, czwartek 18 kwietnia 2019
W pogoni za brunatnym jeleniem: Kazkowe granie (felieton)
Był rówieśnikiem Davida Bowie, który też zmarł w tym miesiącu. Jest między nimi jeszcze jedno niespodziewane podobieństwo - na obu wywarło wielki wpływ beskidzkie, Hadynowe "Helokanie”. Lecz tu podobieństwa chyba się kończą. fot: F.J.Dral



Dodaj do Facebook

W pogoni za brunatnym jeleniem: Kazkowe granie (felieton)

Umilkły skrzypce Kazka Urbasia, beskidzkiego muzykanta. Już nam nie zagra, już nam nie zaśpiewa. Słabnie echo jego mocnego, schrypniętego głosu. Już nie usłyszymy jego rubasznego śmiechu. Minął się Kazo "Nędza” Urbaś. Z jego pogrzebu na cmentarzu komunalnym w Cieszynie wracaliśmy w niespodziewanie jaskrawym, styczniowym słońcu, które oślepiająco odbijało się od mokrego asfaltu. Jeszcze miałem w uszach jerychoński grzmot trombity Józefa Brody i żałobną arię na trąbkę i puzon braci Golców odegraną nad grobem Kazka. I trochę było mi żal, że u nas nie ma takiego jazzowego zwyczaju jak w Nowym Orleanie, gdzie z pogrzebów wraca się do domu już z wesołą muzyką. Kazo by sobie pewnie nie życzył, żebyśmy z jego powodu byli smutni.

Było mi też trochę żal, że pogrzebowa msza święta w kościele parafialnym pod wezwaniem św. Marii Magdaleny w Cieszynie nie została odprawiona w całości po góralsku. Choć góry zaczynają się zaraz kawałek za Cieszynem, sam Cieszyn nie jest górskim i góralskim miastem i zawsze trochę mnie dziwi, kiedy w południe słyszę beskidzkie, pasterskie, Hadynowe "Helokanie” z wieży cieszyńskiego ratusza. Ale w dzień pogrzebu Kazka, kiedy w samo południe "Helokanie” rozległo się nad rynkiem i okolicą, nie wydało mi się to ani trochę dziwne, lecz jak najbardziej na miejscu. W tym dniu, o tej akurat godzinie, kiedy w kościele św. Marii Magdaleny zaczynała się msza za duszę największego cieszyńskiego muzykanta, "Helokanie" zabrzmiało jak fanfara na jego cześć.

Kazek mieszkał w Cieszynie, ale był muzykantem karpackim, środkowoeuropejskim. Okazał się muzykiem ludowym, choć właściwie nie pochodził z ludu, lecz z cieszyńskiego mieszczaństwa, z rodziny inteligenckiej, jego ojciec był znanym cieszyńskim architektem i sam Kazek też na architekta się wyuczył. Zaczarował go jednak duch góralskiej muzyki, a właściwie nie tylko góralskiej, lecz w gruncie rzeczy środkowoeuropejskiej, bo nie jest to muzyka tylko górska, ale także nizinna, której źródła biją również na węgierskiej puszcie, a także na sąsiadujących ze Śląskiem Morawach. Czy Kazek był filarem tego muzycznego dziedzictwa czy tylko kamieniem granicznym, trudno to teraz rozsądzić. I trudno przewidzieć, jakie to będzie miało znaczenie dla przyszłości tej muzycznej kultury. Folklor się zmienia, odrywa się od swoich źródeł, od swojego pierwotnego przeznaczenia. Jedno jest pewne: Kazo dla tej kultury zrobił wiele dobrego, sprawił, że ta muzyka grała w naszych sercach, poświęcił temu swoje życie.

Kazek został muzykiem ludowym w Polsce ludowej. Jego kapela Torka działała przy cieszyńskiej filii Uniwersytetu Śląskiego, gdzie sformowała się pod koniec lat 70. ubiegłego wieku. Był to czas nowej duchowej otuchy, którą przyniósł wybór Polaka na papieża i szczególnej kreatywności polskiego społeczeństwa, która niebawem przekształciła się w ruch Solidarności. Kazek po swojemu wziął sobie do serca apel papieża "nie lękajcie się”. Założył alternatywną kapelę młodych beskidzkich muzykantów, którzy nie lękali się przez beskidzką muzykę odnawiać oblicze tej ziemi. Wywodził się z miasta, ale ludowe - najpierw beskidzkie, a potem środkowoeuropejskie - dziedzictwo muzyczne przyjął za własne i oddał mu się bez reszty. Uznał je za swój los. Nie starał się zostać celebrytą ludowości ani nie miał się za gwiazdę muzyki folk. Najpierw dał się poznać jako skrzypek, bajduła, kamrat z fantazją, dobry kompan w gospodzie. Potem został beskidzkim powsinogą, karpackim muzykantem. Z czasem okazał się charyzmatycznym kapelmistrzem, nauczycielem, legendą już za życia. Muzykiem był uniwersalnym - i festiwalowym, i klubowym, odświętnym i świeckim, festynowym i biesiadnym w najlepszym sensie tego słowa. Będąc stale w trasie, w drodze, stawał się przez to trochę bezdomny - muzyczny wędrowiec, łazik, ale też trochę uchodźca. Był człowiekiem instytucją, ale nie dbał o swoją karierę. Jak każdy prawdziwy artysta był też Kazek człowiekiem trochę nieprzystosowanym i naiwnym. Nie zabiegał o rozgłos i popularność. Nie za bardzo też dbał o siebie. Wiele dobrego w związku z tym zawdzięczał swojej najbliższej rodzinie, a także przyjaciołom takim, jak Ala i Piotr Bańczykowie. W legendarnych latach 90. minionego wieku - trudnych, lecz złotych dla odnowy autentycznej kultury ludowej - Torka często grała w "Targowej”, a potem w "Zamkowej”, dwóch niezapomnianych, cieszyńskich gospodach, które były zarazem niezależnymi, prywatnymi klubami muzycznymi, gdzie słuchało się do rana żywej, wspaniałej muzyki. To właśnie tam odnowił Kazek beskidzką tradycję Pogrzebu Basów, ostatków, śledzikowych zapustów, które w tym roku przypadają wyjątkowo wcześnie, bo już 9 lutego. W tym roku Pogrzeb Basów miałby się odbyć po raz dwudziesty piąty. Niestety, Kazik już nie dożył tego jubileuszu.

Na dwa tygodnie przed tegorocznym Pogrzebem Basów pochowaliśmy Kazika. Na jego pogrzeb zjechało się do Cieszyna wielu ludzi gór, nie tylko z Beskidu Śląskiego, bo Kazek był muzykantem dobrze znanym, lubianym i szanowanym od Czorsztyna w Pieninach po Mosty koło Jabłonkowa. Życie beskidzkiego muzykanta z Cieszyna skończyło się przedwcześnie, ale można powiedzieć, że było spełnione. Był rówieśnikiem Davida Bowie, który też zmarł w tym miesiącu. Jest między nimi jeszcze jedno niespodziewane podobieństwo - na obu wywarło wielki wpływ beskidzkie, Hadynowe "Helokanie”. Lecz tu podobieństwa chyba się kończą. Kazo ze swoją Torką nagrał tylko jedną płytę, jego strona internetowa jest zaledwie uruchomiona, niedopracowana i nie ma na niej jego muzyki. Jakoś nikt o to nie zadbał, nikt się nie dołożył. Niewiele muzyki Kazka znajdzie się też na youtubie. Prawie nic. Pogrzeb Basów też tułał się w ostatnich czasach z miejsca na miejsce.

Niby to wszyscy Kazka kochali, wszyscy chętnie słuchali jego muzyki, śpiewali, tańczyli, biesiadowali, ale gdzie teraz jest jego muzyka? Przeminęła z beskidzkim wiatrem? Została tylko w ludzkich sercach? "Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych - zabrzmiało podczas mszy pogrzebowej - tegoście i mnie nie uczynili”. Gdzie jest teraz Kazkowa muzyka? Gdzie jest jego dziedzictwo? Co się stanie z Torką? Jak sobie teraz poradzi jego rodzina?

Kazo "Nędza” Urbaś odszedł górą doliną do zaświatów. Czy tam będzie żył w Wiekuistej Muzyce na wieki? Kto to może wiedzieć. Nam już jednak nie zagra, nam już nie zaśpiewa. Jęczą za nim beskidzkie świerki.

Komentarze: (12)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Jakie to żałosne! Mach nawet w obliczu śmierci Człowieka próbuje przekonywać, że lepiej Go znał niż inni. Po prostu miałkim gość z tego Mach-a...

Miałkim ,może być tylko anonim, który w obliczu śmierci znanego Człowieka uważa, że podawanie nieprawdziwych informacji o zmarłym, w gruncie rzeczy stanowi niedźwiedźią przysługę. Nie jesteś Ty, przypadkiem podwójnie zakamuflowanym Florianusem?

Panowie, sprawę w tym sporze definitywnie może rozwiązać tylko jeden człowiek w naszym kraju, który jak się niedawno okazało zna się na wszystkim - nowoczesny Ryszard Swetru pseudonim Rubikoń.

Dziennikarz, musi być odpowiedzialny za słowo. Tworzenie faktów medialnych przez podawanie wiadomości nieprawdziwych sprzyja ich powielaniu przez następnych, co oczywiście szkodzi jego wizerunkowi. Myślę ,że wspominany przez Florianusa zmarły nie potrzebuje gloryfikowania i tytułów nieprawdziwych, gdyż jego barwny styl życia i dorobek artystyczny jest tak wielki ,że jest o czym pisać.
-> 6k7- zarówno lekarz jak i pielęgniarka mogą zakładać opatrunek choremu, nie znaczy ,że pielęgniarkę trochę na wyrost należy tytułować lekarzem. Sądzę ,że ona sama by to niezwłocznie sprostowała- zmarły tego czynić już nie może i sądzę ,że nie potrzebuje dla swej chwały tytułów na wyrost. Wystarczy tylko przyłożyć się do pracy dziennikarskiej.
Każdy inżynier budowlany może projektować nie znaczy to ,że jest architektem, tak jak nie każdy lekarz jest chirurgiem.
Wspominając zmarłego, ci którzy go znali wiedza o czym piszę w tym trzecim zdaniu od końca, co w niczym nie zaciemnia wizerunku jego osobowości. To stwierdzenie sprowadza się do przysłowiowego powiedzenia, że zmarły dla Towarzystwa podobnie jak cygon dalby się powiesić"- i za to go brać góralska też umiłowała- był szczery, autentyczny i za kołnierz nie wylewał- "Torka pije z gorka", powtarzał. Czy tę prawdę ,która wcześniej nas rozbawiała nie przyjmujemy dziś ze smutkiem, że mógł być jeszcze wśród nas. Niech spoczywa w pokoju. Był na swój sposób wielki ,nie znaczy ,że nie miewał także swoich słabości.

I co z tego że trochą na wyrost Autor utytułował Kazika architektem. O tym że ś.p. Rudolf- Ojciec Kazika oprócz budowania również projektował przez grzeczność nie wspomnę . Ale trzecie zdanie /od końca/ Twojego komentarza Machu jest zwyczajnie nie na miejscu.

Co z tego, że na wyrost? Floriannus walnął babola. Nie dziwię się, że nie pisze pod własnym nazwiskiem.

Żałosny jesteś 6k7 i to nie na wyrost.

Niby jak wszyscy autor Go dobrze znał, niby z Nim tańcował i śpiewał. Niby!
Oj, Florianusie zjedz snikersa, bo gwiazdorzysz.

Z całym szacunkiem Florianusie, ale strasznie bajdurzysz. Rozumiem, że Kazimierzowi Urbasiowi tekst wspomnieniowy jak najbardziej się należy tyle tylko, że wprowadzasz zamęt podając w tekście informacje nieprawdziwe. Można by sadzić, że nadużywając jego imienia(Kazik,Kazo) sugerujesz, ze jest Ci On dobrze znany, a przynajmniej sugerujesz jak byś był z nim w dobrej komitywie. Oboje, św. p.ojciec był inżynierem budowlanym, a zmarły św. p. Kazimierz Urbaś absolwentem technikum budowlanego w Cieszynie- więc nie architekci. Kazimierz studiów budowlanych nie ukończył. Co oczywiście nie przekreśla dobrej o nim opinii jako muzyku folkowym.
Nie rozumiem też Florianusie, dlaczego uważasz, że śmierć kogoś bliskiego miała by nas nie przyprawiać o smutek?Skąd też teza,że z Nowo Orleańskich pogrzebów wszyscy wobec majestatu śmierci bliskich powracają wesoło w rytm jazzowej muzyki z pogrzebów. ?Czy Ty naprawdę znałeś Kazika? Brać goralska to w większości pobożni ludzie.Sądzisz, że kazdy z nich jest wesołkiem w każdej sytuacji także w obliczu śmierci kogoś bliskiego?
Czego ci brakowało w tej Mszy św.- góralskiego księdza, organisty, Florka zauważyłeś bez bruclika, który nie spłaszczał zgłosek by w lepszym tonie góralskim zabrzmiały? Florianusie, lud to też mieszczanie a także inteligencja.
Dla Kazimierza Urbasia góralskie muzykowanie było jedynym zajęciem wykonywanym z pasją. cała jego osobowość była na nie ukierunkowana- z muzykowania żył i to było jego jedyne zajęcia. Często jednak doświadczał bidy z Nędzą- bo z samego grania trudno było wyżyć. Talent muzyczny połączony z łatwością nawiązywania kontaktów z publicznością i współbiesiadnikami niestety z czasem coraz bardziej przesuwał się w stronę biesiadowania. A to niestety, jak większości zdolnym muzykom nie zawsze wychodziło im na zdrowie. Szkoda, że ludzie tak szybko odchodzą- dlatego odejście Kazka smutkiem mnie napełnia.

SMUTNE

Właściwie to się z panem zgadzam . Ten niby felieton niedopracowany do końca .Samo wymienianie imienia osoby zmarłej , powtarzanie faktów które znali prawie wszyscy uczestnicy pogrzebu i Ci co na prawdę znali KAZKA zwykłe ,, bajdurzenie '' i niedopracowanie . Z całym szacunkiem dla zmarłego , góralskie granie było drugim życiem które ukochał a na skrzypkach grał [ dla mnie ] cudownie . Szkoda że już nie zagra i nie zaśpiewa . Smutne to wszystko . Na pocieszenie pozostała mi płyta którą wydano ,,Kapela Góralska TORKA'' Wydawało się że jest ,, niezniszczany '' a jednak już nie ma go wśród nas . Bardzo to smutne .

przeminęła życia przędza
umarł Kazek Urbaś "Nędza"
*
wszyscy ludzie milkną z czasem
i on zamilkł ze swym basem ...

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama