, wtorek 20 sierpnia 2019
W pogoni za brunatnym jeleniem: Fatamorgana (felieton)
Czasem - zwłaszcza poza letnim sezonem - słychać też utyskiwania, że cieszyński rynek jest szary. Owszem, przydałyby się tam drzewa - gęste, liściaste, zdrowe drzewa. Niekoniecznie od razu kokosowe palmy. fot: ARC SPOT



Dodaj do Facebook

W pogoni za brunatnym jeleniem: Fatamorgana (felieton)

FLORIANUS
Nikt, ani najstarsi górale beskidzcy, ani amerykańskie Centrum Prognozowania Klimatu, nie przewidział tegorocznych długotrwałych upałów, które w środkowej Europie spowodowały suszę. Owszem, prognostycy tradycyjnie obstawiali, że przyjdzie kontynentalny wyż znad Rosji, ale tym razem wyże nie przychodziły od wschodu, lecz z południa, czyli z Afryki.

Tego lata nad Polskę docierały masy gorącego powietrza znad Sahary. Jak mogą działać upały na mieszkańców Europy Środkowej, pokazał kilkanaście lat temu austriacki reżyser Ulrich Seidl w filmie „Upały” na przykładzie Wiednia. W upały lepiej nie wychodzić z domu nie tylko z powodu słonecznego żaru, lecz także ze względu na zaognionych przez słońce ludzi. W czasie upałów częściej się zdarza, że ludziom po prostu odbija palma. Jednych słońce paraliżuje i są zupełnie do niczego. Tacy są niegroźni, leżą przy zasłoniętych oknach i oglądają telewizyjne seriale. Czasem tylko pełzną do kuchni, żeby z lodówki wyjąć następne piwo. Gorzej mają ci, co muszą wyjść do miasta i pracować. Mogą okazać się bardzo agresywni, jak wiedeńczycy w filmie Seidla. Cieszyniacy nadal lubią uważać swoje miasto za mały Wiedeń. Jest więc szansa, że w porównaniu z wiedeńczykami cieszyniakom odbija proporcjonalnie mniejsza palma. W dodatku Cieszyn jest podzielony na dwa państwa, od 1920 roku przepołowiony na część polską i część czeską, co sprawia, że palma spowodowana przez upały może dodatkowo rozkładać się na dwie połowy.

W tym roku Castorama wysypała na cieszyńskim rynku plażę, w związku z czym miejscowi i przyjezdni mogli między tutejszym ratuszem a Domem Narodowym poczuć przedsmak Sahary. Choć św. Florian trochę przypomina palmę, to jednak jego cień jest znikomy i cieszyński rynek jak zwykle w upalne dni bardziej kojarzył się z rozpaloną patelnią niż z saharyjską oazą. Utrzymujące się tutaj przez wiele letnich dni gorące powietrze mogło wywoływać fatamorganę. W tej sytuacji znani ze swego konserwatyzmu, sparaliżowani przez upał cieszyniacy nie wykazali specjalnego zainteresowania budżetem obywatelskim. Roznegliżowany człowiek na plaży nie jest w stanie myśleć w kategoriach obywatelskich. Takiemu myśleniu bardziej sprzyja cień. Wiedzieli o tym dawni budowniczowie Cieszyna, którzy uznali, że przy rynku potrzebne są podcienia. Co więcej, na starych rycinach z początków XIX wieku widać, że studnia pod wezwaniem św. Floriana otoczona była drzewami. W lecie widać jasno, że na rynku potrzeba więcej cienia. Czasem - zwłaszcza poza letnim sezonem - słychać też utyskiwania, że cieszyński rynek jest szary. Owszem, przydałyby się tam drzewa - gęste, liściaste, zdrowe drzewa. Niekoniecznie od razu kokosowe palmy. Cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa? - może niektórzy pamiętają ze szkoły to retoryczne pytanie z wiersza Leopolda Staffa.

Niestety, cieszyniacy nie mogli wystąpić z projektem zadrzewienia rynku w ramach budżetu obywatelskiego, ponieważ kamienna patelnia rynku należy do gminy, czyli do Urzędu Miasta. Gdyby na rynku zasadzono kilka wysokich, liściastych, gęstych drzew, polityka wykorzystywania rynku musiałaby się zmienić na bardziej proekologiczną. Rynek, który teraz jest najmniej zielonym miejscem w śródmieściu, mógłby się zacząć przemieniać w ekostrefę. Właściwym krokiem w tę stronę jest wycofanie zgody na wjazd i parkowanie w tym miejscu samochodów, choć okazuje się, że zakaz wjazdu samochodów na rynek jest notorycznie łamany. Gdyby władzom Cieszyna ktoś zaoferował umieszczenie tam stacji doładowania dla elektrycznych aut można by koło Poczty wymalować kilka kopert dla takich pojazdów. Cieszyn byłby wtedy pod tym względem w cywilizacyjnej, a zarazem ekologicznej awangardzie polskich miast. W cywilizowanym świecie władze przyjazne mieszkańcom miast zakazują wjazdu samochodom z silnikami diesla i dają zielone światło samochodom elektrycznym. Oczywiście, można zapytać, ile jest w Cieszynie samochodów na prąd. Ale niech ktoś sprawdzi, jak to się zmienia na przykład w miastach niemieckich. Dotarł do nas McDonald’s, dotrą również elektryczne samochody. Już nad tym pracują marketingowcy z Tesla Motors.

Gdyby cieszyński rynek się zazielenił, kamera z ratuszowej wieży pokazywałaby wtedy wspaniałe korony drzew, które mogłyby być misternie ukształtowane w kule i ustawione tak, by wytwarzać nie iluzję plaży, lecz tajemniczego ogrodu. Zieleń mogłaby mieć kształty geometryczne, jak słynny Hortus Palatinus. Tylko przy samym ratuszu można by zasadzić istebniańskiego świerka, aby w czas Bożego Narodzenia pełnił funkcję choinki. Gdyby do tego dodać jeszcze wiszące ogrody i pasieki na dachach, nad którymi można unosić się balonem, byłaby to atrakcja turystyczna niebywała na skalę całej Europy Środkowej. Przez taki tajemniczy ogród mógłby nawet przejeżdżać tajemniczy elektryczny tramwaj. Już kilka dużych liściastych drzew na rynku wytworzyłoby przyjazne środowisko nie tylko dla brunatnego jelenia, ale także uszczęśliwiłoby ludzi. Bo jak wynika z niedawno ogłoszonych badań naukowych, nic tak nie uszczęśliwia człowieka jak zieleń drzew.

Niestety, cienista i chłodna oaza, geometryczny tajemniczy ogród na cieszyńskim rynku z labiryntem orzeźwiających ścian wodnych to tylko fatamorgana. A nawet fantasmagoria. Szanse na zazielenienie tego miejsca widzę bowiem czarno. Tak czarno jak zimą czarne są dymy z kominów śródmiejskich kamienic. A gdzie by wtedy odbywało się Święto Trzech Braci, zawody freestylowe, polityczne mityngi i militarne rekonstrukcje historyczne? Spod laub nie byłoby wtedy widać, co się dzieje w ogródku piwnym u Konczakowskiego. No bo piwne ogródki by zostały. Miałyby tylko kształt trochę baśniowych altan. Władze miasta, które od lat tolerują codzienny przejazd TIRów przez zabytkowe śródmieście, znalazłyby liczne powody uniemożliwiające wprowadzenie zieleni na rynek. A może by w tej sprawie ogłosić referendum? W takiej sytuacji można by cieszyniakom zadać pytanie nie tylko o zieleń na rynku, ale także o czarne dymy z kominów i wjazd samochodów z trującymi silnikami diesla do śródmieścia. Niestety, wynik takiego referendum także widzę czarno.

Komentarze: (9)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Ale o co chodzi ? zapytam jak mój przedmówca;
przecież to bełkot, bez większej treści. O czym my mówimy - o drzewach na rynku ? Hipotetycznie można napisać analogiczny "felieton", w sytuacji jeśliby rynek byłby zalesiony - gnijące liście, wielokrotnie większe koszty sprzątania, więcej ptactwa i problemów z ptasim łajnem, koszty corocznej pielęgnacji drzew... .idt itd.
Szanowna GC - proszę o bardziej krytyczne ocenianie felietonów tego pana, nie wiem skąd wrócił, ale sugeruję pracę nad poprawąjego formy literackiej i zwiększenie merytorycznej zawartości swoich wypoci..., przepraszam : prac.

Sorry za sarkazm, ale tego się czytać nie da.

Dokładnie, jak napisał przedmówca : Ale o co chodzi ?
Jakiś bełkot tego "pożal się Boże" dziennikarzyny. Naprawdę, wyższy poziom dziennikarski reprezentują pismaki z GW.
Szanowny panie Florianusie, proszę popracować nad formą i zwiększyć merytoryczny wkłada w Pańskie "felietony", bo tego się czytać nie da. Gazeto Codzienna - proszę, zmieńcie felietonistę...

Gratuluję GC felietonisty. Myślę, że etatowi komentatorzy przekonani o swojej inteligencji i misji do spełnienia (nauczanie i krzewienie jedynej mądrości) są lekko zdezorientowani. Nie wiedzą biedacy co począć, jak się odnieść, co skomentować, jak napluć. Ale do czasu. Jak nie zrozumieją to szybko zewrą szyki i ocenią - bełkot i trzeba wymienić felietonistę. Florianusie - nie ustawaj. Goń brunatnego jelenia ile sił w piórze.

Też gratuluję.
Na bezrybiu i rak ryba.

Komentarz jeszcze cieńszy od felietonu.

Proponuję zmianę tytułu : W pogoni za różowym jeleniem - będzie bardziej adekwatne do treści felietonów.

A może by tak referendum w sprawie zmiany felietonisty?

Przepraszam, ale o co chodzi?

Narzekanie na dowolny temat to nasza specjalność - forumowiczów. Autor chce nam odebrać nasz "chleb"?

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama