, sobota 23 września 2017
Czas mija, czas zmienia, tylko "Beton" nie kruszeje
Z boiska Szkoły Podstawowej nr 2, ustroński turniej koszykówki przeniósł się na na parking, na szczyt Równicy. fot. ARC
 SPOT  



Dodaj do Facebook

Czas mija, czas zmienia, tylko "Beton" nie kruszeje

Przy brzydkiej pogodzie dylemat jest zawsze ten sam - jechać czy nie jechać? Teoretycznie w każdej chwili może się przejaśnić, ale przecież równie prawdopodobne jest to, że rozpada się na dobre. Z jednej strony trochę szkoda zostać w domu, bo jeśli aura się poprawi to pierwszorzędna impreza przejdzie koło nosa. Z drugiej - jak nic się nie zmieni, to nie dość, że pojedziesz na daremno, to jeszcze wrócisz mokry, zły i zawiedziony. Siłą rzeczy na coś trzeba się jednak zdecydować. Łapię więc za telefon, jedno połączenie, drugie, chwilę później wszystko jest jasne, w przeciwieństwie do coraz ciemniejszego, sobotniego nieba. Jedziemy na "Beton", jak co roku.

Na Równicy pogoda też nie nastraja optymistycznie. Pada, momentami leje, do tego mgła z każdą minutą sprawia wrażenie gęstszej. Na domiar złego jakaś pani, która prawdopodobnie trudni się handlem pamiątkami, przegania tych "w potrzebie" do schroniska, bo podobno "tam jest toaleta". Pół biedy, że przekaz od organizatorów jest jasny i czytelny - gramy! Zresztą, innego wyjścia chyba nie mieli. Przecież datę turnieju już raz zmieniali (ponoć coś nie dograło ze sponsorami), więc kolejny krok w tę stronę pewnie odbiłby się im czkawką. No i oni również, jak wszyscy obecni na Równicy, liczą ze lada moment jakaś nieznana siła przepędzi w siną dal deszczowe chmury. Pewnie dlatego nieco pogłaśniają muzykę.

***

Przez dłuższy moment staram się skoncentrować, by w gęstej mgle dostrzec w tłumie jakiś znajomych. Udaję się, większość jest jeszcze "wczorajsza", więc humor wybitnie im dopisuje. Deszcz nadal nie siąpi, ale jakoś mało kto zwraca na to jeszcze uwagę. Górę bierze dyskusja o skomplikowanym dojeździe, wylosowanych przeciwnikach i - przede wszystkim - piątkowo-sobotnich podbojach i ekskursjach... O szansach na wygraną rozmawiają nieliczni, bo tylko oni po to tu przyjechali. Reszta szuka dobrej zabawy, niczego więcej.

Nie rozumiem tylko, dlaczego tegoroczny "Beton" odbywa się tam, gdzie się odbywa, i nie chodzi wcale o przymusowe 6 złotych za parking. Mam wrażenie, że przenosząc turniej na wysokość ponad 800 metrów n.p.m., organizatorzy odebrali mu trochę klimatu, skradli cząstkę duszy. Może i chcieli zrobić coś super, nadać turniejowi nowego, wyjątkowego, jubileuszowego kształtu, ale na swoje nieszczęście przedobrzyli. Jak głosi pewnie popularne i bardzo treściwe powiedzenie - lepsze jest wrogiem dobrego. I organizatorów "Betonu" niestety też, wypadałoby dodać.

Całe szczęście, że przynajmniej pogoda poszła na delikatny kompromis. Około 11 deszcz (chwilowo) znika, za to gdzieniegdzie nieśmiało przebijają się promienie słońca. W międzyczasie z głośników już chyba czwarty raz leci ta sama piosenka Fokusa. W jej rytmie powoli rozkręca się rywalizacja. Wokół boisk, na których walczą lepsi zawodnicy, często mający za sobą przygodę z całkiem poważną koszykówką, gromadzi się najwięcej obserwatorów. Oni są też najchętniej fotografowani, co w zasadzie nie może dziwić. W końcu kto by tam chciał robić zdjęcia ludziom, którzy na dobrą sprawę nie umieją kozłować, bo i tacy rokrocznie goszczą w Ustroniu. Ale to właśnie jest cały urok "Betonu". Kimkolwiek jesteś i jakkolwiek grasz, możesz przyjechać i stanąć w szranki z najlepszymi. Koszykarska brać przyjmie cię z otwartymi ramionami.

Najlepszym przykładem na to gość, który przy okazji każdej edycji turnieju robi za spikera. To typ autentycznie niepodrabialny, chociaż co roku sprzedaje te same tanie teksty, które nawet jeśli wywołują uśmiech, to bardziej politowania niż radości. Jest wkurzający, jego gadka irytuje, ale... no właśnie, mimo tego wszystkiego nie można go nie lubić. W pewnym momencie, tuż po stracie turnieju orientuję się, że w tym roku wyjątkowo nie słychać jego zawodzenia. Od razu żałuję, mimo iż wiem, że zacznę kląć pod nosem, gdy tylko się odezwie. Chwilę później wreszcie go dostrzegam. Tyle, że zamiast mikrofonu trzyma w ręce piłkę do kosza. Gra, chyba nawet nie jakoś tragicznie. Widać jubileusz, te 20 lat, do czegoś go zobowiązał.

***

Krótko po zakończeniu rozgrywek grupowych uwaga wszystkich koncentruje się na gościach od pokazów streetballowych. Zapewne zaproszono ich z okazji tego jubileuszu. Skoro tak, to powinni dać niezłe show. Do swojej o dyspozycji dostają jedno boiska, by po krótkich przygotowaniach "zająć się" publicznością. Tyle tylko, że jakoś średnio im to wychodzi. Wsady jakieś takie nijakie, mało imponujące, jakich wiele. Słuszne są pomrukiwanie zgromadzonych wokół boiska, że lepsze były w kilku ostatnich konkursach wsadów w ramach "Betonu". Tym "pokazowym" ewidentnie brakuje błysku. Dwójce dunkerów nie pomaga gość robiący za wodzireja (nie ten opisany wyżej, mieli swojego, niestety). Non stop gdacze coś do mikrofonu, co nie jest ani śmieszne, ani zabawne, ani nawet fajne. Co gorsza, w pewnym momencie to on łapie za piłkę i zaczyna swoje harce. Jakieś kręcenie, żonglowanie i takie tam, mówiąc wprost - nic nadzwyczajnego. No ale trochę mu poklaskali, chyba na zachętę. Bo przecież nie za kręcenie piłką na ciupadze.

Lepsze wrażenie zostawiają konkursy - głównie ten rzutów za trzy punkty, gdzie może w nim wystartować każdy, niezależnie od tego czy umie rzucać, czy nie. Dlatego udział bierze cała gama amatorów basketu - od tych naprawdę najlepszych zaczynając na tych autentycznie komicznych kończąc. Albo na odwrót, jak kto woli. No i na mikrofon powraca wspomniany wcześniej "betonowy" spiker, prezentujący wyjątkowo dobrą formę. A przynajmniej tak mi się wydaje, bo bardzo szybko doprowadza mnie do szewskiej pasji. Cóż, taki już jego urok. I chociaż niemiłosiernie działa mi na nerwy, to wiem, że bez niego "Beton" straciłby duży procent swojej wartości. Jeśli kiedykolwiek przyjdzie komuś do głowy, żeby zastąpić go kimś innym, to równie dobrze może odwołać cały turniej. Ten gość to po prostu... hmm... legenda?

Wraz z upływem czasu znacznie podnosi się zaciętość rywalizacji. Nie ma się czemu dziwić, w końcu na placu boju zostali wyłącznie najlepsi. Ich finałowe zmagania wyglądają jak przepychanki. W końcu na kilku metrach walczy ze sobą 6 wielkich facetów, więc siła musi odgrywać decydującą rolę. Tym przyjemniej patrzy się na sporadyczne akcje, w których słabsi, acz zdolniejsi zawodnicy, technicznym kunsztem i nieszablonowym pomysłem są w stanie przechytrzyć tych bazujących głównie na sile. Niemniej ta faza turnieju, choć sportowo świetna, jest jakoś mniej atrakcyjna. Gdzieś po prostu uleciał duch zabawy, zniknął cały luz towarzyszący rozgrywkom grupowym. Na pierwszy plan wychodzi chłodna kalkulacja i żądza zwycięstwa. W końcu gra idzie o 5 tys. złotych. Niemało, można za to zaszaleć.

***

Po finale każdy, bez wyjątku, zazdrości zwycięzcom. Niektórzy pieniędzy, inni chwili blasku, nawet tak bardzo lokalnego. Najmniej miejsca - jak to zazwyczaj w takich przypadkach bywa - poświęca się organizatorom. W chwili refleksji zastanawiam się, ile mogli mieć lat, gdy zaczynali swój romans z "Betonem". Ze 20? Pewnie nie więcej. Ale próbę czasu przetrwali rewelacyjnie, a co więcej rok w rok zdają kolejny egzamin bardzo dobrze, nawet jeśli pojawiają się pewne niedociągnięcia. Dzięki temu dziś, tak samo jak i 20 lat temu, mogą wspólnie zaśpiewać wersy, którymi niegdyś furorę robiła Halina Benedyk: "Mamy po dwadzieścia lat, własną miłość własny świat, prywatne chmury i szklane góry. Kilka ważnych słów i prawd, żagle, w których zawsze wiatr, w ciągłym zachwycie, pomysł na życie”. Kto wie, czy teraz nie są jeszcze bardziej aktualne, niż wtedy.

Szans na to, że w przyszłym roku "Beton" nie zawita do Ustronia raczej nie ma. Odbędzie się na pewno, byle tylko nie na Równicy. Skąd ta pewność? Ano stąd, że od wielu, wielu lat są ludzie, którzy stają na głowie, byle tylko spędzić do Ustronia miłośników ulicznej koszykówki, nie po to by ściągnąć z nich hajs, czy obłowić się ich kosztem, lecz po to by wszystkim razem i każdemu z osoba dać za pomocą basketu chwilę uciechy i dobrej zabawy Bo "Beton" kojarzy się przede wszystkim z tymi dwoma aspektami. Wyniki, zwycięstwa i nagrody są gdzieś z tyłu. Dużo dalej niż się wszystkim wydaje.

Komentarze: (1)
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

"Betonowy spiker", jest chyba równie często betonowym zawodnikiem co spikerem. A przynajmniej nierzadko występował również w tej roli. To z całą pewnością nie kwestia jubileuszowej edycji.

Dodaj komentarz

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama