, poniedziałek 10 sierpnia 2020
Mariusz Wałach: Zamykamy się w małym "tustelańskim" skansenie
Spotkanie poprowadził dziennikarz i producent telewizyjny Mirosław Sokół (pierwszy z prawej). fot: Anna Fedrizzi-Szostok/Książnica Cieszyńska



Dodaj do Facebook

Mariusz Wałach: Zamykamy się w małym "tustelańskim" skansenie

MMT
Mariusz Wałach: Zamykamy się w małym "tustelańskim" skansenie

Przy okazji wywiązała się bardzo ciekawa dyskusja z udziałem publiczności. fot. Anna Fedrizzi-Szostok/Książnica Cieszyńska

W piątek, 16 marca, w Książnicy Cieszyńskiej odbyło się czwarte spotkanie z cyklu "Zaolzie teraz". Gościem był Mariusz Wałach, odnoszący sukcesy przedsiębiorca, współzałożyciel firmy Walmarkt. - Zamykamy się w małym "tustelańskim" skansenie - komentował obecną sytuację Polaków dla Zaolziu.

Spotkanie, które poprowadził dziennikarz i producent telewizyjny Mirosław Sokół, zaczęło się tradycyjnie od krótkiej prezentacji poświęconej gościowi. Przy tej okazji mogliśmy zobaczyć żartobliwy filmik pt. "Wczoraj i dziś, czyli wieśniak w pałacu", nagrany z okazji 50. rocznicy urodzin Mariusza Wałacha. Dowiedzieliśmy się nieco o jego przodkach, m.in. o pradziadku Andrzeju Wałachu, rolniku w Bystrzycy i działaczu społecznym, u którego w 1914 roku przez 4 dni mieszkał Józef Piłsudski. Poznaliśmy też w skrócie biografię bohatera. Mariusz Wałach, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Ostrawie, w 1990 roku wspólnie z braćmi Adamem i Waldemarem założył spółkę Walmark, której obecnie jest wiceprezesem. Bracia zdobyli prestiżowy tytuł Przedsiębiorcy Roku 2010 w Republice Czeskiej w konkursie organizowanym przez Ernest & Young. Przypomniano też występy Wałacha w Zespole Pieśni i Tańca "Olza".

Mirosław Sokół zdecydował, że spotkanie będzie przede wszystkim rozmową "z", a nie "o" Mariuszu Wałachu - i był to strzał w dziesiątkę. Tytuł rozmowy, "Nie lubię słowa Zaolzia", był nieco prowokacyjny, ale przedsiębiorca potrafił obronić swój pogląd. - Genius loci (duch lub demon władający albo opiekujący się jakimś miejscem - przyp. red.) tego terenu, niezależnie od przynależności państwowej, kształtował się jako polski - podkreślał. Zwracał uwagę, że często błędnie pisze się o Zaolziu w kontekście wydarzeń sprzed 1920 roku. - Gustaw Morcinek nie urodził się na Zaolziu, bo Zaolzia wtedy nie było. Był jeden Śląsk Cieszyński - przypominał.

- Zamykamy się w małym "tustelańskim" skansenie - komentował sytuację Polaków na Zaolziu. Zwracał uwagę, że odcinanie się od pnia polskiego musi skończyć się wynarodowieniem. Mówił też, że polscy mieszkańcy Zaolzia nie powinni czuć się mniejszością narodową, lecz gospodarzami na swojej ziemi.

Przy okazji wywiązała się bardzo ciekawa dyskusja z udziałem publiczności na temat, jak zacieśnić więzi między polską a czeską częścią Śląska Cieszyńskiego. Wskazywano m.in. na potrzebę bliższej współpracy polskich szkół z obu stron Olzy.

Komentarze: (4)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

A tak wracając do meritum to spotkanie należalo do bardzo interesujacych. Bowiem film "wieśniak w pałacu" nie należał wg. mnie do żartobliwych. Wskazywał na korzenie i drogę jaką odbył bohater spotkania, które pozwoliły mu wraz z jego najbliższymi znaleźć się w "symbolicznym pałacu",ktory w jakimś sensie był także prawdziwy -bo oto na oczach (w mediach)Republiki czeskiej w pałacu ukazał się przedsiębiorca człowiek sukcesu przyznający się z ogromna Wiarą i to przez duże "W" do swojej tożsamości narodowej ,niosący cały bagaż zawilej historii swej ziemi a jednocześnie umiejący odnależć się we współczesnej rzeczywistości. Nie był to dostojny polonez ze szlacheckiej polskiej tradycji ale wywodzący się z piastowskich korzeni taniec górala ,który z jego "hyrą" od wczesnych lat młodości uwieńczył nieprzeciętnym sukcesem wraz z cała rodziną w praskim pałacu. Pan Mariusz Wałach sądzę zadał nam wszystkim mieszkańcom śląska cieszyńskiego żyjących jego tradycją istotne pytanie o przyszłość tej ziemi -czy my jeszcze potrafimy czuć się gospodarzami tej ziemi i czy potrafimy zrobić ten krok naprzód byśmy pomimo ,że tej granicy już nie ma nie zamykali się w społecznościach ,ktore utrwaliła nieistniejąca już granica dzieląca śląsk Cieszyński.

Ten dowcip akurat w tym miejscu jest nie trafiony. Raczej zbudowano go za czasów PRL-u by utrwalać podziały graniczne i budować mur obojętności pomiędzy jednorodną etnicznie społecznością rozdzielona wbrew woli jej mieszkańców granicą. Tuż po podziale Sląska Cieszynskiego w obszarze administrowanym przez rebublikę czeską do narodowości polskiej przyznawało się deklaratywnie 193 000 mieszkańców. zatem ten obszar nigdy nie był dla tamtej części społeczności Czechami. To bezmyślny dowcip i jesli Pón Bóczek lepił "inny " ciebie z gliny to isto zapomnioł dać ci mózg byś aspóń choć kapke myśloł nad tym co piszesz.

a czy wiycie jak powstał lud czeski: siedzioł se Pon Boczek na zomku w Cieszynie i lepił ludzi ,kiery się mu udoł ciepnoł go do Polski ,a kiery się nie udoł wyciepoł go za Olze i tak powstały Czechy!!!!!

To je wic, kiery mogóm opowiadać jyny wykorzyniyni Cieszyniocy, abo ludzie nie stela, kierym sie zdo, że granica miyndzy Czechami a Polokami od dycki była na Olzie...

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama