. To są pieniądze ciężko zarobione przez podatników. Niech tak każdy pójdzie po pomoc finansową do burmistrza, to Cieszyn zostaje bankrutem. Ja, jako przedsiębiorca, gdybym poszedł do Urzędu Miasta i poprosił o użyczenie lokalu czy dofinansowanie działalności to pewnie zostałbym wyśmiany i usłyszałbym "prowadzisz firmę to sobie zarób na swoje potrzeby". Nie mam nic przeciwko temu, aby miasto udzielało pomocy różnym instytucjom. Ale jak patrzę na to jakie fundusze przeznacza Fundacja na swoją działalność to mam wrażenie, że Cieszyn jest miastem pełnym chorób, uzależnień i innych patologi. A żyje tu zaledwie 35 tys. ludzi, w powiecie 155 tys.

Co by nie powiedzieć, Mach powinien poważnie zastanowić się nad podjęciem terapii...

Kiepowi też sie wydaje, że jest myślący.

Osobiście jestem za tym aby dyskutować na poziomie merytorycznym na ile starczy sił i czasu (gdy dyskusja internetowa się bardzo rozwinie można nie mieć czasu odpowiedzieć na wszystkie wątki). Choć próbowano mi to odradzać będę się trzymać tej metody. W sumie chyba jeszcze nigdy nie skończyło się to dla mnie szczególnie przykro. W większości zaś przypadków doszło do normalnej wymiany zdań, Najczęściej z początku burzliwa wymiana słów kończyła się rozmową lub nawet wymianą uprzejmości. Zgadzam się z autorką, że hejt na hejt nie jest najlepszym pomysłem. A ostatni akapit jest doskonałym podsumowaniem także moich poglądów.

BRAWO! Delikatnie ujmując słowa przedmówcy, Panie Paluch, jest pan jak błazen Andrukiewicza - odetnij swoim wolontariuszom internet, a hejt się momentalnie skończy. :D przestańcie już robić te swoje cyrki z kulturą, bo po raz kolejny się okazuje, że nic ze sobą nie niosą ani do miasta nie wnoszą.

Hmm....w relacjach ze spotkania przebijała się jedna zasadnicza konstatacja - że hejterzy to osoby wymagające pomocy psychologicznej lub psychiatrycznej. Czy naprawdę to spotkanie stało na tak słabym poziomie?
Z doświadczenia wiem, że prof. Sławek to gwarant mądrych refleksji, a jakiejkolwiek relacji nie przeczytam, to wychodzi, że sobotnia dyskusja sprowadza się do takich płytkich wniosków.

Mam wrażenie, że potencjał tej debaty pozostał absolutnie niewykorzystany.Rozwiązań problemu "hejtu" należy szukać w jego przyczynach. To tak jak z chorobą - leczenie objawów jest mało skuteczne, trzeba wyeliminować jej przyczyny.Natomiast w nie widzę, żeby ktokolwiek poruszał ten temat.
Paradoksalnie, obraz, jaki wyłania się z tej debaty, to trochę taki "hejt" na "hejt". A to nie jest najlepsza wykładnia skutecznego działania. Tak naprawdę to ślepa ulica. Ksiądz Popiełuszko mawiał "zło dobrem zwyciężaj" - jeśli uczestnicy debaty chcą cokolwiek zdziałać w temacie przyświęcającym spotkaniu, to należałoby przyjąć słowa Popiełuszki jako punkt wyjścia do dyskusji.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama