, wtorek 12 grudnia 2017
Studenci Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie poznali twórczość swoich profesorów
Ludzie, którzy na co dzień wykładają różne przedmioty, przeprowadzają egzaminy, pytają, sprawdzają obecność i mijają studentów na korytarzu, mają wiele pasji i nie znanych innym umiejętności, które często nie są związane z ich życiem zawodowym.  fot: Agnieszka Kaczmarczyk



Dodaj do Facebook

Studenci Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie poznali twórczość swoich profesorów

Agnieszka Kaczmarczyk
Studenci Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie poznali twórczość swoich profesorów

Niecodzienna, rodzinna atmosfera udzieliła się wszystkim. fot. Joanna Gańczarczyk

3 kwietnia studenci Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie zorganizowali "Dzień Twórczości Profesora". Wystawa, warsztaty i koncert, ukazały inne oblicze ludzi, którzy na co dzień są wykładowcami, a w życiu osobistym mają wiele pięknych i ciekawych pasji, o których nikt do tej pory nie wiedział.

- Pierwszy "Dzień Twórczości Profesora" jest zainspirowany "Dniem Twórczości Animatora", imprezą, która odbywa się co roku - mówi Asia Krukowska. - Chcieliśmy pokazać profesorów od innej strony, całkowicie innej niż znamy na co dzień. Pokazać ich pasje i umiejętności - dodaje Marta Warlewska i stwierdza, że zaskakujące jest to, że np. reżyser teatralny okazuje się również architektem, ktoś inny chodzi na linie, zbiera saszetki cukru, czy tworzy piękne witraże. - Robimy to w ramach pracowni dyplomowej, ale całkowicie o tym zapomnieliśmy. Przede wszystkim to dobra zabawa i chęć zintegrowania się z wykładowcami - zaznacza Maciej Miłek i dodaje, że role się odwróciły. Teraz studenci mogą zobaczyć, co ich wykładowcy potrafią, czym zajmują się w wolnych chwilach, jakie mają pasje.

Ludzie, którzy na co dzień wykładają różne przedmioty, przeprowadzają egzaminy, pytają, sprawdzają obecność i mijają studentów na korytarzu, mają wiele pasji i nie znanych innym umiejętności, które często nie są związane z ich życiem zawodowym. Studenci podziwiali m.in. wystawę witraży Agaty Cienciały i fotografii Agnieszki Matusiak, prace plastyczne Jakuba Staronia. Mieli okazję posłuchać ciekawych opowieści Kingi Czerwińskiej, zobaczyć kolekcję świnek Barbary Głydy, cukru w saszetkach Anny Drożdż, pięknych tkanin Jolanty Skutnik, czy pestek zamkniętych w szklanych buteleczkach Jolanty Gisman-Stoch. Wysłuchali opowiadań o pasji narciarstwa Zdzisława Ciuka, wykładu o kolejnictwie wąsko i szerokotorowym Tadeusza Kani, zobaczyli również przedstawienie "dziewica, marynarz, student" w wykonaniu Ewy Tomaszewskiej.

- Od 15 lat zbieram pestki ze świeżych owoców. Wkładam je do słoików. Są żywe i gdyby tylko znalazły dogodne warunki wyrosłyby z nich drzewa: jabłonie, brzoskwinie, śliwy, daktyle. Nigdy nie zobaczę ich w pełni rozkwitu, a jednak świadomość istnienia w małej pestce tego, co potencjalnie większe ode mnie daje nadzieję - opisuje swoją wystawę "ptencjały" Jolanta Gisman-Stoch, która zbiera również kamienie z białą kreską i od wielu lat układa z nich "drogę" dziwiąc się, że ciągle je znajduje, a one znajdują ją.

Pasja fotografii nierozłącznie wiąże się z podróżowaniem. - Uwielbiam planować trasy, być w drodze, przemieszczać się, spotykać ludzi. Cóż może lepiej pozwolić zbudować wspomnienia, jeśli nie dzienniki i fotografie - o swojej wystawie "Barwy" - Agnieszka Matusiak.

Anna Drożdż o swojej kolekcji cukrów: - Człowiek z natury jest istotą, która lubi gromadzić "na zapas", "na pokaz", "bo szkoda wyrzucić". Jako osoba niesłodząca, w różnych lokalach, dostając go do filiżanki kawy, zawsze go zostawiałam.(...) z czasem, mój odruch chowania cukru ukradkiem do torebki zauważyli moi znajomi. Moje hobby zaczęło żyć własnym życiem(...) Jak każdy artefakt kulturowy, również one są nośnikami pewnej informacji o kulturze ich wytwórcy. Drobne dodatki do napoju są na co dzień niemal niezauważalne, przez co stają się niezwykle ulotne, na zawsze znikające bez śladu - opisuje swoją kolekcję cukrów z różnych zakątków świata, które obecnie przywożą jej również znajomi.

Nie zabrakło warsztatów: slackline Jana Lnianego, czy Tai-chi Jolanty Gisman-Stoch, oraz wieczornego spotkania przy muzyce, poezji i smakowaniu wypieków, nalewek, które przygotowali wykładowcy. Pracownicy naukowi śpiewali, grali na gitarach, harmonijce, czytali swoje wiersze. Studenci poznali duszę artystyczną Anny Gajdzicy, Bogusława Dziadzi, Andrzeja Kasperka, Magdaleny Bełzy, Barbary Grabowskiej i śmiali się podczas konferansjerki Tadeusza Kani. - Jest to mój debiut publiczny. W życiu śpiewałem może dla trzech osób - mówi Bogusław Dziadzia, opiekun pracowni dyplomowej, w ramach której zorganizowane zostało spotkanie. Zaśpiewał specjalnie dla swoich studentów i dziękował im za zorganizowanie takiego spotkania.

Niecodzienna, rodzinna atmosfera udzieliła się wszystkim. - Trochę humoru, satyry trzeba się nauczyć, to pozwala przetrwać - mówi Tadeusz Kania. - Chcielibyśmy, aby studenci podtrzymali tą tradycję. Jest jeszcze wielu wykładowców, którzy mają ciekawe pasje, ale nie zdążyli przedstawić tego w tym roku - mówi Asia Krukowska.

Komentarze: (2)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Tadeusz Kania to jest gość! Kto studiował na USiu ten wie, ma przynajmniej jeden słowniczek za sobą i zna po kilka patologii na każdą literkę! :)

bravo!!!

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama