, niedziela 26 maja 2019
Istebniańskie Zaduszki z Czesławem Miłoszem w tle
Zbigniew Wałach (pierwszy od lewej) od 12 lat organizuje Istebniańskie Zaduszki. fot. Adam Jarosz 



Dodaj do Facebook

Istebniańskie Zaduszki z Czesławem Miłoszem w tle

KATARZYNA KOCZWARA
Tegoroczne spotkanie w ramach 12 Istebniańskich Zaduszek dla wielu miało wymiar szczególny. Małgorzata Kiereś wspinała śp. Rafała Wałacha, folklorystę, pedagoga, muzyka. Jego pamięci poświęcony był koncert Kapeli Wałasi.

Od 12 lat zawsze 2 listopada Zbigniew Wałach organizuje Zaduszki Istebniańskie. Tegoroczne miały wymiar osobisty. Kapela Wałasi zagrała koncert ku pamięci kuzyna  - Rafała Wałacha. Wcześniej Małgorzata Kiereś, dyrektor Muzeum Beskidzkiego w Wiśle, wspomniała tego wybitnego folklorystę, muzyka i pedagoga, który "umarł na przekór wszystkiemu". - Rafała Wałacha znałam, choć nie bezpośrednio, z powodu wspomnienia jego osoby tu jestem. Warto było przyjść. Myślę, że teraz będę co roku uczestniczyć w tych spotkaniach - przyznała po spotkaniu Elżbieta Krężelok z Istebnej.

W refleksyjny nastrój uczestników Zaduszek wprowadzili aktorzy teatru CST z Cieszyna, którzy spektaklem "Poeta pamięta' przypomnieli poezję Czesława Miłosza. - Może wiersze Miłosza troszkę za trudne, ale my starsi, cośmy przeżyli wojnę i czasy po niej, dobrze to rozumiemy. Wzruszające spotkanie. Okoliczność, symbolika daty, nastrój, jaki wytworzyli aktorzy. Cieszę się, że ta tradycja się utrzymuje. To są niezwykle okazje do wspominania, bo jak pamięć ginie, ginie cały naród -  zauważyła Anna Urbaczka-Bury.

Istebniańskie Zaduszki cieszą się wielkim zainteresowaniem, kolejny raz sala w Centrum Edukacji Ekologicznej nie pomieściła wszystkich zainteresowanych. Inicjator spotkania uważa, że ludzie oswajają przemijanie, a takie inicjatywy im w tym pomagają. - Każdy gdzieś nosi w sobie pamięć o tych, co odeszli. Prędzej czy później przemijanie nas dotyka. Choćby człowiek nie był jak zaangażowany w sprawy ziemskie, w to co przynosi nam cywilizacja, szybkie życie, pieniądze, kariery i tak dogania nas refleksja - wyjaśnia Zbigniew Wałach, który wraz z zespołem zaprezentował nowe melodie i aranżacje. 

Małgorzata Kiereś wspomina śp. Rafała Wałacha 

Rafał Wałach pracował w naszym muzeum króciutko. Jego miłość do muzyki, do folkloru, była tak duża, że  8 godzin za biurkiem w pracy, było dla niego trudne. Dla mnie osobiście nie było i na dzień dzisiejszy jeszcze nie ma na istebniańskiej ziemi osoby, która w tak doskonały sposób wytłumaczyła publicznie, pokazała, udokumentowała i zilustrowała problem zapisu gwary. Łączył to z wiedzą, jaką zdobył jako filolog klasyczny, językoznawca. Miał także podstawy muzykologii, znał się na nutach, potrafił  zrobić transkrypcję muzyczną. Grał na organach, które szczególnie kochał. 

Starał się "wyczyścić"  problem złego zapisu gwary. Często zapis nie odpowiadał wartości tej gwary, a właśnie w zapisie upatrywał jej wartość. Jeśli fonetycznie potrafimy oddać labializację - (zjawisko zaokrąglenia warg przy artykulacji samogłosek lub spółgłosek - przyp. red.), "r" frykatywne (taka spółgłoska szczelinowa, która zachowała charakter głoski wibracyjnej - przyp. red.) , wymianę dwuznaków, wszystko będzie miało większy sens. Był w tym mistrzem. Pisywał do gazetki istebniańskiej, utrzymywał kontakt ze środowiskiem akademickim, choć nie pracował naukowo. 

Poszukiwał pieśni, które miały autentyczny, stary zapis. Wszystkim zwracał uwagę na pieśni zapisane na przełomie XIX i XX wieku. Pokazywał, zachęcał do ćwiczenia i co najważniejsze, sam uczył dzieci. Wyłowioną i wyuczona perełka jego jestRafał Mikołajek, który gra na basach, skrzypach i gajdach. Ma nieprzeciętna barwę głosu, zdolności wokalne do starego, archaicznego śpiewu. 

Rafał Wałach starał się pozyskać pieniądze na gajdy, które byłoby instrumentem przystosowanym dla młodych chłopców, ponieważ nie każde dziecko da radę rękami dosięgnąć do przedniej fujareczki. Myślał, jak zbudować mniejsze gajdy, na których młody człowiek mogłoby uczyć się, żeby potem móc grać na dużych gajdach.

Był mistrzem w noszeniu nieprzeciętnie elegancko, godnie stroju górali istebniańskich. Zrobił ogromną rewolucję w kapeluszach  istebniańskich. Był taki czas, kiedy górale nosili kapelusz z Polkapu ze Skoczowa z opadniętym, klapiącym dnem. Zebrał stare zdjęcia i zawiózł do Skoczowa, by na ich wzór przygotowali właściwe kapelusze. Dzięki temu nagle w Beskidach pojawiło się kilka wariantów kapeluszy. Kładł nacisk na odpowiednie noszenie guni.

Do tego był osobą, która nie brała pieniędzy za swoją pracę. Imprezy, wydarzenia uświetniał za przysłowiowe „Bóg zapłać”. Angażował się w pomoc ośrodkom charytatywnym, domom dziecka, wszędzie gdzie trzeba było, grał.

Najpiękniejszą odpowiedzią jak ważny był dla tutejszej społeczności był jego pogrzeb. Nie chodziło tylko o to, że młody 50-letni człowiek umiera. Wielu ludzi przyszło, aby podziękować. Muzykanci, jego wychowankowie stanowili trzon tej grupy. Rafał był bardzo dobrym pedagogiem. Tworzył bardzo fajny duet z żoną Moniką, który opierał się o wartość domu. Miał szczęście urodzić się i wychować w domu wielkiej inteligencji. 

Rozumiał swoje malutkie miejsca na ziemi, kim jest w kulturze. Miał swój świat i zabrał go ze sobą. 

Komentarze: (0)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama