, sobota 23 września 2017
Dziecko małyszomanii, czyli Aleksander Zniszczoł i jego historia
Aleksander Zniszczoł ma potencjał i dzięki swojej determinacji i zaangażowaniu w treningi, jako skoczek narciarski może osiągnąć bardzo dużo. fot: Katarzyna Koczwara



Dodaj do Facebook

Dziecko małyszomanii, czyli Aleksander Zniszczoł i jego historia

KATARZYNA KOCZWARA
Dziecko małyszomanii, czyli Aleksander Zniszczoł i jego historia

Aleksandra Zniszczoła do klubu zapisał tata (pierwszy od lewej), dziś wspiera go trener Jan Szturc (pierwszy od prawej). fot. Katarzyna Koczwara

Na 6 występów w zawodach Pucharu Świata w sezonie 2011/12 trzy razy awansował do serii finałowej. W pierwszej dziesiątce zakończył konkurs w Zakopanem. Podczas Mistrzostw Świata Juniorów wyskakał sobie wicemistrzostwo w konkursie indywidualnym i srebro w zmaganiach drużynowych. Aleksander Zniszczoł z Wisły jest dzieckiem małyszomanii i jak sam zapewnia, konsekwentnie realizuje przyjęty przed laty plan.

Olek treningi rozpoczął późno. Do Klubu Sportowego Wisła Ustronianka zapisał go tata. - Pamiętam jak Donat przyprowadził Olka, takiego małego smyka. Jak się pytał, czy to nie za późno, jak na małej skoczni w Centrum rozmawialiśmy. To był trafny wybór - wspomina trener Jan Szturc.

Olkowi zawsze imponował Adam Małysz. - Wtedy był okres małyszomanii, oglądałem skoki, cieszyło jak Adam skakał, jak to wyglądało. To mnie fascynowało - przyznaje młody skoczek. Cała rodzina kibicowała Małyszowi. - Zawsze gdy Adam skakał, oglądaliśmy transmisje zawodów, śledziliśmy jego wyniki. To były sukcesy dla Polski, to cieszyło najbardziej - dodaje Olek.

Początki były trudne. - Najpierw trzeba było zjeżdżać po igielicie, potem przyszły pierwsze skoki. To jest sport, który wymaga wielu wyrzeczeń, nie wszyscy wytrzymują ten reżim - zauważa Donat Zniszczoł, tata Olka i przyznaje: - To jest sport, który ma tylko wymiar wyczynowy, tu nie ma rekreacji. To dyscyplina dla wariatów, trzeba mieć duży poziom adrenaliny, odwagi, żeby skakać. Potrzeba także odporności psychicznej.

Sam Olek nie ukrywa, że pierwszym skokom na skoczni towarzyszył strach. Jednak tylko najlepsi potrafią go z czasem pokonać. - Trzeba mieć zaufanie do trenerów, do tych, którzy na skoczni włączają zielone światło. Gdy są złe warunki, wystarczy podmuch, by stało się coś strasznego. Nie można się tego bać - przekonuje.

Przetrwać okres dojrzewania

Sezon 2011/12 dla Aleksandra Zniszczoła był niezwykle udany. Pierwsze zawody Pucharu Świata, debiut w Turnieju Czterech Skoczni, wicemistrzostwa podczas Mistrzostw Świata Juniorów, pierwsze skoki na skoczni mamuciej. Niewielu tak szybko rozpoczyna rywalizację z najlepszymi skoczkami świata.

Często okres dojrzewania całkowicie rozregulowuje młodego skoczka. Powrót do formy wymaga czasu i determinacji. - Olek potrzebował niewiele czasu na dostosowanie się do swoich nowych parametrów. Niektórzy zawodnicy potrzebują na to 2-3 lata a nawet i więcej, jemu wystarczył rok. Nie każdy to wytrzymuje psychicznie. Było się złotym dzieckiem, nagle coś się urywa. Trzeba dużo woli, żeby przetrzymać ten czas, wytrzymać treningi, które nie od razu przynoszą efekty. Potencjał u Olka jest ogromny. On może zajść bardzo daleko - przyznaje Jan Szturc.

Dziś Olek ma 178 cm wzrostu, waży 57 kg. - Wzrost się ustabilizował i co istotne także waga. Wiadomo, czego od organizmu się spodziewać. Był taki moment, że zamówiliśmy buty w fabryce, zanim przyszły, już były za małe. Teraz to jest wszystko stabilne - mówi zadowolony tata i dodaje: - Wszystko idzie stopniowo. Był sezon przeciętny, ale to się zbiegło z tym, że Olek urósł. Reszta ciała za wzrostem musiała gonić, mięśnie dopasować się do kości, środki ciężkości poprzestawiać, podobnie jak pozycje najazdowe. Mam nadzieję, że teraz wciąż będzie progres.

Idol jest tylko jeden

Olek skacze dzięki fascynacji skokami Adama Małysza. Choć Orła z Wisły już na skoczni nie ma, dla niego nadal jest idolem, niedoścignionym wzorem do naśladowania. - Nadal są w mojej głowie skoki Adama. Często wracam do jego skoków z tego przełomowego czasu. Robił to bardzo dobrze, trzeba z niego brać przykład. Jak był z nami w Turcji, w całej ekipie było widać, że dodawało nam to pewności - mówi Olek.

Adam Małysz nie traci kontaktu ze światem skoków. Jego obecność w Turcji podczas Mistrzostw Świata Juniorów była nie tylko wzmocnieniem psychicznym dla młodych skoczków, ale także wsparciem dla trenerów. - Adam jest osobowością, autorytetem. W Turcji, gdy Adam powiedział, że mu się nie podoba sędziowanie, bo zawody były troszkę ustawione pod Słoweńców, to organizatorzy się z tym zdaniem liczyli. Było spotkanie. Bardzo dobrze, że ktoś taki w polskich skokach jest. Wiemy, jak wygląda układ sił w FIS - dodaje Donat Zniszczoł.

Zwykły-niezwykły nastolatek

Olek ma swoje sprawdzone grono znajomych. Przyjaciół, którzy byli przy nim zanim zaczął odnosić sukcesy, dziś także mocno go wspierają. - Wiem, komu mogę ufać - podkreśla wiślanin.

Młodemu skoczkowi w miarę możliwości na skoczni towarzyszy tata. - Wiem, że go obecność na skoczni cieszy. Z mamą jest trochę gorzej, bo się boi oglądać, ale zawsze śledzi moje wyniki i mi kibicuje. Gdy byłem młodszy, miało to dla mnie znaczenie, że rodzice są na skoczni. Teraz już mniej. Usamodzielniam się (śmiech). Brat i siostra także mi kibicują. Rzadziej jeżdżą na zawody, ale jak są, to się cieszę - wyznaje Olek.

W domu na taryfę ulgową także nie ma co liczyć. - Równo wszystko trzeba robić. Też bym sobie nie pozwolił, by mnie specjalnie traktować - zapewnia młody skoczek.

W szkole sportowej w Szczyrku ma wyrozumiałych nauczycieli. - Ciężko jest łączyć treningi, zawody z nauką. Nie byłem w szkole 4 miesiące. Mam duże zaległości - przyznaje Olek. W planie ma maturę i studia, jak sam podkreśla, najpewniej na Akademii Wychowania Fizycznego.

Ważnym elementem życia skoczka jest pilnowanie diety. Mając 18 lat jest to wyzwaniem. - Całe lato przepracowałem z dietetykiem, z zimy jestem mniej zadowolony. Cały czas się uczę. Jako takiej diety nie mam jeszcze dopasowanej. Chciałbym popracować z dietetykiem sportowym - przyznaje zawodnik KS Wisła Ustronianka.

Cel konsekwentnie realizowany

Olek nie stawia sobie konkretnego celu na następny sezon. - Jeśli powtórzę przygotowanie do sezonu, to wynik może być jeszcze lepszy. Wyznaczyłem sobie cel kilka lat temu i jak na razie udaje się go realizować - zapewnia. Jaki to jest cel, nie zdradza.

Teraz odpoczywa, powoli planuje wznowienie treningów pod okiem Roberta Matei.

Aleksander Zniszczoł urodził się w 1994 roku, pierwszy skok oddał w 2003 roku, w 2006 roku wygrał cykl zawodów Lotos Cup. W 2010 roku debiutował w zawodach Pucharu Kontynentalnego. W sezonie 2011/12 wziął udział w 6 zawodach Pucharu Świata, z czego w 3 awansował do serii finałowej. Podczas zawodów w Zakopanem zajął 9 i 14 miejsce. Podczas pierwszego występu na skoczni mamuciej w słoweńskiej Planicy ustanowił swój obecny rekord życiowy - 206,5 metra. Jego menadżerem jest Izabela Małysz.

Komentarze: (0)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama