, niedziela 20 września 2020
Gluza o odnajdywaniu się w sejmowej rzeczywistości
Czesław Gluza poznaje zasady panujące wśród posłów. fot: Maciej Kłek



Dodaj do Facebook

Gluza o odnajdywaniu się w sejmowej rzeczywistości

KATARZYNA KOCZWARA, AK
W ostatniej części rozmowy Czesław Gluza opowiada o komisjach sejmowych, w których pracuje. Zdradza, co udało się wypracować, wyjaśnia również z czego wynika jego cisza medialna.

Jakie są najważniejsze działania jakimi zajął się pan jako poseł?
Z rolą posła wiążą się określone przekonania ludzi, nadzieje, oczekiwania. Obowiązki posła są jasno sprecyzowane, określone w ustawie o wykonywaniu mandatu posła i senatora i temu przede wszystkim staram się sprostać. Nie jesteśmy już tylko "posłami ziemi", dbamy o dobro całego państwa, ale jest coś takiego, co wiąże nas z ziemią, naszym regionem. Staram się te dwie role uzupełniać, wypełniać je jak najlepiej.

Podczas trwania kampanii przyzwyczaił pan wyborców do regularnych wpisów na portalu społecznościowym, teraz milczy pan w kwestii swoich działań.
Coś tam jest, ale zdecydowanie mniej. Kampania ma swoje prawa. Sytuacja wyglądała inaczej, jak byłem starostą. Informacji jest mniej, co nie znaczy, że nie działam. Pracuję w sposób rzeczowy i konkretny ale w trochę w innej formie. Praca posła ma inną specyfikę niż praca starosty. Przyzwyczailiście się państwo, że ciągle gdzieś jestem. Praca posła, to przede wszystkim praca w komisjach, nad aktami prawnymi, próba przekonania do swojego stanowiska tam, gdzie jest to możliwe, gdzie można zaznaczyć swój wpływ. Nie zawsze bywa on mile widziany publicznie, bo jest to tzw. kuchnia polityczna i tam się najwięcej dzieje.

Niemniej sam się nad tym zastanawiałem i chyba rzeczywiście w dzisiejszych czasach mediom trzeba dawać znać o sobie. Myślę, że teraz to był taki okres przejściowy. Oswojenie się w nowej roli, rozeznanie tego co można, czego nie, co wypada, a co nie. Jestem przyzwyczajony grać zespołowo. W starostwie byłem kapitanem drużyny. Tu nie jestem, a czuję się lojalny i odpowiedzialny, dlatego trzeba się było w tej sytuacji odnaleźć.

Pracuje pan w bardzo medialnych komisjach.
Tak, jestem obecnie w dwóch komisjach, które są bardzo ważne. Ostatnie wydarzenia spowodowały, że to właśnie te dwie komisje są najbardziej oceniane i widowiskowe: komisja zdrowia oraz komisja sprawiedliwości i praw człowieka. Mieliśmy słynną ustawę refundacyjną, wiele zmian szykuje również minister Gowin. Nie mówiąc o całym pakiecie zmian które dotyczą ochrony zdrowia. Trwała tam bardzo wytężona praca. Część z nas przyszła do sejmu z nieco innym spojrzeniem, może świeższym, ale również spojrzeniem człowieka, który ma do czynienia z ochroną zdrowia na poziomie samorządu, który wie, jakie konsekwencje mogą przynieść rozwiązania zawarte w tym pakiecie ustaw. Wypowiadałem się zwłaszcza w sprawie reformy o refundacji. W tym temacie miałem również wystąpienie.

Dziękował w nim pan aptekarzom ze Śląska Cieszyńskiego, jednak tu też strajkowano.
Ale nie to był protest bardzo odczuwalny. Rozumiem, że jednostki, które spotkały się z protestem, oceniają to inaczej, ale patrzyłem na całość zagadnienia. Przeszliśmy przez ten czas dość spokojnie.

Rzecz podstawowa. W dzisiejszym świecie informacje czerpiemy głównie z serwisów informacyjnych. Na początku strajk objął 20-25% lekarzy. Rzecz dotyczy bardzo dużych pieniędzy, dużych interesów, to jest prawo demokracji, że grupy te przedstawiają swoje argumenty. Rolą rządu jest, żeby zadbać o dobro podatników. Refundacja leków nie podlega żadnym ograniczeniom. Za ile można leczyć w szpitalu - to już podlega ograniczeniu, to jest kontrakt. Powyżej wysokości tego kontraktu, zadłużamy się. Oczywiście nie odsyłamy tych pacjentów do domu, natomiast leki muszą być sfinansowane w całości. Nie ma czegoś takiego jak lek za złotówkę. Jeżeli pacjent zapłaci za lek złotówkę, podatnicy dopłacą.

Nie twierdzę, że nie zostały popełnione błędy. Na miejscu piszących tę ustawę w życiu bym nie prowokował zbędnego konfliktu. Jestem też przeciwny przekazaniu takiej władzy w ręce inspektorów NFZ. Przerabiałem to na przykładzie szpitala i wiem co taki inspektor potrafi. To jest ogromna władza. Chodzi przede wszystkim o to, że wszystkie siły polityczne rządzące do tej pory SLD, PiS, PO chciały zmiany ustawy refundacyjnej. Wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że to tak dalej działać nie może. Uzasadnienia do propozycji tej ustawy, były bliźniaczo podobne. Niezależnie od tego, czy pisało to SLD, czy PiS, czy PO. Potem wkroczyła w to polityka.

Prawdziwe, istotne problemy są w kolejnych ustawach. Np. w ustawie o ochronie praw pacjenta, która zobowiązuje szpital do płacenia kolejnych ubezpieczeń. Udało nam się przekonać do zmiany. Nowy projekt przewiduje fakultatywność ubezpieczenia od nagłych zdarzeń medycznych. Myślę, że kolejne korzystne zmiany nastąpią w ustawie o działalności leczniczej, która niesie duże zagrożenie dla samorządów.

Ustawa o działalności leczniczej, w konsekwencji przerzuca te zadłużenia na organy prowadzące. Tam czekają trudne i prawdziwe decyzje. Mam nadzieję, że uda się te problemy i sprawy przenieść na forum komisji zdrowia i nie tylko. Dalej czuję się samorządowcem z krwi i kości. Jestem nastawiony na to, co dotyczy Polski lokalnej, bo uważam, że ona jest siłą napędową kraju i mam nadzieję, że nasz głos będzie brany pod uwagę.

Jak ocenia pan ministra Arłukowicza?
Do tej pory, moje doświadczenia z ministrem Arłukowiczem, były bardzo pozytywne. Chcemy stworzyć mapę potencjalnych problemów, zagrożeń. A jak ktoś ich nie dostrzega, to my podpowiemy jakie konsekwencje mają ustawy na skład samorządów, na szpitale. Reforma zdrowia jest potrzebna. Nakłady od 2007 r. w samym NFZ znacząco wzrosły do 61 miliardów złotych. Natomiast poczucie dostępności, w odczuciu społecznym, do lekarza zmniejsza się. Rośnie nasza troska o własne zdrowie, chcemy się leczyć, badać. Niezależnie od nakładów pieniędzy na służbę, czy ochronę zdrowia, trzeba, żeby te pieniądze były wydawane racjonalnie. Coś jest nie tak, jeżeli problemy narastają. Jest rolą posłów, żebyśmy to sygnalizowali tam, gdzie się da, pewne sprawy poprawiali, wpływali na to. Istotna jest też kwestia zarządzania szpitalami. Kiedyś obowiązywały inne reguły. Zarządzający szpitalem uważał, że powinien dobrze leczyć, natomiast mniej patrzyć już na sprawy finansowe. Tak się nie da. Chcielibyśmy być leczeni najnowocześniejszym sprzętem, najlepszymi metodami, przez specjalistów, a to wszystko są koszty.

Komentarze: (6)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

kończ waść, wstydu oszczędź...

Panie pośle, ręce opadają jak się czyta Pana odpowiedzi. Mam nadzieję, że jest Pan skuteczniejszy w działaniu niż w wypowiadaniu się. Odwiedziłem sobie z ciekawości Pana fanpejdż... skoro ma już go Pan to może wypadało by zamiast głupot informować o konkretnych działaniach, osiągnięciach. PR w tym wydaniu jest prymitywny. Ciekaw jestem czy prowadzi go Pan sam, czy jest to zadanie zlecone asystentowi, a może agencji PR? Tak czy siak lajka nie dam, podobnie jak przy okazji następnych wyborów. Trzeba się bardziej postarać.

Panie pośle proszę poczytać wpisy na poprzednim artykule -wywiadzie. To wszystko prawda. Ponawiam prośbę pokaże działalność szpitala od podszewki tylko komu właśnie ?? radny powiatowy nie chce, to może Pan pośle jestem do dyspozycji.....

czy tylko pan poseł może liczyć na ukazanie działalności szpitala od podszewki? dlaczego nie ujawnisz tego na forum? chętnie bym się z tym zapoznał

"Rolą rządu jest, żeby zadbać o dobro podatników". Pytanie: ile nas podatników to "zadbanie" kosztuje?. Ano policzmy. Okazuje się, że wydatki na Sejm i Senat w roku 2011 wyniosły 606 mln złotych, do czego trzeba dodać 114,21 mln zł subwencji dla partii politycznych. Czyli, że nasza „demokracja” kosztuje ponad 720 mln zł rocznie. Do tych wydatków trzeba doliczyć też uposażenie 54 posłów do Parlamentu Europejskiego. Ci rzeczywiście doją podatników bez opamiętania: na każdego europosła przypada ponad 118 tys. euro wydatków rocznie, a zatem na wszystkich 54 - ponad 25,6 mln zł. Wynika z tego, że zaledwie 614 Umiłowanych Przywódców z Sejmu, Senatu i PE potrafi wydoić z podatników - co najmniej 750 mln złotych ROCZNIE - a przecież nie wzięliśmy w ogóle pod uwagę tych wszystkich prezydentów, premierów, ministrów i ich przydupasów. Tutaj w grę wchodzą już setki milionów - zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę nie tylko koszty utrzymania tych wszystkich dygnitarzy, ale przede wszystkim - koszty społeczne ich genialnych pomysłów, jakby tu przychylić nam nieba.

a co pan pośle powie na pańskie zdania ,ja to Ci załatwię- masz moje słowo honoru, czy to było słowo ewangelika, posła,czy człowieka honoru,
a może posła - bo tych wiadomo nic nie obowiązuje,

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama