, wtorek 12 listopada 2019
Przebudzenie Śląska Cieszyńskiego
11 listopada 1918 roku to symboliczna data odzyskania przez Polskę niepodległości. Tymczasem w Cieszynie już od dziesięciu dni powiewały polskie flagi, Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego przeprowadziła się na Zamek. fot: ARC SPOT



Dodaj do Facebook

Przebudzenie Śląska Cieszyńskiego

WOJCIECH GRAJEWSKI/ Książnica Cieszyńska/ Muzeum Śląska Cieszyńskiego
Noc z 31 października na 1 listopada 1918 r. była w Cieszynie, nawet jak na tę porę roku, wyjątkowo nieprzyjemna - zimna i dżdżysta. Poza tym jednak, nic nie wyróżniało jej od wielu podobnych. A jednak! Miała ona przynieść mieszkańcom miasta i całego Śląska Cieszyńskiego prawdziwą rewolucję. Wraz ze zmierzchem 31 X 1918 r., nastał koniec pewnej epoki. Jak spostrzeżono o świcie dnia następnego, na tzw. Wieży Piastowskiej, nie powiewał już dumnie żółto-czarny sztandar austriackich cesarzy, lecz biało-amarantowa chorągiew. Trzepocząc na wietrze, zwiastowała ona wszem i wobec, iż oto zgasła w Cieszynie gwiazda Habsburgów, a Śląsk Cieszyński, po sześciu wiekach rozłąki, wraca do Polski!

Co takiego wydarzyło się w noc z 31 października na 1 listopada 1918 r. w Cieszynie? Wtedy to polscy spiskowcy - oficerowie i szeregowcy armii cesarskiej, dokonali buntu przeciw państwu austro-węgierskiemu. Tuż po 21.00 opanowali oni koszary, magazyny z bronią oraz wszystkie kluczowe obiekty w mieście, przejmując nad nim kontrolę. Austriackie władze wojskowe były bezsilne - skapitulowały. Zamach się powiódł. Odtąd władza na Śląsku Cieszyńskim należała do Polaków, w imieniu których rządy sprawowała Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego. Dzięki odwadze, jaką wykazali się cieszyńscy Polacy, Cieszyn był trzecim miastem na ziemiach polskich (zaraz po Tarnowie i Krakowie), które wyzwoliło się spod obcego panowania. W ten sposób ziemie Księstwa Cieszyńskiego stały się jednym z zalążków tworzącej się Niepodległej Polski.

To, iż w Cieszynie pomyślnie i bezkrwawo (!) przejęto władzę z rąk austriackich, zawdzięczamy przede wszystkim oficerom - polskim patriotom, którzy podjęli ryzyko przewrotu. Byli to nieomal sami cieszyniacy (tutaj urodzeni lub od lat zamieszkali), przed wojną - miejscowi nauczyciele. O śmiałości przedsięwzięcia, jakiego się podjęli, świadczą liczby. Dość powiedzieć, iż łączna liczba oficerów-Polaków w cieszyńskim garnizonie, nie przekraczała 30 osób, podczas gdy oficerów narodowości niemieckiej było 210 (!). Również wśród ok. 2 tys. podległych im żołnierzy, m.in. także Czechów i Ukraińców, Polacy stanowili mniejszość. Tak więc, mimo, iż w październiku 1918 r. staruszka-Austria chwiała się już w posadach, podjęli się nie łatwego zadania. Należy docenić także to, iż zdołali uprzedzić i udaremnić zamachy, jakie równocześnie szykowali oficerowie czescy i niemieccy. Pierwsi, zaplanowali dokonanie przewrotu i przejęcia władzy w Cieszynie o północy 31 października, drudzy następnego dnia o godzinie 9.00 rano. Dzięki sprawnej akcji Polaków, nie tylko nie doszło do walki pomiędzy żołnierzami różnych narodowości, ale przeciwnie - do współpracy podczas likwidowania struktur państwa austro-węgierskiego. Dzięki temu, dowództwo cieszyńskiego garnizonu, na czele z płk. Johannem Gerndtem, widząc, iż ich sytuacja jest beznadziejna, oddało władzę, zyskując w zamian możliwość błyskawicznego opuszczenia Cieszyna i powrotu w rodzinne strony (grupa ok. 800 żołnierzy wyjechała jeszcze 1 listopada).

Akcja polskich oficerów i żołnierzy, przeprowadzona w nocy z 31 X na 1 XI 1918 r., była niejako zwieńczeniem czterech lat wysiłków i ofiar, jakie dla sprawy narodowej ponosiła ludność Śląska Cieszyńskiego. Wybuch w 1914 r. tzw. Wielkiej Wojny, jak wówczas nazywano I wojnę światową, stawiał cieszyńskich Polaków w bardzo trudnej i niezręcznej sytuacji. Na Śląsku, w uświadomionych narodowo kręgach, zdawano sobie bowiem sprawę, iż cieszyniakom przyjdzie cierpieć i umierać za sprawę obcą, a co gorsza - za sprawę dla nich wrogą. Na sytuację inaczej patrzono tutaj, niż w sąsiedniej Galicji. W Krakowie i całym zaborze austriackim, gdzie Polacy obdarzeni byli wszelkimi prawami i wolnościami, liczono bowiem, iż po wygranej wojnie, pod berłem cesarza austriackiego, znajdą się również ziemie zamieszkałe przez Polaków z zaboru rosyjskiego oraz, iż z jego łaski, wskrzeszone zostanie państwo polskie. Na Śląsku Austriackim natomiast prognostyki były zupełnie inne. Tutaj bowiem, nieustannie spotykający się ze złą wolą i szykanami ze strony uprzywilejowanej mniejszości niemieckiej, Polacy, tak jak i Czesi, obawiali się, iż nawet w przypadku wojennego zwycięstwa państw centralnych - Prus i Austro-Węgier - sytuacja miejscowych Słowian tylko się pogorszy. Tak więc, chociaż oficjalnie (szczególnie wobec węszących zdrady - cieszyńskich Niemców i tzw. Ślązakowców) Polacy na Śląsku Cieszyńskim, tak jak wszyscy obywatele Austro-Węgier, słali do Boga modły o zwycięstwo Ojczyzny-Austrii i Najjaśniejszego Pana, faktycznie - delikatnie mówiąc, nie życzyli sobie takiego obrotu sprawy.

Klemens Matusiak, który wraz z Ludwikiem Skrzypkiem dowodził przewrotem w Cieszynie, pisał: "Nienawiść zresztą do Prusaków [państwa Pruskiego i sympatyzujących z nim cieszyńskich Niemców] była w Cieszyńskiem tak wielka, że nawet byliśmy gotowi z własną szkodą życzyć wszystko złe tym, w naszą krew wżerającym się sąsiadom. Naturalnie, tak można było tylko sobie myśleć, broń Boże coś powiedzieć, gdyż zaraz groziła kula w łeb. Stąd też u Polaków [na Śląsku Cieszyńskim] treść słów nie zgadzała się z ich znaczeniem. - My zwyciężymy - miało to samo znaczenie, co, my Polacy zwyciężymy, ale Prusacy zginą. Było to zresztą pobożna życzenie, w które z nas nikt z początkiem wojny na pewno nie wierzył".

Owe nastroje i poglądy należy wziąć pod uwagę, rozpatrując udział Ślązaków w wydarzeniach I wojny światowej. Dla wielu z nich wojna była tragedią, w której musieli brać udział wbrew woli - wielu z nich przyszło zginąć "za Najjaśniejszego Pana" i obcą sobie sprawę. Dylematu nie mieli powołani pod broń rezerwowi - oni musieli iść na front i walczyć w szeregach 100 pułku piechoty lub 31 pułku obrony krajowej. Przed trudnym wyborem na Śląsku Cieszyńskim stanęły natomiast setki młodych patriotów, gdy ogłoszono, iż przy boku armii austriackiej na front wyruszą, formowane przez Józefa Piłsudskiego, polskie legiony (pierwsze od stu lat odziały regularnego wojska polskiego!). Wielu wahało się, czy należy ruszać do walki o Polskę przeciw gnębiącej Polaków carskiej Rosji wespół z Austriakami i Prusakami, którzy byli niemniejszymi ciemiężycielami narodu polskiego (co na Śląsku Cieszyńskim boleśnie odczuwano).

Mimo wszelkich dylematów cieszyniacy ostatecznie poparli ideę legionową. Dlaczego? By pokazać rodakom, miejscowym wrogom i całemu światu, iż pomimo 600-letniej rozłąki i trwających dziesięciolecia prób wynaradawiania, na Śląsku wciąż żyją Polacy gotowi dla swej jedynej Ojczyzny oddać życie. Zdecydowano, iż Śląsk Cieszyński nie tylko wyśle na plac boju swoich synów, ale jeszcze ich wyszkoli i wyposaży (z ofiar przekazanych przez cieszyńskie społeczeństwo). Tak powstał Legion Śląski, który we wrześniu 1914 r. wyruszył do walki o wyśnioną Polskę. W oddziale tym, jak i innych jednostkach legionowych służyło ponad 600 ochotników ze Śląska Cieszyńskiego, w większości chłopców jeszcze nastoletnich (młodzież starszą, powyżej 23 roku życia, niemal w całości powołano już wcześniej do cesarskiej armii). 18-letni wówczas legionista Tadeusz Michejda, o decyzji wstąpienia do legionów pisał: "Zastanawialiśmy się nad dobrymi i złymi stronami tej akcji (...) i w rezultacie postanowiliśmy, że skauci [tzn. cieszyńscy harcerze] wyruszą także ze Śląskim Oddziałem; kierowaliśmy się głównie myślą, że jeżeli już akcję taką rozpoczęto, to Śląsk musi dać wyraz swej polskości przez stworzenie osobnego oddziału ochotniczego".

Wojna nie szczędziła młodym legionistom trudów i ofiar. Jeszcze wielokrotnie musieli oni wybierać, czy faktycznie chcą walczyć o swe ideały u boku Austrii. Przy czym, sama monarchia jeszcze nie raz wystawiała ich cierpliwość i wierność na próbę - notorycznie lekceważąc i demonstracyjnie odrzucając pragnienia oraz postulaty Polaków. Po kryzysie, jaki miał miejsce w Mszanie Dolnej, Michejda pisał: "Wprawdzie zawahaliśmy się przed przysięgą austriacką i myśleliśmy o powrocie na Śląsk, ale postanowiliśmy nie robić tego ze względu na społeczeństwo śląskie". Wtedy to po raz pierwszy zdecydowano, iż mimo kłód, jakie rzucano legionistom pod nogi, cieszyniacy pozostaną w legionach (ze względu na pozostałych na Śląsku rodaków, którzy wiązali wielkie nadzieje z wysłanymi na wojnę z ogromnym poświęceniem legionistami). Znamienne są dalsze słowa: "Zresztą zostawiliśmy sobie w cichości furtkę odwrotu: »Gdy będzie trzeba, to potrafimy bić i naszych sprzymierzeńców [Prusaków i Austriaków]«".

Nim jednak doszło do rozejścia się dróg Legionów i sojuszniczych wojsk prusko-austriackich, cieszyńscy legioniści walcząc u ich boku o wyśnioną Polskę złożyli niemałą daninę krwi. Wcieleni w większości do dowodzonej przez Józefa Hallera II Brygady walczyli w Karpatach, na Bukowinie, a następnie na Wołyniu. Ich szlak prowadził przez Nadwórną, Pasieczną, Mołotkow, Maksymce, Zieloną, Rafajłową, Lasy Niebytowskie, Rarańczę i Kostiuchnówkę, gdzie stoczyli niezliczone ilości bitew i potyczek, ponosząc straty sięgające 50 proc. stanu początkowego. Ostatnia z wymienionych bitew miała miejsce nad Styrem na Wołyniu. 5 VII 1915 r. legioniści starli się tam z dwukrotnie silniejszymi oddziałami rosyjskimi. W plecaku jednego z poległych znaleziono nigdy nie wysłany list, pisany przez tęskniącego za domem legionistę:

"Najbardziej przypomina się tu Kubalonka, która zdaje się tu tak, jakby ją ktoś z posad ruszył, wyjął ze Śląska i tu przeniósł. Gdy się tam znienacka spojrzy, w jakimś złudnym półśnie przewidzi się, że się jest na Beskidzie i za chwilę rozdzwonią się dzwony na Istebnem. Ale w mig przechodzi rozeznanie: »Poczkej - synku - myśli sobie dusza - nie tak prędko! Jesteś troszeczkę dalej, niż przy Jurowej Steizby trześni... Tak będziesz - synku - trwał w złudnych nadziejach i tęsknił za rodzinnym domem w tym dalekim świecie, aż przyjdzie koniec temu wszystkiemu, aż się wypełni, co jest przeznaczone... «

Nie boję ja się śmierci, ale - Boże mój! - za nic, za nic nie chciałbym umrzeć w tym dalekim świecie... Grobu mojego nie znalazłby tu nikt z rodziny mojej. Ale wszystko to jest w rękach Bożych. Każe Pan Bóg umrzeć na polu bitwy, - niech się stanie Jego wola..."

Oto ostatnie słowa, jakie kierował do bliskich porucznik Jan Łysek, dowódca jednego z dwóch cieszyńskich batalionów. Pochodzący z Jaworzynki oficer, przed wojną nauczyciel i jeden z najlepiej zapowiadających się na Śląsku Cieszyńskim poetów, tak, jak wielu jego przyjaciół i podkomendnych, już nigdy nie zobaczył ojczystych stron. Na krzyżu pod Kostiuchnówką, pośród mogił poległych w bitwie cieszyniaków, wyryto dwuwierszową sentencję, wyrażającą ostatnią ich wolę:

My krew i życie niesiem w dań,
Tylko, Ojczyzno z grobu wstań.

Świętując odzyskanie przez Polskę niepodległości warto mieć w pamięci Ślązaków, którzy w intencji tej złożyli najwyższą ofiarę, nie doczekawszy momentu jej zmartwychwstania.

Wydarzeniom z lat 1914-1918 poświęcono wiele ciekawych prac. O cieszyńskich legionistach traktuje m.in. wirtualna wystawa dostępna na stronach Książnicy Cieszyńskiej (www.legionisci.kc-cieszyn.pl). Na temat przewrotu dokonanego w 1918 r. w Cieszynie ukazała się bezcenna książka pod redakcją Roberta Danela "Nadolzie Zrywa Okowy" (jedno z najlepszych opracowań nt. historii naszego regionu - dostępne za ledwie 13 złotych w Biurze Macierzy Ziemi Ciezyńskiej na ul. Stalmacha). O Radzie Narodowej Księstwa Cieszyńskiego pisał m.in. prof. Krzysztof Nowak (teks dostępny na: (www.cieszyn.pl), oraz w świetnie wydanej edycji papierowej, którą za 9 zł (!) można nabyć w Informacji Turystycznej w cieszyńskim Ratuszu. O omawianych wydarzeniach traktuje także film Łukasza Grajewskiego, nagrodzony w 2011 r. na konkursie "Parawizja" w Brennej (dostępny tutaj.)

Komentarze: (3)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Kolejna rocznica powstania Niepodległej z roku na rok uświadamia nam z coraz to większa ostrością, że nie ma już jednego narodu polskiego. O jednym narodzie można bowiem mówić tylko wtedy, gdy ma on wspólne cele. Ale jaki wspólny cel może mieć spadkobierca tradycji niepodległościowej z PPR-owcami, którzy szczują przeciwko wszystkiemu, co polskie? Cóż wspólnego może mieć z „młodym, wykształconym”, którego największym marzeniem jest, by go uważano za cudzoziemca? Naród polski jest dzisiaj już tylko częścią polskiego społeczeństwa, być może nawet - jego mniejszością, coraz bardziej zdominowaną przez jawnych "onych".

Tyle, że teraz potomkowie patriotów walczących o polskość, mają się za gównianych steloków, co zatracili zupełnie
patriotyzm, kupcząc go za paczki od wujka Wilhelma. Nawet burmistrz nie wywiesił polskiej flagi w dniu 11.11.2012
o czym to świadczy , o stelockim kołtuństwie, o zaścianku cieszyńskim , czyli czym, gorzej jak w Wąchocku.

O kołtuństwie i zaściankowościi świadczy twoje przyklejanie etykietek "zatracania patriotyzmu" na podstawie wywieszonych lub nie flag.
Jak ty w tym widzisz sedno sprawy to dla mnie - analogicznie - kołek jesteś raczej kibolski,a nie patriota - szalik ci na szyję i petardę. Odpaloną, w majtki.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama