, sobota 20 kwietnia 2019
Gwiazdy nad nami  - słów kilka o filozofii
Bóg przez duże B w dzisiejszych czasach badzo dobrze się sprzedaje. fot. Ryszard Duława 



Dodaj do Facebook

Gwiazdy nad nami - słów kilka o filozofii

"Są dwie rzeczy, które napełniają duszę podziwem i czcią, niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie. Są to dla mnie dowody, że jest Bóg nade mną i Bóg we mnie" - Immanuel Kant. Nasz Czytelnik napisał ciekawy felieton z elementami opowiadania o zmieniającej się rzeczywistości i niezawodnej filozofii, którą coraz mniej osób się interesuje, zagłębia, rozważa.

- Moją ambicją jest dojść do prawdy ostatecznej, wykorzystując do tego celu jako narzędzia "myśli o myśli' - krzyczał zachrypniętym głosem András. András przyjechał z Węgier na studia polonistyczne, ale nie ukrywał swojego upodobania do królowej nauk - filozofii.

Na rozkładanym stoliku w małym pokoju akademika stało kilka pustych butelek. Na talerzu piętrzyły się ogony wędzonych śledzi, ogołocone, chaotycznie poskręcane kręgosłupy i tępo patrzące na świat śledzie głowy. Poszukałem kawałka wolnego miejsca na brzegu talerza i przykiepowałem kolejnego peta. Trochę popiołu spadło na blat. Nad talerzem zaczął się unosić mdły zapaszek przypalanych ości. Po podłodze turlała się jeszcze jedna zapomniana butelka. Siedząca obok Andrása dziewczyna pochyliła się lekko i musnęła grzbiet jego ręki.
- No - przeciągnął się András i otarł z czoła krople potu - czas sprawdzić, jak tam ma się dzisiaj niebo gwiaździste nad nami. Idziemy, Jolka ?

To było nasze ostatnie spotkanie. Od wspólnych znajomych dowiedziałem się, że Jola zaszła w ciążę. András, jak przystało na przyzwoitego faceta, poślubił ją, rzucił studia i zatrudnił się w badylarskiej firmie teścia. I tak skończył się (niestety?... na szczęście?...) jeszcze jeden sen o zgłębienu prawdy i osiągnięciu wielkości.

Przyznam, że od tej pory nie miałem okazji zajmować się Kantem, który w okresie podejmowania trudnych decyzji był dla Andrása wielką inspiracją. Niedawno jednak przeczytałem w poczekalni u dentysty artykuł, traktujący o dokonaniach nowego kierunku - filozofii eksperymentalnej i jej próbach znalezienia odpowiedzi na pytanie, czy dobro jest kategorią wrodzoną. Kanat wrócił tylnymi drzwiami.

Jeden ze współtwórców filozofii eksperymentalnej, Joshua Knobe z Yale University, wymyślił na potrzeby swego doświadczenia "Świat A“. W tym świecie żyje człowiek o imieniu Bill, któremu bardzo podoba się jego sekretarka. Dochodzi do wniosku, że jedyną szansą na związek z ukochaną osobą jest pozbycie się żony i trójki dzieci. Wie, że w razie pożaru jego dom staje się pułapką. Przed wyjazdem służbowym uruchamia urządzenie wywołujące pożar, w którym ginie jego rodzina. Czy Bill jest w pełni odpowiedzialny za śmierć żony i dzieci?

Ponad tysiąc uczestników eksperymentu, reprezentantów różnych kultur z Indii, Hongkongu, Kolumbii i USA, podzielono na dwie grupy. Pierwszej z nich zaprezentowano sytuację jako abstrakcyjną i odległą w czasie (“za kilka lat“) a drugiej bardzo konkretną ze szczegółami śmierci rodziny Billa i w bliskim czasie (“za kilka dni“). Uzyskane wyniki eksperymentu były zaskakujące: pierwsza grupa, w odróżnieniu od drugiej, nie widziała w Billu jednoznacznego mordercy.

A więc to nie wrodzone zasady moralne powstrzymują nas od zbrodni, ale strach z widoku krwi, strach z krzyku ofiar albo ze swądu palonych ciał. Kiedy jednak usunąć odór śmierci i obraz cierpienia z centrum naszej uwagi, wtedy nasz umysł zaczyna kalkulować z możliwością pozbawienia kogoś życia tak, jakby to była zmienna w równaniu matematycznym.

W kontekście tych spostrzeżeń staje się bardziej zrozumiałe, dlaczego wodzowie rewolucji udają, że nie ma żadnej krwawej jatki idącej ramię w ramię z wdrażaniem nowych idei. Dla nich to tylko piękna i szlachetna walka o sprawiedliwość socjalną, równość, wolność i braterstwo. Papież, który akceptował wyprawy krzyżowe (inny, który podpisał konkordat z Hitlerem czy błogosławił wojska Mussoliniego), na pewno nie widział oczami swojej wyobraźni płonących namiotów i domów ani zwłok rozdeptanych przez końskie kopyta czy rozjechanych przez gąsienice czołgów. Wyobrażał sobie natomiast, jaką radością wypełni się Serce Jezusowe po upadku rzeszy zła.

Gott mit uns. Iracka ropa. Szczęście dla Libijczyków.

Dzisiaj jakiś inny András podkuty w determiniźmie i relatywiźmie moralnym pewnie by Jolkę olał. Za pieniądze wyciągnięte od ojca zafundowałby jej skrobankę na Słowacji a sobie podróż dookoła świata (żeby ochłonąć z szoku). Po powrocie napisałby książkę o Bogu w naszych sercach. Być może powodowany szczerą acz naiwną wiarą. A może dlatego, że bóg przez duże b w dzisiejszych czasach badzo dobrze się sprzedaje.

W dzisiajszych czasach już prawdopodobnie nawet kochankowie, zajęci pisaniem o swoich doznaniach na Facebooku, gwiazd nie zauważają (gdyby nawet chcieli, to nie pozwoli im na to zanieczyszczenie świetlne). A sławetny imperatyw kategoryczny Kanta adaptowany na potrzeby dnia dzisiejszego? Postępuj zawsze tak, aby cię nie nakryli. A Bóg ci pomoże.

Komentarze: (6)
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

"Lament się zawsze sprawdza, bo zawsze jakaś dziewczyna straci cnotę."
Luźne skojarzenie. Często bywa tak, jak mawiają starsi ludzie, że jak ktoś "idzie" do piekła to wszystko jawi mu się jako zło, a jak ktoś "idzie" do nieba to we wszystkim potrafi zobaczyć dobro. Myślę, że jest coś na rzeczy.

Przepraszam, Panie Ryszardzie,
za wciągnięcIe Pana w ten "cuchnący interes" wbrew Pana woli. Jako ilustrację do felietonu chciałem dodać portret Kanta z Wikipedii, ale jak zwykle mi się to nie udało. To, że wklejono zdjęcie Pana autorstwa, jest sprawką tylko i wyłącznie dyżurnego redaktora.
A co do reszty - mimo wszystko wierzę w nawrócenie grzeszników i - co za tym idzie - w czyściec jako trzecią drogę.
Serdecznie pozdrawiam.

Panie Andrzeju, na wstępie chciałem Panu podziękować, Pana tekst a właściwie komentarz skłonił mnie do powtórki wiedzy o Kancie. W prawdzie powtórka była pobieżna i po tzw. łebkach ale zawsze! A co najważniejsze, powtórka nie była internetowo monitorowa a zwyczajna książkowa. Dzięki.
Teraz kilka słów wyjaśnienia. W nic mnie Pan nie wciągnął, a już na pewno w żaden "interes" - niestety :), tym bardziej "cuchnący". Pani Redaktor dzwoniła do mnie, czy może wykorzystać fotografię na potrzeby artykułu, w prawdzie go nie czytałem ale do Pani Redaktor mam ogromne zaufanie, niczym nie nadszarpnięte. Cieszę się, że fotografia wykorzystana zwłaszcza gdy mowa o Filozofii.
Pozdrawiam i czekam na kolejny artykuł, który znów zmusi mnie do pogłębienia wiedzy z zakresu Filozofii.

Zgadzam się w zupełności. Słabą stroną Tatarkiewicza jest jednak to, że w jego Historii filozofii nie ma kolorowych ilustracji.

... lewacki sukinkot Kant

Co to lewacki bełkot?

Dodaj komentarz

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama