, środa 16 października 2019
"Fucked yellow shower"



Dodaj do Facebook

"Fucked yellow shower"

W czasach głębokiego socjalizmu uczniowie szkół średnich brali obowiązkowo udział w brygadach studenckich. Pracowano przy wykopkach kartofli, zwózce buraka cukrowego albo zbiorze chmielu. Za pracę płacono nędznie, jednak była to wyjątkowa okazja do lepszego poznania kolegów i towarzyszących nam wychowawców.

Spaliśmy w czterdziestu w jednym pomieszczeniu na piętrowych wojskowych pryczach. Był wieczór. W piecyku buzował ogień (pora była późnojesienna) a na jedynym "parterowym" łóżku przy drzwiach leżał wyciągnięty profesor B., nauczyciel historii, języka niemieckiego i łaciny i czytał jakąś rozprawę o Juliuszu Cezarze, oczywiście po łacinie. Od czasu do czasu głośno odczytywał i tłumaczył wybrany fragment a wtedy w pomieszczeniu zalegała cisza.

- Dobry żołnierz musi być karny i wyprany z uczuć. W żadnym przypadku nie może grzeszyć mądrością.
- Pozwoli pan, panie profesorze, że będę innego zdania - odważył się jeden ze studentów klasy maturalnej, widocznie już indoktrynowany wizją żołnierza wolności z czerwoną gwiazdą na furażerce.
- Ależ proszę bardzo. Z tym jednak zastrzeżeniem - odpowiedział profesor B. - że inteligencja szeregowca nie może być większa od tej, która umożliwi odróżnienie przedniego końca karabinu od tylnego.

Ja sam miałem już wtedy własne zdanie na temat żołnierza-wyzwoliciela z czerwoną gwiazdą na furażerce. Było rodzinną tajemnicą, że kuzynka mojego ojca została zgwałcona przez sześciu takich wyzwolicieli. Czterech ją trzymało, piąty robił swoje a szósty trzymał karabin przyłożony do głowy brata ofiary, który musiał na to wszystko patrzeć. Właściwie nie musiał, ale wtedy uznał, że jedna zbędna śmierć i tak niczego by nie zmieniła. To był jednak błąd. Skutkiem wyrzutów sumienia kompletnie ześwirował. Cała reszta jego życia była już tylko piekłem tego jednego wspomnienia, które było obecne nawet wtedy, kiedy gasła już świadomość miejsca i czasu i kiedy nie było już żadnych innych myśli.

W odróżnieniu od powyższego karmiono mnie w domu obrazem nieposzlakowanego żołnierza amerykańskiego, z uśmiechem na twarzy wynoszącego z płonącego domu nieprzytomną niewiastę, albo rozdającego dzieciom pokonanego wroga czekoladki. Jakiż więc szok na widok dzielnych Marines, oddających mocz na zwłoki zabitych nieprzyjaciół. "Pieprzony żółty prysznic" przywołał wspomnienie profesora B. Żołnierz to bezmyślna maszyna do zabijania, włączana guzikiem od jakiegoś zielonego stolika. Maszyna, która ma jednak prawo do małych kratochwil. Na przykład schrzanić jakąś tam dziwkę albo oszczać ścierwo. Miał pan zupełną rację, panie profesorze. I nic tu nie mają do rzeczy barwy, sztandary czy ideologie, pod którymi nasz bohater kroczy po glorię zwycięstwa.

W N.K też wsławili się nasi chłopcy, którzy na kilka godzin przed masakrą cywilów wspólnie z kapelanem polowym odmawiali modlitwę sposobem, jaki nakazał nam Jezus Chrystus: "(...) i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom (...)". Gwoli ścisłości trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że w procesie ewolucji językowej znaczenie czasownika "odpuścić" w przebiegu ostatnich dziesięcioleci dość wyraźnie się zmieniło. Więc może to jest przyczyna tylu nieporozumień?

Komentarze: (1)
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Fajne, pisz więcej!

Dodaj komentarz

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama