, środa 21 sierpnia 2019
Magnolia. Życie seksualne skrzatów polnych. Genesis. Geronimo.
Przed nami dwa ostatnie odcinki Magnolii. fot: Dariusz Bożek



Dodaj do Facebook

Magnolia. Życie seksualne skrzatów polnych. Genesis. Geronimo.

Dariusz Bożek

Dzień dobry :)

Przed nami dwa ostatnie odcinki Magnolii. Pojawi się w nich nowy bohater – niejaki Rufus, który jest Skrzatem Polnym pochodzącym z innego opowiadania, które napisałem wiele lat temu. Podobnie jak Magnolia, Rufus poszukuje prawdy ostatecznej i jest gotów zaryzykować wszystko, żeby ją odsłonić. Pomyślałem sobie pisząc zakończenie Magnolii, że połączę ich losy i wysiłki celem uzyskania ostatecznej odpowiedzi.

Proponuję dzisiaj krótką lekturę kilku fragmentów z tamtego opowiadania, pt. „Drobiny Proroka” celem przybliżenia postaci Skrzatów Polnych i jednego z ich najwybitniejszego przedstawiciela Rufusa.

Tak więc zobaczycie Państwo Rufusa czytającego łanom halucynogennego zioła fragment Księgi Genesis w cieszyńskiej gwarze. Zapoznacie się z fragmentem opisującym życie seksualne skrzatów i ich rozmnażanie – jakże odmienne od tego, co czyni w tym zakresie gatunek homosapiens.

I na koniec mój ulubiony fragment: śmierć Geronimo, wielkiego wodza Krasnoludków, takiego krasnoludkowego Kim Ir Sena, który postanowił zakazać bajki o Królewnie Śnieżce uznawszy, że krasnoludki pochodzą od Apaczów. Scena napisana jest praktycznie jednym zdaniem; najdłuższym jakie udało mi się kiedykolwiek ułożyć. :)

Zapraszam do lektury :)

©

„Genesis”

Na poczóntku Pón Bóczek stworził niebo a ziymie. A ziymia była prózno i bes żodnego kształtu, ćma było nad wielkucnymi wodami, a duch Pón Bóczka sie unoszoł nad wodami.

I Pón Bóczek przerzóndziuł: Niech sie srobi światło. I światło sie srobiło. Pón Bóczek widzioł, że światło było dobre i doł go ekstra od ćmoka. I Pón Bóczek mianowoł ćmok – nocóm, a światło mianowoł dniym. I tak przeszoł wieczór i rano – piyrszy dziyń.

A potym Pón Bóczek zajś przerzóndziuł: niech sie srobi wielko dziura w postrzodku wód i niech ta dziura odgrodzi jedne wody od drugich.

Hubert dostrzegł małego skrzata, który przemawiał w nieznanej gwarze do łanów zielonych roślin, kołyszących się lekko w rytmie przelotnych powiewów. Wyglądał przedziwnie, odmiennie niż typowy polny skrzat. Zamiast spiczastej czerwonej czapeczki na głowie miał szary berecik. Zamiast szykownego kubraczka - wykonanego z liści paproci stolcowej - nosił wytartą jeansową kurteczkę oraz spodnie do kompletu z charakterystycznymi, mocno zwężającymi się w rurki końcówkami. Wszystko tworzyło to mieszaninę niezbyt pasującą do stylistyki małych ludzików z bajek. Raczej przypominał inteligenta wrażliwego na sprawy bytu z towarzyszącą mu lekka nutą robotniczą; dopełnieniem i finiszem hippisowsko-kontestatorskim były okrągłe okulary w cienkich oprawkach ala John Lennon oraz długie opadające włosy. Wszystko to tworzyło spójną kompozycję i świadczyło o dobrym guście i osobistej kulturze w obszarze stylu. Skrzat był w uniesieniu: przemawiał żarliwie wspomagając się gestykulacją w powietrzu. Czynił znaki.

Niedaleko od skrzata leżał sobie całkiem spokojnie malutki koszyczek na stolcowe ziele, z którego krasnoludki wyrabiały lokalne zioło. Był pusty.

Nieco bliżej Huberta, mniej więcej w połowie perspektywy stały dwa krasnoludki, mniejszy i większy, ubrane w tradycyjne dla nich czerwone kubraczki, spiczaste czerwone czapeczki i czerwone, rozszerzające się u dołu w kształt dzwonów spodnie. Patrzyli uważnie w kierunku skrzata. Zdziwieni. Skonfudowani.

Skrzat wydawał się być krasnoludkom lekko niedorozwinięty. Lecz uważny obserwator mógł zobaczyć coś innego. Przelotny błysk w jego oczach, żar za którym kryła się głębia; głębia, na której dnie było ledwo zauważalne, praktycznie niewidoczne, lecz gotowe do rozwinięcia skrzydeł przekonanie o wyższości kogoś, kto ma za sobą historię tysięcy lat cywilizacji skrzatów, a tylko wyjątkowo i przejściowo zmuszony jest godzić się z pozycją taniej siły roboczej dla krasnoludków – istot niewątpliwie niższych w rozwoju. Skrzat był dumną, zanurzoną w tradycji istotą, lecz skutecznie maskował to wyrazem twarzy nieprzytomnego debila.

©

„ Życie seksualne skrzatów polnych”

Grupa małych skrzatów wpatrywała się w Waldemara z mieszaniną zaciekawienia i strachu. Waldemar już wkrótce miał się przekonać o ich zasadniczych dwóch cechach: ciekawości i skłonności do seplenienia.

- A ty jesteś Panem cy Paniom? – zapytał najmniejszy z gromadki zadzierając główkę i próbując zajrzeć Waldemarowi w oczy. A może w „ocy”.

- Panem.

- A cy to prawda ze kąpałeś się s Paniami?

- I to w mocu? – zaseplenił drugi mały prawie podskakując.

- Widzę, że sława o mnie wyprzedziła mnie samego – powiedział Waldek - tak to prawda.

Gromadka zaszumiała ze zdziwienia, zasepleniła to tu, to tam, z ochotą na kolejne pytania, lecz widząc dezaprobatę w oczach taty i mamy, czmychnęła czym prędzej na bezpieczną odległość, tak aby przysłuchiwać się i spoglądać na człowieka - przedziwne zjawisko zwane Waldemarem.

Rufus spojrzał z wyrzutem na Iris, a ta spłonęła rumieńcem i zaczęła mocniej szorować talerze po kolacji.

- O co chodzi z tą kąpielą? – zapytał w chwilę później Waldek.

Skrzat westchnął i ponownie spojrzał na Iris, tym razem oczekując pomocy.

- Istnieje duża różnica w tym zakresie pomiędzy skrzatami a ludźmi – powiedziała próbując wyhamować rozmowę.

- Mianowicie? – Waldemar nie dawał za wygraną.

- Nie zrozum mnie źle – głos miała delikatny i ciepły – ale z naszego punktu widzenia wasza seksualność znajduje się w kłopotliwym położeniu. Prezentuje się co najmniej dziwnie.

- Hmm… wyjaśnisz mi?

- Otóż… my skrzaty, uprawiamy seks tylko z osobnikami tej samej płci.

- Żartujesz…

- Nie żartuję.

- Więc jesteście…?

- Można tak powiedzieć, że jesteśmy - jak mówicie - homoseksualni, lecz pamiętaj o tym, że seks dla skrzatów jest czymś znacząco innym, niż dla ludzi.

- Czymże to?

- Jest jak hobby, dodatkowe zainteresowanie – Iris tłumaczyła cierpliwie - tak więc, gdy Rufus idzie uprawiać seks z jakimś swoim kolegą, to ja traktuje to tak, jak wy ludzie traktujecie wspólne wyjście na mecz lub do baru na piwo.

- Żartujesz – Waldek był lekko zaszokowany – Rufus powiedz, że Iris żartuje.

Iris nie żartowała. Rufus wyjaśnił.

- Jak moja Iris wychodzi uprawiać seks z koleżanką, to ja spokojnie i bez poczucia zdrady zajmuje się dziećmi. To tylko miły sposób na spędzanie czasu. Jak wspólne pójście na zakupy.

- To kompletnie nie ma sensu – powiedział Waldek odruchowo, chociaż zupełnie nie wiedział dlaczego nie miało by to mieć sensu.

- A czy ma sens sytuacja w której przyjemność, czyli seks, oraz wydalanie i prokreacja odbywają się w tym samym miejscu, tymi samymi drogami?

- No dobrze… - Waldek był najwyraźniej skołowany – to w takim razie jak się rozmnażacie?

Zapadła chwila krępującego milczenia oraz wymiany spojrzeń pomiędzy Rufusem i Iris. Ciężar następnej wypowiedzi ponownie wzięła na siebie Iris.

- Przez opowiadanie bajek – powiedziała uśmiechając się przepięknie.

- Co??

- Rozmnażamy się przez opowiadanie bajek; to bardzo bezpieczny, higieniczny i przyjemny sposób na zachowanie gatunku.

- Wybaczcie moje zdziwienie, ale jestem trochę zaskoczony.

- A nie powinieneś, wy ludzie sami uważacie Skrzaty za postacie z bajek, z opowieści, więc jak się mamy rozmnażać? Przez opowiadanie.

- Czyli wy – Waldek pokazał na siedzących przed nim dorosłych skrzatów – nie uprawiacie…

- Nie, nie uprawiamy seksu – szybko odpowiedział Rufus – za to samo opowiadanie bajki zarówno dla mnie jak i dla Iris niesie ze sobą nieprawdopodobną przyjemność, porównywalną z waszym seksem.

- Dlatego mamy tyle małych skrzatów – w oczach Iris pojawiły się iskierki rozbawienia.

- No dobrze a co z heteroseksualnymi skrzatami? – kontynuował temat Waldemar.

- Co masz na myśli?

- No z tymi, którzy jednak uprawiają seks z przedstawicielami płci przeciwnej.

- Nie ma takich.

- Nie rozumiem.

- To zmień sposób myślenia na następujący: skrzaty uprawiają seks tylko z przedstawicielami tej samej płci, mówiłem Ci już.

- Chcesz powiedzieć, że wszyscy się temu podporządkowali?

- To nie jest kwestia podporządkowywania się, po prostu nie ma innej opcji.

- Acha, to kwestia srogiej kary?

- Nie ma takiej potrzeby, żeby karać.

- Dlaczego?

- Bo nikt tego nie robi.

- Chyba żartujesz – powiedział Waldek – nie ma u was jakiegoś podziemia heteroseksualnego, miejsc, organizacji, tajnych schadzek internetowych, zboczeńców, portali dla kochających inaczej?

- A po co?

- No dla tych – Waldek zastanawiał się jakiego słowa użyć – odmiennych w kwestii preferencji seksualnych.

- Nie ma u nas odmiennych w kwestii preferencji seksualnych.

- Niemożliwe, dlaczego?

- Bo skrzaty uprawiają seks z tylko przedstawicielami tej samej płci.

- No masz w koło Macieju.

- Może to kwestia otworów – zaproponowała nieśmiało Iris.

- A może to kwestia organizacji społeczeństwa – poirytował się w końcu Rufus – po prostu Skrzaty jak czegoś mają nie robić, to tego nie robią na 100%.

- A może to kwestia otworów – powiedziała ponownie Iris – nie ma takiego otworu w ciele Skrzata płci żeńskiej, w który mógłby coś włożyć skrzat płci męskiej.

- Zresztą my, znaczy się skrzaty płci męskiej – Rufus podniósł dumnie głos - nie mamy nic do wkładania.

- Ja bym się tym tak nie chwalił – wyrwało się Waldemarowi, zanim zdecydował się zakończyć rozmowę.

Ostatni jej fragment najwyraźniej go uspokoił. Preferencje seksualne skrzatów regulowane są przez kwestie techniczne. Po prostu nie mają innego wyboru. Tak. To było coś, co kończyło dyskusję. Spojrzał na Rufusa i pojednawczym tonem powiedział mrugając okiem.

- No dobra – powiedział po chwili Waldemar – to jak u was wyglądają kwestie miłości?

- Mamy dwa rozwiązania, bardzo praktyczne, które pozwalają nam uniknąć wielu problemów; po pierwsze oddzielamy stan zakochania od prawdziwej miłości -

- Ciekawe…, jak to robicie? -

- Zakochanych traktujemy jak chorych psychicznie i izolujemy w specjalnych strefach odosobnienia i jak tylko przejawiają objawy zakochania maltretujemy ich nieprzyjemnymi dźwiękami, pozbawiamy pożywienia, każemy wysłuchiwać epopei o krasnoludkach; czasem podajemy wywar ze dziędzieliny ponurej, który podawany regularnie sprowadza nastrój do pożądanego poziomu. -

- A drugi sposób? -

- Oddzielamy miłość od spraw opowiadania bajek, czyli tak jak w przypadku ludzi, musielibyście oddzielić miłość od seksu.

- To praktycznie niemożliwe – powiedział Waldek – jak to robicie? -

- Blokujemy w mózgu połączenie pomiędzy ośrodkiem opowiadania bajek i ośrodkiem miłości. Dzięki temu przyjemność płynąca z opowiadania bajek - lub jej brak - nie mają wpływu na poziom miłości. Dzięki temu nasza miłość może oderwać się od spraw przyjemności i bajka, która nie doprowadza do orgazmu, nie staje się źródłem rozczarowania i braku miłości. -

- Blokujecie połączenia? - zdziwił się Waldemar – to znaczy, że macie neurochirurgię na wysokim poziomie -

- Wręcz przeciwnie, nie musimy posiadać do tego medycyny, u skrzatów to kwestia zawiązania wystającej pętelki.

- Wystającej pętelki hmmm… - zamyślił się Waldemar próbując sobie wyobrazić techniczna stronę rozwiązania.

Rufus kontynuował.

- Wyobraź sobie mój drogi Waldku, jak to miałoby wyglądać u was, u ludzi. Oddzielacie kwestie seksu od kwestii miłości, co powoduje, że jakość pożycia seksualnego nie ma wpływu na obdarzanie się wzajemnym uczuciem. Jaka to ulga może być, nieprawdaż? Wyobraź sobie mężczyznę, który kocha swoją kobietę i nie przejmuje się długością pewnego znaczącego narządu, nie troszczy się jakością pożycia cielesnego, o szczytowanie lub jego brak. Musi się starać i troszczyć o partnerkę – to owszem - pomagać jej, opiekować się i wychowywać ich dzieci, ale nie ma znaczenia dla ich miłości to, czy seks jest udany, czy nie. Kiedy po nieudanym pożyciu partnerka jest rozczarowana, to myśli, że to kwestia czynników pozamałżeńskich, jakiejś seksualnej fortuny, erotycznego losu. Nigdy nie obwinia za to swojego partnera. Z kolei jak zaszedł udany seks, to prawdopodobnie przyczynę lokuje w dobrej pogodzie, ciśnieniu, zbiegowi okoliczności lub zwykłemu szczęściu. Myśli, że ma farta, a nie że jej partner jest wyjątkowym kochankiem. Jeżeli takie rozwiązanie pomaga skrzatom, to dlaczego nie miałoby znaleźć zastosowania u ludzi. -

- No – powiedział Waldek rozważając usłyszane słowa – interesująca koncepcja. -

©

„Wpływ Gwary Cieszyńskiej na halucynogenne właściwości stolcowego zioła”

- Fantom? – zdziwił się Waldemar – pamięta coś?

- Niewiele… ale mu się poprawia – powiedział Skrzat i dodał po krótkim zastanowieniu – tak w ogóle to jakiśikej mruk s niego.

- Jakiśikej mruk? – zdziwił się ponownie Waldek - co to za dziwny slang dzisiaj używasz?

- To nie slang to gwara – wyjaśnił Skrzat.

- Więc co to za gwara?

- Gwara Stella.

- Stela?

- Nie stela tylko Stella, przez dwa „l” oraz z dużej litery – wyjaśnił spokojnie skrzat - to podobno od imienia kobiety, przynajmniej tak twierdzą najstarsze skrzaty.

- Po co Ci ona, taka gwara Stella?

Tym razem Skrzat spojrzał na Waldemara jak na nieświadome niczego dziecko, któremu trzeba tłumaczyć podstawowe rzeczy.

- Otóż ta gwara, jako jedyna jest w stanie zmienić zioło.

- Że co? – zdziwił się po raz trzeci Waldemar. Ten stan w towarzystwie skrzata zagościł na stałe.

- Pozbawia go właściwości halucynogennych. Zapalisz i zamiast schizy i halunów masz ochotę na czynienie dobra, na modlitwę i dobre uczynki. Tylko trzeba długo i cierpliwie do niego gadać w gwarze Stella, i to wtedy, jak rośnie sobie jeszcze na łanach, zanim ktoś zrobi z niego skręta.

- A co na to krasnoludki?

- Krasnoludki to debile, nie zorientowały się. Tylko narzekają, że marne zioło, że nie ma halunów, że ściąga po wieprzowinie i takie tam. Nie wiedzą, że to od mojego gadania.

Waldemar i Rufus byli starymi znajomymi, którym w rozwinięciu pełnej przyjaźni przeszkadzały tylko zasadnicze różnice światopoglądowe. Skrzat był urodzonym ascetą i zagorzałym abstynentem; przeciwnikiem wszelkiego rodzaju używek; Waldek jako ludzki cień nie miał w zasadzie innego wyjścia: testował totalny hedonizm połączony z nieustanną chemiczną modyfikacją nastroju.

- Rufus, dlaczego im to robisz, znaczy się dlaczego robisz to Krasnoludkom?

- To w ramach akcji „Zmieniamy wnętrzności na lepsze”

Waldek podszedł bliżej skrzata i patrząc mu prosto w oczy powiedział.

- Wiesz co? Wam skrzatom przydałoby się trochę więcej luzu.

- A wam ludziom trochę więcej dyscypliny i… bata.

Mierzyli się przez chwilę spojrzeniami po czym Rufus jako pierwszy odpuścił mówiąc:

- Nie będziemy teraz się kłócić, nie ma na to czasu. Chodź za mną.

©

„Geronimo”

Geronimo – Słońce, Księżyc i Wszystkie Gwiazdy krasnoludków, zrodzony z porannej rosy Łąk Krajeńskich i wieczornego dymu Ognisk Syczuanu, Nieomylny Genealog, który odkrywszy, że krasnoludki pochodzą od Apaczów zakazał - jakże mądrą decyzją - rozpowszechniania bajki o królewnie śnieżce, której zresztą de facto nigdy nie poważał; więc ten Genialny Wódz, który pokonał podstępne skrzaty 17-scie razy w 15-stu stoczonych z nimi bitwach, oraz Ten, który bohatersko zasłonił własną piersią samego siebie przed kulami podczas wielkiego oblężenia Orelund ; więc ostatecznie Ten Wielki, Nieomylny i Najdzielniejszy - jak się mu pewnego dnia objawiło - potomek wielkiego wodza Indian Apaczów Geronimo, który - sam nazwawszy się Geronimo - walecznością przewyższył znacznie swego słynnego poprzednika, wspomnianego już nieco wyżej Wodza Apaczów Geronimo, który to dowiedziawszy się o swoim Wielkim Następcy, Wielkim Wodzu Krasnoludków Geronimo, sam z własnej inicjatywy, usłużnie i bez żalu zrezygnował na jego cześć z noszenia imienia Geronimo, i przybrał – zważywszy na wielkość prawdziwego Geronimo, no i żeby się już nigdy nikomu to nie pomieszało – imię oddalone brzmieniowo od nazwy pierwotnej i mało znaczące i jeżeli się już k... w tym wszystkim pogubiliście, to przyjmijcie do wiadomości, że tylko prawdziwy Geronimo może to wam wyjaśnić, a jeżeli nie wyjaśni, to tylko dlatego, że może, ale mu się k... chwilowo nie chce i mu się k... może w ogóle nie zachcieć; wiec ostatecznie ten Wielki Ojciec i ta Wielka Matka Wielkiej Rodziny Krasnoludków, ten Czujny Strażnik spokojnych krasnoludczych snów, ten Czuły Opiekun brzemiennych krasnoludek, oraz Ten, bez którego nie może zajść żadne poczęcie, wreszcie Ten, którego skutecznie wzywają strapieni i zjarani , i jeszcze Ten, który byłby w stanie przewidzieć przyszłość – gdyby tylko chciał, i na koniec Ten, który tylko przez wzgląd na własną niezmierzoną wielkość, pozwolił czcić się jako boga ale zarazem przez własną bezgraniczną skromność, tylko w miesiącach, które mają literę „r” w nazwie - więc ten Wielki Geronimo siedział na Wielkim i Złotym Tronie, obwieszony długimi, złotymi łańcuchami i palił najwyższej jakości zioło, które wędrując zakręconą po całym pomieszczeniu złotą fają, nabierało wyjątkowej mocy i osobliwych zdolności.

W tak znamienitych okolicznościach pojawił się zdyszany, zmarnowany i spocony posłaniec krasnoludek i padł swojemu Wielkiemu Władcy do Jego Wielkich Stóp.

- Panie mam złe wieści – wyrzucił z siebie resztką sił.

Geronimo nie zareagował. Jego Mimika nie korespondowała z otoczeniem. Przestrzeń, w którą był zapatrzony nie posiadała już styczności ze światami zewnętrznymi, w tym ze światem krasnoludka posłańca.

- Stolcownia zniszczona; zioło stracone, ziomale is…nie… are ded; to koniec !!!

Tak, to był koniec całego ich świata. Lecz mały krasnoludek nie wiedział, że i do jego Wielkiego Pana nieuchronnie zbliżał się Wielki Zmierzch.

- W stronę Wielkiej Bramy wyruszyła załoga złożona z cieniasa, fantomu stolcowego i jakiegoś kozojeba zwanego Rufusem.
W połowie rozbudowanej lufy dojrzewał albowiem Złoty Strzał, płynąc wciągany przez złociste usta Wielkiego Sternika czerwonych ludków.

- Podobno koleś jest zryty na punkcie poszukiwania prawdy, a w dodatku to jakiś Bond wśród skrzatów. Panie mój…

Geronimo zamknął oczy. Niech idą – przez jego głowę przemknęła Wielka i ostatnia z myśli Jego Wielkiego Życia - niech walczą... niech cierpią dalej. Jego wzywało już coś bardziej istotnego – Ostateczny Zew Ukojenia.

©

W przyszłym tygodniu dwa ostatnie odcinki Magnolii .

Komentarze: (0)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama