, piątek 26 lipca 2019
Łowca Marzeń
Było jednak w nim coś tajemniczego, niespotykanego, coś, co pociągało i jednocześnie odpychało. Jednak ani wymienione wyżej cechy, ani nawet to, że chadzał własnymi drogami nie sprawiało, że inni widzieli w nim kota. Co więc było w nim takiego niezwykłego?  fot: PCS



Dodaj do Facebook

Łowca Marzeń

Wszystko zaczęło się od tego, że Rafael zaczął mieć poważne wątpliwości co do tego czy jest kotem, czy człowiekiem. Początkowe objawy nie wskazywały na nic strasznego, ot fanaberie człowieka o wrażliwej, artystycznej duszy. Tłumaczył się tym, że skoro Salvador Dali malował nosorożce, a żeby to uczynić niemal wchodził w ich skórę i duszę, to on może od czasu do czasu być kotem.

Co ciekawe, ani nie miauczał, ani nie dorabiał sobie ogona i nie rzucał się z pazurami na tych, którzy mu się nie podobali. Nawet jakoś specjalnie się nie łasił i nie mruczał. Był naprawdę bardzo przeciętnym zwykłym mężczyzną o kociej naturze, tak zwykłym i tak szarym, jak jego ulubiony dachowiec, którym od kilku lat się opiekował.

Było jednak w nim coś tajemniczego, niespotykanego, coś, co pociągało i jednocześnie odpychało. Jednak ani wymienione wyżej cechy, ani nawet to, że chadzał własnymi drogami nie sprawiało, że inni widzieli w nim kota. Co więc było w nim takiego niezwykłego?

Otóż wieczorami wychodził na polowanie. To kochał w swoim życiu najbardziej. Nocne łowy. Początkowo ani jemu ani jego najbliższym to nie przeszkadzało. Jego dziewczyna miała na imię Angela i podeszła do sprawy z wyjątkową wyrozumiałością.

– Nie mogę i nie chcę zabraniać mu, by wychodził na piwo z kumplami – bo z tym identyfikowała nocne wyjścia - nie chcę go kontrolować i bardzo pracuję nad tym, by nie okazywać za wiele zazdrości. Och, z tej Angeli to był prawdziwy anioł. Dobra, wyrozumiała, łagodna. Któż by nie chciał takiej kobiety. Jednak i ona jak każdy miała swoje wady, ponieważ jednak nie jest to opowieść o niej, zostawimy jej wady na najwyższej półce starego strychu z zapomnianymi zabawkami. To jest bardzo wygodny i dobry sposób na życie – cudze wady odłożyć na półkę i o nich zapomnieć. Ludzie jednak robią coś zupełnie przeciwnego. Przystrajają wady w kokardy, zapalają im świeczki, robią z nich ołtarzyk i stawiają w najbardziej widocznym miejscu w domu lub w ogrodzie. Gdy tylko przychodzą goście, natychmiast pokazują im ołtarzyk z wadami partnera życiowego, dzieci, rodziców lub sąsiada i skrupulatnie omawiają każdą po kolei, skarżąc się, jak źle trafili. Oczywiście, bywa, że postępujemy całkowicie odwrotnie i udajemy, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, podczas gdy nasze serce rozdziera się na sto bolesnych elementów. Najlepszy, jak to zazwyczaj nie tylko w bajkach bywa, jest złoty środek czyli wyniesienie na strych wszystkich wad męża, kochanka, partnerki, przyjaciółki, matki, babki, siostry lub brata po uprzedniej rozmowie na ten temat, a potem postanowienie solenne, by nigdy do sprawy nie wracać. Oczywiście liczy się w tym przypadku słowność, dotrzymanie samej sobie danej obietnicy i życie z lekkim sercem. Wiadomo bowiem, że jeśli ciągle modlimy się przed ołtarzem z win najbliższych najbardziej swoją własną ranę rozdrapujemy.

Rafael wyruszał więc na nocne łowy, a to, co z nich przynosił owiane było największą tajemnicą jego dni i nocy. Ukrywał to przed swoją ukochaną i nawet przed samym sobą. Czuł przemożną potrzebę, by wychodzić i polować na… marzenia. Ponieważ był dorosłym mężczyzną, bardzo się tego wstydził. Uważał, że facetowi nie wypada marzyć. Marzenia trzeba realizować - mówiły mądre głowy i właściwie on się z nimi zgadzał. Jednak potrzeba, by każdego wieczoru wyruszyć i złowić marzenie była tak silna, że nie potrafił się przed tym bronić. Tak, wstydził się i nie przyznawał. Udawał sam przed sobą, że to tylko zwykłe wypady w miasto, wypijał po drodze jedno, czasami dwa piwa i wracał. Nie dlatego, że mu się jakoś szczególnie chciało pić, a dla usprawiedliwienia swoich dziwactw. Angela niczego się nie domyślała. Jego znajomi niczego się nie domyślali, nawet ci, którzy byli pretekstem do wieczornych wyjść. Nie wiedzieli przyjaciele ani rodzice. Bardzo, bardzo się tego wstydził. Uważał, że jest nieudacznikiem i że jedyne, co potrafi i przed czym nie umie się już bronić, to polowania na marzenia.

A wyglądało to tak: co wieczór zakładał swoją ulubioną marynarkę w kratkę, która miała łaty na łokciach. Uwielbiał wyglądać elegancko, ale sztywny styl biurowy go przerażał i paraliżował. Ta marynarka jakby do niego przyrosła, w ciągu dnia oczywiście ubierał się różnie, ale wieczory zarezerwowane były dla niego i jego tweedowej marynarki z łatami na łokciach. Wtedy był najbardziej sobą. Gdy tylko udawało mu się pozbyć ostatniego, niczego nieświadomego kumpla – Rafael udawał, że musi jeszcze wpaść do samotnej matki - wyruszał w trasę na swoje polowanie. Podobnie jak marynarkę, miał ulubiony dach. Po kilkunastu pierwszych dniach polowań, podczas których nie wiedział co się z nim dzieje, gdy czuł się jak dzikie, rządne przygód zwierzę – zorientował się, że mimo tego dziwnego instynktu łowcy, nadal jest sobą, gdy poczuł za czym biegnie i co ściga, gdy znalazł swój dach, mógł wreszcie poczuć się tym, kim był naprawdę: łowcą marzeń.

Wchodził na klatkę schodową, przemykał po jej schodach, a potem zwinny, cichy i szybki jak kot wbiegał na strych, na dach i wskakiwał na wylot komina. Tak, to było najlepsze dla niego miejsce. Miejsce marzeń. Kiedy już upewnił się, że wszyscy jego kumple z podkulonymi ogonami stoją właśnie na progu swoich domów i przepraszają za spóźnienie, gdy już wiedział, że nikt go nie będzie szukał, że nikomu się nie zachce zwierzeń przy kolejnej kolejce czystej, gdy wiedział, że każdy zatopiony w ramionach swojej kobiety zapomniał, że ktoś taki jak Rafael istnieje, ten ze spokojem rozpoczynał swoje łowy.
Wystarczyło, że pomyślał o smoku, ten natychmiast nadlatywał, zionął ogniem i rozgrzewał zmarznięte stopy mężczyzny.

– Och, to tylko dym z komina na którym siedzę, to tylko moja wyobraźnia – mówił do siebie i smok znikał. Gdy tylko pomyślał o dalekich stepach i wyjących wilkach, gdy tylko zamarzył, by żyć w takim wspierającym się, choć dzikim stadzie, wataha natychmiast, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zjawiała się na dachu marzeń.

– Och, za dużo wypiłem, mam delirkę – myślał w duchu i wilki znikały. Gdy tylko zamarzył o wyprawie poza czas i poza świat, całe jego wnętrze, które wypełniało muskularne ciało wylatywało hen daleko poza jego pojęcie czasu i przestrzeni. Ciało siedziało sobie cichutku i czekało, aż Rafael wróci. – Ja nigdzie nie lecę, to tylko moja wyobraźnia seksualna. Myślał i natychmiast wracał, a potem pędził w dół po schodach kamienicy wprost w ramiona Angeli.

Marzył o swojej knajpie, bardzo lubił gotować, smakować, degustować, piec, smażyć, miksować. Marzył o galerii z dziełami sztuki, marzył by zostać maklerem, marzył by grać w zespole, chciał handlować zabytkowymi samochodami, marzył by zrobić licencję pilota. By skończyć studia, żeby stworzyć szczęśliwą rodzinę, zasadzić drzewo, wybudować dom etc. Kiedy tylko zamarzył, to, czego potrzebował natychmiast zjawiało się u stóp komina na którym siedział, było w zasięgu ręki. W jednej chwili czuł swoją moc i możliwości, by za chwilę, gdy tylko delikatny wiatr rozwiał jego włosy, zwątpić, że to wszystko jest możliwe, że może się zdarzyć, że to dla niego…

Ponieważ jednak nie przestawał i ciągle wieczór w wieczór wyruszał na swoje polowanie, małymi krokami oswajał marzenia swoje i innych. Odkrył bowiem, że jest kimś w rodzaju czarodzieja, który może spełniać marzenia innych. Niestety Rafael miał bardzo wielki problem: tak samo, jak bał się i nie wierzył w swoje marzenia, tak samo nie dowierzał w sens marzeń innych ludzi. I tutaj opowieść dochodzi do kulminacyjnego punktu. Mój bohater był jak kot, który bawi się swoją zdobyczą, ale zawsze chodzi głodny. Mimo, że kiszki grają mu marsza i w głowie z powodu pustego brzucha ma groch z kapustą, nie skorzysta z możliwości, by posilić się tym, co zdobył. Niestety nie potrafi i nie chce też podarować spełnień innych ludzi mimo, że ma taką moc, a to dlatego, że się z nich śmieje. Tak, śmieje się ze złowionych marzeń swoich i cudzych.

Kiedyś wydarzyło się coś, przed czym Rafael bronił się bardzo długo – Angela zupełnie przypadkiem odkryła jego tajemnicę. Tej nocy wrócił do domu zalany w trupa, pech dla jego egocentrycznej natury chciał, że złowił marzenie chorego dziecka. Do tej pory udawało mu się marzenia wyśmiewać i odsyłać do diabła. Tym razem nie mógł tego zrobić, nie z tym marzeniem! Chora Amelia chciała pojeździć na motorze. Och, a on tak kocha te mechaniczne stwory, tak by chciał małą wziąć, zabrałby ja na koniec świata do jakiegoś uzdrowiciela, a potem zatańczyłby z nią w ramionach. Wróciliby łamiąc wszelkie przepisy drogowe i niebiańskie, pijani ze szczęścia, bo mała oczywiście wracałaby zupełnie zdrowa. To mu się nie podobało, nie chciał czuć! Nie chciał marzyć o szczęściu innych, nie chciał nikomu pomagać, nie miał ochoty martwić się jakimś dzieckiem, bał się swoich tęsknot, on też kiedyś…

Wrócił do domu całkiem pijany, nie zdjął nawet swojej ulubionej marynarki, położył się bardzo blisko Angeliki wtulając policzek w jej ciepłe szczupłe plecy. Słyszał bicie jej serca, to go koiło, zasnął…

Kobietę coś gniotło, ach to on, taki w ubraniu, och, coraz z nim gorzej – martwiła się, a potem usiadła na łóżku i długo mu się przyglądała tak, jakby czekała, w którym momencie jego sen stanie się jawą. Mamrotał coś pod nosem, ale ostatnie słowa zrozumiała bardzo wyraźnie: – Nie chcę już łowić marzeń, nie chcę pomagać żadnemu dzieciakowi, nie interesuje mnie jej los. A potem się obudził i … długie tygodnie udawał, że to tylko sen, że nic nie wie o żadnej dziewczynce i że marzenia to dziecięce fanaberie, on jest dorosłym, myślącym człowiekiem i niech ona w końcu przestanie go wypytywać.
Angelika nie zdradziła Rafaelowi, że kilkanaście kolejnych nocy prawie nie spała i jak zaczarowana wysłuchiwała opowieści o łowcy marzeń.

– Kim ty jesteś? – zadawała bezgłośne pytanie jemu i sobie. – Dlaczego niczego nie powiedziałeś? Dlaczego wszystko w sobie kryjesz? Czy aż tak bardzo boisz się zaufać? Jesteśmy ze sobą tyle już lat i nadal boisz się otworzyć? Zaufać? Przecież poszłabym z tobą na ten strych, weszłabym na komin, chociaż mam lęk wysokości, chciałabym złowić twoje marzenia, pomóc je spełnić. Angelika była bardzo poruszona i rozczarowana jednocześnie. Minęło wiele dni, zanim zdecydowała się powiedzieć o tym, że zna tajemnice Rafaela. W tym czasie on zaprzestał swoich łowów, a mała chora dziewczynka, która kiedyś marzyła o przejażdżce motorem, teraz marzyła już tylko o tym, żeby nie cierpieć. Rafael nieświadomy tego, jak bardzo swoim tchórzostwem ogranicza swoją i wszechświata moc, przepuścił jedną z wielu okazji do tego, by prawdziwie żyć.

– Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?

– Nie mam kochanki, nie zaczynaj tych swoich scen – odparował bardzo niegrzecznie Rafael.

– Ależ wiem, że nikogo nie masz! Kto by cię chciał, takiego tchórza i frustrata, który karmi się niespełnionymi marzeniami. Tak, wiem dokąd chodziłeś co wieczór. Wiem, że wchodząc na dach tego dziwnego domu otrzymywałeś wielką moc, z której nigdy nie skorzystałeś – wykrzyczała kobieta.

– To całkiem normalny dom – odparł on.

– Nie tak zupełnie, ten dom musi coś w sobie mieć, skoro cię do siebie tak uparcie przywoływał. Nie zauważyłeś ile wokół ciebie działo się cudów?

– Skąd o tym wiesz? – zapytał w końcu mężczyzna, który był jak w transie i nie bardzo docierały do niego jej słowa. Musiał je długo przetwarzać, zanim zrozumiał, że ona nie jest jego wrogiem i że bardzo chce mu pomóc, ale będzie to możliwe dopiero wtedy, gdy on się otworzy.

– Wygadałeś się – odparła Angela. – Śpisz i mówisz. Wiele nocy zarwałam na to, by ze szczątków twoich wypowiedzi poskładać sensowną całość i wiesz co, mogłabym cię zawieźć do mojego kolegi psychiatry, ale nie zrobię tego, ponieważ kiedyś, dawno temu przydarzyło mi się coś podobnego.

– Żartujesz!

– Nie, wszystko zaczęło się kilkanaście tysięcy lat temu.

– Teraz ty nadajesz się na leczenie – powiedział oszołomiony Rafael. Czuł co prawda, że ma do czynienia z niezwykłą kobietą, ale nie podejrzewał jej o to, że pamięta poprzednie wcielenia! To znaczy, że wierzy w takie brednie. Bo wszystko wskazywało na to, że ona do tego właśnie zmierza.

– To nie do końca, tak, jak myślisz, nie chcę ci wmówić, że to moja kolejna inkarnacja i że pamiętam wszystkie poprzednie, nie jestem aż tak szalona. Poza tym, ten, kto by tak mówił, po prostu by kłamał. Tego nikt nie pamięta. Ja natomiast wiem, co działo się tysiąc czy dwa tysiące lat temu dlatego, że istnieję od zawsze…

– Wariatka. Boże drogi, a myślałem, że to ze mną coś nie tak – powiedział ni to do siebie, ni to do przechodzącego obok kota. Kot jednak nie zwrócił na to uwagi, a ona kontynuowała.

– Ty też tyle już żyjesz, tylko tego nie pamiętasz, albo zwyczajnie nie chcesz pamiętać. Wygodniej jest ci wejść w rolę cierpiętnika. Nie patrz tak na mnie, nie strzelaj we mnie tymi iskrami z oczu, wiem, że potrafisz zabić wzrokiem. Pozwól jednak, że opowiem ci naszą historię. Mężczyzna skinął głową, a ona zaczęła opowiadać o tym, że ich daty urodzenia są wymyślone, że co kilkanaście lat muszą zmieniać tożsamość, ponieważ wcale się nie starzeją i w końcu o tym, że są Aniołami, a na ziemi są z bardzo szczególnych powodów. Ponieważ jednak ani ona, ani on dawno nie mieli kontaktu z niebem, zapomnieli kim tak naprawdę są i jak wiele mogą w swoim i innych życiu wyczarować.

– Ty nie zapomniałaś – powiedział on.

– Zapominałam całe wieki. To twoje wędrówki, twoje sny i twoje tęsknoty za tym, było łowić i spełniać marzenia noc po nocy zaczęły we mnie budzić prawdziwą mnie.

Rafael nie miał żadnej wątpliwości, wiedział, że jego ukochana mówi prawdę, wiedział, że teraz jest ten moment, w którym może zdecydować, by wrócić do siebie prawdziwego lub… stanie się zwykłym śmiertelnikiem, bardzo już wiekowym i bardzo szybko z tego świata zejdzie. To go nie przerażało, bardziej martwił się tym, że po prostu ot tak zejdzie sobie z tego świata nie wykonawszy misji.

– Co zrobimy? Zapytał w końcu.

– Musimy iść na twój dach, musimy złowić najwięcej marzeń ile tylko zdołamy, musimy spełnić twoje i moje i nasze marzenie. A potem odszukać tę małą, która…

– Ona już nie żyje – westchnął bardzo przygnębiony Rafael.

– Skąd wiesz?

– Jak to skąd, przecież jestem Aniołem… - odpowiedział bardzo zasmucony swoją niewiarą mężczyzna.
Wyruszyli tuż po zmroku. Szli i szli, aż doszli na dach, a potem wdrapali się na komin. Jakież było ich zdumienie, gdy okazało się, że nie ma czego łowić… w powietrzu nie unosiły się ani jego, ani jej, ani dziewczynki, która marzyła o motorze, ani niczyje marzenia….

– Koniec świata - zapłakała Angela. Spóźniliśmy się. Nikt już nie marzy, nie tęskni, niczego nie chce, do niczego nie dąży, niczego nie potrzebuje. Wszystko przepadło.

A potem świat zawirował, a oni poczuli się jak na karuzeli i zniknęli. Nie udało im się spełnić swojej misji.
Czasami tak jest, że nawet Aniołowie się spóźniają, bo tak długo boją się swojej mocy, dziwią się jej, walczą z nią, a zamiast pomagać innym i przy okazji sobie, powoli znikają. A potem ludzie dziwią się, że z znikąd nie otrzymują pomocy. Nie ma się co dziwić skoro nawet Aniołowie zawodzą…
Angela i Rafael krążą nad ziemią. Szukają samych siebie, szukają tych, którzy utracili marzenia. Tych, którzy niby chcieliby coś zrobić, ale brak im siły, odwagi i wiary w to, że warto iść za głosem serca. Muszą odkupić swoją opieszałość, która trwała kilka tysięcy lat i zamiast łowić i spełniać marzenia i tęsknoty, mogą tylko delikatnie dotykać swoimi skrzydłami nieśmiałych i dodawać im otuchy w tym, by szli swoją drogą i nigdy się nie poddawali.
Bardzo marzą, by wrócić. Tak naprawdę, to najlepiej czuli się w ludzkiej skórze, nie mogą jednak dopóty, dopóki nie zrzucą z siebie żalu do samych siebie. Tak, tak! Niebo i wszyscy Aniołowie już dawno przebaczyli i zapomnieli. To Rafael i Angela ciągle latają po nieboskłonie z wielkim żalem do samych siebie i oskarżają się o słabość, brak wiary i uleganie swoim wątpliwościom. Oskarżają się o to, że nie pomogli chorej dziewczynce i setkom milionom innych dzieci i ludzi, że nie pomogli samym sobie.

– Może czas wrócić? – powiedziała pewnego dnia Angela. Spójrz, twoja ukochana marynarka. I Rafael spojrzał w dół daleko, daleko ponad swoją moc i niemoc, poza swoje tęsknoty i żal i zobaczył, że na nienagannie przysuniętym do stolika krześle, w pewnej kawiarni wielkiego miasta wisi jego ulubiona tweedowa marynarka w kratkę z łatami na łokciach.

– Czas wracać – odparł uradowany znakiem z ziemi i w tym samym momencie wybaczając sobie wszystko to, o co tyle lat niepotrzebnie się oskarżali, poszybowali w dół coraz niżej i niżej, aż wylądowali przy stoliku w kawiarni, gdzie na krześle wisiała jego marynarka. W kieszeni znalazł małą zwiniętą w rulon karteczkę.

– Moje marzenie – uśmiechnął się i objął dziewczynę. Znów byli młodzi i pełni nowych możliwości….

Może nie jesteś Aniołem, ale możesz pójść za swoimi marzeniami, tylko proszę, przestań przed nimi uciekać, przestań się ich bać…

Komentarze: (4)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

co dobre - popr,

oraz nieudolne i słabej jakości - popr.

zastanawiający jest brak komentarzy, opinii, uzupełnień...ja nie wypowiadam się...bo i tak widzę, że redakcja straciła kontrolę nad tym do dobre i wartościowe, nad tym, co nieudolne i słabej jakości...napiszę tylko zdawkowo: tekst "Łowcy marzeń" jest kuriozalny i właściwie należałoby go umieścić w kategorii - "osobliwości grafomanii"...

zastanawiający jest brak komentarzy, opinii, uzupełnień...ja nie wypowiadam się...bo i tak widzę, że redakcja straciła kontrolę nad tym do dobre i wartościowe, nad tym, co nieudolne i słabej jakości...napiszę tylko zdawkowo: tekst "Łowcy marzeń" jest kuriozalny i właściwie należałoby go umieścić w kategorii - "osobliwości grafomanii"...

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama