, wtorek 22 sierpnia 2017
Cieszyn jak z horroru, czyli o szpitalach w XIX wieku (cz.2)
Teodor Haase, założyciel Szpitala Śląskiego, również dbał, aby pracownicy mieli narodowość niemiecką i równie prawdziwy charakter niemiecki. fot: mat. pras.



Dodaj do Facebook

Cieszyn jak z horroru, czyli o szpitalach w XIX wieku (cz.2)

Nikola Dąbrowska
Każdy zna kogoś, kto na sam dźwięk słowa „szpital” czy „strzykawka” poszukuje wzrokiem najbliższego wyjścia ewakuacyjnego. Zdarzają się też osoby, które stoją codziennie w kolejkach przychodni i organizują sobie kółka wzajemnej adoracji. Wszyscy mieli pewnie okazję narzekać lub słuchać, jak ktoś narzeka na dzisiejszą służbę zdrowia… Jednak największe nawet defekty dzisiejszej medycyny nijak się mają do tego, co działo się w naszym mieście 200 lat temu. Choroby wyniszczające Cieszyn, lekarze nieraz mówiący tylko w języku niemieckim, brud, brak jedzenia i szpitale w stanie tak krytycznym, że większe było prawdopodobieństwo zachorowania w nich niż poza nimi. To właśnie w tym cyklu artykułów dowiecie się, jak w XIX wieku stawiano szpitale, jak lekarze ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach i jak dzięki naszym ewangelickim i katolickim zakonom udało się uratować setki istnień przez dziesięciolecia.

Lekarze, prasa i starcia narodowe…

Jak już wspominałam, kwestia wyznania nie miała znaczenia dla szpitala. Co innego narodowość. Niejednokrotnie starcia zaciekłością dorównywały walkom tajwańskiego parlamentu. Zdarzały się jednak i tutaj bardzo ciekawe przypadki aspektu narodowego. W 1908 roku cieszyński książę Fryderyk Habsburg odwiedził szpital Elżbietanek. Pracownik szpitala Antoni Dyboski dostał zaszczytną rolę powitania gościa, zrobił to jednak w dwóch językach − polskim i niemieckim. Tłumaczył się, że wielu pacjentów i wiele sióstr jest narodowości polskiej. O ile książę z miłym uśmiechem odpowiedział: „Wita mnie pan w dwóch językach krajowych, to bardzo piękne”, o tyle Rudolf Bukowski, burmistrz, wściekł się ogromnie. Dążył on bowiem do tego, by cały Cieszyn był proniemiecki.

Teodor Haase, założyciel Szpitala Śląskiego, również dbał, aby pracownicy mieli narodowość niemiecką i równie prawdziwy charakter niemiecki. Aż do zakończenia I wojny światowej żaden z lekarzy nie umiał mówić po polsku i nikt nie miał nawet ochoty uczyć się tego języka. Niektórzy lekarze (m. in.Herman Hinterstoisser, klasyczny niemiecki aktywista, który dostał obywatelstwo cieszyńskie za „zasługi dla niemieckości”) co prawda przysłużyli się szpitalowi, ale jednocześnie doprowadzili do prawie całkowitego zgermanizowania owej placówki. Pomimo tego wielu wybitnych lekarzy prowadzących praktykę w Cieszynie zasłużyło na nasz podziw i dumę, np. Józef Fischer pochodzący z Moraw, blisko związany z ruchem narodowym Polski, pracował z wielkim zaangażowaniem i oddaniem, uzdrawiał swoich pacjentów, jednak nie zdołał uleczyć siebie.

Lekarze, którzy nie znaleźli zatrudnienia w szpitalach, praktykowali we własnym zakresie. Było ich około dziesięciu. Wypada wspomnieć chociażby Heinricha Kohna (naczelnego medyka cesarskiej austriackiej marynarki wojennej), Samuela Reicherta (prezesa żydowskiej Talmud Tory) czy Jana Szwarca (aktywistę lokalnego ruchu teatralnego i bibliotekarza Sokoła). Wokół światka lekarskiego krążyły jednak dość dziwne zdarzenia.

W całej Polsce znany jest serial Ojciec Mateusz o tajemniczych zbrodniach mających miejsce w Sandomierzu. Okazuje się jednak, że nie trzeba uciekać się do serialu i fikcyjnych scenariuszy, żeby poczuć dreszcz mrocznych zdarzeń − wystarczy przyjrzeć się historii naszego miasta! Zdarzało się, że ludzie znikali w bardzo dziwnych okolicznościach, były morderstwa wyjaśnione oraz takie, które na zawsze pozostaną tajemnicą. Dotykało to również cieszyńskich lekarzy, np. doktor Wincenty Wyszkiewicz zaginął, a jego ciało odnaleziono w lesie dopiero rok później koło Stanisłowic!

Pomimo tych zdarzeń warto wspomnieć, że wielu mieszkańców Cieszyna, którzy wybrali ścieżkę medyczną zrobiło karierę światową. To właśnie nasi cieszyniacy wykładali medycynę na uniwersytetach w Wiedniu czy Sao Paulo (np. W. Bernatzik czy R.Wasicki). A na co mogli chorować nasi przodkowie i dlaczego? W XIX wieku nasze miasto wraz okolicznymi miejscowościami zmagało się z falą głodu i nieurodzaju, szczególnie odczuły to Mosty. Często ci, którzy zgłaszali się do szpitali, szukali raczej jedzenia niż lekarza. Czasem jednak chorowali od… piwa! A dokładniej zimnego piwa, które litrami pito w czasie zimy, co prowadziło do gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia. Problemem były też choroby przenoszone z cieszyńskiego więzienia, dopuszczano się w nim wielu zaniedbań doprowadzających do rozprzestrzeniania się epidemii. Kiedy w 1880 roku przenoszono więźniów do nowego budynku, nie zdezynfekowano rzeczy należących do chorych. Zaraza objęła osadzonych masowo, a wielu lekarzy zmarło próbując ich ratować.

Sytuację zdrowotną o dziwo ratowała prasa! To ona apelowała do mieszkańców o przestrzeganie zasad higieny osobistej, upominała, by nie wylewać odchodów do rzeki, przypominała o tym, aby tępić myszy i szczury, które przenosiły choroby, namawiała do szczepionek na ospę itd. Choć choroby, takie jak tyfus, gruźlica, ospa, astma, skręt kiszek, udar czy szkarlatyna, powodowały spustoszenie w liczbie mieszkańców, ludzie wciąż starali się unikać lekarzy i leczyć domowymi sposobami.

Niech ta opowieść stanie się przestrogą. Kiedy następnym razem będziemy narzekać na dzisiejszych lekarzy czy szpitale, przypomnijmy sobie o warunkach, w których przebywali nasi pradziadowie. A kiedy następnym razem zacznie nam coś dolegać, nie szukajmy domowych sposobów w internecie, tylko uczmy się na błędach naszych przodków i udajmy się po prostu do lekarza.

Komentarze: (19)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Ale tytuł to jest sformułowany bardzo niesprawiedliwie, jak z jakiegoś brukowca. Ja i moja rodzina spotkalismy sie z naprawdę dobrą opieką w szpitalu śląskim i swietnymi ludzmi, a tytuł na pierwszy rzut oka sugeruje jakieś niestworzone rzeczy.
Na drugi raz radzę przemyśleć czy tego rodzaju tytuł nie jest krzywdzący dla kogoś. 100 lat temu czasy wprawdzie były straszne (wszędzie), ale teraz w Cieszynie nie mamy na co narzekać

Źle napisany tekst, źle się czyta, brak podstawowej interpunkcji, widać, że autorka zrobiła słaby research i w niskim stopniu oparła się na źródłach. Dziwne, że starsi stażem redaktorzy nie sprawdzili publikacji przed wypuszczeniem do obiegu.

Odnoszę wrażenie, że tekst pisany jest przez osobę jeszcze niedoświadczoną w dziennikarstwie. Dużo nieścisłości, o których wspomnieli moi przedmówcy, niezbyt rzetelna praca, czyta się to naprawdę kiepsko. Czy opisywany Szpital Śląski został poproszony chociażby o weryfikację tych opowiadań?

Odpowiadając na Rejtanów, rzucających się do nóg dr H., jako wybitnego fachowcy i osoby, która była zupełnie czysta politycznie:

Cieszyn: pocz. XX w., protokół zebrania Rady Gminy: "W mieście Cieszynie, które jest zalewane falą sło­wiańską, wolno chyba stanąć na straży niemieckiego charakteru. On (dr. H.) wziął na siebie tę rolę strażnika i nie da się powstrzymać atakami prasy"

- jak postępuje w życiu codziennym osoba, która publicznie mówi takie słowa?
- do czego sie posunie, żeby zatrzymać ów falę, która wg niego zagraża miastu?

- czy w austriackim Cieszynie obywatele-Polacy mieli kategorię podludzi? bez szkoły, bez pracy, bez przyszłości? no chyba że przyjęli jedynie słuszny kierunek, wyrzekli się języka i tożsamości, przechodząc do obozu Austriaka- dr. H.

a to dłuższy cytat:

F. Popiołek pisał („Z przeszłosci szkolnictwa polskiego w Cieszynie”, Zaranie Śląskie):
Gdy Wydział gminny odmówił założenia dla 6000 Polaków szkoły publicznej z polskim językiem nauczania, poczyniła "Macierz Szkolna" starania o założenie szkoły prywatnej. Ułożono się z p. Alfonsem Matterem, który właśnie stawiał dom czynszowy na dzisiejszej ulicy ks. Świeżego (...) co do wynajęcia tego budynku dla niej. Ale p. Matter był członkiem Wydziału gminnego.

Na posiedzeniu te­goż z 2. II. 1900 p. dr. Hinterstoisser, dy­rektor szpitala śląskiego, poprosił o głos i oświadczył: „Panowie czytaliście w ga­zetach o zamierzonem założeniu polskiej szkoły „Macierzy“ w Cieszynie (...). Prawdziwe oburzenie musi napełnić ka­żdego, że członek tego niemieckiego [!!!] zastępstwa gminnego odgrywa rolę Efialtiesa (zdrajcy) w tej sprawie. P. A. Mat­ter, członek Wydziału gminnego, oddaje, jak kiedyś dla polskiego gimnazjum, tak tym razem dla polskiej szkoły ludowej] świeżo wybudowany dom, prowadzi ro­kowania w tej sprawie. Nasze niemieckie [!!!] zastępstwo gminne oświadczyło się kilka­krotnie jednogłośnie przeciw założeniu szkoły polskiej i musi bezwarunkowo po­tępić takie zachowanie się członka Wy­działu gminnego. Stawiam zatem nastę­pujący wniosek: Obradujący dziś Wy­dział gminny Cieszyna wyraża członkowi Wydziału Alfonsowi Matterowi z powo­du jego stanowiska w sprawie szkoły pol­skiej najostrzejsze potępienie (die schärf­ste Missbilligung)“.

Za nagłością wniosku przemawiał dr. Tront, który wskazał na to, że przez wynajęcie domu Macierzy popiera się cel agitacyjny, gdyż zezwole­nie Rady Szkolnej na założenie szkoły polskiej nastąpi tylko w takim razie, je­żeli Towarzystwo dostarczy lokalu. Po­nieważ p. Matter polskiemu Towarzy­stwu oddaje dom, to w ten sposób popie­ra założenie polskiej uczelni. Przez to działa p. M. na szkodę materialną gminy, gdyż dalszą konsekwencją będzie prze­jęcie tej szkoły na etat gminy.
Przystąpiono do głosowania. Za wnioskiem oświadczyło się 23 członków Wydziału, nie głosowali za nim tylko pp. Tugendhat i Presser (2 żydowscy człon­kowie Wydz.). Burmistrz stwierdził z za­dowoleniem, że wniosek przeszedł pra­wie jednogłośnie.

Sprawa szkoły polskiej była jeszcze przedmiotem obrad na kilku następnych posiedzeniach Wydziału gminnego. P. Matter, ulegając widocznie naciskowi swych towarzyszy niemieckich, zerwał rokowania z „Macierzą“ w sprawie wy­najęcia budynku, za co Wydział gminny wyraził mu podziękowanie.

Równo­cześnie jednak tenże wystąpił na posie­dzeniu z 20. II. z obroną swego postę­powania, oraz protestem przeciw uchwa­le, potępiającej go, uważając ją za bez­prawną, gdyż jako człowiek interesu i oj­ciec rodziny nie mógł postąpić inaczej. Odpowiadał na to wnioskodawca uchwały potępiającej, dr. Hinterstoisser, twierdzeniem, „że jegowniosek był skie­rowany wyłącznie przeciw p- M. jako członkowi Wydziału, a nie przeciw pry­watnej osobie lub komendantowi straży pożarnej (którym był p. M.). Dopóki p. Matter podaje się za Niemca, musi jako członek tego niemieckiego Wydziału gminnego podlegać krytyce. W mieście Cieszynie, które jest zalewane falą sło­wiańską, wolno chyba stanąć na straży niemieckiego charakteru. On (dr. H.) wziął na siebie tę rolę strażnika i nie da się powstrzymać atakami prasy, poza którą stoją osobniki o bardzo ciemnym charakterze.“

Na posiedzeniu Wydziału gminnego 22 III. znowu zajmowano się sprawą szkoły polskiej. Burmistrz zakomuniko­wał, że adaptacja budynku dla szkoły polskiej postępuje naprzód, pomimo, że budowniczy Jedek wycofał się od prowa­dzenia budowy, i zażądał od p. M. wyja­śnienia. Tym razem z atakami przeciw niemu, w nieobecności dra Hinterstoissera, wystąpił dyrektor szkoły realnej, Januschke, również zaciekły wróg Pola­ków. On to dowodził, że niesłusznemu jest powoływanie się Mattéra w swojej obro­nie na to, że dr. Hinterstoisser leczy tak­że polskich pacjentów, a księgarze cie­szyńscy sprzedają swoje książki również Polakom,“ to jest bowiem obowiązkiem każdego lekarza, a takie zaparcie się zasługuje po prostu na podziw; co innego jest jednak popierać cele polskich agitatorów i przez to wspierać ich dążenia do spolszczenia miasta. P. Matter występował nieraz przeciw agitacji polskiej, a teraz sam jej dajje ‘broń do ręki. Przez to wytworzyła się między nim a ludnością niemiecką przepaść, która się nigdy nie wyrówna."

Dyskusja zakończyła się stwierdzeniem burmistrza dra Demla, że szkoła polska ma cel wyłącznie i wybitnie agitacyjny, a założenie jej nie odpowiada ani potrzebom ani JŻyiczeniom ludności mówiącej po polsku.

P. M. ukarano za odstąpienie budynku dla szkoły polskiej nietylko podtrzymaniem uchwały, wyrażającej mu najostrzejszą naganę, ale także wykluczeniem go z niemieckiego Towarzystwa (Deutscher Verein) i odmówieniem mu kredytu w banku, którego był cenzorem."

Czy powyższa historia ma coś wspólnego z leczeniem pacjentów w szpitalu?

Franciszek Popiołek w roku 1934 wydał w Katowicach publikację "Szpitale cieszyńskie". Była to pierwsza polskojęzyczna praca monograficzna dotycząca cieszyńskiego szpitalnictwa [rok 1934 to czwarty rok dyrektury dr Kubisza, który nastał po owych 38 latach dr Hinterstoissera] Ostatni rozdział nazywa się Szpital Śląski. I opisuje powstanie szpitala i te 42 lata jego historii. I... nie pada tam ani razu nazwisko Hinterstoissera. Ani razu.

Dla przypomnienia:
.
ja-nek 20 czerwca 2017 - 23:55
"Ewangelicy stwierdzili jednak, że chcą mieć własny szpital i koniec."
Bzdura.
Szanowna Nikola powinna była doczytać historię szpitala, douczyć się, nim zaczęła o nim pisać.
Bogatymi materiałami n/t dysponuje cieszyńskie Muzeum dla przykładu. Także Książnica.
Inicjatywa T. Haase budowy Szpitala przez ewangelików była reakcją na prozelityzm katolicki, bulwersujące i skandaliczne nakłanianie chorych innych wyznań, nieraz na łożu śmierci, na zmianę wiary na katolicką przez ekipę ówczesnego cieszyńskiego 'szpitala' prowadzonego przez elżbietanki. Sprawa ta szeroko komentowana była nawet w Wiedniu.
.
"Mimo wszystko trzeba oddać honor założycielom..."
Zaś za ten akapit, za to 'mimo wszystko' Nikola się powinna po prostu wstydzić.
.
A może Nikola pisze takie teksty na zadanie domowe w gimnazjum? - wtedy by wszystko pasowało.
.
ja-nek 22 czerwca 2017 - 14:17
Dla Nikoli i jej ewentualnych klonów, do czytania ze zrozumieniem zamiast bezmyślnego klikania:
.
NOWY CZAS, nr 45, s.358, 10.11.1883
"(Historje szpitalne.)
Na zgromadzeniu Gustava Adolfa w dniu 26. i 27. w Lubeck miał mowę mor. - szl. superintendent dr. Haase (...)
Dr. Haase wspomniał także o tem, że w cieszyńskim szpitalu Elżbietanek zdarzały się liczne wypadki nawracania chorych ewangelików na wiarę katolicką, co podsunęło prezbiterstwu ewangelickiemu w Cieszynie myśl złożenia własnego szpitalu, w którymby atoli także innowiercy znaleźli pomoc lekarska i spokój w rzeczach religijnych Na pokrycie kosztów tego szpitalu prosił dr. Haase w Lubecku oo wsparcie. Mowa ta nie podobała się pewnemu stronnictwu w Cieszynie, które posądziło dr. Haasego w swoich gazetach o nietolerancję.
Dr. Haase ogłosił z tego powodu urzędowe protokoły, z których wypływa,iz liczne osoby wyznania ewangelickiego, a mianowicie Ewa Lojza z Marklowic, Zuzanna Szromek z Bobrku, i Anna Kalita z Koleredowa, pielęgnowane w szpitalu Elżbietanek, przeszły tamże na wiarę katolicką. Przełożeństwo szpitalne zaprzecza, jakoby osoby te były zniewolone do odstąpienia swej wiary, atoli inni proboszczowie ewangeliccy mają jeszcze więcej takich protokołów, co w każdym razie daje wiele do myślenia (..)"
.
NOWY CZAS nr 47, 24.11.1893, s.372
"Na artykuł umieszczony w tej sprawie przez przełożeństwo szpitala w kilku gazetach kościelnych odpowiada dr. Haase ogłoszeniem nowych protokołów, świadczących o tem, że zaszły istotnie w tym szpitalu liczne wypadki nawracania na wiarę katolicką.
I tak:
1. Anna Habernal zeznała, że po roku 1850 leżała chorą w szpitalu, a zakonnice namawiały ją aby przeszła na wiarę katolicką, gdyż tym sposobem uniknie wiecznego potępienia. Zażądała ona księdza ewangelickiego, a przysłano jej katolickiego. Wskutek tego opuściła szpital i wolała leżeć w domu jeszcze pół roku przy złej pielęgnacji, niż dać się dręczyć w jej sumieniu.
2. Ewa Bobek leżała w szpitalu Elżbietanek przezd 15 laty chora na tyfus, a zakonnice ubolewały nad nią, że pójdzie na potępienie wieczne, gdyż jest ewangeliczką
3. Zuzanna marek była w r. 1878 w tym szpitalu, a raz o północy przyszła do niej siostra Aniela i wzywała ją usilnie, aby przeszła na wiarę katolicką.
4. Marja Lasota była w sierpniu r. 1879 w szpitalu i zeznaje, że siostra Aniela znieważyła religię ewangelicką i namawiała chorą, aby przeszła na wiarę katolicka a będzie jej lepiej (...)"
.
Podobnych przypadków opisanych jest więcej, kto zainteresowany - sięgnie do źródeł, np. tu:
https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/21523/edition/18850
.
Jedna z broszur Haasego z zeznaniami ewangeliczek (jej 4 egz. są w Książnicy):
Haase Teodor Karol, Das Evangelische Krankenhaus in Teschen : eine klare und offene Antwort für Herren Erzpriester Beyer in Potsdam und eine Bitte an edle Menschenfreunde / von Theodor Hasse; Teschen : im Selbstverlage des Verfassers , 1886
.
ja-nek 22 czerwca 2017 - 15:23
Poniżej tekst o historii Szpitala autorstwa p. Ireny French z Muzeum Śląska Cieszyńskiego, zamieszczony w "Wieściach Wyższobramskich" nr 7-8/2012 r.
p.s.
Nikola po przeczytaniu może zrozumie, jak niestosowne jest jej 'mimo wszystko'.
.
z 'Wieści Wyższobramskich', nr 7-8/2012 r. - dla tych, którzy sa zainteresowani prawdziwą historią cieszyńskiego Szpitala:
.
"U progu lat osiemdziesiątych XIX w. w Cieszynie działały cztery szpitale, z których dwa prowadzone były przez katolickie zgromadzenia zakonne: Zgromadzenie Sióstr Św. Elżbiety oraz Zakon Szpitalny Św. Jana Bożego. U elżbietanek leczyły się kobiety, u bonifratrów zaś mężczyźni. Pozostałe dwa były zakładami świeckimi: przy ówczesnej ul. Strażackiej (dziś ul. Limanowskiego) mieścił się wojskowy lazaret, zaś na Frysztackim Przedmieściu przy kościele Św. Jerzego od kilku już wieków funkcjonował tzw. szpitalik miejski, spełniający przede wszystkim rolę przytułku dla biednych i leciwych mieszczan. Spłonął on wiosną 1882 roku.
.
Latem 1882 roku superintendentem morawsko-śląskim Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego wybrany został senior śląskich ewangelików i proboszcz cieszyński, urodzony we Lwowie ksiądz dr Theodor Haase, działacz społeczny, założyciel ewangelickich szkół i zakładów dobroczynnych, poseł do Śląskiego Sejmu Krajowego i austriackiej Rady Państwa, związany z nurtem Związku Ślązaków Austriackich, przede wszystkim zaś jedna z najbardziej wpływowych indywidualności tamtych czasów.
.
Jesienią rok później ks. Haase bawił w Lubece. W berlińskiej, a potem wiedeńskiej prasie ukazała się relacja z jego publicznego tam wystąpienia, podczas którego wspominając o zamiarze założenia w Cieszynie ewangelickiego szpitala odniósł się krytycznie do przypadków konwersji ewangeliczek leczonych u elżbietanek na katolicyzm i poruszył kwestię prozelityzmu, jaki rzekomo praktykowano się w tym szpitalu. Zarzut ten opisała ukazująca się w Cieszynie niemieckojęzyczna „Silesia”, co wywołało swoistą burzę i doprowadziło do katolicko-protestanckiej konfrontacji na łamach cieszyńskiej prasy. „Gwiazdka Cieszyńska” opublikowała pismo przełożonej elżbietanek stanowczo odrzucającej zarzuty i oskarżającej Haasego o pomówienie. W odpowiedzi on z kolei powoływał się na zeznania kobiet, które podczas leczenia u elżbietanek były przez nie nakłaniane do przejścia na katolicyzm. Zeznania te przytaczał również polskojęzyczny „Nowy Czas” wydawany przez ks. Haasego:
„Kilka razy, regularnie wieczór, przychodziły do mnie zakonnice do łóżka i namawiały mnie, abym została katoliczką. (…)
To była codzienna rozmowa o tem, że ewangelicy muszą pójść na wieczne potępienie.
Kobieta pewna, która w jednej izbie ze mną leżała, poczęła pewnego dnia płakać, a gdym ją zapytała, czego płacze, odrzekła: Może też zakonnice przecież mają słuszność, że my ewangelicy pójdziemy do piekła. Wkrótce ją uspokoiłam, ale inna dziewczyna, która również w tej samej izbie leżała, przeszła za namową zakonnic na wiarę katolicką.
Gdy mi tego było za wiele, rzekłam do najstarszej zakonnicy, która się podobno nazywała Józefa: Jeżeli te nawracania nie ustaną, to wyskoczę z łóżka i wybiegnę jak jestem na ulicę i do moich księży, aby mi dali opiekę. Mamy przecież od naszego cesarza wolność religijną, a cesarz nie może dopuścić, abyśmy my biedni ewangelicy z powodu naszej wiary tak cierpieć musieli. Dopiero od tego czasu miałam spokój.”
.
Decyzja o zmianie wyznania była rejestrowana w obecności świadków przez wezwanego w tym celu urzędnika. W protokołach przez niego sporządzanych nie było jednak żadnych wzmianek o powodach tych decyzji, a jedynie oświadczenie o przejściu na katolicyzm. Zarzucano więc ks. Haasemu fałszywe oskarżenia podsycające konflikt miedzy wyznaniami. Na gruncie tej waśni zrodził się pomysł założenia szpitala ewangelickiego, który stał się w krótkim czasie najważniejszą cieszyńską lecznicą.
.
Propozycję ks. Haasego dotyczącą założenia szpitala ewangelickiego dyskutowano na posiedzeniach prezbiterstwa zboru cieszyńskiego na przełomie 1883 i 1884 roku. Po jej zaakceptowaniu rozpoczęcie budowy uzależniono od zebrania odpowiednich funduszy, o które w pierwszym rzędzie wystąpiono do cieszyńskich zborowników.
Akcja zbiórki składek na szpital osobiście przeprowadzana przez ks. Haasego, zwanego „żebrakiem w cylindrze i w białych rękawiczkach”, przebiegała imponująco, a jej zasięg objął wkrótce cały Śląsk Austriacki i wiele europejskich krajów.
Dotacje w postaci dobrowolnych datków przekazywały osoby prywatne, organizacje i stowarzyszenia. Liczba skwapliwie odnotowywanych ofiarodawców, a pośród nich odnajdziemy nawet cesarza Franciszka Józefa, w momencie ukończenia budowy szpitala sięgnęła 10 000! Była to prawdopodobnie największa cieszyńska inwestycja finansowana w absolutnej przewadze z dobrowolnych wpłat."
.
Z 'Wieści Wyższobramskich" c.d.:
"W grudniu 1886 roku na wniosek ks. Haasego Sejm Śląski uchwalił jednorazową dotację na budowę szpitala ewangelickiego w wysokości 5 000 złotych reńskich oraz roczną subwencję w wysokości 500 złotych wypłacaną od momentu uruchomienia zakładu.
Referując wniosek o dotację ks. Haase tłumaczył, że „szpital, który gmina ewangelicka zamierza założyć, ma na celu uzupełnienie cieszyńskiego szpitalnictwa i zaspokojenie całkowite wszystkich jego potrzeb w tym względzie, zarazem jednak za względu na swe położenie, rozmiary, urządzenie i opiekę lekarską służyć za wzór dla innych mniejszych miast (…) Stojąc na stanowisku najczystszej humanitarności szpital ten da opiekę lekarską cierpiącym bez różnicy narodowości i wyznania, najuboższym i takim osobom, które w życiu swoim przyzwyczajone są do pewnego komfortu”.
Była to pierwsza, ale nie ostatnia prośba o subwencję skierowana do Sejmu Śląskiego. Kolejne wnioski pojawiać się będą w latach późniejszych i nigdy nie będą odrzucane! Ks. Haase był jednym z najbardziej wpływowych polityków tej części monarchii.
Po zakupie przeszło dwuhektarowej parceli na Górnym Przedmieściu rozpoczęto prace budowlane wiosną 1888 roku. Nad ich przebiegiem czuwał komitet pod przewodnictwem ks. Haasego, nadzorowany przez gminę ewangelicką, która zobowiązała się do wypłacania od roku 1889 corocznie 500 złotych reńskich na utrzymanie szpitala.
Zarząd szpitala, wedle statutu, sprawować miało kuratorium złożone z przewodniczącego – ks. Haasego, przedstawiciela Wydziału Krajowego w Opawie, burmistrza Cieszyna, dyrektora szpitala, przełożonej diakonis oraz 8 członków zboru cieszyńskiego.
Zatwierdzane w Opawie projekty pawilonów sporządził niezwykle uzdolniony cieszyński architekt Alois Jedek. I tu konieczna jest uwaga natury estetycznej – zaprojektowane przez niego budowle, służące konkretnym celom, były też wspaniałymi przykładami historyzującej architektury Śląska Austriackiego ostatniej ćwierci XIX wieku."
.
Z 'Wieści Wyższobramskich' c.d.:
"Allgemeines Krankenhaus der Evangelischen Kirchengemeinde in Teschen (Szpital Powszechny Gminy Ewangelickiej w Cieszynie) został poświecony 14 czerwca 1892 roku. Tak opisywał to wydarzenie „Nowy Czas”:
„Uroczyste poświęcenie i otwarcie powszechnego szpitala tutejszego zboru odbyło się we wtorek przy sprzyjającej pogodzie. Na uroczystość tę przybyli dostojni goście, zastępcy i reprezentanci nie tylko władz publicznych i wojska, ale i austryackiego parlamentu, ministerstwa, sejmu i wydziału krajowego, a nawet i reprezentanci stowarzyszenia Gustawa Adolfa. Z miasta samego bez różnicy wyznania, z gmin zborowych, a nawet z sąsiednich zborów przybyło ludności przeszło 4 000 osób. Z wieży kościelnej i od bramy szpitalowej powiewały chorągwie, zapowiadające niby, że Bóg dopomógł wielkiemu przedsięwzięciu, którego urzeczywistnienie niejednemu zdawało się z początku czczem marzeniem i prawdziwą niemożnością. Dostojni goście i zborownicy zgromadzili się w uroczyście przystrojonym kościele, kędy nabożeństwo o 10. godzinie najprzód w niemieckim, potem zaś także w polskim języku się odbywało. Najsamprzód odśpiewał zbór pieśń kościelną: ‘Bogu chwała w wysokości’, poczem przewielebny superintendent ks. dr Haase w asystencyi przewielebnego szląskiego seniora księdza Krzywonia i wielebnego księdza Arnolda Źlika do ołtarza byli przystąpili a przewielebny superintendent do zgromadzonych gości wypowiedział wzniosłą dłuższą przemowę, wyraziwszy im podziękowanie za uczczenie zboru i dobrej sprawy swą obecnością i za uświetnienie uroczystości. Po poświątce w niemieckim języku i po modlitwie odśpiewał zbór chorał: ‘Miłosiernym bądź dla brata’, a przewielebny ksiądz superintendent, wystąpiwszy na ambonę, przemówił wzniosłemi słowy do polskich zborowników o znaczeniu tej dzisiejszej uroczystości, o wybudowaniu z pomocą bożą tego wielkiego dzieła (…) Dostojny kaznodzieja zalecił z powstania tego zakładu brać sobie zawsze przykłady, jaka to miłość i zgoda powinny być pomiędzy wszystkiemi narodami i wyznaniowościami, błogosławiąc szpitalowi, lekarzowi, dyakoniskom, chorym i w ogóle wszystkim przyjaciołom tego zakładu, nie przepomniawszy złożyć i dzięki szczere wszystkim ofiarodawcom, którzy czy wielkim czy też małym datkiem dla szpitala się przyczynili modląc się do Boga, ażeby łaska Pańska ich za to sowicie tak doczesną jak wieczną szczęśliwością obdarzyć raczyła. Po zmówionej jeszcze modlitwie, polecając zakład ten opiece i opatrzności boskiej, zapowiedział jeszcze przewielebny arcypasterz otworzenie i poświątkę szpitala. Po przemowie tej zaśpiewał zbór pieśń: ‘Nuż Bogu dziękujmy’, zaczem zakończono nabożeństwo kościelne modlitwą i błogosławieństwem, wypowiedzianym przez wielebnego ks. Arnolda Źlika i hymnem ludowym. Ludność rozeszła się w najlepszym porządku z kościoła, poczem odbywały się oględziny szpitala najprzód ze strony gości, potem o trzeciej godzinie przez zborowników, którzy o wzorowem urządzeniu jak najlepiej się przekonali. Na koniec odbył się wspólny objad w ratuszowej sali, przy którym wnoszono toasty na cześć Najjaśniejszego Pana, na przewielebnego ks. superintendenta, na zbór, na wysoki Sejm szląski i na licznych dobrodziejów szpitala.”
.
"Pierwszy pacjent przyjęty został do szpitala sześć dni po jego otwarciu, 20 czerwca 1892 roku.
Ks. dr Haase poświęcił prawie 10 lat na urzeczywistnienie swego planu i doprowadził go do świetnego finału, za co między innymi został wyróżniony medalem i dyplomem honorowym na wystawie przemysłowej w Chicago w 1893 roku.
Z kolei Wydział Gminny Cieszyna włączył go w poczet Honorowych Obywateli Miasta.
Zgodnie z pierwotnymi założeniami pod auspicjami zboru ewangelickiego powstał nowoczesny zakład leczniczy przyjmujący pacjentów bez względu na narodowość, język i wyznanie. Tylko w ten sposób, jak twierdził ks. Haase, będzie on mógł zasłużyć na miano „prawdziwie ewangelickiego”: „W szpitalu tym ma mieszkać i rządzić miłość chrześcijańska. Każdy chory bez względu na to, do jakiej narodowości należy, jakiej jest religii i wyznania, ma znaleźć przyjęcie życzliwe. Dla każdego ma to być miejsce pokoju, opieki dla ciała, pociechy dla duszy, pokrzepienia dla serca. Nie może być tam mowy o jakimś ataku na wyznanie chorego, o jakiemś niepokojeniu jego sumienia”.
Należałoby rzec, że szpitale elżbietanek i bonifratrów bynajmniej nie stroniły od innowierców. Co więc stanowiło o odmienności nowej lecznicy?
Oprócz, rzecz jasna, najnowocześniejszego wyposażenia, na które mógł pozwolić sobie w tej sytuacji szpital ewangelicki, u wezgłowia pacjenta widniała odtąd informacja nie tylko odnosząca się do jego nazwiska, wieku, daty przyjęcia i rozpoznania, ale również i jego wyznania, co ułatwiać miało kontakt z osobą duchowną, a więc zapobiegać niepokojeniu pacjenta przez duszpasterza innej religii.
Co więcej, na terenie szpitala obowiązywał absolutny zakaz konwersji!"
.
"Nie obyło się bez ostrych słów krytyki, które muszą towarzyszyć przedsięwzięciom tej skali.
Prasa katolicka uparcie obwiniała ks. Haasego o podsycanie konfliktów wyznaniowych. Część protestantów z kolei rozgoryczona była faktem, że nie będzie to szpital przeznaczony wyłącznie dla wyznawców luteranizmu; że jako szpital powszechny będzie on przyjmował również katolików i żydów. Zaś polski obóz narodowy stanowczo krytykował niemiecki charakter szpitala. To ostatnia kwestia podnoszona będzie aż do roku 1930, kiedy po 38 latach przejdzie na emeryturę pierwszy dyrektor szpitala. A był nim młody chirurg rodem z okolic Salzburga, dr Hermann Hinterstoisser (notabene katolik!).
Dzięki tej wyjątkowej postaci szpital cieszyński stanie się placówką wzorcową, modelową, zapewniającą opiekę medyczną na najwyższym poziomie. Przez kolejne dekady dr Hinterstoisser sprawował będzie również funkcję ordynatora oddziału chirurgicznego i ginekologicznego, przeprowadzając setki operacji i uzyskując status jednego z najlepszych austriackich chirurgów.
Wzrastająca ilość przyjmowanych pacjentów oraz operacji przeprowadzanych przez dr Hinterstoissera doprowadziła już po trzech miesiącach do konieczności zatrudnienia dwóch lekarzy asystentów: dr Konrada Friedmanna, syna cieszyńskiego rabina obwodowego, oraz dr Stefana Rogoyskiego, szlachetnie urodzonego Polaka rodem z Krakowa. Opiekę nad chorymi sprawowały wykwalifikowane siostry diakonisy, początkowo z domu weimarskiego, potem bielskiego. W pierwszym półroczu funkcjonowania szpital przyjął pół tysiąca chorych, z czego 31 osób zmarło. Pośród pacjentów 244 było ewangelikami, 225 katolikami, a 29 żydami."
.
"Stale rosnąca liczba chorych, która w roku 1900 sięgnęła 1700 przyjęć, przy czym katolicy przewyższali już dwukrotnie liczbę ewangelików, doprowadziła kuratorium szpitala do podjęcia decyzji o rozbudowie. Na ten cel zebrano 251 000 koron austriackich, która to suma została uzupełniona kolejną subwencją w wysokości 40 000 koron, uchwaloną na wniosek ks. Haasego przez Sejm Śląski.
W roku 1901, na dokupionej już wcześniej dwuhektarowej parceli, pojawił się nowy pawilon zakaźny, współfinansowany przez władze miejskie Cieszyna, a na początku roku 1902 został oddany do użytku drugi pawilon chorych, zwany Domem Vossa (Graf Voss Haus) z racji wysokiej sumy, jaką przekazał na ten cel baron Voss-Dölzig z Berlina.
Liczba łóżek wzrosła tym samym ze 120 do 160.
Poza drugą salą operacyjną szpital wyposażony został m.in. w aparat rentgenowski. "
.
"Powiększony zakład leczniczy wymagał coraz większych nakładów, jego utrzymanie przekraczało niestety możliwości ewangelickiego zboru. Ponadto ks. Haase podupadł na zdrowiu i nie był już w stanie kontynuować swej misji.
W roku 1902 rozpoczęły się więc negocjacje w sprawie upaństwowienia szpitala, w maju tego roku gmina ewangelicka ostatecznie zatwierdziła przekazanie szpitala Wydziałowi Krajowemu w Opawie. Umowa dotycząca przejęcia placówki nie objęła wielu postulatów zboru cieszyńskiego, m.in. jego dalszego wpływu na funkcjonowanie szpitala.
Ostatecznie 4 kwietnia 1903 roku szpital został podporządkowany administracji opawskiej jako Schlesisches Krankenhaus (Szpital Śląski) z zastrzeżeniem, że na wieczne czasy utrzyma charakter międzywyznaniowy.
Personel przejętego zakładu stanowiło wówczas oprócz prymariusza, dyrektora H. Hinterstoissera, trzech lekarzy sekundariuszy: Karl Schmid, Franz Groer oraz Walter Karell. Opiekę nad chorymi sprawowało 18 diakonis z przełożoną Anną Kukucz.
Liczba przyjęć w roku następnym, 1904, wyniosła 2 270 chorych, z których 163 osoby zmarły. Ilość przeprowadzonych operacji wyniosła 1 142.
Będąc najważniejszym zakładem leczniczym wschodniej części Śląska Austriackiego, cieszyński szpital traktowany był przez Wydział Krajowy w sposób wyjątkowy i wkrótce rozpoczęła się dalsza jego rozbudowa."
.
"W roku 1908 Sejm Śląski, w którym ks. dr Haase zasiadał przez 38 lat, w uznaniu jego zasług podjął decyzję o wystawieniu mu pomnika, na co przeznaczono z budżetu krajowego 10 000 koron austriackich.
Popiersie założyciela szpitala wykonał Jan Raszka, rzeźbiarz urodzony w Ropicy, który w okresie międzywojennym zasłynie jako autor statuy księcia cieszyńskiego Mieszka I i pomnika śląskich legionistów, czyli słynnej Ślązaczki przed cieszyńskim zamkiem.
Pomnik ks. dr Theodora Haasego odsłonięty został w maju 1912 roku w sąsiedztwie szpitalnej bramy.
W roku 1938 popiersie ks. Haasego zostało usunięte z cokołu i złożone w suterenie jednego z pawilonów.
Rok później, we wrześniu 1939 roku, pomnik powrócił na swe pierwotne miejsce, by ponownie opuścić je po zakończeniu II wojny.
Od 1952 roku rzeźba wraz z trzema płaskorzeźbami, zdobiącymi pierwotnie cokół pomnika, znajdowała się w Kościele Jezusowym.
18 czerwca 2012 roku, podczas obchodów 120-lecia uruchomienia szpitala, a po stu latach od odsłonięcia tegoż pomnika, ks. Haase powrócił do Szpitala Śląskiego.
Jako że czasy są już inne, popiersie nie wróciło na pierwotny cokół, ale znalazło się w hallu głównego pawilonu. I tam jest jego miejsce."

Gimbaza nie odpuszcza.
Szanowna Nikola postawiła sobie widać za punkt honoru udowodnienie, że pisanie o Cieszynie nie jest jej powołaniem.

Narodowość lekarza nie ma znaczenia pod warunkiem, że szanuje oni traktuje poważnie swoich pacjentów i jest gotowy za wszelką cenę udzielić im pomocy.

Jeżeli do dr Hinterstoissera przyszedłby zwykły chłop podcieszyński, który po niemiecku znał tylko Kopf, Baum, schmerzen (nie ma się co łudzić, że więcej niż połowa cieszyniaków umiała po niemiecku), to czy bez pomocy pielęgniarek, tłumaczy porozumiałby się z nim?
Przypomnę, iż dr Hinterstoisser wypowiedział się, iż "nigdy w życiu nie przemówi (czy też nie nauczy się) po polsku".

Jego granicząca z szaleństwem nienawiść do wszystkiego co nie-niemieckie doprowadziła do sytuacji, iż jego duchowi bracia i następcy w cieszyńskim szpitalu - po opuszczeniu go przez większość polskiego personelu- 1.09.1939 roku, odmówili udzielenia pomocy medycznej ranionemu w Stonawie od niemieckiej kuli harcerzowi Tadeuszowi Niemczykowi (raniony dlatego, iż jechał w harcerskim mundurze na rowerze). Transportowany w strasznych warunkach do Bielska-Białej zmarł wkrótce w okropnych męczarniach. Tam też spoczął na wieczną hańbę.

Bełkot.
Po pierwsze, dr Hinterstoisser był Austriakiem, poddanym cesarza, zatrudniony w austro-węgierskim szpitalu w Cieszynie jeszcze grubo przed I wojną.
.
Po drugie, był doskonałym lekarzem i menedżerem, pod jego kierownictwem cieszyński szpital stał się sławny w całym niemal cesarstwie.
.
Po trzecie, leczył dr H. - on i inni lekarze - bez względu na religię i język, każdy z personelu - jak i dzisiaj - porozumiewał się z pacjentami w znanych sobie językach lub przez tłumaczy. Jeśli do lekarza, który nie znał niemieckiego przyszedłby Niemiec - potrzebowałby tłumacza. Po cóż ten głupkowaty wtręt o 'chłopie podcieszyńskim'? Dla owego chłopa jedyna realną barierą mogły być opłaty za leczenie.
.
Po kolejne, Cieszyn tamtych lat, na przełomie XI/XX w. do 1918 r. był miastem austro-wegierskim zdecydowanie niemieckojęzycznym, zarządzanym (bardzo dobrze) przez niemieckojęzycznych poddanych cesarza. Jednocześnie w urzędach państwowych język polski był drugim oficjalnie po niemieckim stosowanym powszechnie, powstawały także szkoły z językiem polskim. To właśnie ówczesnym mieszkańcom i władzom Cieszyn zawdzięcza to co dziś ma najpiękniejsze i najcenniejsze.
.
A już obciążanie dra H. winą za czyjąś śmierć w 1939, pisanie o "graniczącej z szaleństwem nienawiści do wszystkiego co nie-niemieckie" - świadczyć może z pewnością o graniczącej z szaleństwem nienawiści do prawdziwej historii Cieszyna autora tych niemądrych słów.

Powtórzę się: dr Hinterstoisser był dyrektorem przez 38 lat. Czy - jeśli zdarzałyby się sytuacje przytoczone, te językowe, problematyczne - czy zostałby na stanowisku do 1930 r.? W jedynym szpitalu województwa śląskiego II RP? Nie zanotowano przez te 38 lat JEDNEGO przypadku, gdzie można by Hinterstoisserowi postawić zarzut nieudzielenia pomocy z JAKICHKOLWIEK powodów!
Wojewoda Michał Grażyński zmienił dyrektora szpitala w 1930 r., bo nie mógł znieść myśli, że otwarciu pawilonu gruźliczego w JEDYNYM szpitalu wojewódzkim będzie towarzyszyła przemowa jego dyrektora w ... języku niemieckim.

Fakt, iż dr Hinterstoisser był dyrektorem szpitala w Cieszynie przez 38 lat, świadczy o tym, iż:
- był dobrym fachowcem
- Polska międzywojenna nie dyskryminowała obywateli ze względów narodowych, w przeciwieństwie do państwa austriackiego (A-W)
- przez 12 lat nie usunięto urzędnika głoszącego otwarcie swoją niechęć do Polski i polskości! - szacunek!
->>podajcie choć jedno wyższe stanowisko urzędnicze w Cieszynie, które przed 1918 rokiem pełnił uwiadomiony narodowo Cieszyniok (czy Polak z Galicji), lub zachował pracę i pozycję po IX 1939 roku

- znane są i dokładnie opisane w prasie sprzed 1918 roku antypolskie wystąpienia polityczne dra Hinterstoissera, prawda jest taka, iż żyjąc z pieniędzy miejscowego ludu śląsko-polskiego, nie szanował jego naturalnych praw, a stąd już krok do tego co działo się po 1939, kiedy jemu podobni wyposażeni we władzę i środki przymusu zrobili na Śląsku niemiecki porządek

A propos pieniędzy miejscowego ludu śląsko-polskiego: to nie był szpital miejski czy prywatny - do 1918 jego nazwa brzmiała: Śląski Szpital Krajowy. Krajem był Śląsk Austriacki. Kto mieszkał na Śląsku Austriackim?
W 1910 roku, według spisu powszechnego, największą grupą narodowościową na Śląsku Austriackim byli Niemcy (45%), następnie Polacy (33%) i Czesi (22%).

I owszem, H.H. był świetnym fachowcem: był np. osobistym lekarzem ks. Londzina. Grażyński zaczął kampanię zmiany dyrektora szpitala zaraz po śmierci ks. Londzina. Wcześniej naraziłby się na jego opór. Na opór ówczesnego burmistrza Cieszyna!
Zresztą kiedy do Cieszyna doszła plotka, że Grażyński szuka następcy HH, to burmistrz Władysław Michejda pojechał do Urzędu Wojewódzkiego w Katowiach, by zatrzymać ten proces! Ale Katowice już podjęły odgórną decyzję wedle wytycznych wojewody.

Antypolskie wystąpienia polityczne nie kolidowały z pracą w szpitalu.
Wbrew dzisiejszym standardom (sic!) polityczne zaangażowanie nie oznaczało nienawiści czy braku szacunku dla interlokutorów czy politycznych przeciwników i manifestowania tego na każdym kroku. My dziś politykę widzimy we wszystkim, w każdej aktywności. Jak HH miał dyżur, to doprawdy nie miało znaczenia kim był pacjent!
W tej monografii (mocno politycznie zaangażowanej) z roku 1988 przytoczono słowa diakonis na temat HH (o dziwo):
"Jako lekarz i człowiek był bardzo oddany szpitalowi. Nie liczył się z czasem. Kiedy na oddziale znajdowali się chorzy w ciężkim stanie, często do nich przychodził, również porą nocną. Zdarzało się, że koło drugiej, trzeciej w nocy, w czasie mojego dyżuru, słyszałam na schodach stukanie. Patrzę zaniepokojona, a to pan doktor. Pytał, jak czują się pacjenci i co dzieje się na oddziale, po czym odwiedzał najciężej chorych. Był miły dla pacjentów i sióstr, równocześnie wymagał, by wszystko było w porządku. Jeśli coś było nie tak, to każde jego krytyczne słowo przeżywałyśmy bardzo głęboko, gdyż wszyscy wiedzieli, że trzeba wykonywać jego zalecenia."

Przepraszam, bo nie mam w tym momencie polskich znakow, ale musze to napisac: czy autorka tego tekstu wie, w jakim panstwie byl Cieszyn do konca I wojny?
Germanizowanie placowki medycznej??? Jak mozna germanizowac szpital, ktory powstal w miescie, gdzie Polakow nie ma w radzie miejskiej (nota bene wie Pani kiedy 1. Polak zostal wybrany do ratusza?), w miescie, ktore od 1526 roku jest czescia monarchii habsburskiej, w miescie, w ktorym 2/3 mieszkancow w spisach powszechnych jest okreslanych osobami narodowosci niemieckiej, w miescie, ktore podoporzadkowane jest wladzom krajowym w Opawie (mocno niemieckiej), a Rada Sanitarna (czyli cos a la ministerstwo zdrowia) jest w Wiedniu?
A mysli Pani, ze dr Reichert czy dr Kohn (ci lekarze poza szpitalem, o ktorych Pani wspomina) mowili po polsku? To akurat byli niemieckojezyczni Zydzi.
Do I wojny pracowalo w szpitalu dwoch lekarzy, ktorzy byli absolwentami UJ. Czy mysli Pani, ze nie znali polskiego?
Monografia szpitala pochodzi z 1988. Prosze wziac poprawke na ten fakt.
Cieszynski szpital mial przed I wojna nieprawdopodobna renome. I prosze mi wierzyc, nie mialo to duzego zanczenia czy lekarz mowil po polsku czy po niemiecku, bo niemiecki byl powszechnie znanym jezykiem. I naprawde narodowsc lekarza nie ma znaczenia w procesie leczenia. Problemem lekarzy bylo sciaganie ludzi do szpitala, bo wielu chorych bylo przekonanych, ze ze szpitala droga prowadzi tylko na cmentarz. Prosze mi wybaczyc, ze tak sie czepiam, ale obraza Pani owczesnych lekarzy wytykajac im ich narodowosc. Czyli jak smial ktos byc narodowosci niemieckiej w Cesarstwie Austriackim, tak?
Patriotami byli i Polacy, i Niemcy, i Czesi. Wszyscy starali sie dbac o swoja 'narodowosc'.
A dr Hinterstoisser, uwazany za jednego z najlepszych chirurgow na Slasku, dostal honorowe obywatelstwo Cieszyna przede wszystkim za 25 lat wzorowego prowadzenia szpitala. Pozostal na tym stanowisku przez 38 lat, do 1930 roku. Czy to nie jest znamienne???

Taaak. Niektórym marzy się powrót do sytuacji, gdy polszczyzna była w Cieszynie językiem dyskryminowanej mniejszości...

Czy to wniosek z mojego postu?
Niestety błędny. Teorie spiskowe mogą prowadzić do obłędu.
Okoliczności przed 125 laty były zupełnie inne niż dziś, więc i kryteria oceny tamtych działań trzeba przyjąć odpowiednie. Ot i tyle.

Kto panuje nad przeszłością, ten zdominuje przyszłość.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama