, niedziela 23 lipca 2017
Wielki wyścig i zero emocji, czyli na kolarskim szlaku [OPINIA CZYTELNIKA - fot. Maciej Kłek]
fot. Maciej Kłek 



Dodaj do Facebook

Wielki wyścig i zero emocji, czyli na kolarskim szlaku [OPINIA CZYTELNIKA]

Czarne ferrari to na skoczowskim rynku nie pojawia się często. Śmiem nawet twierdzić, że to pierwszy taki przypadek w historii. Nie ma co, robi wrażenie, nawet u tych wyjątkowo nieczułych na samochodowe wdzięki, Wiem, bo sam tak mam. Jakoś nie jara mnie to, co jest pod maską, nie interesują mnie kształty desek rozdzielczych, ani pojemności bagażników. Auto to auto, proste. Ale cieszę się, że to czarne cacko prosto z Maranello pojawiło się w Skoczowie. Inaczej zmarnowałbym większość popołudnia.

Co fajnego jest w kolarstwie? Według mnie nic. Ot, grupa gości w kaskach i obcisłych ciuchach ściga się z punktu A do punktu B, oddalonych od siebie o 200-300 kilometrów. Pamiętam jak cztery lata temu oglądałem olimpijski wyścig w Pekinie. To była makabra i nudy na pudy. Sześć i pół godziny patrzenia jak zawodnicy pokonują kolejne pętle. Cóż jednak było robić, skoro nie pozwolono mi zmienić kanału? Nie było wyjścia. Później usłyszałem gdzieś w telewizji, że był to wyjątkowo emocjonujący wyścig. Ciekawe, od której strony. Więcej emocji wywołuje u mnie czołówka Teleexpressu.

No, ale czego się nie robi dla kolegów? Dzwoni do mnie taki jeden i pyta, czy nie idę pooglądać kolarzy. Tłumaczę, że w ogóle, ani trochę mnie to nie interesuje, ale on nie daje za wygraną. - Chodź, będzie śmiesznie - mówi. Ma mnie, skoro będzie śmiesznie to muszę tam być. Daję mu wiarę, jak zawsze.

***

Najpierw obowiązkowo na rynek. Wszędzie jakieś taśmy, ale mimo wszystko przechodzi się dość spokojnie. Wzdłuż trasy wyznaczonej dla zawodników stoi już mnóstwo ludzi. W sumie nie wiem, na czym im bardziej zależy. Chcą zobaczyć kolarzy, czy po prostu pokazać się na rynku? Nie ważne, to głupie podejście. Znienacka pojawiają się zielone samochody Skandii, o czym informuje wodzirejka ustawiona za prowizoryczną sceną, która swoją drogą była nikomu niepotrzebna. Młode dziewczyny reprezentujące sponsora rozdają szmirowate gadżety. Jakieś baloniki, nienaturalnych rozmiarów tekturowe łapy i tandetne kapelusze. O jeden z nich prawie pobiło się dwóch starszych facetów, tak gdzieś ok. 60-tki. Tarmosili się aż miło. Miało być śmiesznie? No to jest!

Dyskutujemy, jak duże rozmiary będzie miała kraksa, której spodziewamy się na dość ostrym zakręcie. W zasadzie to nie wyobrażamy sobie, że może do niej nie dojść. Przecież to jedyna możliwa atrakcja. W międzyczasie zjawiają się pierwsi zawodnicy, trójka uciekinierów. Jakiś Japończyk, Polak i ktoś jeszcze. Pojawili się, któryś z nich zgarnął premię czy coś i zniknęli. Bez kraksy. Co zrobić, czekamy na peleton.

Najpierw pojawia się tylko kordon samochodów z kolarskim zaopatrzeniem, za nimi jedzie policja. Też fajne te fury, ale ferrari to ferrari. Wodzirejka cały czas trajkocze, lecz trzeba przyznać, że składanie zdań wychodzi jej całkiem poprawnie i zgodnie z wymogami języka polskiego. Jak na Skoczów to naprawdę duże osiągnięcie. Ale są już kolejni policjanci, to oznacza, że lada moment będzie peleton. Jeden z nich wiezie na motorze gościa w zielonej kamizelce. Pierwsze skojarzenie - Greenpeace. Niemożliwe, że nawet tutaj wleźli, pewnie znów jeden z drugim będzie zmieniał podręczniki do biologii i mówił, że wieloryb jest rybą. Na szczęście to tylko fotograf. O, koniec z policją. Zaraz będą.

Przyjechali. I tak samo, jak ci przed nimi na chwilę mignęli i już ich nie było. Pół godziny stania (niektórzy stali pewnie jeszcze dłużej) po to, by popatrzeć się na zawodników przez 45 sekund. Super, ekstra, gites, fajowsko. A nie mówiłem, że to nudne? Nikt też się nie wywrócił, ale to akurat dobrze. Chore wizje nie powinny się ziszczać.

***

Końcówkę wyścigu oglądam już w domu. Nie mam innego wyjścia, więc pokornie godzę się z losem. Cały czas szukam sensu w tym całym ściganiu, ale za nic nie mogę się go dopatrzyć. Nikt mnie nie przekona, że gdzieś jest, a ja nigdy - co pewne - nie przekonam się do kolarstwa. Udaje mi się jednak wychwycić pewien związek z piłką nożną. Otóż w obu tych dyscyplinach decydującą rolę odgrywają nogi, a więc kończyny słabiej rozwinięte. Tyle, że futbol to dynamika, finezja, polot, fantazja, ciągła akcja, efektowne gole, nietuzinkowe zagrania i bramkarskie parady, od których szczęka opada do samej ziemi. A tu tylko pedałowanie, pedałowanie, pedałowanie...

Przez moment na ekranie telewizora pojawia się ten cały żywy rower. Nazwa ta nie jest adekwatna, bo to co najwyżej żywe koła od roweru, albo nawet wyłącznie żywe opony, bo szprychy chyba były sztuczne. Lipa straszna, większy kicz niż te śmieszne zielone kapelusiki Scandii. Nie stanąłbym tam nawet, jakby mi zapłacili.

Im bliżej linii mety, tym niechętnej podchodzę do kolarstwa. Kiedyś myślałem, że trzecie miejsce Zenona Jaskuły w Tour de France mi imponuje, teraz nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Ale Rutkiewiczowi kibicuję, bo widać, że chłopak walczy ze sobą, żeby tylko odnieść zwycięstwo. Nie udało się, szkoda, jutro nikt nie będzie o nim pamiętał, ale tu i teraz należą się słowa uznania.

***

W Cieszynie ponoć wygrał Czech, tak przynajmniej twierdzą komentatorzy. A niech ma. Jeśli faktycznie odgrażał się wcześniej, że zwycięży, to ja nie mam nic przeciwko. Fajni są tacy buńczuczni sportowcy, którzy swoje słowa przekuwają w czyn. Brawo.

Ponoć szanse na zwycięstwo w całym cyklu wciąż zachowuje jeden z Polaków, ale dla mnie tegoroczny Tour de Pologne już się skończył. Trwał, na dobrą sprawę, może z godzinę. Teraz już mnie nie interesuje i to nie tylko przez nudę, która wydobywa się spod rowerowych kół. Chodzi raczej o to, że kolarstwo to najbrudniejszy sport na świecie, jak żaden inny zdominowany przez doping. Non stop słyszymy o kolejnych podejrzeniach, próbkach A, B, C, itp., zatrzymaniach, dyskwalifikacjach, odebranych tytułach. Ostatnio głośno było o Alberto Contadorze, ponoć najlepszym obecnie kolarzu. Wyszło na to, że faktycznie był najlepszy, ale nie tyle w pedałowaniu, co w koksowaniu. Cóż, to też jakiś sukces. Wcześniej była jeszcze afera Folyda Landisa, zwycięzcy Tour de France z 2006 roku (tytuł oczywiście stracił), albo Alessandro Petacchiego. No i najsłynniejsza polska wpadka, czyli sprawa Joachima Halupczoka, srebrnego medalisty z Seulu, który niestety skończył bardzo tragicznie.

Najgorsze jest to, że na horyzoncie nie ma widoków na poprawę tej chorej sytuacji. A dopóki to się nie zmieni, dopóty kolarstwo nie stanie się atrakcyjne. No, ale może za jakiś czas coś się w końcu ruszy. Tylko niech dołożą jeszcze jakieś obowiązkowe triki. Samo pedałowanie naprawdę nudzi.

Komentarze: (14)
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Zastanawia mnie tylko jedno, dlaczego tacy kolarze jadący pół dnia, mecząc się w szczególności na podjazdach w tych naszych górach dostają kasę normalną i wszyscy zawodnicy mają takie same warunki hotelowe itp. kiedy to tacy piłkarze wyolbrzymieni po przez przereklamowanie i nie uzasadnioną aprobatę zarabiają X razy więcej od kolarzy,nic nie robiąc na murawie a żyją nie mal każdy w innych co raz to lepszych warunkach hotelowych. (taki piłkarz " wziąłem i kopnołem") Ale mi to intelektualnie męcząca gra. Kolarze to wysiłek przez pół dnia parę dni pod rząd a nie 45minut gry. Jezu jaki ten sport jest nie czysty a wy się podniecacie piłką nożną, ja to bym ich kopał w głowę a nie w piłkę. Kolarstwo to jest sport.!!!!.

Zgadzam się z autorem. Sam wolałem wyjechać z miasta, żeby tylko nie musieć w tym uczestniczyć.

Nawet na zdjęciu widać ile osób kocha kolarstwo, albo dopingować najlepszych !

text do niszczarki

Autor chyba zapomniał zażyć rana te małe niebieskie kuleczki.....

Nie no zaraz padne. Że dla jednego wyjątku była to porażka to nie znaczy że innym się to nie podobało. Większość chciała zobaczyć profesjonalny wyścig gdzie kolarze na naszych drogach osiągają prędkości jakie się nam nie wyobrażają możliwe na rowerze. A jak się temu panu nie podobało to trzeba było siedzieć w domu i przynajmniej może by teraz nie było tego szczekania. Takie pytanie do redakcji : po co wogóle ten artykuł został tu pokazany ? Chyba nie dlatego żeby pokazać ludziom że kolarstwo nie wszystkim odpowiada, bo to jest wiadome że każdy woli coś innego.

HeHEhe, poczytałem i myślę że autor tekstu chyba jest przed urlopem wakacyjnym i potrzebuje dużego oddechu świeżego powietrza bo strasznie smędzi i nudzi wręcz sprawia przykrość tym którzy ten wyścig organizowali a napewno tym którzy na niego czekali bo po prostu lubią kolarstwo. Jeśli chodzi o następny artykuł to czekam na taki w którym Szanowny Pan autor opisuje w nim to co go ciekawi, interesuje i czym może się pochwalić, co popiera i co uważa że jest OK. a coo :) hehe

mogę takie coś napisać, jasne. z tym, że na zamówienie piszę tylko, jak mi zapłacą. i wcale nie sprawiam nikomu przykrości, bo akurat organizatorów doceniam i im gratuluję. zwróć jednak uwagę na to, że ten tekst nie jest o organizatorach, piszę o tym, jak ja podchodzę do kolarstwa, jak działa na mnie. jeśli masz inaczej, to sam możesz ubrać swoje myśli w słowa i wstawić gdzieś w necie. co za problem?

Człowieku!
Nie podoba Ci się - nie oglądaj. Zostań sobie przy swoim grillu. I ferrari.
Zieeeew.

no, nie podoba mi się, i co? a przy grillu jak najbardziej zostanę. akurat, gdy nie oglądam sportu i nie piszę mam na to mnóstwo czasu.

Wieje nudą... Każdy lubi coś innego.

przeczytałem 2 razy ten tekst i nie wiem co miał autor na myśli. Może lepiej, gdyby został w domu...

o 2 razy za dużo

słusznie

Dodaj komentarz

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama