, piątek 20 września 2019
W pogoni za brunatnym jeleniem: Sympatyczni Czesi (felieton)
Czechy to dla Polaków ważny rynek zbytu. Coraz więcej polskich firm z południa Polski przenosi się do Czech ze względu na stabilne i korzystne warunki czeskiej gospodarki. Ale Czechy to dla Polaków nadal nie lada wyzwanie duchowe. fot: ARC SPOT



Dodaj do Facebook

W pogoni za brunatnym jeleniem: Sympatyczni Czesi (felieton)

FLORIANUS
Płot przy ewangelickim Kościele Jezusowym stał się niedawno miejscem ekspozycji wystawy planszowej o Janie Husie. Jak wiadomo, mistrz Jan Hus, teolog i rektor Uniwersytetu Karola w Pradze, był czeskim kaznodzieją, który - w tym czasie, kiedy polskie i litewskie rycerstwo zmagało się z Krzyżakami - domagał się reformy Kościoła katolickiego, piętnując jego zepsucie i krytykując papiestwo, za co został spalony na stosie w 1415 roku podczas soboru w Konstancji. Krytykowanie Kościoła i papieża uznawano bowiem w średniowieczu za herezję, a herezje karano wtedy śmiercią. 600. rocznica męczeńskiej śmierci Husa przypadła 6 lipca 2015 roku. Przygotowana przez Czeskie Centrum w Warszawie wystawa o Husie dotarła do Cieszyna w maju następnego roku, akurat wtedy, kiedy zorganizowano w tym mieście I Dni Kultury Chrześcijańskiej. Nie znalazła się jednak w programie tej imprezy.

Przypominanie o tym, że Kościół katolicki palił swoich reformatorów na stosach niespecjalnie sprzyja atmosferze popekumenizmu, zwłaszcza kiedy katolicy jakoby obchodzą Rok Miłosierdzia, a polski Kościół katolicki boryka się z przygotowaniami do Światowych Dni Młodzieży. Cieszyńska parafia ewangelicka wolała eksponować wystawę o Janie Husie, heroicznym i wybitnym poprzedniku Lutra, na swoim terenie, u stóp swojego kościoła. Poza tym Hus to jeden z filarów czeskiej tożsamości narodowej. Czesi wcześniej niż Polacy przyjęli chrześcijaństwo i wcześniej od nich chcieli je reformować. Wcześniej też zaczęli od Kościoła katolickiego odchodzić, laicyzować się, a nawet wyznawać ateizm. Ponad pięćset lat ewolucji czeskiej, posthusyckiej religijności spowodowało, że w XX wieku dla polskiego katolika Czech - choć bliski sąsiad i Słowianin - stał się istotą mało zrozumiałą. Co więcej, wskutek narastania nacjonalizmów, wojny polsko-czeskiej w 1919 roku i nieszczęsnej polityki mocarstw, która w 1920 roku doprowadziła do podziału Śląska Cieszyńskiego i wyznaczenia granicy między Polską i Czechosłowacją na Olzie, Polacy w XX wieku nie czuli do Czechów sympatii, lecz niechęć, pogardę, a nawet wrogość. Zmieniło się to dopiero w XXI wieku.

Od kilku lat Czesi znajdują się na czele rankingu narodów budzących wśród Polaków największą sympatię. To jest zadziwiający fenomen. Nie Amerykanie, nie Francuzi, nie Anglicy, a już pod żadnym pozorem Rosjanie czy Niemcy, tylko Czesi. Sympatia to jest uczucie trochę sztuczne i raczej powierzchowne. Tym niemniej ciekawe, czy ankieterzy sondujący narodowe sympatie Polaków, docierają ze swoimi pytaniami na Śląsk Cieszyński. Czy Czesi znaleźliby się na czele polskiej listy najsympatyczniejszych narodów, gdyby taką ankietę przeprowadzić tylko wśród mieszkańców powiatu cieszyńskiego? A czy tak samo jak Polacy mieszkający w Polsce darzą sympatią Czechów także Polacy mieszkający w Czechach? A może Polacy darzą sympatią głównie swoje uproszczone wyobrażenia o Czechach, czyli swoje o nich stereotypy?

Sympatia sympatią, ale przede wszystkim liczy się interes. Czesi mogą się mieszkańcom powiatu cieszyńskiego wydawać sympatyczni szczególnie z tego powodu, że zostawiają po tej stronie Olzy kasę. Od początku lat 90 minionego wieku, odkąd wprowadzono z powrotem mały ruch graniczny, Czesi masowo przyjeżdżają do Cieszyna na zakupy. W ostatniej dekadzie XX wieku szturmowali cieszyńskie targowiska, szczególnie to pod klasztorem elżbietanek, a w obecnym stuleciu, z postępem cywilizacji, europeizacji i schengenizacji, preferują po polskiej stronie granicy hypermarkety. Czesi przyjeżdżają i kupują. Polscy sprzedawcy towarów i usług rychło zaczęli im nadskakiwać. Aby lepiej sprzedawać swoje produkty, zaczęli się nawet uczyć czeskiego języka. No bo klient nasz pan. Także czeski klient. Trzeba z takim znaleźć wspólny język. W czasach komuny nikomu nawet się nie śniło, że w Cieszynie na ulicach umieszczane będą czeskie napisy. A teraz, proszę, nikogo to nie razi, nikomu to nie przeszkadza. Czeski napis „servis sekaček“ widziałem niedawno przy katowickiej drodze w Pruchnej. Czechom opłaca się przyjeżdżać do Pruchnej naprawiać swoje kosiarki? Czesi właśnie już tacy są, że najchętniej kupują tam, gdzie jest taniej. Towar zaś niekoniecznie musi być lepszy niż u nich. Najważniejsze żeby był tańszy. Dotyczy to także żywności. Jak już jakiś Czech rozsmakuje się w polskiej szynce, to mimo czarnego pi-aru przyjedzie po nią do Rudnika nawet z Pragi. Ale to nie świadczy o jakiejś szczególnej sympatii Czechów do Polaków.

Czesi raczej nie odwzajemniają polskiej sympatii do Czechów. W każdym razie Polacy nie wydają się Czechom tak bardzo sympatyczni, jak Czesi wydają się sympatyczni Polakom. Nie wiem, jaki inny naród poza swoim Czesi lubią najbardziej, ale z pewnością nie są to Polacy. Czesi nie przepadają za Polakami, ale niedawno za polskie pieniądze chętnie zrobili „Polski film”, nieudaną komedię, której nikt nie chciał oglądać ani w Czechach, ani w Polsce. A Polski Instytut Sztuki Filmowej z sympatii do Czechów wybulił na to kasę. No, zdaje się, że zabrnąłem w jakieś narodowe stereotypy, a ze stereotypami należy zrywać.

Czechy to dla Polaków ważny rynek zbytu. Coraz więcej polskich firm z południa Polski przenosi się do Czech ze względu na stabilne i korzystne warunki czeskiej gospodarki. Ale Czechy to dla Polaków nadal nie lada wyzwanie duchowe. Po 1989 roku, czyli po komunizmie polscy księża i zakonnicy pomagali w zlaicyzowanych Czechach odbudowywać kościół katolicki. Czechy stały się znowu krajem misyjnym. W wielu czeskich parafiach proboszczami zostali polscy księża. Wielu z nich zrobiło sporo dobrego dla tamtejszych społeczności lokalnych. Niektórzy z nich, jak Zbigniew Czendlik, proboszcz w Lanškrounie, z czasem zostali prawdziwymi celebrytami, a nawet znanymi w całych Czechach medialnymi gwiazdami. Ksiądz Czendlik to bardzo nietypowy ksiądz. W swojej parafii poważany jest przez wszystkich, nie tylko przez katolików. Budzi szacunek i zaufanie wielu Czechów, którzy z kościelnością i katolicyzmem nie chcą mieć nic wspólnego. Mając na uwadze przede wszystkim ludzi w potrzebie, przekonał wielu czeskich celebrytów i biznesmenów, z którymi często grywa w golfa, do działalności charytatywnej. A poza tym jest to taki ksiądz, który prowadzi mądry, niewyznaniowy talk-show w czeskiej telewizji publicznej. Ze swoim katolicyzmem się nie obnosi, ludzi nachalnie nie nawraca, mówi takim samym językiem, jak oni, nie twierdzi, że wie lepiej, ma podobne jak oni wątpliwości. Poza tym lubi życie towarzyskie i tego się nie wypiera. Po papieżu Janie Pawle II to chyba najbardziej znany polski duchowny w Czechach.

A Jan Paweł II jako pierwszy papież w historii wyraził publicznie głębokie ubolewanie z powodu procesu i okrutnej śmierci zadanej Janowi Husowi oraz - jak się wyraził w 1999 roku podczas audiencji dla uczestników sympozjum naukowego o Husie - „głębokiej rany, jaka w jej następstwie otwarła się w umysłach i sercach Czechów, stając się przyczyną konfliktów i podziałów”. I dodał jeszcze polski papież: „Rany minionych stuleci muszą zostać uleczone dzięki spojrzeniu na przeszłość z nowej perspektywy oraz gruntownemu odnowieniu wzajemnych relacji”. Święta to racja i wskazanie nadal aktualne w Cieszynie po obu stronach Olzy.

Komentarze: (2)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

To nie Czesi są tak sympatyczni jakby wskazywały na to sondaże, ale Polacy to starają się być miłosierni dla sąsiadów w Roku Miłosierdzia.

A co, spieszy się komu?... Może Husowi?...
Spokojnie, jeszcze jakieś 200 - 300 lat i papież zastanowi się jak dziada zagospodarować.
Teraz Watykan ma większe problemy na głowie - taca się kurczy, za pedofilów w sutannach grube miliardy trzeba płacić, no i w końcu z tym Franciszkiem wypada zrobić porządek...
Z pomocą Ducha Świętego i Przenajświętszej Panienki dadzą radę.

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama